„Szlachetne oszustwo” rozmontuje budżet obywatelski Krakowa

Prawie 80 milionów złotych – tyle kosztowałaby realizacja wszystkich projektów zgłoszonych w tym roku do walki o podział krakowskiego budżetu obywatelskiego. Niestety, na razie pieniędzy, które rzeczywiście zostaną wyznaczone na ten cel, jest prawie 20-krotnie mniej – miasto przeznaczyło na budżet obywatelski 4,5 miliona złotych. I istnieje groźba, że wszystkie pieniądze pójdą na jeden projekt – kontrowersyjny, bo zgłoszony nie przez zwykłych mieszkańców, ale przez byłego radnego dzielnicowego i przez radnych mocno wspierany. Tych samych, którzy bezpośrednio wpływają na podział budżetowych pieniędzy. Szary Kowalski mimo swojego świetnego pomysłu, od razu jest na straconej pozycji.

To 4,5 miliona złotych jest podzielone na dwie części. 2,7 mln pójdzie na realizacje ogólnomiejskie, 1,8 mln zostanie wydane w dzielnicach. Ponieważ dzielnic mamy 18, to na jedną przypada równo 100 tysięcy złotych.

Taki też był górny limit na każdy pomysł – co w praktyce oznacza, że jeśli w głosowaniu krakowian pierwsze miejsce zajmie projekt o takiej właśnie wartości, to będzie on jedynym realizowanym w danej dzielnicy.

W większości dzielnic projektów ubiegających się o finansowanie jest około 20. Wiele z nich ma wartość zbliżoną do 100 tysięcy złotych, są też takie, które powtarzają się w większości dzielnic. Głosowanie od 27 września do 5 października, zarówno w specjalnych lokalach wyborczych, jak i w internecie.

Zobaczmy, na co można głosować.

Groźba, o której wspomniałem na wstępie, dotyczy pomysłu „Angielski i bezpieczeństwo”. W jednym pakiecie wnioskodawca zawarł: bezpłatne lekcje angielskiego dla uczniów szkół podstawowych, zajęcia pod hasłem „Bezpieczne przeprowadzanie dzieci przez jezdnię” oraz rozbudowę lub budowę monitoringu w szkołach. Wniosek został złożony w każdej (za wyjątkiem trzech – Dębnik, Swoszowic i Czyżyn) dzielnicy i razem z kosmetycznymi dodatkami ma kosztować równo 100 tysięcy złotych. Czyli całą kwotę przeznaczoną na dzielnicę. Ale to nie koniec. Został też złożony jako projekt ogólnomiejski i wyliczony na 2,7 mln złotych, czyli też dokładnie na tyle, ile jest zarezerwowane na wszystkie ogólnomiejskie projekty. Czyli w praktyce może się okazać, że spośród kilkuset pomysłów jeden z nich zgarnie 4,2 z 4,5 mln złotych na cały budżet obywatelski.

Kto stoi za tym pomysłem? Otóż, są to krakowscy radni, przede wszystkim Łukasz Wantuch (były radny dzielnicy III) i wspierająca go Małgorzata Jantos (radna miejska). O tym, że chcą zgarnąć całą pulę przeznaczoną na budżet obywatelski, informowali już w kwietniu, a o sprawie pisała Olga Szpunar w „GW”.

Perwersja tej sytuacji polega na tym, że to nie jest zły pomysł. Więcej godzin języka angielskiego w szkołach – na takie hasło przyklaśnie każdy rodzic. Ale jednocześnie jest to kompletne wypaczenie idei budżetu obywatelskiego i łamanie zasad, jakimi powinny rządzić się jakiekolwiek konkursy. I cała sytuacja pokazuje niestety arogancję pomysłodawców, mimo szlachetności całej idei. Dlaczego tak uważam?

Po pierwsze, budżet obywatelski zakłada, że pomysły zgłaszają i walczą o ich realizację obywatele. Tak, wiem, że radny to też obywatel, ale jest to obywatel taki, który ma w czasie swojej kadencji niezliczoną ilość okazji, żeby swoje pomysły forsować. Nie musi do tego używać narzędzia, jakim jest budżet obywatelski, bo to nie jest narzędzie przeznaczone dla niego! Dla niego są rady miasta, obrady komisji i spotkania z urzędnikami, do których ma dostęp. Skoro radni-pomysłodawcy już od dawna byli przekonani do wspaniałości swojego projektu (jeszcze raz podkreślam, że on nie jest zły), to dlaczego nie walczyli o niego podczas planowania budżetu miasta? 4,5 mln złotych to spokojnie kwota, o której można w takim kontekście rozmawiać.

Po drugie, radni są tutaj sędziami we własnej sprawie. Mieli wpływ na proces akceptacji wniosków, maja wpływ i narzędzia, żeby swój wniosek promować wykorzystując swoją pozycję, mogą naciskać na dyrektorów szkół, żeby nie angażowali się w inne edukacyjne projekty zgłoszone przez mieszkańców. Owszem, nie będą mieli wpływu na samo głosowanie, ale na każdym etapie przed głosowaniem i po nim, mają już wpływ całkiem spory. Pracownik np. Orlenu nie może brać udziału w konkursie organizowanym przez Orlen. Ale najwyraźniej ta zasada miejskich radnych nie dotyczy.

Po trzecie, radni pokazują tym pomysłem, że uważają budżet obywatelski za jakąś fanaberię, nad którą trzeba mieć jak największą kontrolę. Absolutnie nie wolno oddać żadnej inicjatywy w ręce mieszkańców! Tak jakby mało było zasieków, przez które musiały się przedzierać wszystkie projekty.

Po czwarte, jest to po prostu oszukiwanie ludzi. Zgłoszono kilkaset pomysłów, ludzie poświęcili swój czas i energię wierząc, że ich projekty dostaną szansę realizacji. A radni, zamiast walczyć o bezpłatny angielski dla dzieci w radzie miasta, postanowili mieszkańców okraść z narzędzi, które sami im wręczyli. To tak jakby nauczyciel od plastyki ogłosił dla dzieci konkurs na najlepszy rysunek, powiedział, że dzieci same ten najlepszy rysunek wybiorą, a potem sam wziął udział w tym konkursie, umieścił swój rysunek wśród rysunków uczniów i czekał na wynik głosowania. Prawdopodobnie by wygrał. Sprawiedliwe?

I pakiet „Angielski i bezpieczeństwo” też prawdopodobnie wygra. Dostanie potężną promocję, rodzice będą woleli zainwestować w edukację swoich dzieci niż w łatanie dziur w chodnikach. Aż mi energia spadła do pisania o pozostałych pomysłach, ale nic to, warto się im przyjrzeć.

1. Zdecydowana większość projektów, to poprawa drobnej infrastruktury. Mnóstwo napraw chodników, sporo placów zabaw, albo modnych ostatnio siłowni na powietrzu. Modernizacje obiektów sportowych, sal gimnastycznych, ustawienie ławek, montaż stojaków rowerowych, wyznaczenie kontrpasu. Słowem – Kraków oczami pieszego, emeryta albo rodzica z dzieckiem. Braki w drobnej infrastrukturze doskwierają w codziennym życiu najbardziej i to widać po ilości zgłoszonych pomysłów jej poprawy. 99% z nich z budżecie obywatelskim przepadnie, ale obowiązkiem władz powinno być wnikliwe wzięcie ich pod uwagę w nowym budżecie miasta (nie budżecie obywatelskim, tylko budżecie miasta właśnie). W ogóle lektura tych obywatelskich pomysłów dla wszystkich urzędników i radnych powinna być obowiązkowa.

2. Bardzo mało jest projektów edukacyjnych, a jeszcze mniej stricte społecznych, nienamacalnych, nastawionych na integrację mieszkańców. Taka jest w tej chwili nasza piramida potrzeb – na społeczną integrację pewnie przyjdzie czas za kilka lat.

3. Ujmujące są drobne inicjatywy, obliczone czasem na kilka tysięcy złotych. Wydanie książki „Barwy Beskidów”, Dancing na Rynku Podgórskim, koncerty muzyki klasycznej w Parku Ratuszowym w Nowej Hucie, przedstawienie „Święty Mikołaj zaprasza”, zakup strojów ludowych dla Stowarzyszenia Przyjaciół Łuczanowic, czy też „Oddzielenie części mieszkalnej od wolnostojącego pawilonu latryn szpalerem nasadzonych krzewów”

4. Stosunkowo niewiele jest projektów, które nie przeszły weryfikacji formalnej i merytorycznej.

5. Ale spośród tych, które nie przeszły, też warto na niektóre zwrócić uwagę. Przede wszystkim, odrzucono wnioski o naziemne przejścia dla pieszych na Krasińskiego przed mostem Dębnickim i na placu Bohaterów Getta. Argumentowano, że utrudni to płynny ruch samochodowy oraz że w obu lokalizacjach są przejścia podziemne. Czyli przeważyły interesy kierowców nad interesami pieszych.
Skrzyżowanie Krasińskiego z Kościuszki, z wejściem na most Dębnicki i zejściem na bulwary, jest jednym z najbardziej nieprzyjaznych dla pieszych miejsc w śródmieściu Krakowa. Przejście w którymkolwiek kierunku wiąże się z potężnym nadkładaniem drogi i pokonaniem wielu schodów i krawężników. Na skrzyżowaniu jest sygnalizacja świetlna, więc bardziej tamować ruchu już się nie będzie. Ale cóż, wciąż myślimy epoką Gierka, miejmy nadzieję, że już niedługo.
Odrzucono też wniosek o plac zabaw na Plantach. Argumenty – konserwatorskie (Planty to zamknięty układ kompozycyjny z XIX wieku, pomnik historii, itp.). Szkoda, jasna sprawa, że Planty trzeba chronić i niech niebo spadnie na głowę każdemu, kto będzie chciał na nich stawiać jakieś budynki albo billboardy. Ale jeden plac zabaw, gdzieś na mniej uczęszczanym odcinku (Zwierzyniecka – Podzamcze albo w okolicach hotelu Royal), raczej by Plantom nie zaszkodził.

Podsumowując, wygra prawdopodobnie oszustwo radnych i angielski w szkołach. Nie będą to źle wydane pieniądze, ale efekt dla rozwoju społeczeństwa obywatelskiego Krakowa i dla poziomu zaufania społecznego (i tak dramatycznie w Polsce niskiego), będzie fatalny.

  4 comments for “„Szlachetne oszustwo” rozmontuje budżet obywatelski Krakowa

  1. ~krakuska
    4 września 2014 o 05:18

    Znaczy trzeba nauczycielom znowu nabic kase a że samorzad robi bokami to trzeba wziasc pieniadze obywateli ? No cóz nic dodac nic ujac a odnosnie pani Jantos lepiej wychodziła jej cukiernia na Karmelickiej niz radcowanie!

    • ~Assakari
      6 października 2014 o 19:53

      Od nauczycieli się odczep bo to nie im będzie się nabijało kabzę tylko znajomkom pani Jantos.

      • 25 grudnia 2015 o 20:51

        Boże mój, znalazłam ten wpis teraz, gdzieś -tam przez przypadek. Co za bzdury – dlaczego lidzie wszędzie widzą układy, znajomości et.
        Nie można zrobić niczego tylko i wyłącznie z tego powodu, że się w tym czymś widzi sens?

  2. 20 lutego 2018 o 12:00

    Masakra. Budżet obywatelski powinien służyć obywatelom, a zostaje wykorzystane… 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *