Koniec budynku przeznaczanego do rozbiórki zwykle jest bardzo szybki. Albo ogradza się teren i jedno wielkie „bum” załatwia sprawę, albo budynek wyburza się metodycznie, rozbierając go od góry. Ale nawet ta druga metoda jest szybka, bo przecież z reguły, gdy budynek się wyburza, gotowe są już plany nowego, który ma stanąć w jego miejscu. Każde opóźnienie to dla inwestora strata, więc likwidacja z reguły odbywa się błyskawicznie.
Biurowiec „Petroinform” przy al. 3 Maja 9 w Krakowie wyłamał się z tej reguły. Równo rok temu rozpoczęło się jego wyburzanie, które trwa do dzisiaj. I nie widać końca…
I nie chcę tutaj szczegółowo opisywać przyczyn takiego stanu rzeczy, bo znalazłoby się sporo „uzasadnionych okoliczności” tłumaczących tak nieprawdopodobnie wolne postępowanie robót. Protesty Piłsudczyków, to pewnie jedna z nich. Temat obszernie przedstawiła Gazeta Krakowska w styczniu 2014 roku („Przy Oleandrach powstanie biurowiec”). Druga, to brak uzgodnień z energetyką. Podobno gdzieś pod wyburzanym budynkiem znajduje się transformator zasilający całą okolicę, o którym wszyscy zapomnieli… Czy to prawda? Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Nie wnikam też w szczegóły – nie tym razem. Na sprawę patrzę nie jako inwestor, urzędnik czy nadzór budowlany, tylko jako mieszkaniec Krakowa lub turysta, któremu takie gigantyczne gruzowisko w centrum miasta po prostu nie odpowiada.
Od przeszło 12 miesięcy budynek straszy, a przecież to jest centrum Krakowa! Stoi nieco ponad 1000 metrów w linii prostej od Rynku Głównego. Widać go było z Błoń, z Parku Jordana – jednym słowem – niemiłosiernie szpecił krajobraz. Dzisiaj, dokładnie po roku od początku robót, nie ma już budynku, zostały natomiast kilkumetrowe sterty gruzu i poskręcanych prętów zbrojeniowych.

Biurowiec „Petroinform” – widok od strony Błoń, 30 grudnia 2013. (Źródło: http://krakow.naszemiasto.pl/)

Lis w ruinach „Petroinformu”. Wyburzanie budynku trwa tak długo, że zwały gruzu zaczęły pokrywać się zieloną roślinnością, a w pozostałościach budynku zamieszkał najprawdziwszy lis, 23 lipiec 2014.
Kilka zdań, o tym, jak postępowały prace. W całym procesie wyburzania nie ma za grosz profesjonalizmu. Ogrodzenie terenu wielokrotnie się przewracało. Budynek początkowo wyburzały jedynie dwie osoby, pracujące w dwóch koparkach – jakby nikomu nigdzie się nie spieszyło. Potem dołączył trzeci robotnik, który miał za zadnie polewać gruzy wodą. Ten trzeci pracownik pojawił się dopiero po licznych protestach i pokryciu całej okolicy białym pyłem roznoszonym przez wiatr (podobno nie zawierał azbestu). Kilkutonowe fragmenty budynków z łomotem spadały z wysokości wzbijając kłęby pyłu, a po gruzach uwijało się kilkunastu panów, oczywiście bez kasków, którzy palnikami wycinali bardziej wartościowe kawałki aluminiowej elewacji lub zbrojenia. Nie wiem gdzie wtedy był nadzór budowlany, ale obawiam się, że to nie byli fachowcy. Wyglądali bardziej, jakby brakowało im kilku groszy do taniego wina… Odzyskane materiały pakowali do prywatnych kombi, które bez najmniejszego problemu wjeżdżały na teren – to zabrzmi śmiesznie – budowy. Albo do taczek lub małych wózków typowych dla tzw. „żuli”.
Cud, że przez ten rok nic nikomu się na tej budowie nie stało. Okiem obserwatora rozbiórka „Petroinform” wyglądała, i nadal wygląda, jak jedna wielka farsa. A przecież to centrum cywilizowanego miasta!
Na koniec, jakże smutnego wywodu o naszej polskiej niemocy, braku profesjonalizmu i zaniedbaniach – coś ładnego. Oto projekt biurowca prezentowany w styczniu 2014 roku przez Gazetę Krakowską, który być może zastąpi „Petroinform”.
Ciekawa koncepcja krakowskiej inwestycji też budzi kontrowersje, bo projekt zakłada przechylone ściany. – Patrząc na jedną z wizualizacji, trochę niepokoi mnie zmiana kierunków nachylenia ścian obiektu. To robi wrażenie niepokoju w przestrzeni i może wywołać dyskusję. Być może jednak jest to tylko złudzenie optyczne i w rzeczywistości nie będzie to tak agresywnie wyglądać – komentował na łamach Dziennika Polskiego w 2013 roku Andrzej Wyżykowski, główny architekt Krakowa.
Mimo to, gdybym miał wybór, to bez wahania zdecydowałbym się na nowy zielonkawy budynek. Bo jak krzywy by nie był będzie ładniejszy od kupy gruzu. Byleby został szybko zbudowany.
Wyburzanie „Petroinformu”, to nasz lokalny, swoisty rekord w wielu kategoriach. Wolałbym, aby długo nikt nie próbował go pobić… Bo przecież gigantyczne gruzowisko, porastające chwastami i zasiedlone przez lisy, po prostu nie przystoi takiemu miastu jak Kraków…





to jak ojciec wysyła syna po flaszkę wódki http://www.almoc.pl/img.php?id=2236
„pal w łóżku, nie zostawiaj ich bez pracy…”
http://www.almoc.pl/img.php?id=3117
Wiele POLSKICH firm właśnie ma podobne losy jak Petroiform w którym pracowała moja mam aprzez lata.Obok pracowałam ja czyli Agrochem,a obecnie co.Na przeciwko wciąż straszy Cracovia,dalej Forum. Tez moja mama pracowała,ale w Orbisie.ciekawe,że przez lata hotele były rentowne,przynosiły zyski.Moja mama pracowała w dziale finansowym,kierowniczka,więc wiedziała doskonale jakie zyski przynosiły hotele.Pracownicy mieli premie z zysku,liczne bale fundowane przez Orbis.Pozwoliłby sobie Orbis np na pokrycie kosztów balu sylwestrowego w kopalni Soli w Wieliczce dla pracowników i ich rodzin,gdyby nie był ich stac.
Obecny projekt budynku po Petroinformie jakis kaprawy,syfny wcale nie pasuje do otoczenia oraz stojacego obok domu obecnie Piłsudskiego. Dzisiaj projektanci chca się wykazać,ale nie mają za grosz wyobrazni.
Popatrzmy na osiedla w krakowie Choćby nawet Ul.Siemaszki bloki z 1963r. i nowe osiedle Żabiniec,czyli Ulica Fierdolfa Nila.. Blok na bloku,brak przestrzeni,odległości.Wyjdziesz na balkon i możesz pogadac z sasiadem na przeciwko,balkony pipidówki,odpadający tynk po kilku latach od wybudowania
dzięki za fajną historię