Sensowne myślenie o samochodach wchodzi do mainstreamu

Dwa bardzo interesujące i znamienne newsy się dziś pojawiły. Ukazał się raport warszawskiego Zarządu Dróg Miejskich dotyczący prędkości w stolicy oraz analiza Ministerstwa Infrastruktury, w której władze jasno przyznają, że nasze drogi – choć nowe i lśniące i wciąż budowane – nie zmieszczą wszystkich aut.

Raport ZDM wywołuje we mnie te same emocje, co kolejne zagrywki Putina, albo innego Kima – z jednej strony nie spodziewam się niczego dobrego, z drugiej – wciąż jestem zdruzgotany i zaskoczony, że jest aż tak źle.

ZDM dokonał 3,3 miliona pomiarów! Przz cały 2017 i część 2018 roku. Na 3,3 mln pomiarów przekroczenie prędkości odnotowano w 1,8 miliona przypadków! To 56% wszystkich zarejestrowanych pojazdów, z czego 1 mln dotyczył przekroczeń o ponad 10 km/h (ponad 30% wszystkich pojazdów) a 12 tys. (3,6%) kierujących pojazdami było zagrożonych utratą prawa jazdy (przekroczenie prędkości dopuszczalnej o ponad 50 km/h).

Są miejsca, w których przekroczenie prędkości odnotowano w 96,7 procentach przypadków.

Ale są jeszcze ciekawsze obserwacje. W niektórych miejscach badano tzw. ruch swobodny, czyli miejsca, w których kierowcy mogą samodzielnie wybrać prędkość, bo nie są blokowane przez inne pojazdy. I okazało się, że średnio udział tego ruchu swobodnego wynosi 50 procent. Czyli w zakorkowanej Warszawie jednak całkiem poro miejsc takich zakorkowanych znowu nie jest.

Z ruchem swobodnym wiąże się oczywiście prędkość. Im więcej „swobody”, tym przekraczanie prędkości wyższe. Ale w raporcie znalazło się też takie spostrzeżenie: na Wołoskiej (między Woronicza a Bytnara, po trzy pasy w każdą stronę), gdzie udział ruchu swobodnego jest stosunkowo niewielki (37,4 proc.), prędkość przekracza tam 78,3 proc. kierowców. Czyli dwa na trzy auta są blokowane przez inne, ale w sumie i tak gnają szybciej niż dopuszczalne 50 km/h – czytamy w komentarzu serwisu transport-publiczny.pl.

Podsumowując, zapier…my jak dzicy i infrastruktura w postaci szerokachnych, wielopasmowych dróg, bardzo nam w tym sprzyja. Na moście Poniatowskiego gdzie obowiązuje 50 km/h zarejestrowano 146,1 km/h w stronę ronda de Gaulle’a i 180 km/h w kierunku ronda Waszyngtona. Podczas pomiarów w tunelu Wisłostrady zmierzono zaś rekordzistów pędzących z prędkością ponad 172 km/h. To ekstrema, ale najgorsza jest tak codzienność i regularne przekraczanie prędkości o 10-20 km/h. Bo właśnie te 10-20 km różnicy pomiędzy 40 a 60 km/h ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa. Pieszy ma jakie-takie szanse przeżycia w starciu z autem jadącym czterdziestką. Z takim jadącym powyżej pięćdziesiątki nie ma już prawie żadnych.

Analiza Ministerstwa jest częścią przygotowywanej cały czas Strategii Zrównoważonego Transportu do 2030 roku. – Natężenie ruchu na drogach międzynarodowych w okresie 2015-2030 wzrośnie o 50-62 proc., na drogach krajowych zaś o 27-39 proc., a na drogach wojewódzkich o 3-12 proc. – prognozuje ministerstwo. Ciekawiej jest jednak dalej. Tam są naprawdę genialne fragmenty. Na przykład taki:

Większość miast łączy jednak tendencja do inwestowania głównie w transport drogowy. Integracja systemów transportu zbiorowego w aglomeracjach miejskich też nie jest powszechnym standardem. Prowadzi to do zdominowania przestrzeni miejskiej przez pojazdy indywidualne oraz do zmniejszenia bezpieczeństwa i komfortu innych uczestników ruchu. W efekcie atrakcyjność przestrzeni publicznych spada, a poruszanie się pieszo, rowerem lub komunikacją miejską staje się uciążliwe. W planowaniu systemu transportowego miast ważne jest, aby mieć na uwadze interes wszystkich grup użytkowników i wdrażać inwestycje o skali odpowiadającej warunkom.
Komisja Europejska wskazała, że miasta, z uwagi na swoją specyfikę, dają większe możliwości zintensyfikowania ruchu pieszego i rowerowego, rozwoju transportu publicznego, a także wcześniejszego wprowadzania do obrotu pojazdów zasilanych paliwami alternatywnymi.

Piękne prawda? To nie jest dokument z Kongresu Ruchów Miejskich albo cytat z „Miasta szczęśliwego”. To jest oficjalny dokument polskiego rządu.

A potem jest jeszcze taki:

Konieczne jest wyhamowanie żywiołowego popytu na przejazdy samochodami osobowymi, gdyż wiele odcinków miejskiej i drogowej infrastruktury nie może już wchłonąć dodatkowych pojazdów. Motoryzacja
indywidualna powinna ponosić pełne koszty infrastrukturalne, jakie generuje. Konieczne jest też
wprowadzenie instrumentów regulacyjnych w ruchu samochodów osobowych, które pozwolą
zwiększyć średnie zapełnienie samochodu w czasie jazdy, które obecnie wynosi zaledwie 1,1 – 1,2
osoby. Jest to najskuteczniejszy sposób na zmniejszenie kongestii miejskiej i drogowej.

A także taki:

W miastach, w których jest to możliwe, szersze zastosowanie powinien mieć transport szynowy. Ważne jest także promowanie wdrażania nowych, innowacyjnych rozwiązań, pozwalających na jak najlepsze wykorzystanie dostępnych opcji transportowych, w tym przede wszystkim transportu publicznego, ruchu rowerowego i pieszego.

I taki:

Zrównoważenie opcji transportowych w mieście powinno odbywać się poprzez tworzenie
nieprzerwanych możliwości przemieszczania się środkami transportu, o jak najmniejszej presji na środowisko. Łańcuchy ekomobilności w postaci ciągów pieszych i rowerowych powinny stworzyć spójną siatkę połączeń na terenach miejskich i podmiejskich, tworząc alternatywę dla transportu samochodowego i będącą uzupełnieniem oferty transportu publicznego. W części obszarów miejskich ruch samochodów i pojazdów ciężarowych powinien być ograniczany.

Czyli pięknie jest.

Tak zupełnie serio, to oczywiście jest na razie projekt strategii (dokument ma datę 9.11.2018). Nawet nie strategia, tylko sam projekt. Ale to jest kierunek, w którym należy iść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *