Mój polski eksperyment, czyli jeżdżę jak dupa wołowa

Mamy najwyższą w UE, po Rumunii, liczbę śmiertelnych ofiar wypadków drogowych w przeliczeniu na milion mieszkańców. Główne przyczyny takiego stanu rzeczy są dwie – niedostosowanie prędkości do warunków na drodze i… same warunki, które ze względu na jakość polskich dróg, są zazwyczaj fatalne. Na jakość dróg nie mam wpływu, na prędkość owszem – postanowiłem więc sobie, że będę kulturalnie i spokojnie jeździł 50 km/h po terenie zabudowanym i 90 poza. Nie spodziewałem się, że to będzie takie trudne.

Standardowa prędkość polskiego kierowcy w terenie zabudowanym to ok. 75-80 km/h. Obowiązującą 50-tką jeżdżą chyba tylko traktory, zdecydowana większość tnie krajówkami i żółtymi wojewódzkimi gdzieś w okolicach 80. Mamy tę prędkość w wychowaniu, wgraną przez lata jeżdżenia z rodzicami i potem samemu. Jadąc poniżej 70 km/h, czyli i tak o prawie 20 km za szybko, czuję się jak pokraka, jak pół-mężczyzna jakiś, jak dupa wołowa ostatnia i nawet moja sześcioletnia córka zauważyła, że nas często ktoś wyprzedza.

Brzmi to absurdalnie, ale to jest naprawdę wyzwanie. Spróbujcie na jakiejś jednopasmowej krajówce grzecznie zwalniać z 90 poza zabudowanym do 50 w zabudowanym. Ja 50 sobie szybko darowałem i starałem się trzymać 60-65. I jeszcze nigdy mnie nie wyprzedziło tylu kierowców, co przez ostatnie dwa tygodnie. Jeżdżenie po terenie zabudowanym z prędkością 80 km/h uważamy za normę.

I NORMA to jest kluczowe słowo moim zdaniem. Bo taką mamy normę społeczną w Polsce w tej chwili. Konia z rzędem temu, kto przyzna się głośno przed kolegami z pracy, że jedzie 50 km/h w każdym terenie zabudowanym i żona się z niego nie śmieje przy tym, tylko się cieszy, że ma chłopa odpowiedzialnego. Ja właśnie zrobiłem 2000 km po Polsce płd-wsch i starając się jechać 60-65 km/h byłem wyprzedzany non-stop. A ponieważ wszyscy wiemy, jak się nadają nasze drogi do wyprzedzania, to tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że Polska to kraj wariatów na drogach. Bo ja przekraczałem prędkość o jakieś 15 km/h, jechałem przez jakieś miasteczko albo dużą wieś, więc na poboczu piesi i rowerzyści, a koło mnie mknęły busy, transportery i osobówki…

Ale normy społeczne mają to do siebie, że się zmieniają. I mam nadzieję, że te dotyczące prędkości także się zmienią i ja zamierzam być, i niech to sobie patetycznie i idealistycznie brzmi, w awangardzie takiej zmiany i będę jeździł wolniej, zanim to stanie się modne :). A przykłady takich pozytywnych zmian norm społecznych są. Jeszcze 25 lat temu w prawie każdym zakładzie pracy palono papierosy. I wyobraźcie sobie teraz, że kumple i kumpele z biurka obok Was odpalają faję od fai i siedzicie przez 8 godzin w tytoniowej zawiesinie. Tak to wyglądało jeszcze niedawno, za mojego życia. Dziś – nie do pomyślenia. W biurowcach nie wolno palić w ogóle, albo tylko w wyznaczonych palarniach, a żadni goście, którzy przychodzą do mnie do domu, by się w życiu nie odważyli zapalić papierosa. Nikt się nawet nie pyta, czy może, tylko od razu kieruje się na balkon, nawet przy trzaskającym mrozie. Taka jest w tej chwili obowiązująca społeczna norma na papierosy.

W wydanej niedawno antologii polskiego reportażu XX wieku w wyborze Mariusza Szczygła jest tekst Teodora Tomasza Jeża doskonale oddający normy społeczne sprzed stu lat. Autor ostrzega w nim emigrujących do USA Polaków, żeby nie bili tam swoich żon, gdyż mogą za to pójść do więzienia. Nie ocenia, nie wartościuje, a jedynie zwraca uwagę, że normy społeczne w Stanach są pod tym względem inne niż w będącej wówczas pod zaborami Polsce.

Dziś polski kierowca czuję się w Niemczech lub na Słowacji tak samo, jak wówczas emigrant w USA. „Jak to, nie można czasem przywalić żonie?” „Jak to, mam się wlec 50 jak baba?”. Otóż, drogi Rodaku, nie można przywalić żonie i masz się wlec 50.

  812 comments for “Mój polski eksperyment, czyli jeżdżę jak dupa wołowa

  1. ~kuba
    20 sierpnia 2014 o 22:01

    Myślę, że kwestia jeżdżenia 70-80 w terenie zabudowanym w bardzo małym stopniu wynika z „polskiej mentalności”, a w dużym jednak z infrastruktury drogowej. Myślę, że Niemcy jeździliby tak samo, gdyby mieli takie same drogi. I nie chodzi mi tu o jakość nawierzchni, ale o ilość autostrad.

    Dużo jeździłem trasą Kraków -> Sanok. Jest to 230 kilometrów. Jeszcze nie dawno, zanim przedłużono A4, całość trzeba było przejechać zwykłymi drogami, w większości z jednym pasem w każdą stronę. No i jechało się minimum 4-5 godzin, o 5 rano 3,5 godziny. Dlaczego? Bo non stop mamy teren zabudowany, a jak tylko się kończy, to stoi ograniczenie do 70km/h. No i do tego często nie widać wyraźnej granicy między tym zabudowanym, a niezabudowanym terenem. Wioski w Polsce ciągną się w nieskończoność, czasami w zabudowanym prawie nie ma zabudowań, a czasami w niezabudowanym zabudowania są, ale jest chodnik za fosą, więc można jechać szybciej.

    A jak taka trasa by wyglądała w Niemczech? Pewnie z 10-20 km dojazdu do autostrady, 200km autostradą i kolejne 10-20km dojazdu do celu. Można sobie wtedy te 20-40 km przejechać spokojnie i zgodnie z przepisami? Można, bo większość trasy człowiek pokonał w 90 minut na autostradzie, więc kolejne 45 na dojazd do autostrady by nie irytowało.

    Kiedyś będziemy mieli sieć autostrad, to i wszyscy będą w zabudowanym jeździć wolniej. Chyba, że pół wypłaty trzeba będzie na bramkach zostawić…

    • Piotr Kozanecki
      21 sierpnia 2014 o 07:18

      Kuba, na pewno infrastruktura ma tu znaczenie, ale w żadnym wypadku nie może to stanowić USPRAWIEDLIWIENIA dla jeżdżenia w taki sposób, jak teraz. Mamy drogi jakie mamy i dostosujmy do nich nasze jeżdżenie. Bo te statystyki są nieubłagane 🙁

      • ~irenas
        21 sierpnia 2014 o 07:35

        Otóż to !!!

      • ~Sławek
        21 sierpnia 2014 o 08:13

        To co napisał Kuba ma ogromne znaczenie. W Polsce zmiany jazdy kierowców należy zacząć od zmiany myślenia tych co są odpowiedzialni za organizację ruchu na naszych drogach. Dajesz przykład Niemiec. Super! Tylko zobacz jak tam oznacza się teren zabudowany. Zaczyna on się z pierwszym budynkiem, który tworzy ZABUDOWĘ ZWARTĄ i kończy z ostatnim budynkiem zabudowy zwartej. Natomiast wszystkie pojedyncze domy przed zabudową nie są objęte ograniczeniem. W PL terenem zabudowanym objęte są wszystkie budynki i jeszcze pół kilometra w każdą stronę. Powoduje to, że 50 jedzie się w środku pola. Gdzie stoi Policja. W polu!. Wiele osób, które jeżdżą są w pracy. Muszą rozwieść towar, odbyć spotkania, itd. Mają na to tylko określone godziny, kiedy mogą to zrobić. Dlatego na podróż nie mogą poświęcić wielu godzin i tam gdzie widzą idiotyzm, nie stosują się do niego. Niestety powoduje to również manierę, że przestają stosować ograniczenie tam, gdzie powinno być zachowane. Niedawno jechałem z Neustift w Austrii do zamku Neuschwanstein w Niemczech. Trasa 138 km. Nawigacja pokazała mi czas przejazdu 1h55min. Z tego autostrady jest około 40 km. Autostrada wiedzie przez Insbruck, więc w większości jest ograniczenie do 100 km/h. Część trasy wiedzie przez góry i zakręty są „prawie 180 stopni”. Jechałem zgodnie z przepisami i rzeczywiście wyrobiłem się w tym czasie. W PL jadąc zgodnie z przepisami (biorąc jak oznakowana była by ta droga, z mnóstwem ograniczeń) zaszłoby mi ze 4 godziny. To złe i nieprzystosowane do realiów prawo zmusza ludzi do jego ignorowania. Ale łatwiej „suszyć” kierowców, niż zmienić głupotę urzędników.

    • ~amode
      21 sierpnia 2014 o 07:40

      Durne tłumaczenie. W takiej Norwegii mają mniej autostrad niż my w Polsce, a jeżdżą jeszcze bardziej przepisowo niż przytaczani przez Ciebie Niemcy.

      • ~belzebub
        21 sierpnia 2014 o 08:12

        a w afryce biją murzynów. taki to argument kolego przytoczyliście. norwegów jest 10 razy mniej na obszarze 10 razy większym a do tego komunistyczne myślenie i kontrola obywatela uczyniła z norwegów eunuchów. nie namawiam do łamania przepisów ale każdy kto choć raz jechał z góry POlandii na dół , ze wschodu na zachód wie, że jechać zgodnie z przepisami się nie da. po prostu się nie da. mój tesc jeździ cały czas nadprzepisowo czyli 50 ograniczenie to on 40 itd. i 415 kilometrów pokonuje bagatela w 11 godzin bo w połowie drogi musi odpocząć. z taką średnią prędkością to dyliżanse w końcówce XIX wieku jeździły.
        problem jest jeszcze jeden, po co tyle znaków z ograniczeniami? w przypadku gdy zdarzy się wypadek i tak jest zawsze opinia biegłego i sławne niedostosowanie prędkości jazdy do panujących warunków. odpowiedźjest tylko jedna, dla mandatów. znów socjalizm pełną gębą. państwo ma myśleć za mnie gdzie mogę jechać szybciej a gdzie mi zabrania, podczas gdy każdy kierowca powinien sam decydować gdzie może jechać szybciej a gdzie wolniej, to nauczyłoby kierowców odpowiedzialności. oczywiście teren zabudowany to inna para kaloszy.

      • ~jeździec
        21 sierpnia 2014 o 08:28

        Bo w innych krajach nie muszą pracować po 10-12 godz dziennie, nie mają do wykonania 250% normy dziennej 6-7 dni w tyg i ryczących szefów „gdzie ty k.. jesteś” za wypłaty 2-2,5 tys przy min. 250 godz na m-c.
        A u nas – tyle zyskasz czasu, ile szybciej objedziesz.
        PS: Pozdrowienia dla suszących darmozjadów również wykonujących 250% normy dzienne ratujące budżet innych darmozjadów, których ograniczenia nie dotyczą.
        Tak dla informacji: wystarczyło dać ogr. do 80 na autostradzie, bo niby wyjazd z budowy MOP, co z tego, że pasy wyłączenia i włączenia, że 2 pasy ruchu i ciężarówka wyjeżdżająca 5 x na dzień, tylko tu przyjeżdżali suszyć i co godz. ganiali po nowe bloczki mandatowe i średnio po 50 tyś na godz wystawiali mandatów. A wiem to z pierwszej ręki

    • ~hjj
      21 sierpnia 2014 o 07:55

      Mylisz się. Niemcy jeżdżą 50 bo jest 50. Co śmieszniejsze Polacy na terenie Niemiec też jeżdżą 50 w terenie zabudowanym. Może dlatego, że mandat bardziej dotkliwy, a może dlatego, że czują się w Europie. W Polsce niby jest Unia, ale wszyscy wiedzą, że to pic na wodę. Kiedyś była niby Moskwa, teraz Bruksela, ale tu jest Polska i większość jedzie jak chce. Ale już w Niemczech zwalniają do limitu.

      • ~belzebub
        21 sierpnia 2014 o 08:15

        nie o to chodzi. w sytuacji, gdy 500 kilometrów przejedziesz zgodnie z przepisami w 3,5-4 godziny to żeby dojechać 10 kilometrów od autostrady do domu nie chce ci się nawet już jechać szybciej bo nie ma potrzeby. i tylko tyle.

    • ~mariofu
      21 sierpnia 2014 o 08:12

      A jak będziemy już mieć te wymarzone autostrady, to Polak i tak nie będzie nimi jeździł bo za drogo, więc znowu będzie podstawa do nieprzstrzegania przepisów, bo w końcu czas to pieniądz.

  2. ~Patryś
    21 sierpnia 2014 o 07:21

    Ja jeżdżę 60-65 kmh na zabudowanym i sporadycznie ktoś mnie wyprzedza (Polska południowa i wschodnia). Generalnie limit +10-15kmh wystarczy, żeby nie prowokować kierowców do wyprzedzania, a i w razie kontroli drogowej – trudno za takie nadużycie dostać mandat. Przepisowe 50/90 to faktycznie grubo zbyt wolno i jeżeli są warunki, to sam takich kierowców wyprzedzam.

    • ~gm
      21 sierpnia 2014 o 07:41

      „Generalnie limit +10-15kmh wystarczy, żeby nie prowokować kierowców do wyprzedzania, a i w razie kontroli drogowej – trudno za takie nadużycie dostać mandat. ”

      hmm ja mandat dostałem przy +11km/h – nie dostaniesz gdy < 10km/h

      • ~wigula
        21 sierpnia 2014 o 09:18

        I tu się mylisz – dostaniesz

        • 21 sierpnia 2014 o 09:38

          Nie powinien. 10km/h ustawodawca zostawił na błąd licznika.
          Teoretycznie fotoradary wystawiają od 12km/h, ale rozumiem, że policjant z suszarką może i za 11km/h postawić.

  3. ~Lolek
    21 sierpnia 2014 o 07:21

    W Czechach, Słowacji, Niemczech i innych państwach UE jeżdżą w terenie zabudowanym 50km/h i żyją.

    • ~basia
      21 sierpnia 2014 o 07:51

      tylko na słowacji w większości drogi są na terenach niezabudowanych, i 90 to norma.zosia

  4. ~lexus
    21 sierpnia 2014 o 07:23

    naprawdę nie można czasem przywalić żonie? nawet swojej?;-))

    • ~Jemand
      21 sierpnia 2014 o 08:06

      Taki zakaz… Hmm… Wiadomo przecież, że
      Jak chłop baby nie bije,
      to jej wątroba gnije…

  5. ~tedibeer
    21 sierpnia 2014 o 07:25

    Dlatego u nas jest tyle „terenów zabudowanych” poniewaź wszystkie drogi krajowe przebiegają przez wioski, a tylko kilka miast ma obwodnicę. Wystarczy wybrać się do naszych południowych sąsiadòw , np na Węgry. Tam większość krajówek mija wioski. Źeby do takiej wioski dojechać trzeba odbić z drogi głównej.

  6. ~kierowca
    21 sierpnia 2014 o 07:33

    Dobremu i rozsądnemu i trzeźwo myślącemu kierowcy prędkość w terenie zabudowanym jakim są polskie wsie nie przeszkadza i jest bezpieczna bo jeżdżę 46 lat i wiem ze ta prędkość 70 w terenie zabudowanym jest dobra ale powiadam tak ale trzeba każdą szybkość dostosować do warunków i miejsc jazdy bo to nie znaczy że na drodze prowadzącej przez last tniemy 120 nie zważając na nikogo bo szosa jest pusta ale to jest bardzo złudna taka trasa leśna bo jest bardzo niebezpieczna ze względu na możliwość nagłego wtargnięcia zwierząt leśnych na drogę i tragedia murowana. Tak więc należy szybkość dostosować do sytuacji w której jedziemy i w pamięci powinniśmy mieć to jedziemy droga publiczną, Znakami nie poprawimy bezpieczeństwa a jedynie są one pomocne nam w informowaniu niektórych zdarzeń czy sytuacji , a to zdrowy rozsądek pomoże mam jeździć mądrze i bezpiecznie.

  7. ~wyrazik
    21 sierpnia 2014 o 07:35

    jest jeszcze jeden powód do przestrzegania ograniczeń prędkości SZACUNEK dla mieszkańców miejscowości, dzielnicy, ulicy przez którą właśnie jadę. Ustalili 40 to tyle jadę i nie wnikam – to ich prawo. SZACUNEK dla LUDZI

    • ~Paweł
      21 sierpnia 2014 o 08:53

      jedna z najlepszych wypowiedzi jaką przeczytałem do artykułu.

  8. ~xyz
    21 sierpnia 2014 o 07:38

    A ja zapraszam wszystkich, którym 50 km/h w terenie zabudowanym jest za wolno w rejon zachodnio- i środkowopomorski. W każdej miejscowości stoi fotoradar (stacjonarny albo przenośny) i ręczę Wam, że szybko nauczycie się jeździć zgodnie z przepisami. Pozdrawiam wszystkich spieszących się.

    • 21 sierpnia 2014 o 08:37

      Zgadzam się z Toba , mnie zmierzyli w Kaliszu Pomorskim 82 km. i przysłali prezent na Boże Narodzenie 350zl. i 8-sie punktów .Pozdrawiam …

  9. ~nik
    21 sierpnia 2014 o 07:40

    ja zawsze jade w zabudowanym 50, bo mam takie głupie szczescie ze jak nie jade to akurat stoi tam policja i wspomagam ta biedna organizacje 300 pln

  10. ~śmigły
    21 sierpnia 2014 o 07:40

    Zgodnie z przepisami ruchu drogowego jeżdżę już od wielu lat. Nie da się ukryć, że to poważne wyzwanie. Szczególnie, że wzbudzam agresję u innych użytkowników dróg. Wyzwiska przez CB i pokazywanie środkowego palca to codzienność. A i media za wszelką cenę starają się przedstawić opinii publicznej, że największym zagrożeniem na drodze jest pijany kierowca, a nie zbyt duża prędkość. Za to koszty związane z zużyciem paliwa stały się nieodczuwalne, co też może cieszyć.

  11. ~Morderca Drogowy
    21 sierpnia 2014 o 07:41

    Niby wszystko cacy. Ale ile jest dróg takich jak z Wilanowa do Konstancina – czteropasmówka w szczerym polu i 7 km 60km/h? W jakim celu? Żeby zmuszać do przekraczania?

    • ~Adi
      21 sierpnia 2014 o 07:57

      Żeby testować radary odcinkowe 😉

  12. 21 sierpnia 2014 o 07:41

    Według takiej awangardowej logiki, jeżeli wprowadzi się ograniczenie w terenie zabudowanym do 30 km/h to ofiar wypadków będzie jeszcze mniej. A najmniej albo wcale nie będzie ofiar jeżeli dopuszczalna prędkość wyniesie 0 km/h. Tak, zakażmy w ogóle ruchu samochodów w terenie zabudowanym i ofiar będzie 0. Takim jednym przepisem będziemy w awangardzie świata. Chciałem tylko przypomnieć, że jeszcze kilkanaście lat temu dopuszczalna prędkość samochodów w terenie zabudowanym wynosiła 60 km/h. I jakie statystyki są nieubłagane? Pokaż te statystyki, wykaż jaki procent wypadków i ofiar wynika z nadmiernej prędkości. Sam piszesz, że „Główne przyczyny takiego stanu rzeczy są dwie – niedostosowanie prędkości do warunków na drodze i… same warunki, które ze względu na jakość polskich dróg, są zazwyczaj fatalne”. Czyli NIEDOSTOSOWANIE prędkości do WARUNKÓW a nie trzymanie się jakiejś liczby np. 50 albo 60. Jeżeli idiota stawia znak „teren zabudowany” a zabudowań żadnych nie ma, jest dobra widoczność to co złego jest w prędkości 60-65 km/h? Czy naprawdę przy każdym zakręcie i skrzyżowaniu musi stać znak z ograniczeniem do 70? I jeszcze jeden przykład: w moim mieście jest dwupasmowa prosta droga, zabudowania są oddalone od krawędzi ok. 100 m., chodnik oddzielony pasem zieleni i rowem – dopuszczalna prędkość 50 km/h. Większość dróg lokalnych: wąska, kręta, olbrzymie stare drzewa przy samej krawędzi, dziury – dopuszczalna prędkość: 90 km/h! Czujesz różnicę w DOSTOSOWANIU prędkości?

    • ~mariofu
      21 sierpnia 2014 o 08:05

      Witam,

      Zastanów się kolego dlaczego na Słowacji lub w Czechach jest statystycznie przeszło 40% mniej wypadków śmiertelnych niż w naszym kochanym kraju?
      A gdybyś nie znał odpowiedzi, to podpowiadam – tam przestrzega się przepisów !!!

      • ~belzebub
        21 sierpnia 2014 o 08:41

        ta, i nie ma policji bo wszyscy przestrzegają przepisów. zadaj sobie jeszcze tylko pytanie ile tam jest dróg A i S na głowę mieszkańca i ilu jest mieszkańców. potem porównaj ilość samochodów do powierzchni kraju. a jak to juz zrobisz to wtedy się podniecaj z trzema wykrzyknikami.
        żeby ci było trudniej wskażę, że Niemców jest 2 razy więcej, samochodów mają prawie 1,5 razy tyle co my w POlandii, nie ma limitów na autostradach ustawowych (więc nie ma przepisów którego musza przestrzegać) a ofiar śmiertelnych jest 2 razy mniej niż u nas. jak to możliwe?

        • 21 sierpnia 2014 o 09:33

          Drogi wcale nie są dużo lepsze (jeśli w ogóle).
          I nawet piraci drogowi, przed którymi przestrzegają kierowców z Zachodu się znajdują.

    • ~Dominik
      21 sierpnia 2014 o 08:07

      Niestety statystyki są ogólnie dostępne i nie da się ukryć, że to prędkość – http://www.krbrd.gov.pl/images/KRBRD_Stan_brd_2013.pdf

      Kiedyś było 60 km/h? To prawda. Kiedyś nie było też pasów, fotelików itp. Nie było też lodówek, pralek i mp3 – czy to znaczy, że mamy do tego wrócić, „bo kiedyś tego nie było i było dobrze”?

      • ~belzebub
        21 sierpnia 2014 o 08:47

        tylko że ten raport robili ci co stawiają radary. nie zadziwia Cię że górują w statystykach kraje postkomunistyczne w których sieć autostrad jest najgorzej rozwinieta? czy nie zastanawia dlaczego we Francji w której są limity i drakońskie kary za przekroczenie prędkości jest więcej zabitych niż w Niemczech gdzie ustawowego górnego limitu nie ma a i kary nie są jakieś straszne jak dla Niemca?
        to wszystko nie jest takie proste a z raportami tak to bywa że ten co go pisze robi to pod konkretną tezę.

        • ~paweł z opola
          21 sierpnia 2014 o 09:51

          Już nie mogę zdzierżyć twoich odpowiedzi. Czy ty naprawdę tak myślisz czy trolujesz, bo jeśli tak myślisz powinni ci zabrać prawo jazdy. Dodatkowo bawią mnie goście którzy coś tam gzieś tam słyszeli i powtarzają jak mantrę nie weryfikując informacji.
          Sprostuję tylko jedną głupotę którą powtarzasz. W NIEMCZECH NA 60% AUTOSTRAD JEST OGRANICZENIE PRĘDOKOSCI DO 130km, zanim zaczniesz pluć swoimi mądrościami w odpowiedzi na to co napisałem sprawdź w internecie żeby się do końca nie pogrążyć. No chyba żepujdziemy twoim tokiem rozumowania i informacje na ten temat fałszują ci co stawiają u nas radary. .

      • ~belzebub
        21 sierpnia 2014 o 08:57

        jeszcze jedna ciekawostka z raportu.
        otóż na stronie 11 jest struktura wypadków. wynika z niej, że tzw. zderzenia czołowe, boczne, drzewo i pieszy odpowiadają za ok. 75% ofiar śmiertelnych. Gdyby więc ruch odbywał się na drogach klasy A i S wszystkie te przyczyny znikają samoczynnie. w nielicznych przypadkach zamiast drzewa pojawi się filar wiaduktu i zamiast zderzenia bocznego barierki ochronne, czasami ktoś może przebić barierkę i spaść w przepaść albo uderzyć w samochód jadący po przeciwległym pasie ruchu. ale problem co do zasady znika. oczywiście pojedyńcze wypadki będą się zdarzały bo tak to już jest.

    • 21 sierpnia 2014 o 09:36

      Uhm.
      Prędkość dostosowana do warunków jest praktycznie zawsze NIŻSZA od maksymalnej dozwolonej.
      Na przykład, przed przejściem dla pieszych kierowca powinien zwolnić do prędkości bezpiecznej, czyli uwzględniającej ewentualną chęć pana/pani pieszego/pieszej do wejścia na zebrę.
      Ilu tak robi?
      Pomyśl o innych użytkownikach drogi, ich bezpieczeństwie, komforcie poruszania się i wsiądź za kółko z taką świadomością. Gwarauntuje ci, że przerazisz się typową prędkością jazdy Polaka/Polki za kierownicą.

    • ~Hubert
      21 sierpnia 2014 o 09:44

      Zakaz ruchu aut w terenie zabudowanym to propozycja przynajmniej warta rozważania. Rzecz w tym, że prędkości 30 i 50km/h na godzinę nie wzięły się znikąd – to po prostu fizyka i biologia człowieka decydują o tym, że te prędkości są akceptowalne, a wyższe (w przeważąjącej liczbie wypadków) nie.
      Jakoś nie spotkałem nigdy nikogo kto chciałby zakazać całkowicie ruchu aut w terenie zabudowany, za to spotykam całą masę opinii w rodzaju „ja nie jestem żadnym piratem, jeżdżę dynamicznie ale bezpiecznie”. Sorry – będzie bolało – czeka Was wszystkich reedukacja albo odstrzał. To kwestia czasu.

  13. ~dzid
    21 sierpnia 2014 o 07:52

    Ja także spróbowałem jedyny raz jechać nad nasz Bałtyk (ok. 650km) zgodnie z przepisami.W 2008 roku tą trasę pokonałem w 14 godzin,a z powrotem już pojechałem szybciej ok. 11 godz. i zapłaciłem 350zł mandatu(fotoradar Biały Bór -ustawili go na samym końcu tej miejscowości ok. 10 metrów od znaku koniec terenu zabudowanego, a ja widząc koniec dałem za dużo gazu). Od tej pory nie jeżdżę nad piękny Bałtyk, tylko do Chorwacji 1400km, bez mandatu w 11 godz, do Toskanii 1200km ok. 10godz, , na Lazurowe Wybrzeże 1400km. 17 godz, i bez mandatów.

    • ~QQ
      21 sierpnia 2014 o 08:21

      Ja jechalem 650 kmph w 7 godzin zgodnie z przepisami (A4+S3)
      Aha, i juz widze jak np w Austrii przekraczasz predkosc 🙂 Polacy za granica jezdza powolutku bo jakby mu wpakowali mandat w euro to zaraz by musial do domu wracac 🙂

      • ~belzebub
        21 sierpnia 2014 o 08:37

        nie ściemniaj. w Austri nawet autochtoni jeżdżą powyżej 130 km/h, i są nawet suszarki na autostradach, i odcinkowy pomiar prędkości. a w tym roku widziałem coś pięknego. sznur samochodów na lewym pasie ok 3 kilometrów a na prawym od czasu do czasu jakiś maruder, ten na przedzie z tempomatem 140 km/h i jadą wszyscy lewym pasem. dlatego uważam że u Polsce na autostradach panuje większa kultura jazdy i ogólnie jesteśmy dużo lepszymi kierowcami. ta cała tłuszcza zmanierowanych panienek udających męzczyzn pozabijałaby się u nas w pierszym tygodniu życia. jeszcze 10 lat temu gdy ktoś wyprzedzał z przeciwka to drugi mu zjeżdżał na pobocze. dzisiaj to już obraza i piracenie. stajemy się powoli babami (nie mylić z kobietami) bez jaj. liczymy tylko na to że ktoś za nas coś zrobi, podejmie decyzję itd.

  14. ~kam
    21 sierpnia 2014 o 07:53

    Powiedzenie „czas to pieniądz” nie dla wszystkich ma ten sam wydźwięk. Za granicą naszej „wielebnej” jeżdżę zgodnie z przepisami. I nie chodzi o mandaty, lecz o fakt, że nie muszę połowy trasy jechać za ciągnikiem rolniczym lub innym maruderem, nie muszę kilometrami czekać na możliwość wyprzedzenia, bo albo „ciągła” albo teren zabudowany, albo ruch z przeciwka ten manewr uniemożliwia. Komputer samochodowy jest nieubłagany i pokazuje śr. prędkość podróży 56km/godz. przy jeździe trasą. Do cholery czy ja jadę w terenie zabudowanym? Tylko przygłupy z rządu który ośmiela się mówić, że jest nasz, oraz „wybrańcy” pędzą bezkarnie.

  15. ~mm
    21 sierpnia 2014 o 07:56

    Może to nie wina kierowców, tylko osób ustalających jakie znaki mają stać na drodze. W ścisłym centrum miasteczka, ciasne ulice, mnóstwo pieszych itd. mamy teren zabudowany i co za tym idzie „50”. To samo miasteczko, wylot z miasta,droga krajowa, jak kolega wcześniej pisał chodnik, niejednokrotnie oddzielony, lub małą wioseczkę, ruch znikomy i również „50”, Widać że kierowcy sami to weryfikują bo na znakach chyba polegać nie można.To że ktoś nie dopatrzył pewnych rzeczy (mam na myśli włodarzy urzędników) nie oznacza że kierowcy mają być karani, chyba że działania te są celowe co mogę przypuszczać.

  16. ~jasio
    21 sierpnia 2014 o 07:56

    Jeśli tak wielka rolę odgrywa prędkość to konia z rzędem temu kto mi wytłumaczy statystykami czemu na autostradach jest najmniej wypadków?

    • ~olek
      21 sierpnia 2014 o 08:05

      Bo nie ma skrzyżowań.

      • ~QQ
        21 sierpnia 2014 o 08:18

        Kon jest twoj 😀

        Jak mozna zadawac tak glupie pytanie lol.

        • ~Mirek R
          21 sierpnia 2014 o 08:33

          znak zakazu zatrzymywania się i postoju z załączonym piktogramem odholowywania i co ? z 10 samochodów stoi za nim. Obok piękny parking, ale 1 zł/h. Policja podjeżdża , popatrzy i odjeżdża.

      • ~belzebub
        21 sierpnia 2014 o 08:26

        czyli nie prędkość a nieuwaga, i gwałtowne zatrzymanie. 🙂

    • ~ja
      21 sierpnia 2014 o 08:17

      na autoswtradach jest mniej wypadków bo nie ma rowerzystów, pieszych, skrzyżowań i są oddzielone pasy ruchu… prędkość przyczynia się tylko do wypadków, ale ma KLUCZOWE znaczenie na jefo skutki. jadąc wolniej jesteś w stanie szybciej zahamować, masz więcej czasu na reakcję a jak komuś przywalisz to będzie tylko naprawić auto a nie do końca życia mieć człowiaka na sumieniu lub jego kalectwo…

      • ~belzebub
        21 sierpnia 2014 o 08:30

        hamujesz dokładnie tak samo szybko. czasu a reakcję masz dokładnie tyle samo. jadąc z prędkością 10 km/h jesteś w stanie zatrzymać się w miejscu, no chyba że wcześniej uśniesz.
        no i jest jeszcze pytanie czy skutki zderzenia z prędkością 140 km/h będą takie same w fiacie uno i w porsche cayenne. moim zdaniem nie, więc dlaczego ten w facie może jechać tyle ile mu fabryka dała a ten w porsche nie? to tylko z pozoru głupie pytanie.

    • ~Saturnin
      21 sierpnia 2014 o 08:22

      Ile masz na autostradzie:
      1. Skrzyżowań?
      2. Przejść dla pieszych?
      3. Aut parkujących przy jezdni?
      4. Pieszych i rowerów w bezpośredniej bliskości drogi?
      5. Samochodów (np. średnio na 1 km drogi)?

    • 21 sierpnia 2014 o 09:30

      W porównaniu do czego?
      Bo to, o czym piszesz, bierze się z porównania liczby wypadków na autostradach, do liczby używających je samochodów. Pod tym względem są bezpieczne. Gdyby szło o wypadki śmiertelne, to już bym taki pewny nie był (przy prędkościach autostradowych raczej trudno o ‚stłuczkę’ bez ofiar).
      W każdym razie, jak już pisali:
      — przynajmniej dwa pasy ruchu w jedną stronę, oddzielone wyraźnie od pasa z przeciwka,
      — skrzyżowania bezkolizyjne,
      — brak przejść dla pieszych,
      — zabezpieczenia przed wkroczeniem zwierząt,
      — zakaz poruszania się pieszych,
      — brak rowerów, czy sprzętu rolniczego,
      — zakaz zatrzymywania się i postoju,
      — szerokie pobocza (tam gdzie ich nie ma, dostajesz ograniczenia prędkości).
      — dobra jakość nawierzchni (wysokie standardy utrzymania).
      Jeśli masz dwa pasy w jednym kierunku, wyraźnie oddzielone, zwykle możesz jechać szybciej i na zwykłej drodze (także w obszarach zabudowanych daje się ograniczenia podwyższające dopuszczalną prędkość).
      Skrzyżowania bezkolizyjne… Piękna rzecz, ale za droga, by były na wszystkich drogach.
      Podobnie z jakością nawierzchni — nie ma szans, by wszędzie o nią zadbać, ze względu na koszty.
      Obudowywanie wszystkich dróg tak, by nie mogły na nich znaleźć się piesi, zwierzęta, czy pojazdy wolnobieżne jest niepraktyczne. Podobnie jak zakaz zatrzymywania i postoju. A zwierzęta i pojazdy (wolne lub stojące), piesi którzy mogą wkroczyć na drogę (przypomnę, że to kierowca jest zobowiązany do zachowania bezpiecznej prędkości przed przejściem, więc praktycznie 50km/h jest niedopuszczalne w wielu miejscach obszarów zabudowanych…) — to wszystko zwiększa niebezpieczeństwo, zwłaszcza przy większych prędkościach (mniej czasu na reakcję, późniejsze ‚danie się zauważyć’ innym uczestnikom ruchu drogowego).

  17. ~Robert Dodge
    21 sierpnia 2014 o 07:58

    Ja jeżdze w terenie zabudowanym 59 km/h. Poza terenem zabudowanym na co dzien jeżdże 80 km/h. Nikt mi nie zabroni takiej jazdy. Mieszkam w malym miescie w Wielkopolsce. Moj samochod znaja wszyscy. Nikt jeszcze nie zwrocil mi uwagi na zbyt wolna jazde. Mam prawo jazdy od 21 lat i zadnego mandatu. Lubie sluchac w samochodzie glosnej, szybkiej muzyki lecz nic mnie nie prowokuje do szybszej jazdy. Inni musza sie do mnie dostosowac. Nie rozumiem tylko ludzi ktorzy zawsze znacznie przekraczaja normy predkosci a jak dostana mandat to nie moga tego przezyc. Jak jade gdzies dalej lub sie „spiesze” to jade max 100 km/h. Na autostradzie 150 km/h.

    • ~Czytelnik
      21 sierpnia 2014 o 08:25

      I za te 80kmph poza terenem zabudowanym powinni dowalić Ci mandat za spowalnianie ruchu

      • ~marek
        21 sierpnia 2014 o 08:42

        W przepisach jest do 90 km/h a nie dokładnie 90km/h…i cos tam jeszcze jest o dopasowaniu prędkości do panujących warunków….więc jak ktoś ocenia, że w tych warunkach może bezpiecznie jechać 80km/h to tyle jedzie i nie łamie przepisów…

      • 21 sierpnia 2014 o 09:18

        Jakie spowalnianie? Nie ma nakazu osiągania najwyższej dozwolonej prędkości, a 10km/h to dobra różnica do dość bezpiecznego wyprzedzania.
        Zwróć uwagę, że nigdy nie wiesz, jaka jest sytuacja drugiego kierowcy — co on widzi, jak się czuje (a może poczuł na drodze), jak ocenia sprawność swoją i samochodu. Najlepiej jest wyluzować — pośpiech zwykle niczemu nie służy.

    • ~Gadochan
      21 sierpnia 2014 o 09:35

      Nie wiem, nie sprawdziłem, ale przeczytałem gdzieś, że kodeks drogowy jazdę zbyt wolną traktuje, jak jazdę agresywną. Jak dla mnie byłoby to logiczne.

  18. ~ukle
    21 sierpnia 2014 o 08:02

    Bo Polska istnieje tylko teoretycznie.ile razy tiry czy inne ciezarowki jada mi na kufrze i trabia na calego. I to nie bylo 60, tylko duxo wiecej po zabudowanym.czy to jest normalne?Normalny czlowiej na pewno nie przyspieszy.

    • ~Gadochan
      21 sierpnia 2014 o 09:24

      Pod koniec czerwca wracałem z urlopu. Noc, potężna ulewa, bardzo silny wiatr, burza. Trasa między Krasnymstawem, a Lublinem. Widoczność tak kiepska, że tylko światło błyskawic trochę ją poprawiało. Na odcinku, o którym mówię co chwila ograniczenie prędkości do 70 km/h. Droga pusta, jadę mniej więcej 80 km/h. W pewnym momencie widzę we wstecznym lusterku długie światła bardzo szybko zbliżającego się do mnie pojazdu. Pojazd zbliża się na odległość czterech metrów i nie redukując świateł próbuje klaksonem wymusić na mnie zjechanie na pas techniczny. Nigdy tego nie robię po zmroku, więc tym bardziej nie zrobiłem tego w opisanych wyżej warunkach. Kiedy wreszcie pirat znalazł miejsce, w którym mógł mnie wyprzedzić okazało się, że to bus pędzący do Warszawy. Podejrzewam, że z pasażerami na pokładzie.

  19. ~janek
    21 sierpnia 2014 o 08:06

    No tu mnie to zagiąłeś. Dyshonorem jest to że ktoś Ciebie wyprzedza? To Ty płytki jesteś. Co do prędkości na drogach to powiem tyle: myślcie ludzie, myślcie.

  20. ~Wania1
    21 sierpnia 2014 o 08:06

    A ja zawsze trzymam się przepisów dotyczących ograniczenia prędkości. Jestem babą i się tego nie wstydzę. Znacznie bardziej bym się wstydziła, gdybym jeździła jak pijany wariat po dyskotece.

  21. ~kama
    21 sierpnia 2014 o 08:08

    a gdyby tak wzorując sie na dniu bez papierosa,bez samochodu itp. zrobić weckend bez ograniczeń i policji drogowej i straży w krzakach, bez Fotoradarów itp.pułapek? Ile byłyby wypadków? A co byłoby jakby było mniej?okazałby sie ,że że wszystkie durne ograniczenia przepisy wymyślił Mrożek?(nie obrażając artysty)?Co uratowało by budżet?Co jest bardzie opłacalne?

    • ~QQ
      21 sierpnia 2014 o 08:16

      Raczej po takim dniu nastapilaby naturalna selekcja 🙂

    • 21 sierpnia 2014 o 09:15

      Większość kierowców tak jeździ, jakby był taki cały rok.
      Ale jakby oświadczyć publicznie, że taki dzień jest, to wypadków byłoby zapewne mniej — ostrożni w ogóle nie wychodziliby z domów.

  22. ~f300
    21 sierpnia 2014 o 08:08

    Ja już dawno tak jeżdżę tylko zastanawiam się czy to bezpieczne, jestem ciągle wyprzedzany w kaskaderski sposób bo w miastach nie ma dużo miejsca na popisy. Maczo z zagazowanych klamotów patrzą na mnie z pogardą jak mnie mnie wyprzedzają i jeszcze wącham ten smród nie dopalonego paliwa jak przekręcają swoje silniki.

  23. ~zetgie
    21 sierpnia 2014 o 08:11

    od jakiegoś roku podjąłem postanowienie, że jeżdżę zgodnie z przepisami. Używam dużego samochodu i doświadczam bezustannego wyprzedzania mnie przez praktycznie wszystkich na drodze (do tej pory nie zdarzyło się, aby rower mnie wyprzedził). Z początku mnie llekko nosiło, ale taraz mam to gdzieś; jeżdżę poprawnie i już. Liczę, że dobry przykład zrobi swoje.
    Pozdrawiam wszystkich, którzy mnie wyprzedzają; nich pamiętają jednak, że mógłbym każdemu z nich pokazać rurę wydechową swojego forestera.

    • ~zuzka
      21 sierpnia 2014 o 08:40

      Zgadzam się. To, że ktoś jedzie przepisowo nie oznacza , że jest frajerem tylko myśli- czasami też za innych, bo u niektórych myślenie boli.

      • ~emplos
        21 sierpnia 2014 o 09:33

        Dokładnie odwrotnie. Jeśli ktoś jeździ przepisowo bez względu na rzeczywiste warunki to właśnie oznacza, że NIE MYŚLI.

  24. ~anika
    21 sierpnia 2014 o 08:12

    Zawsze próbujemy zwalić winę na coś lub kogoś innego, zamiast zacząć od siebie.
    Żadna cudowna infrastruktura nie zmieni naszej mentalności, w końcu skądś się wzięło powiedzenie „mądry polak po szkodzie”- szkoda tylko, że po tragedii włącza się myślenie.

    • ~wigula
      21 sierpnia 2014 o 09:10

      racja, dwadzieścia lat temu kierowcy też narzekali na jakość naszych dróg, a trudno nie zauważyć, jak wiele się zmieniło, a argumenty wciąż takie same.

  25. ~QQ
    21 sierpnia 2014 o 08:13

    Na szczescie jest juz coraz mneij osob takich jak ty ktorzy uwazaja ze jezdzenie zgodnie z przepisami robi z nas dupy wolowe czy frajerow. Bohaterow sa cale cmentarze.
    Ja sobei postanowilem ze nei bede przekraczac predkosci o wiecej niz 10 lmph i jezdzi sie w maire niezle a i nei mam kompleksow ze ktops mnie wyprzedza. Czy warto dla kilku zaosczedzonych minut czy sekund narazac zycie swoicg bliskich ?
    Ze niby ktos jest super kierowca ? To ja wam powiem ze nie ma super kierowcy jak z bocznej wyjedzie ci traktor a ty zamiast 70 jedziesz 140.

  26. ~więcejrozsądku
    21 sierpnia 2014 o 08:13

    Wszystko pięknie, cóż to będzie za idylla jeśli wszyscy będą jeździć przepisowo. Aczkolwiek zanim nie urealni się w niektórych miejscach ograniczeń prędkości nie ma na to szans. Jeden dobry przykład – DK 79, wyjazd z Krakowa w kierunku Sandomierza i przez kilkanaście kilometrów mamy wioskę za wioską. Niektóre ciągną się po 2-3 km i zaraz zaczyna się następna. W kliku miejscach proste po kilkaset metrów, niekiedy dłuższe niż kilometr, znakomita widoczność, przy drodze ‚fosa’, za nią chodnik i dopiero wjazdy na posesje. Jeśli ktoś chce się włączyć do ruchu jest widoczny z daleka, piesi są 3-4 metry od drogi. Utrzymywanie tam 50 km/h to katorga, jest poza tym nieekonomiczne i nieekologiczne. 70 nikomu by nie zaszkodziło, a do tego jest to prędkość przy której większość samochodów turla się spokojnie na V a nawet VI biegu, co przekłada się na niższe spalanie, mniejsze emisje itp. Nie muszę chyba dodawać, że jest to miejsce gdzie często możemy spotkać suszarkę.

    To jest tylko przykład, ale takich miejsc jest wiele. Na obwodnicy Kraśnika np. zakręt po którym można przemknąć bez nawet cienia strachu 100-110 km/h, a ograniczenie jest do 60. Dopóki oznakowanie dróg nie zostanie zweryfikowane nie ma co marzyć o ścisłym przestrzeganiu przepisów. Są miejsca gdzie człowiek zwolni sam z siebie jeśli ma choć odrobinę wyobraźni. Ograniczenie w terenie zabudowanym często jednak służy do tego, żeby była okazja do wlepienia kilku mandatów. Jestem świadomy, że chodzi również o hałas, ale czy te 20 więcej zrobi aż taką różnicę. Chyba nie. Zresztą teraz większość i tak jeździ 80-90.

  27. ~Bea
    21 sierpnia 2014 o 08:16

    Tegoroczne wakacje. Dwupasmowa droga, szczere pole, krowy na łące, GPS z aktualną mapą pokazuje 120 a znak mówi 30. Do tej pory nie ogarniam co to było. Ograniczenia były tylko w jedną stronę. ???

    • ~rycho
      21 sierpnia 2014 o 08:30

      A to były roboty drogowe

  28. ~a samochód
    21 sierpnia 2014 o 08:18

    A jak z osi to auto?? To jest zarzynanie silnika.

  29. ~observer
    21 sierpnia 2014 o 08:18

    Bo taka nasz mentalność? co zakazane to do ominięcia? TAK, bo zawsze uważaliśmy że NARZUCONE nam zakazy i nakazy są po wielokroć „niedorzeczne” – i nadal tak jest i to widzimy – bo skoro na krajówce co kilka kilometrów jest ograniczenie do 50 z powodu… hm…bo prominent ma działkę z wyjazdem na szosę, bo jest przystanek (z zatoczką) gdzie autobus zatrzymuje się JEDEN na cały dzień, bo to administracyjnie teren miasta mimo że nie ma żadnej posiadłości w okolicy, … i takich przykładów można wiele …. NALEŻY zlikwidować takie niedorzeczności, i lobbować na rzecz szos (krajowych) przede wszystkim DLA SAMOCHODÓW !!!! Jeszcze trochę to z powodu przelatującej muchy trzeba będzie się zatrzymać ! To po co są samochody !!!!

  30. 21 sierpnia 2014 o 08:18

    Bzdury chlopina pisze. Ja jezdze w terenie zabudowanym 50 i nie narzekam bo zawsze moze ktos wyskoczyc niespodziewanie. Ale bywa ze na dobrych drogach jade 220-230 km/h i nie uwazam zeby bylo to zagrozeniem, bo jak mam samochod przed soba to zwalniam. Jesli chodzi o wypadki to nie wina predkosci tylko „glutow” wlokacych sie po drodze i bez kieronkowskazow zmineiajacych pasy albo wlacza kieronkowskaz juz bedac w polowie zakretu. Przepis mowi wyraznie , pokaz innym co zrobisz na skrzyzowaniu a nie pokaz co zrobiles na skrzyzowaniu. Ale przeciez taki glut nie czul by sie kierowca jak by pokazal co zrobi a po drugie to za leniwy zeby siegnac do dzwigienkli i ma wylaczony umysl. U nas w kraju zamiast zadbac o drogi to kara sie kierowcow bo rzad znalazl zrodlo dochodow na swoje dyrdymalskie decyzje powodujace straty. Ukarano mnie mandatem za jazde 60 km/h ze niby w terenie zabudowanym a dookola nic nie bylo tylko krzaki i jakies 600mtr za miasteczkiem, ale wedlug bezmozgich funkcjonariuszy, znak odwolujacy teren zabudowany jeszcze nie minalem. Widac kara sie za glupote innych a nie za jazde z przepisami bo w kodeksie wyraznie jest napisane co to jest teren zabudowany.

    • 21 sierpnia 2014 o 09:13

      220-230km/h?
      Kiedyś jechałem przepisowo — 140km/h (autostrada), gdy mi się włączył inny kierowca do ruchu z 70km/h, gdy tymczasem ktoś mnie przyblokował jadąc 150km/h na lewym pasie. Z trudem wyhamowałem…
      Zauważ, że nie tylko ty innego musisz widzieć, ale i on ciebie.

  31. ~krzysiek8104
    21 sierpnia 2014 o 08:18

    Ja także zrobiłem eksperyment, tylko wnioski mam zgoła inne. Postanowiłem jechać przepisowo. Pomijam to, ilu ludzi mnie klęło, ale taka jazda jest niebezpieczna. Przez wolną jazdę prowokowałem ludzi do wyprzedzania mnie (na podwójnej ciągłej), przez co sytuacja na drodze była bardziej niebezpieczna. Ale najbardziej niebezpieczne było to, że po 50 kilometrach, byłem bardzo śpiący, nieuważny. Po prostu przez wolną jazdę człowiekowi chce się spać. Reakcje miałem znacznie opóźnione. Gdyby ktoś nagle wybiegł mi na drogę, znacznie później bym zareagował. Stwierdziłem, że taka jazda jest bez sensu. Zwiększyłem prędkość (w terenie zabudowanym około 75km/h, poza około 110) i momentalnie przestało mi się chcieć spać. Reakcje się poprawiły, samochody przestały mnie wyprzedzać.
    Wniosek? Jechałem bardziej bezpiecznie. Dlaczego? Bo sztywne stosowanie się do kodeksu jest bez sensu. Są miejsca gdzie limit obowiązuje np. 70km/h a stówką bezpiecznie można jechać, a są miejsca gdzie dopuszczalne jest 90km/h a jadę 70km/h.

    • ~Dominik
      21 sierpnia 2014 o 08:22

      Czyli sugerujesz, że cała Europa Zachodnia jeździ zaspana i prowokuje do wyprzedzania…? Szkoda tylko, że to u nas wypadków i ofiar jest najwięcej…

      • ~Paweł
        21 sierpnia 2014 o 08:50

        Pojedź do Europy a zobaczysz jak tam wygląda droga przez teren zabudowany. Tam się najczęściej nie da jechać szybciej. Poza tym tam się nie jeździ przez teren zabudowany z jednego końca kraju na drugi tylko autostradami lub drogami szybkiego ruchu i to często z prędkościami ile fabryka dała. Przez miasto jedzie się kilka minut i wyjeżdża na normalną drogę. Tam nie ma przejść dla pieszych bez sygnalizacji świetlnej przez wielopasmowe drogi. Ruch tranzytowy nie prowadzi przez miasta.

      • ~ponury
        21 sierpnia 2014 o 09:00

        Ja sugeruję że w tzw. Europie zachodniej nie istnieje znak który my nazywamy „ograniczeniem prędkości”. Tam jest ten znak ale on w ośmiu przypadkach na dziesięć podnosi dopuszczalna prędkość.
        Jedziesz sobie przez wieś z rzadka zabudowa i dobrą widocznością to prędkość jest podniesiona znakiem do 70 czasem 80. Jedziesz przez kawałek gdzie nie ma zabudowy ani ruchu pieszych to dostaniesz 100.
        U nas w takich miejscach masz 50 albo nawet mniej jeśli jakiś wójt wymyślił że w całej miejscowości ma być 40.
        Od lat mówią nam że jeździmy za szybko i jesteśmy winni wypadkom a z drugiej strony rzeczywistość uczy nas że ograniczenia są bez sensu, na wyrost i przestrzeganie tych ograniczeń jest głupie i niepotrzebne.
        Różnica jest taka że kiedy jestem np w Austrii to jadę przepisowo bo czuję że to ma sens i nikt nie każe mi się wlec dla zasady. W Polsce jadę przez szczere pola z ograniczeniem do 50 i czuję że byłbym idiotą gdybym tego przestrzegał.

        • ~wigula
          21 sierpnia 2014 o 09:04

          Sens widzisz chyba w wysokości mandatu i tyle.

          • ~ponury
            21 sierpnia 2014 o 09:15

            Oczywiście nie każdy zrozumie co napisałem. Cześć z komentujących pewnie nawet nie ma prawa jazdy. Niektórzy będą pisać o europie zachodniej mimo że najdalej dojechali do gorących źródeł na Słowacji. Taki urok internetu 🙂

      • ~krzysiek8104
        21 sierpnia 2014 o 09:18

        Nie, tylko że u nas wyjeżdżając z jednego obszaru zabudowania, a wjeżdżając do drugiego, średnio przejeżdżamy ok 2 km, a sam obszar terenu zabudowanego jest często znacznie większy. Na zachodzie trasy omijają obszary zabudowane, nie ma tylu znaków, nie ma tylu zakazów wyprzedzania, zresztą sieć autostrad o dwóch lub więcej pasach ruchu eliminuje większość wjeżdżania na przeciwległy pas, a opłaty za korzystanie z autostrad w porównaniu do zarobków są znacznie tańsze.
        Natomiast w Polsce jeżdżąc naszymi drogami, gdzie co chwila jest obszar zabudowany, jadąc z prędkością 50km/h większość czasu, powoduje że stajemy się senni.
        Jest jeszcze jedno zjawisko łączące poziom stresu, płace, dostępność czasu ze stylem jazdy. Ale na to potrzeba by więcej miejsca aby to opisać.

    • ~wigula
      21 sierpnia 2014 o 09:02

      Przepraszam, że tak muszę stwierdzić, ale piszesz wierutne bzdury. Skąd wiesz, że jedziesz bezpiecznie przekraczając dozwoloną szybkość jeżeli dla niektórych i ta dozwolona jest zbyt duża. To jest tylko Twoja subiektywna ocena, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
      A z uzależnieniem senności od szybkości to już jesteś mistrzem świata.
      Tak właśnie się rodzą piraci drogowi.

  32. ~Krzys
    21 sierpnia 2014 o 08:22

    Ten wpis to jakis absurd, albo był napisany 10-15 lat temu. Jeżdzę głownie po północno zachodniej Polsce i prawie nie spotykam aut przekraczających prędkość. Jeżdzę w zasadzie przepisowo 50/100 km/h miasto/trasa i prawie nikt mnie nie wyprzedza, a czesto to ja wyprzedzam innych.

    Jeżdzę tez troche po lokalnych drogach w Niemczech i tam ludzie jeżdżą 80-90 km/h prawie wszyscy. Dozwolone jest 100. Czesto spotykam tez Polaków jadących tam w trasie 60-70 km/h i generujących zatory.

    • 21 sierpnia 2014 o 09:10

      Są drogi i drogi. Generalnie przyzanę rację autorowi, choć oczywiście drogi miejskie są często zakorkowane i osiągnięcie maksymalnej dozwolonej prędkości jest zupełnie utopijne.
      Widziałem też pozytywne przykłady — w niektórych miejscach, w niektórych godzinach… Dominuje jednak to, co opisał autor: 70-80km/h niezależnie od warunków i przepisów… No chyba, że ktoś potem zwalnia do 40 przed fotoradarem…

  33. ~żanin
    21 sierpnia 2014 o 08:23

    Dużo jeżdżę i widzę to samo co autor. Pod powyższym artykółe podpisuję się obydwiema rękami!

  34. ~paul
    21 sierpnia 2014 o 08:25

    naj lepiej by było jak by w Polsce samochody by były fabrycznie ograniczone do 50 km ale Polak nie jest głupi i z tym by sobie dał rade

  35. ~kamil
    21 sierpnia 2014 o 08:25

    a to wszystko wina tego że każdy chce być szybszy od każdego, nikt nie ma szacunku dla przepisów prawa ani dla ludzi którzy mieszkają przy drodze. typowy cwaniak, który pójdzie do sklepu, kupi cb radio i już staje się panem szos, wtedy wszyscy są źli – tylko nie on, jemu się spieszy i wyprzedza wszystkich, nieważne gdzie i w jakich warunkach, dla niego każda okazja jest dobra żeby łamać przepisy, bo ktoś inny może to czemu on ma być gorszy, szansa natrafienia na patrol policji na drogach jest niewielka dlatego jedzie 80 przez zabudowany i myśli że jest kulturalnym kierowcą. wiejska, wąska droga, brak chodnika, brak pobocza, piesi chodzą jezdnią, bo inaczej się nie da, a on mknie pomiędzy nimi 80 km/h i myśli że jest fajny, ale musi, bo inaczej nie miałby o czym opowiadać kolegom (ty słuchaj ja tam na tej drodze 80 zapier*******) i wtedy w jego patologicznym środowisku będzie lepszy, bo pokazał że potrafi, że on może, czuje się dumny że złamał prawo, bo ma większy szacunek w towarzystwie, przecież jest wtedy okazja żeby się napić. jedzie szybciej bo ??? każda wymówka jest dobra ale prawdą jest to że nie umie jeździć tak jak go tego nauczono, nie ma własnego odpowiedzialnego zdania na temat bezpieczeństwa. tyle się mówi o kulturze na drodze, a kultura na drodze to przede wszystkim kultura i szacunek dla przepisów prawa. szanuj przepisy – korona z głowy ci nie spadnie

  36. ~b.dobry_kierowca
    21 sierpnia 2014 o 08:27

    A ja jeżdżę z godnie z przepisami już od lat. Nauczyłem się tego na Zachodzie. Prędkość przekraczam nieznacznie, o ok. 5 km/h, bo nie patrzę cały czas na prędkościomierz. Ale ja mam szacunek do ludzi, którzy mieszkają choćby w wiosce z 3-ma budynkami. A zdecydowana większość ma to gdzieś. Liczą się tylko oni. Kiedy zwalniam z 90 do 50 wjeżdżając do obszaru zabudowanego, to kierowcy za mną głupieją. Mało nie wyskoczą ze swoich samochodów, żeby krzyknąć „no jedź!” Mnie to nie rusza, chcesz jechać szybciej to mnie wyprzedź, ja nikomu nie blokuję, a wręcz czekam aż mnie taki wariat wyprzedzi. Jaką macie oszczędność jadąc 2 km 50 km/h zamiast 65 km/h? Znikomą i w dodatku narażanie się na mandat lub potrącenie wybiegającego pieska z bramy. Tak, pieska. Dla was nie ma to żadnego znaczenia, a ja sobie spokojnie jadę i za obszarem zabudowanym jak najszybciej osiągam prędkość ok 90-95 km/h. Szybka jazda to mówiąc wprost głupota. I nie piszcie mi tu, że można jechać bezpiecznie 80 przez wieś. Pewnie, że można. Ale gdy zarabiacie 3 tys zł, a w Niemczech zarabia się 7 tys, to czy kradniecie by sobie wyrównać, bo polskie pensje nie są dostosowane?

    • ~kamil
      21 sierpnia 2014 o 08:42

      ~b.dobry_kierowca – ja również jeżdżę zgodnie z przepisami i przyznam nie jest to łatwe, zwłaszcza jak za mną dwa metry jedzie tir. mamy burdel na drogach niestety. ciągła rywalizacja. piszesz 2 km w 50 czy 65 km/h, przeliczę ci to. jadąc 2 km 65 km/h zyskujesz dokładnie 34 sekundy niż byś jechał 50 km/h. a ile to jest ? nic. nie wierze w to że każdy kto przekracza prędkość wysiadając z auta stara się na siłę wykorzystać te stracony czas, w tym przypadku 34 sekundy.

    • ~Tomek
      21 sierpnia 2014 o 09:00

      Oszczędność czasu może nie jest zbyt duża, ale auta już tak. Gdzie się nie obrócisz słyszysz ecodriving- ciekawe jak mam być eko zwalniając co 3 km do 50 i po 500 metrach przyśpieszając.
      Krajowa 10, przykład jak można zarobić na mandatach stawiając idiotyczne znaki. 70 przy każdym skrzyżowaniu, jeśli się nie mylę to tam jest 100 metrowy teren zabudowany- jeden dom stojący przy drodze.

      • 21 sierpnia 2014 o 09:06

        70km/h przed skrzyżowaniem ma umożliwić kierowcom dostrzeżenie nadjeżdżającego pojazdu (lub zmiany świateł) na czas.
        Jeśli chodzi o zwalnianie — nie byłbym zwolennikiem ścisłego trzymania się przepisów, ale jeśli zdejmiesz nogę z pedału gazu, to może nie do 70, ale 80km/h powinieneś zwolnić, a to już cos.

  37. ~observus
    21 sierpnia 2014 o 08:28

    Jedź do Albanii – ja stoję na czerwonymi i tez czuje się jak ostatnia pokraka. Przepuszczam pieszego – malo mnie nie zlinczuja. Na nowej 2-pasmowce z Durres do Tirany jade nieprzepisowo 130 km/h i wyprzedzają mnie wraki. Jadąc po górskich asfaltowych drogach na zakręcie wyprzedzający na trzeciego to normalna! Jedziesz w nocy, uważają na auta jadące bez świateł. Stojąc w korku to juz w ogóle jesteś dupa, bo trzeba pchać się pod prąd i nie ważne, ze jadący z przeciwka muszą ci ustąpić 🙂 a to kraj, w którym co drugie auto to Mercedes 🙂 aha! Jestem tu nadal i nie chce wracać 🙂

  38. ~marek
    21 sierpnia 2014 o 08:29

    Wysokość mandatów uzależniona od wysokości dochodów, oraz czasowe zatrzymywanie prawa jazdy za drastyczne łamanie przepisów to są środki na błyskawiczną poprawę statystyk. Brawurową jazdę mamy niestety we krwi i to sprawa nie tylko prędkości ale także wyprzedzania na trzeciego, wymuszanie pierwszeństwa i wiele innych.
    Wiele państw które mają znacznie lepsze od polskich statystyki wypadków ma drogi takie same bądź gorsze od naszych, często są to serpentyny w górach o szerokości półtora pojazdu. Proszę zjechać z głównych tras w Grecji lub Hiszpanii. Także we Włoszech i Francji stan drug lokalnych może często niemile zaskoczyć.
    Zwalanie więc winy na stan dróg to tylko wymówka, bo jak droga złej jakości to trzeba jechać wolniej a jak trwa to długo to trzeba wyjechać wcześniej i tyle.
    Oczywiście nie zamierzam bronić ludzi, którzy budując czy planując drogi popełniają żenujące błędy, które wyłapują nawet laicy. Częstym przykładem takiego działania jest budowanie obwodnic zbyt blisko miejscowości a potem systematyczne ich obudowywanie aż przestają być obwodnicami. Nierzadko dzieje się tak już w kilka lat od wybudowania.

  39. ~ktosć
    21 sierpnia 2014 o 08:29

    Ludzie to takie proste !!! Facet jedzie zgodnie z przepisami a mimo to uwaga: „wszyscy go wyprzedzają”. Wniosek jest prosty należy osoby odpowiedzialne za dopuszczanie do ruchu pojazdów mających nadmierną moc pociagnąć do odpowiedzialnośći ;D Moi drodzy Polacy przekraczaja prędkość w AFEKCIE sytuacii iż jakis genjusz pozwala im posiadać pojazdy o duzej mocy które rozwijają duże prędkości i jednocześnie oczekuje zachowania niskich i bezpiecznych prędkości OBŁUDA na całego!!! Gdyby krajem rządzili inteligentni ludzie zauważyli by że zwiększenie bezpieczeństwa to ograniczenie mocy silnika oraz maksymalnych prędkości do prędkości obowiązujących w przepisach! BO po co ktoś ma jechać szybciej jak nie wolno?? Dodatkowy plus to: 1.tańsza technologia samochody miały by mniejsze silniki i przez to były by tańsze! 2.Ochrona Środowika! mniejsze prędkości mniej spalonej benzyny lepsze ,zdrowsze środowisko !!! 3. Tańsza eksploatacja – mniej spalonego paliwa mniej zużyte części(opony podzespoły amorki filtry) od niskich predkości!! i wreszcie 4. Większe logicznie wynikajace z tego faktu BEZPIECZEŃSTWO! A teraz zastanówcie się dlaczego oni tego nie robią ? podowiem: kazdy z wymienionych punktów przynosi krociowe zyski gdy go złamiemy a „ONI” boją się zdrowego społeczeństwa bo interesują ich tylko PIENIĄDZE!
    4. Zwiększenie przeżywalności oraz

    • ~mrg
      21 sierpnia 2014 o 08:41

      Uhm, a noże sprzedawać tylko tępe i z zaokrąglonym czubkiem.

    • ~JOINT
      21 sierpnia 2014 o 08:45

      Sam jesteś ograniczony. Dlaczego zabraniać komuś posiadania auta o dużej mocy to po części ograniczenie wolności, liczy się kierowca nie moc samochodu.

      • ~ktosć
        21 sierpnia 2014 o 08:58

        nikomu nic nie zabraniam ! możesz se kupić 10 turbo 500konnych i jeździć na torach! co mnie to obchodzi …bylebyś nie terroryzował na drogach Publicznych! wiesz co to Publiczne? to znaczy takie gdzie powinno się szanować życie innych! Mamy 21 wiek brak wam prędkości to sobie kupcie odrzutowce sic… Dla mnie to sprawa jasna Dopuszczanie pojazdów które mogą osiagać większe prędkości niż doupuszalne prawem jest kretyństwem …. nic by nie zaszkodziło wprowadzenie ograniczeń a wrecz pomogło na wielu wielu wielu płaszczyznach nawet firmy producenci też nie muszą wcale gonić za mocą mogą gonić za optymalizacją!

    • 21 sierpnia 2014 o 09:02

      Widzę, że żartujesz. Na wszelki wypadek wyjaśniam, że samochody są konstruowane zwykle o jeździe z prędkościami przepisowymi — możesz jechać szybciej, ale zapłacisz za to większym spalaniem, nie wszystkie modele dostosowują też do takiej jazdy zawieszenie. (Tu pewnym wyjątkiem są konstrukcje niemieckie, gdzie jeszcze można jechać z dużymi prędkościami po autostradach.) Samochody sportowe zaś mają zalecenie, do próbowania prędkości na torze. Przepisowego przejazdu na tor nikt nie zakazuje, o ile samochód ma odpowiednie wyposażenie do jazdy po drogach 😉
      Większa moc, sama z siebie, pozwala na jazdę bezpieczniejszą — szybsze przyspieszanie (do prędkości dozwolonej 🙂 ) pozwala na łatwiejsze wyprzedzanie.

      • ~ktosć
        21 sierpnia 2014 o 09:23

        „W związku ze zmianą Ustawy Prawo o ruchu drogowym (Dz.U. Nr 98 poz. 602 z późniejszmi zmianami) nałożony zostaje ustawowy obowiązek wyposażenia pojazdów w homologowane ograniczniki prędkości ograniczające maksymalną prędkość autobusu do 100 km/h, a samochodu ciężarowego i ciągnika siodłowego do 90 km/h.”
        No i wszędzie dojadą na czas…. dziwne co nie?

  40. ~Wisia
    21 sierpnia 2014 o 08:30

    Mieszkam w Australii i jezdze zgodnie z przepisami, ktore tam tez bardzo ograniczaja mozliwosc rozwiniecia duzej szybkosci. Nie mowie o autostradach ale o miastach, Standardowa szybkosz to 60 kim a na wezszych 50, I 90 % ludzi trzyma sie tego. A co najwazniejsze nikt sie nie buntuje, jesli przekroczy szybkosc i ma zaplazic mandat. Przekroczylam kiedys szybkosc o 9 km i musialam zaplacic 290 dolarow. Dlatego dziwi mnie oburzenie Polakow na radary, ze nie tam umieszczone, nielegalne. Jedz zgodnie z przepisami a nawet ich nie zauwazysz. Prasa i telewizja tez podkrecaja ten temat i wszystkim wydaje sie, ze sa szykanowani Zreszta tam nikt z policja i przepisami nie dyskutuje. A mowi sie, ze tam jest prawdziwa demokracja i jest, tylko Polacy maja o niej inne wyobrazenie.

    • ~fidelio
      21 sierpnia 2014 o 08:36

      to prawda, do demokracji trzeba dojrzeć i dorosnąć!

  41. ~gskdys
    21 sierpnia 2014 o 08:31

    Jak polacy maja szanowac prawo jak nasze prawo jest nastwawione wylacznie na maks skomplikowanie zycia i wyrwanie kasy ile i z kogo sie da. Spojzmy tylko na oznakowanie drog… mysle ze spokojnie 60% zakazow i nakazow mozna zastapic ostrzezeniami a jakies 20% wogole zlikwodowac. Panstwo pcha nam sie nachalnie w kazda swere zycia i wpycha nam absurdy z gory wiedzac ze sa nierealna albo nawet szkodliwe. Urzednicy sie wykazuja jak w poprzednim systemie a narod od stuleci trenuje sztuke przetrwania. Skutki sa jakie sa. Chamstwo. Buractwo. I prostactwo.

    • ~kierowca
      21 sierpnia 2014 o 08:53

      Każdy z komentujących ma własną filozofię na ten temat. Samo to już jest dziwne. Autor pewnie chciał prowokować takim tekstem. Osobiście od dawna jeżdżę po mieście 50 a często nawet 40 bo szybciej się nie da. Poza miastem wystarczy te 90 aby tylko ruch był płynny. Narwańcy którzy jeżdżą dużo szybciej to w większości bezmózgowcy. Mam całkiem niezły duży samochód i wcale nie muszę nikomu nic udowadniać a te prędkości zupełnie mi wystarczą.

      • 21 sierpnia 2014 o 08:58

        Ja podkreślę jedno — ruch płynny. Mnie to kiedyś uderzyło — dwópasmówka, dobre warunki, a ludzie jadą… przepisowo. (Polska, Polska…) Lewy pas praktycznie wolny, na prawym gęstawo, ale bezpiecznie. Więc można. Oczywiście — lewy pas wolny oznacza, że łatwo można wyprzedzić kogoś wolno jadącego, gdyby się pojawił — to komfort psychiczny, co ułatwia przepisową jazdę.

    • ~Andrzej
      21 sierpnia 2014 o 08:57

      Nie wiem do kogo adresujesz te swoje kalumnie. Przecież „państwo” to także my. To ludzie tacy sami jak my pracują w urzędach i instytucjach utrudniający nam często życie swoimi nieżyciowymi pomysłami zamienianymi na przepisy. Na pewno masz w swojej rodzinie lub wśród sąsiadów ( tak jak większość z nas) ludzi, na krórych teraz plujesz. Więc po co ten polski jad w Twojej wypowiedzi?
      A przy okazji; jak już o kimś piszesz opinię to rób to używając poprawnego języka polskiego. Twoje kardynalne błędy (Spojzmy; polacy; swere) świadczą o totalnym nieuctwie, więc dlaczego mielibyśmy uważać Twoją wypowiedź za mądrą???

  42. ~kierowca
    21 sierpnia 2014 o 08:34

    Zgadzam się z autorem tekstu. Mam wrażenie że jak staram się jechać przepisowo to zaczynam stwarzać zagrożenie dla ruchu i pieszych.Ciągle ktoś się pcha i wyprzedza, spycha z drogi. Inna sprawa to tendencja do zaniżania prędkości na naszych drogach.Tam gdzie kiedyś było np. 70km/h to ograniczają na 50 lub 40.Remontują drogę, poszerzają, dokładają pasy bezpieczeństwa, a potem ograniczają prędkość do 40 km/ h.To poco te remonty.W Austrii na takich wyremontowanych drogach obowiązuje 50km/h w zabudowanym, 100km/h poza zabudowanym. I jakoś można. Idąc dalej na 1km drogi można spotkać z 5 zmian prędkości. Kto to projektuje i kto płaci za tyle znaków.Przecież kierowca czasami nie jest w stanie wszystkich tych znaków ogarnąć wzrokiem. Przepisów trzeba przestrzegać. Karać za ich nie przestrzeganie. Potrzeba też trochę zdrowego rozsądku ze strony przepisów i ich interpretacji. Uważam , iż nadmierne spowolnienie ruchu, stwarza większe zagrożenia.

    • ~dcv
      21 sierpnia 2014 o 08:38

      bo zapominają zabrać znaków ograniczających po remoncie, to bardzo częste zjawisko nadal.

    • 21 sierpnia 2014 o 08:54

      Myślę, że częściowo wynika to z faktu, że wprowadzono klauzulę na błąd licznika (10km/h). Niejako więc trzeba stawiać ograniczenia o 10km/h ostrzejsze niż rzeczywiste wymogi. Kolejna rzecz, to oczekiwania władz gmin, by zwiększyć bezpieczeństwo kosztem prędkości przejazdu. Widocznie władze kalkulują, że jak będzie 50km/h, to kierowcy pojadą 70km/h, co jeszcze będzie w miarę bezpieczne. Ale jeśli podniosą do 70km/h, to kierowcy pojadą 80-90km/h, nieprawdaż?

      PS.
      Znaki po remoncie, fakt, wkurzają. Ale to raczej kwestia dni, niż miesięcy i lat.

      • ~emplos
        21 sierpnia 2014 o 09:19

        We wszystkich samochodach jakimi jeździłem liczniki zawyżały prędkość. Nie spotkałem jeszcze ani jednego z prędkością zaniżoną. Twoje wytłumaczenie nie ma sensu.

        Zapewniam cię, że poza nielicznymi wyjątkami władzom gmin chodzi tylko o kasę.

  43. ~Paweł
    21 sierpnia 2014 o 08:37

    Drogi Panie. Nie odróżnia Pan niedostosowania prędkości do warunków jazdy od prędkości dopuszczalnej co jednoznacznie świadczy o pańskim intelekcie. Dla ludzi takich jak Pan którzy nie rozumieją co to znaczy właśnie są ograniczenia prędkości do których bezwzględnie powinni się stosować. Dla pozostałych którzy nabyli umiejętność odróżniania prędkości bezpiecznej od niebezpiecznej a tym samym umieją ją dostosować do warunków jazdy gdyż mają dość oleju w głowie ograniczenia prędkości nie służą niczemu innemu jak ograbianiu obywateli z pieniędzy.

    • 21 sierpnia 2014 o 08:51

      Proszę o przykład miejsca, gdzie prędkość bezpieczna jest wyższa od dozwolonej o więcej niż 10-20 km/h.
      No dobrze, gdyby wyciąć drzewa, zamknąć pieszych za drutami kolczastymi, zabronić używania rowerów i przekopać w poprzek wszystkie inne drogi, to zapewne takich miejsc w Polsce byłoby bardzo dużo…
      Serio — staram się jeździć w miarę przyzwoicie, co wychodzi podobnie jak autorowi. I tak, bywam wyprzedzany, poganiany (szczególnie wkurzają mnie ci, którzy gnają przez obszar zabudowany, ale nie przyspieszają poza nim…). To, że wypadków nie ma więcej, to nie kwestia prędkości dostosowanej (rzekomo) do warunków, ale zastraszenia pieszych, wypchnicia rowerzystów na chodniki i utrudnienia ruchu innym użytkownikom, także samochodów.

      • ~emplos
        21 sierpnia 2014 o 09:15

        Autorze – nie wiem skąd wziąłeś dane o przyczynach wypadków, ale uważam, że to kompletna bzdura. Z tego co obserwuję (a jeżdżę dosyć dużo) to największym zagrożeniem jest wymuszanie pierwszeństwa. Ludzie albo błędnie zakładają, że jeszcze zdążą albo nie zauważają innych uczestników ruchu.

        ~PAK
        Chcesz przykład? Proszę – obwodnica Ostrołęki. Dwupasmowy „obszar zabudowany” z ograniczeniem do 50/60 (zależy od odcinka). Oczywiście ten odcinek z ograniczeniem do 50 to ulubione miejsce w mieście na stawianie radarów (i to nie radaru na stałe tylko dorywczo tak aby kierowca nie wiedział kiedy będzie polowanie).

        Nikt mi nie udowodni, że polskiej drogówce nie chodzi głównie o budżet.

    • ~wini
      21 sierpnia 2014 o 08:52

      Jak to jest być tępym mordercom drogowym? Ciebie cieciu przepisy nie obowiązują? Przez takich właśnie mamy rzeźnie na drogach

    • ~beza
      21 sierpnia 2014 o 08:53

      Szanowny Panie Paweł, jesteś Pan durniem. To Pan nie rozumie pewnych rzeczy. Przepisy prawa są po to aby je przestrzegać, nawet idiotyczne, rozumowanie takie jak Pan przedstawia, prowadzi do stanu takiego jaki mamy.

    • ~Milkej
      21 sierpnia 2014 o 09:00

      Drogi Pawle, zadam jedno pytanie – podaj mi definicję dostosowania prędkości do warunków jazdy, bo do tej pory jeszcze żaden (ale to naprawdę żaden) policjant nie był w stanie mi tego uzasadnić racjonalnie.

      Mam przez to rozumieć że mam jechać tak by w każdym momencie zdążyć zahamować bądź ominąć przeszkodę, uniknąć zderzenie itp itd.

      Zakładając że mogę mieć wypadek nawet przy 40km/h poprzez czyjąś nieuwagę znowu zostanę osądzony przy stłuczce że nie dostosowałem prędkości do warunków gdyż dajmy na to, uderzyłem w auto które stało przede mną.

      Czekam na

    • ~kierowca
      21 sierpnia 2014 o 09:00

      Jak mozna okreslac czyis intelekt za pomoca predkosci ktora sie porusza na drodze? Prawo po to jest zeby sie go trzymac. Jazda zgodnie z przepisami w terenie zabudowanym powinno byc czyms oczywistym dla kazdego Polaka! Prosze pojechac do Norwegii, tam nikt nie jezdzi nawet 10 km wiecej niz pozwalaja na to ogranizenia. Jest 40 to jezdza max 45 i dotyczy to kazdej predkosci nawet tej najwyzszej. Jakims cudem zaden pieszy nie boi sie wyjsc na pasy gdy jada samochody bo kazdy jest w stanie sie szybko zatrzymac a dodatkowo potracenie pieszego jest okryte hanba i karalne w sposob niesamowicie surowy. A w Polsce? Spacer z dzieckiem po duzym miescie przy ruchliwej drodze nie rzadko konczy sie tragedia spowodowana wlasnie przez kierowce ktory mial w glebokim powazaniu ograniczenie predkosci bo przeciez nie ma za duzego ruchu, droga fajna i prosta wiec mozna wcisnac gaz do dechy. Egoizm w czystej postaci. Jade samochodem wiec jestem Bogiem i to piesi powinni uwazac. Otoz nie. Wszedzie na zachodzie czy w Scandynawii jest zupelnie odwrotnie. Kierowcy ktorzy uwazaja ze sa na tyle doswiadczeni ze sami moga okreslac jaka predkosc jest odpowiednia w terenie zabudowanym lub poza nim beda niestety konczyc jako uczestnicy wypadkow. Taka prawda. 10-20 km wiecej robi roznice, nawet jesli jakis chojrak twierdzi ze jest to dalej predkosc bezpieczna. Mysle ze glowny problem Polakow jest taki ze sa zbyt pewni siebie, niestety.

    • ~kat
      21 sierpnia 2014 o 09:12

      a oto kolejny przykład ignorancji, która zabija. nie ma bezpiecznej predkości zwłaszcza w mieście, gdzie po chodnikach chodzą małe dzieci często w czasie zabawy wybiegajace na ulice. wiem odpiszesz, że to rola rodziców aby te dzieci pilnować, ale Twoim obowiazkiem jako prowadzącego „kawał blachy” jest ocenienie mozliwości zdarzeń i zwolnienie, i jeszcze jedno tzw. ocena warunków do jazdy zawsze w piękne słoneczne dni przynosi zwiększoną liczbę wypadków bo jest sucho to mogę zap….. ać

    • ~BoRo
      21 sierpnia 2014 o 09:19

      Drogi Panie. Ograniczenie jest prawem, do którego NALEŻY się stosować. Nie wybiórczo, jak Pan sądzi. „Bo jak potrafię dostosować to mnie nie obowiązuje”. Najpierw ograniczenia, potem dopiero dostosowanie prędkości. Pańskie podejście otwiera furtki niejednoznaczności i dowolnej interpretacji prawa. Właśnie o tym pisze autor. Masz napisane „ogranczenie do 50”? Masz jechać z prędkością dostosowaną do warunków jazdy, ale NIE WIĘCEJ NIŻ 50. Czy takie ograniczenie jest zasadne czy też nie, to już inna sprawa.
      Proszę jechać na przykład do Szwajcarii. Takie samochody, takie silniki w Polsce mało kto widział. A jak jest 50 to jadą 50. Nawiasem mówiąc, świetnie to wygląda.

  44. ~marek
    21 sierpnia 2014 o 08:40

    Zgadzam sie z autorem chociaz sam podobnie jak wiekszosc troche przekraczam, srednio o 10-15 km. A to dlatego ze czasami ograniczenia wydaja sie „bez sensu” albo zeby nie prowokowac tych ktorzy wiedza lepiej ile mozna jechac. W tym roku odwiedzilem Barcelone i okolice. Bylem szczerze zdziwiony, nie chce uzywac naduzywanego slowa zszokowany, jak tam przestrzega sie przepisow. Wszyscy w miescie jada 50. Odruchowo o malo nie jechalem szybciej. Na autostradach platnych bardzo duzo ograniczen do 80 – wszyscy przestrzegaja, czasami do 100 nikt nie przekracza. Wszyscy zatrzymuja sie kiedy pieszy zblizy sie do jezdni. Ruch bardzo uporzadkowany. Moze mniej im sie spieszy albo weszli na wyzszy poziom rozwoju i cenia zdrowie i zycie wyzej niz czas?

    • ~Piotr
      21 sierpnia 2014 o 09:04

      Dokładnie tak!!! 100% racji. W Niemczech jeśli masz do przejechania 250km i więcej, to nie ma takiego miejsca, z którego rozpoczynając swoją podróż byłbyś dalej od autostrady niż 20-30km. Dlaczego więc Niemiec ma łamać przepisy w terenie zabudowanym i „gnać” 70-80km/h jak on jadąc przepisowo najpóźniej za 20 minut będzie na autobahnie. I następne 200km zrobi w nawet w 1 godzinę. Po czym ostatnie 20-30km znowu przejedzie przepisowo w czasie nie dłuższym niż 20 minut. Szacowany łączny czas podróży: do 2h (z pauzą na siku i tankowanie).
      A u nas? ok. 3h-3,5h. Oczywiście mówiąc delikatnie – „naginając” przepisy.

  45. ~raf
    21 sierpnia 2014 o 08:41

    Tylko odpowiedzmy sobie na pytanie dlaczego np. we Francji jadąc zgodnie z przepisami czas przejazdu na odcinku powiedzmy 50 km jest krótszy niż w Polsce? Nawet na Słowacji tak jest. Bo znaki stoją tam gdzie stać powinny a nie tam gdzie przynoszą dochód i dodatkowo wszyscy kierowcy jadą w okolicach prędkości dozwolonej – np 90km/h poza terenem zabudowanym. U nas teren zabudowany zaczyna się w Dolinie Chochołowskiej i kończy na Helu a 50% wspaniałych kierowców w każdy zakręt wchodzi z zawrotną prędkością 50 km/h gdzie na podobnej drodze 78-letni Francuz czy Niemiec jedzie 95km/h.

    • ~jerzy
      21 sierpnia 2014 o 09:27

      Święta racja. Artykuł jest delikatnie mówiąc bzdurny, bo nasza struktura drogowa jest co najmniej kretyńska, a oznakowanie robili kompletni debile. Otóż by gdziekolwiek dojechać w rozsądnym czasie niestety przez tzw „teren zabudowany” trzeba jechać co najmniej 70 km/h, Ponieważ większość naszych dróg poprowadzona jest przez wszystkie możliwe miejscowości na danej trasie, więc praktycznie pragnąc dojechać w rozsądnym czasie kierowca jest zmuszony łamać przepisy, dodatkowo niebezpiecznie jest jechać zbyt wolno (czyli przepisowo) gdyż manewr wyprzedania na wąskiej drodze jest bardzo niebezpieczny, a nasza wolna jazda powoduje nagminne wyprzedanie nas. Sprawa jest prosta drogi krajowe powinny omijać wioski i miasteczka , a nie przebiegać przez środek miejscowości, takimi drogami nie da się jeżdzić !!!
      Wystarczyło by na wszystkich głównych trasach były drogi ekspresowe, autostrady nie są konieczne, nie muszę gnać 140 mnie wystarczy 120 i brak „terenów zbudowanych” po drodze.
      Sprawa druga -oznakowanie na polskich drogach to ciągle jest paranoja, mamy las znaków, byłem w Słowacji tam znaki stoją tam gdzie są konieczne, u nas gdzie się da postawić. Normalny człowiek nie jest w stanie wyłowić istotnych informacji z tego szumu informacyjnego. Byle zakręt jest sygnalizowany znakiem „uwaga ostry zakręt” po co do cholery przecież widać. Ograniczenia prędkości są ustawiane kompletnie bez sensu, chyba tylko po to by ułatwić zbieranie mandatów. Kilka przykładów, w Żorach na drodze do Wisły jest „koniec 70” i po 30 metrach znowu „70” czy samochód ma napęd magnetyczny by mógł na tym dystansie zmienić prędkość. Albo na tej samej trasie między Ochabami i Skoczowem 70 , tam jest tylko las i da się spokojne jechać 90.skutek jest taki, że wszyscy jadą właśnie ok 90. Takich idiotyzmów są tysiące. Generalnie w naszym klimacie ograniczenia prędkości powinny być podwójne inne na lato inne na zimę, ograniczenia stawiane wg. standardów zimowych w lecie są bez sensu. Ciągle za mało jest dróg ekspresowych, np. brakuje porządnej drogi ekspresowej z południa na północ przez środek polski czyli ze Ślaska lub Opolszczyzny przez Wielkopolskę na Pomorze środkowe ( czyli okolice Koszalina ) by przejechać taka trasę trzeba się wlec właśnie krajówkami prze wszystkie możliwe „dziury” co trwa ok 8..10 godzin przy mało przepisowej jeździe.Jadąc przepisowa taką trasę pokonywało by się chyba w 16 do 20 rodzin – kompletna paranoja.

  46. ~irens
    21 sierpnia 2014 o 08:56

    Wielki mi eksperyment… Mój mąż tak jeździ od zawsze, zgodnie z przepisami, jest bardzo odpowiedzialnym człowiekiem, a odkąd pojawił się syn na świecie to już w ogóle. I nie jest dla niego to żadną trudnością ani wyczynem, tylko normalnościa. Żyjemy w małym mieście, ale podróżujemy po Polsce, to naprawdę nie jest trudne 🙂

    • ~Ewelina
      21 sierpnia 2014 o 09:24

      Pierwsza moja myśl: Jak mąż syna zrobił? Takie społeczeństwo…

  47. ~aaa
    21 sierpnia 2014 o 08:57

    Mieszkam w Zgorzelcu i często przejeżdżam na druga stronę rzeki, i wcale Niemcy nie jeżdża po mieście 50 km/h, lecz też ok. 60-65, lecz nie wyprzedzaja „na wariata” jak u nas, podobnie jest w Czechach. Tu nie chodzi o prędkość lekko zawyżona, lecz o zdrowy rozsadek w decyzjach.

  48. ~Daniel
    21 sierpnia 2014 o 08:57

    Zawsze trzeba mieć umiar wiedzieć kiedy można dać po gazie a kiedy trzeba zwolnić. Było mi dane jeździć po kilku krajach Europy i nie tylko u nas są wariaci. Teraz jestem na Rodos miejscowi robią co chcą jadą na wprost z pasa do skrętu, jadą na czerwonym gdy tylko droga wolna, ograniczeń prędkości też często nie przestrzegają, jazda pod prąd to standard, parkowanie na środku drogi z wlaczonymi awaryjnymi to chyba tradycja. Miejscowe auta łatwo odróżnić od tych z wypożyczalni, bo są brudne, poobijane, czasem brakuje w nich elementów takich jak lampa czy zderzak.

  49. ~halina
    21 sierpnia 2014 o 08:58

    Mieszkam w poblizu nowej S3. W ciagu ostanich dwoch tygodni byly trzy wypadki, w jednym trzy osoby spalily sie zywcem. Wlasnie jechaly na urlop. Jezdzilam za granica bardzo dlugo, nigdy sie nie musialam bac. W Polsce mialam juz smierc w oczach. Teren zabudowany. I wy mowicie o drogach? Wydaje mi sie ze czasem za kierownica siedza bezmozgowce!

  50. ~wyn
    21 sierpnia 2014 o 09:03

    Proste. Gdyby ruch odbywał się płynnie to by jazda inaczej wyglądała. Brak obwodnic, praca/usługi zlokalizowane w centrach miast gdzie co 200 metrów skrzyżowanie i światła. Następnie kawałek trasy i kierowca nadrabia czas prędkością.

  51. ~Timi
    21 sierpnia 2014 o 09:04

    Ja też robiłem mały eksperyment. Na trasie 25 km jechałem przepisowo 90/80/60/50 w zależności od znaków i raz pojechałem 130/100/80/65. Okazało się że zyskując jak dobrze pamiętam niecałą lub z paroma sekundami 1 minutę to wydałem na paliwo o 55% więcej niż jak jechałem tak jak trzeba. Czasem na 70 jadę z 75-78 ale to zależy od przełożenia w mojej skrzyni biegów aby było ekonomiczniej. Spokojna jazda jest na prawdę super. Dodatkowo moja żona jest zadowolona że nie ma męża wariata. Sam na sobie to zbadałem i na prawdę nie ma sensu dla 4 minut ryzykować. Miejmy też szacunek dla siebie nawzajem to będzie się nam jeździło o wiele przyjemniej. Pamiętam jak przez rok od zdania prawa jazdy denerwowało mnie wiele na drodze i trąbiłem i gestykulowałem. Po tym okresie dorosłem i zrozumiałem że ludzie to tylko ludzie i czasem ktoś Cię nie zauważy i wyjdzie w mieście z podporządkowanej albo zmieni pas co nie znaczy że tak powinno być ale trzeba rozumieć że czasem i Ty sam zrobisz coś źle. Są też cwaniacy ale to inna bajka. Pozdrawiam wszystkich 😀

    • ~jonaszewski
      21 sierpnia 2014 o 09:38

      I właśnie o to chodzi. Polacy mają nawyk wyprzedzania i pędzenia we krwi, nawet jak sto metrów dalej skręcają na swoją posesję. O ile na długiej trasie ostrzejsza jazda pozwala zaoszczędzić rozsądny czas (kosztem olbrzymiego niekiedy ryzyka), o tyle w mieście różnice są liczone w minutach lub sekundach. Nie umiem tego tłumaczyć inaczej jak bezmyślnym nawykiem „O, ktoś przede mną. Trzeba wyprzedzić”.

      A odnosząc się do notki Autora: próbowałem jazdy zgodnie z przepisami i okazało się, że to niemożliwe. Taka jazda w Polsce jest niebezpieczna, bo wyprzedzały mnie stare ciężarówki i wielkie tiry, nierzadko w miejscach koszmarnych – jak miasto, pasy, skrzyżowanie, podwójna ciągła (i piesi na tychże pasach). Niemniej jednak w ramach prywatnej krucjaty staram się jak najbardziej zbliżać do przepisowej prędkości i tak jak Ty mam nadzieję, że kropka wydrąży w końcu skałę.

      Duże nadzieje pokładam w odcinkowych pomiarach prędkości, które w przeciwieństwie do fotoradarów wyrabiają nawyk poruszania się z odpowiednią szybkością na długich odcinkach.

      A do malkontentów narzekających, że najpierw drogi, a potem przepisy – usprawiedliwiacie się. Autostrady już są – i co? Jeździcie na nich 170-200 km/h, chociaż dozwolone jest 140. Choćby nie wiadomo jak dobre drogi były, Polak zawsze zwali na nie swoją lekkomyślność.

    • ~romano
      21 sierpnia 2014 o 09:48

      cytat : …” Po tym okresie dorosłem i zrozumiałem że ludzie to tylko ludzie i czasem ktoś Cię nie zauważy i wyjdzie w mieście z podporządkowanej albo zmieni pas co nie znaczy że tak powinno być ale trzeba rozumieć że czasem i Ty sam zrobisz coś źle. „…
      Oby wszyscy tak rozumowali to na jezdniach będzie 1000x bezpieczniej , popieram , sam tak robie i często to żona impulsywniej reaguje ( jako pasażer ) niz ja , spokój bardzo pomaga w jeździe , nerwy i nakręcanie sie to prawie pewna przyczyna kłopotów .

  52. ~Raptor
    21 sierpnia 2014 o 09:05

    POLSKA TO CHORY KRAJ.

    Szkic sytuacyjny gmina Nadarzyn, w Kajetanach kierunek na Walendów jest LAS, stoi znak ograniczenia 40 km/h, nie ma chodnika, ludzi tam nigdy nie widziałem. Ale za to stoi znak kontrola prędkości i często stoją (STRAŻ GMINNA Z NADARZYNA) na poboczu (właściwie to nie stoją a siedzą w samochodzie lub śpią przez cały dzień) a fotoradar robi za nich robotę.

    W jakim celu stoi w lesie znak „40”?, ŻEBY ŁUPIĆ ILE WEJDZIE, każdego bez wyjątku.

    • ~Raptor
      21 sierpnia 2014 o 09:06

      Dodam, że jadąc na tym odcinku 40 km/h rowerem mógł by mnie wyprzedzić.

    • ~yo
      21 sierpnia 2014 o 09:31

      Własnie dlatego, że nie ma tam chodnika, po drugiej stronie znajdują się gminne domki komunalne, jakbyś jechał wolniej tobyś pewnie zauważył, brak chodnika – fakt tragedia. Jeżdżę tam codziennie samochodem lub rowerem i uważam, że bardzo dobrze, że stoi tam radar UG, szkoda, ze nie na stałe, to co się tam wyprawia w piątek popołudniem to po prostu masakra, Rejestracje WPI – koniecznie muszą sprawdzić czy się da stówką tam pojechać.

      • ~ola
        21 sierpnia 2014 o 10:10

        To nie zarobili, tymi mandatami, na wybudowanie chodnika?

  53. ~simsimon
    21 sierpnia 2014 o 09:12

    Po mieście mogę jeździć zgodnie z przepisami. Może po prostu nie jeżdżę po tak dużych miastach, żeby trafiały się zbyt często szerokie bezpieczne aleje po których trzeba się czołgać 50. Mogę. I w zasadzie jeżdżę. Owszem, wyprzedzają mnie. Skaczą z pasa na pas, żeby ugrać te 5 sekund, które i tak stracą na następnych światłach. Niech skaczą. Byle tylko nie wyprzedzali jak staję przed przejściem.
    Ale za miastem… Dramat jest, na takich drogach powiedziałbym średniej klasy. Jak droga prosta i szeroka, to się jedzie i zwalnia kiedy trzeba. Jak droga wąska i kręta, to jadę czasem i 50 przez kaszubskie lasy. Najgorsze są te pośrednie, upstrzone twórczością nadaktywnych organizatorów ruchu. 60. 70. 50. 90. 70. 30 (sic!). 50. I tak w kółko. Przyspiesz o 10, zwolnij o 20, przyspiesz o 20, zwolnij o 10, przyspiesz o 20, zwolnij o 10… Cały czas kontroluj, cały czas, nie ważny ruch, znaki, drzewa, zakręty, lisy, droga, ty przyspiesz o 10, zwolnij o 20… A w miejscu gdzie przez lata nie było nic, samochody mknęły 90 i więcej a piesi w strachu przemykali przez szosę teraz powstają udogodnienia… Dobrze, że powstają. Chodniki. OK. Barierki. Fajnie. Przejście oznakowane. Cudownie. Azyl między pasami ruchu. Fantastycznie. I ograniczenie do 50…
    Potem wyjeżdża Polak za granicę. Widzi ograniczenie na zakręcie. I dziwi się, jak mu samochód prawie że do rowu znosi. Bo jak u nas na znaku było 60, to spokojnie 90 można. A za granicą trzeba znak potraktować poważnie. Bo i kierowcę się poważnie traktuje. A wiadomo, jak Kuba Bogu, tak Bóg Fidelowi.

  54. ~pit
    21 sierpnia 2014 o 09:13

    Witam – zgadzam sie w 100% z artykułem – ale do rzeczy – sam duzo jezdze po Polsce i wiem ze róznie to bywa z kierowcami jak i naszymi drogam. Od jakiegoś czasu równieżjeżdzę 50 + 5 na terenie zabydowanym i 90 poza i stwierdzam ze oznakowanie naszych drog jest fatalne. Np droga Wrocław Wałbrzych odcinek gdzie widoczność super – stoi znak zakaz wyprzedzania i linia podwojna ciagla na jezdni, kawalek dalej nic nie wiedac a tu prosze mozna wyprzedzac linia przerywana. Jedziemy wjezdzamy w miasto znac 40 lub 30 a droga przepiekna widac ze niedawno wyremontowana – ciekawe po co sa te ograniczenia, moglbym tak mnożyć i pokazywać rozne przypadki jakie sa na naszych drogach ale widze ze coraz wiecej naszych kierowcow zaczyna stosowac sie do przepisow co bardzo cieszy, i jak sie nie znajdzie idota za kolkiem ktory bedzie gazowal , wyprzedzal , trąbil, mrugal swiatlami to inny grzecznie jada i nie ma problemu. Wydaje mi sie ze nasi kierowcy latwo ulegaja innym uzytkownikom drogi jak widza ze ktos ich wyprzedza , szybciej od nich jedzie i oni sami chca wyprzedzac gonic go – pytanie tylko po co?? Długi sierpniowy weekend wracalem z rodziną z miejscowości Ząb k. zakopanego do Wrocławia wiedzac co bedzie sie dzialo na zakopiance i autostradzie pojechałem bocznymi drogami przez Żywiec, Oświecim, Opole do Wrocławia i tu taj moje zaskoczenie, cala trase przejechalem w 6,5 h bez pośpiechu trzymajac sie przepisów a kolega jechał zakopianka i autostradą A4 czas przejazdu (liczę lącznie ze staniem w korkach na zakopiance i bramkach) wyniósł 10 h. zostawie to bez komentarza pozdrawiam was wszystkich i zycze milego dnia

    • ~kierowcaBombowca
      21 sierpnia 2014 o 10:35

      bo drogi w naszym kraju juz na etapie projektu maja zbyt mala przepustowosc. na A1 mialo byc 20tys, a jest 70tys aut(przy otwartych bramkach nawet 83tys). w normalnym cywilizowanym kraju nie mialbys szans szybciej pokonac tej trasy objazdami.

  55. ~hub
    21 sierpnia 2014 o 09:13

    Pojedz ponad 50 tak jak piszesz na północy a szybciej stracisz prawo jazdy niż ci się wydaje. +10 to jazda bardzo ryzykowna, a nierób w każdej dziurze zwanej terenem zabudowanym to standard. Widać dawno na wakacje nad morze nie jechałeś z rodziną 😀

  56. ~Pio
    21 sierpnia 2014 o 09:18

    Warto przypomnieć, że jeśli kierowcy jadącemu przez teren zabudowany wtargnie ktoś na drogę i spowoduje wypadek śmiertelny, a kierowca ten przekroczy dozwoloną prędkość, to winnym i tak będzie kierowca. Konsekwencją zawsze jest parę lat w więzieniu.

  57. ~OMG
    21 sierpnia 2014 o 09:18

    Powiem szczerze że podczas zdawania prawa jazdy powinny też być obowiązkowe testy psychologiczne ! bo psycholi na drogach nie brakuje

    weźmy do przykładu babkę co krzyczy „Niech przeklęty będzie ten kraj” z strony Youtube
    typowa psychiczna osoba która nie powinna mieć prawka !

    • ~kom
      21 sierpnia 2014 o 09:22

      Zapomniałeś jeszcze o testach jak dla astronautów przeprowadzanych w ośrodkach NASA – wiadomo, że jazda samochodem to jest to samo co start wahadłowca

      • 21 sierpnia 2014 o 09:29

        Nie było by to głupie, bo w końcu pilot wahadłowca nie miał zbyt wielu okazji do tego, aby uczestniczyć w kolizji z innym pojazdem latającym, a kierowca, który ignoruje przepisy, stwarza zagrożenie na drodze praktycznie przez cały czas. Dlatego testy, które by wyłapywały ludzi mających „luźny” (delikatnie mówiąc) stosunek do przestrzegania przepisów, nie były by głupie.

  58. ~kom
    21 sierpnia 2014 o 09:19

    Co za bzdurny wpis. Idealnie wpisujący się w strategię ogłupiania społeczeństwa. Może Szanowny Autor zacząłby od tego, że najpierw powinna być sieć dróg ekspresowych łączących wszystkie miasta wojewódzkie plus trzypasmowe autostrady strategiczne jak np,. A1, A2, A4. I wtedy można jeździć zupełnie zgodnie z przepisami w trasie. Co do miast najgorsza sytuacja jest z oznakowaniem które zdaje się być celowo robione tak by wydębić kasę i przeciwko temu trzeba działać a nie wypisywać bzdury .

    • ~Maciej
      21 sierpnia 2014 o 09:29

      Bardzo śmieszne hehe, „nie mam dróg dobrych to pozabijam innych bo się spiesze”

      • ~kom
        21 sierpnia 2014 o 09:34

        Absolutnie nie ! Drogi muszą być bo płacę uczciwie od lat podatki w paliwie w pit itp. itd. Dobra i szybka komunikacja jest warunkiem rozwoju gospodarczego – cały świat to rozumie a u nas rządy zajmują się wirtualnymi problemami często własnego wymysłu. Drogi muszą być bo świat na nas nie poczeka.

    • 21 sierpnia 2014 o 09:45

      Zgadzam się z opinią ~Macieja. Póki co przepisy obowiązują bez względu na jakość użytkowanej właśnie drogi. Zastanów się zatem, pomyśl i może dojdziesz do wniosku, że to akurat nie Autor bloga jest idiotą a może Ty?

    • ~Satan
      21 sierpnia 2014 o 10:10

      Co za bzdurny komentarz. A może kazdy powinien dostać rollce royce’a albo klepanie po pupci żeby przestrzegać przepisów??? A jak nie będzie ekspresówek to będziesz idioto walił przez każde miasto setką tak??? To wyjdź z założenia, że walisz setką przez miasto, a pod maskę wbiegnie Ci Twoje dziecko. Właśnie Twoje. I przemyśl sobie taką sytuację, przemyśl jak się wtedy poczujesz mądralo. Jak widać nasz kraj pełny jest ludzi, którzy tylko krzyczą daj!!! A co ty dałeś temu krajowi??? Bo na pewno nie mądrość i inteligencję.

    • ~kierowcaBombowca
      21 sierpnia 2014 o 10:29

      trzypasmowe niezbyt pomoga. od A4 w kierunku na sosnowiec jest wlasnie taka droga. najwolniejszy jest srodkowy pas mimo ze prawy ma zjazdy i wjazdy. konczy sie na tym ze ludzie wyprzedzaja ich z lewej i z prawej. nie ma kultury jazdy w tym kraju

  59. ~robo
    21 sierpnia 2014 o 09:20

    raz tez zrobilem taki eksperyment – przepisowa jazda po miescie Warszawa z tym, żę na motocyku. Chcialem sprawdzić, jak kierowcy samochodów, wytykający przy każdej nadarzającej się okazji nieodpowiedzialną jazdę motocyklistów, zachowają się w takiej sytuacji. I…. o rany! to dopiero przykłady nieodpowiedzialnych zachowań na drodze. Też się wciskają bo motocykl szczupły jest z natury więc miejsca starczy dla dwóch ;), klaksony, niewybredne komentarze z gestami akcentującymi ton dezaprobaty np dla jazdy z max, dozwolona predkością itp. Oczywiście nie uogólniam, nie wszyscy kierowcy tak się zachowują. Pokazuje to jedynie ze w każdej grupie są tzw „czarne owce”. Na szczęście coraz więcej kierowców rozumie ze motocykliści to też uczestnicy ruchu drogowego na takich samych prawach i z takimi samymi obowiazkami wobec innych uczestników ;). Już nawet kierowcy autobusów komunikacji miejskiej potrafią, widząc motocyklistę, ustawić się na światłach w taki sposób, żeby zrobić miejsce do wyminiecia ich.

    • ~Maciej
      21 sierpnia 2014 o 09:29

      Wiesz co całe jest wielkie halo „RATUJMY MOTOCYLISTÓW”, „PÓŻMY IM” itd.
      A ja powiem tak, 99% z was to kompletne debile. Wracaliśmy z żoną i dwójką małych dzieci z długiego weekendu i ciągle były tylko slalomy debilstwa na motocyklach. Może niech jeden i drugi z was weźmie ten kask i się w pusty łeb puknie bo zachowujecie się jak wielkie paniska na drodze ryzykując zycie swoje i innych. W każdej sytuacji pędzicie środkiem między autami obojętne czy przed skrzyżowaniem czy na autostradzie gdzie auta lecą po 140-120 km/h i wystarczy że ktoś delikatnie przesunie się na pasie i was zabije. Więc może dajcie se spokój z tymi naklejkami że trzeba być grzecznym dla Was, tylko najpierw zacznijcie myśleć co robicie kretyni.

  60. ~Vha
    21 sierpnia 2014 o 09:23

    Dziwię się Panu, bo jak dojrzały facet może jeździć samochodem z doznaniem ujmy na honorze, uczuciem braku jaj, poczuciem przegranej z powodu wyprzedzania przez łamiących prawo kierowców. Czemu nie czuje się Pan gorszy kiedy żyje Pan uczciwie – nie kradnie, nie zabija, nie zdradza zaufania, zapewnia bezpieczeństwo rodzinie, nie kompromituje się na oczach wszystkich…itd?
    Ci, którzy wariują na drogach szybkiego ruchu i autostradach robią to samo na w terenie zabudowanym. Oni zawsze są niewinni, bo winni są Inni. Oni zawsze mają bardzo ważniejsze powody do sprowadzania zagrożeń na drodze i łamania przepisów.
    Odziedziczyliśmy system dróg który łączy centra miejscowości. To jest powodem konieczności przejeżdżania przez każdą mijaną wieś czy miasteczko. Budowa obwodnic powoli uwalnia nas od tej konieczności, zwłaszcza od wjazdu do dużych miast, ale jest ich jeszcze zbyt mało. Skanalizowanie ruchu tranzytowego przez centra miejscowości blokuje ruch lokalny i odwrotnie. Jeśli drogi tranzytowe będą przebiegały obok miejscowości pozwalając na dogodny zjazd, to rozładuje ruch lokalny i umożliwi wygodniejszą jazdę 50km/h.
    W dużych – wiekowych aglomeracjach, np. Krakowie, budowa obwodnic nie rozwiązała tego problemu i trzeba szukać nowych pomysłów.

  61. ~Maciej
    21 sierpnia 2014 o 09:25

    Witam, pracuję od 14 lat jako przedstawiciel handlowy. Podróżuje bardzo dużo od dwóch lat także za granicę. To właśnie na Litwie , Łotwie nauczyłem się jeździć 100% zgodnie z przepisami. Po prostu na pierwszej delegacji tam zatrzymano mnie za jazdę 100 km/h w terenie zabudowanym gdzie można 50 km/h. Zaproponowano mi mandat chyba ok 600 euro o ile pamiętam i zabranie do naczelnika + wysiadka z auta na 3 m-ce zakaz poruszania się po kraju. Ledwo mi się udało wygadać. I wiecie co – tak po 2-3 dniach takiego jeżdżenia zgodnie z przepisami przestawiasz się i później po powrocie do Polski jesteś przerażony jak Ci kretyni tutaj jeżdżą. Aktualnie jeżdżę tak po Polsce – dodaje te +10 km/h i masa kierowców też tak jeździ, autorze artykułu to żadna rewelacja tak jeździć, za chwilę wszyscy tak będziemy robić a statystyki śmierci na drogach polecą w dół na łeb na szyję. Ja to już widzę dużo jeżdżąc – wjeżdżam do miasta jadę 50km/h i nikt mnie nie wyprzedza. Wyjścia NIE MA bo jak mi zabiorą prawo jazdy a zrobią to jak tylko przekroczę 30 czy 50 km/h, to nie będę mógł jeździć bo za brak prawka i jazdę mają grozić zawiasy i sąd (chyba już to działa nawet). I wiecie co – chwała temu facetowi ministrowi chociaż to łajza to jest to pierwszy minister który złapał towarzystwo za łeb. Teraz uważajcie spalanie spadło mi do 5,8 L / 100 km (passat 2013 r. 2.0 tdi 140km, poprzednio 7,6L na 100 km , mało tego jeżdżę wypoczęty, wysiadam z auta spokojny nie uszarpany walką na drodzę! Sami zobaczycie jakie to proste jeździć zgodnie z przepisami, myślcie o rodzinach które nie muszą kupować trumny dla kogoś kto zginął na drodze.

    • ~kom
      21 sierpnia 2014 o 09:36

      Jak to dodajesz ” te +10 km/h” to przecież skandaliczne łamanie przepisów !

    • ~punkt g
      21 sierpnia 2014 o 09:36

      Tak się składa, że jak najgorsi na naszych drogach są Litwini i najczęściej ci z ciężarówkami. Gnają ile sił, wyprzedzają w najgorszych miejscach itd. Kilka razy widziałem, jak osobówkami musieli uciekać przed ciężarówką z blachami LV.
      Jeśli myślisz, że jeżdżąc zgodnie z przepisami nie spowodujesz wypadku to współczuję i wolałbym nie jechać z Tobą. Przede wszystkim trzeba MYŚLEĆ, a z tym bywają problemy u kierowców. Jak jest pusta droga to można jechać szybko jak jest obok szkoła i dzieci biegają to trzeba zwolnić mimo dopuszczalnej np. 50. Cóż bezmózgowia bredzącego o jeździe przepisowej nie brakuje w Polsce.

    • ~Markus
      21 sierpnia 2014 o 10:03

      Zgadzam się w pełni z tym co napisałeś. Jeżdżąc tak nie straszne fotoradary, które mogły by wtedy stać co 5 m. 🙂 Chyba by wtedy zaczeli stawiać ograniczenia do 20 km/h i zmniejszyli tolerancję błędu by choć trochę zarobić 😉

  62. ~Monika
    21 sierpnia 2014 o 09:27

    To prawda. Nie da sie jeździć zgodnie z przepisami. Droga wojewódzka 835 odcinek Biłgoraj Frampol. Przed remontem dziurawa, miejscami połatana i tylko znak z „wykrzyknikiem”. Trudno było jechać 90km/h. Po remoncie piękna, przyjemnie sie jedzie i ….. dwa znaki: uwaga na dzikie zwierzęta oraz ograniczenie do 60 km/h a na dodatek częste radiowozy na leśnych drogach pilnujące przestrzegania prędkości !!!! Na starej drodze po dziurach każdy mógł jechać 90-tką i policji nie było. Nagle po nowej zaczęły chodzić sobie zwierzątka i już ograniczenia. Przyznam, że nie jadę 60 tylko 90.

    • 21 sierpnia 2014 o 09:32

      Ciekawe więc jakim cudem mi jakoś udaje się jeździć zgodnie z przepisami? Mam specjalną łaskę od Boga, której poskąpił np. Tobie?

      Jazda zgodnie z przepisami jest absolutnie możliwa, ale wymaga jednej rzeczy: Trzeba tego chcieć.

      • ~Monika
        21 sierpnia 2014 o 09:42

        Chyba nie zrozumiałeś sensu mojej wypowiedzi. Ja zastanawiam się nad tym dlaczego na dziurawej drodze nikt nie postawi ograniczenia prędkości tylo na nowej ładnej drodze, dlaczego ktoś podczas projektowania budowy trasy nie zaprojektował przejść dla zwierząt? Kolejny absurdalny przykład. Ta sama DW 835 w miejscowości Cegielnia Markowicze staną znak 60 km/h na odcinku 200 m ze względu na dwa przystanki. I jak tylko sie pojawił zaraz wydarzył się tam wypadek bo jakieś szczeniaki pili na przystanku i jeden wpakował sie pod samochód. Natomiast jadąc dalej w kierunku Tarnogrodu w miejscowości Księżpol na odcinku również 200 m jest wzniesienie, zakręt, zjazd na cmentarz, zjazd do stacji benzynowej, skrzyżowanie, przystanek i zjazdy do posesji mieszkańców. Dlaczego tam policja nie wyda polecenia postawienia tej 60-tki???

  63. ~ENZo
    21 sierpnia 2014 o 09:29

    Panie kolego ja jeżdze w terenie zabudowanym wlasnie te 50 km bo tam gdzie mieszkam tez bym chcial aby ludzi jezdzili 50. Co nie zmienia faktu ze bardzo czesto ograniczenie do 50 jest dawane na wyrost. Warunki dobre, jezdnia dobra mozna jechac spokojnie 80 a stawiaja 50.

    • 21 sierpnia 2014 o 09:36

      Otóż przyjmij do wiadomości, że nie „stawiają” tylko 50 km/h obowiązuje w terenie zabudowanym w całej Polsce chyba, że znaki stanowią inaczej!

  64. ~Warka
    21 sierpnia 2014 o 09:31

    Ja nie muszę przekraczać prędkości, by się dowartościować. Jak ktoś mnie wyprzedzi, nie umniejsza to mojej wartości ani męskości. Tym się różni myślenie od działania na instynktach drogi autorze.

    • ~Markus
      21 sierpnia 2014 o 09:56

      Godności może nie, ale jadąc ok 60 po obszarze zabudowanym zostajesz wyprzedzony przez kogoś kto jedzie 70-80 (czyli ok 20-30 km/h szybciej niż można), a później na trasie gdzie jest 90 nadal jedzie te 80 to człowieka szlag trafia. Bo skoro ktoś tak mocno się śpieszył w obszarze zabudowanym, że wyprzedzał to dlaczego teraz nie goni te 30 szybciej??? Chyba tylko dlatego, że nie potrafi przy wyższej prędkości zapanować nad autem.

  65. ~Niedźwiedź
    21 sierpnia 2014 o 09:31

    Jeżeli autor tego wypracowania jechał według swojego prędkościomierza w samochodzie to na pewno poruszał się wolniej. Prędkościomierze są tak skonstruowane aby zaniżać prędkość. Jadąc według prędkościomierza 50km/h jedziemy w rzeczywistości 45km/h. Im wyższa prędkość tym różnica w kilometrach zwiększa się. Dodam jeszcze, że kalibracja jest wykonana z nowymi oponami. Zużycie opon ich powoduje kolejne zwiększenie błędu.

    • ~mmt
      21 sierpnia 2014 o 09:40

      Jakaś urban legend, sprawdzałem z gpsem i nic takiego nie ma miejsca a na pewno nie jest to wartość 5 km/h.

      • ~maro123
        21 sierpnia 2014 o 09:55

        Żadne urban legend. Jeździłem wieloma modelami samochodów i w większości prędkościomierz pokazywał 5-7 km na godzinę więcej niż gps.

      • ~Niedźwiedź
        21 sierpnia 2014 o 12:03

        Ja też sprawdziłem u mnie taka różnica występuje.

      • ~TIKKI TAKI
        21 sierpnia 2014 o 12:39

        Nie jest to legenda. Praktycznie w każdym samochodzie prędkościomierz zawyża prędkość. Nie spotkałem się z samochodem, w którym prędkość była by niezawyżona, sprawdzone z GPS. Może warto sprawdzić czy wielkość opon odpowiada homologacji samochodu.

  66. ~Maro
    21 sierpnia 2014 o 09:32

    Na co dzień jeżdżę w Holandii. Tam za nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu który zbliża się do przejścia jest z miejsca i bez dyskusji 150€. Ostatni tydzień jestem w Polsce i zauważyłem że próba przepuszczenia kogoś kto stoi i czeka na przejściu może oznaczać skazanie go na kalectwo lub śmierć dzięki idiotom wyprzedzającym zawsze i wszędzie,.

  67. ~Hela
    21 sierpnia 2014 o 09:34

    Moim zdaniem nie prędkość a głupota i nieuwaga oraz brak kultury jazdy powodują wypadki,
    Przykładów jest mnóstwo, wyjeżdżanie z podporządkowanej bez patrzenia czy coś jedzie albo ” uda się, wjadę przed niego, niech hamuje”, brak sygnalizacji przy wykonywaniu manewrów – „koleś zwalnia i jedzie 20km/h, a ty myślisz o co chodzi?, wyprzedzić nie wyprzedzić? i bach skręca w lewo” i co mnie doprowadza do spazmów – jazda po lewym pasie – ( na autostradzie – ostatnio – jedzie baba lewym pasem, całkiem z siebie zadowolona bo widzi, że na horyzoncie ma ciężarówkę która wyprzedzi za 20 minut). – kiedyś (może nadal jest) w Austrii przed Wiedniem był napis po polsku – jedź po prawej stronie drogi…. czy to nie jest zastanawiające?
    Powołujecie się na Niemcy a czy ktoś zauważył, że gdy zapala się światło wszyscy ruszają w jednym momencie? a u nas? poza tym jadą równo. U nas mimo że jest 50 jadą 40, 30 – a sznur aut za nimi… A gadanie przez telefon? nie mowie o pisaniu smsów bo takie kwiatki też widać…ale jedzie wolno tylko nie wie co się w okół dzieje. Poza tym patrzcie ludzie gdzie jedziecie, lusterka nie służą do ozdoby auta!!
    Oczywiście nie mówię o wariatach wyprzedających na ciągłych i pod górę na zakrętach. Dla mnie hasło – jedź z głową, dostosuj prędkość do warunków i nie przeszkadzaj innym.
    Ps. Pijakom zabierałabym prawko na całe życie.

    • ~Hubert
      21 sierpnia 2014 o 09:50

      „Moim zdaniem nie prędkość a głupota i nieuwaga oraz brak kultury jazdy powodują wypadki”.
      To zmień zdanie. Na początek polecam SEWIK, tam jak byk stoi co powoduje 45% wypadków w Polsce (podpowiedzieć?). Rzecz w tym, że wszyscy ludzie się mylą, przy większej prędkości łatwiej o pomyłkę, a jej konsekwencje są z definicji tragiczniejsze.

      • ~ton
        21 sierpnia 2014 o 11:04

        Hela nie musi zmieniać zdania, a ty nie ufaj ślepo statystykom. Chyba wiesz kto i w jakim celu je tworzy?( Podpowiedzieć?)
        Tak, wszyscy jesteśmy omylni, ale nie wszyscy musimy posiadać prawo jazdy i poruszać się po drogach publicznych. Wystarczy wprowadzić obowiązek testów psychotechnicznych dla kandydatów na kierowców i połowa chętnych odpadnie. Byłoby to z pożytkiem dla nich samych i pozostałych uczestników ruchu.

      • ~kubek
        21 sierpnia 2014 o 16:48

        Prędkość niedostosowana do warunków jest wynikiem głupoty. Prędkość sama w sobie nie zabije, ale to prawda – pomyłki bywają dotkliwsze….

  68. ~a.
    21 sierpnia 2014 o 09:35

    Ogólnie rzecz biorąc ja się zgadzam z tym, że te ograniczenia mają sens (bywa, że nie zawsze, ale ja nie o tym..), z tym, że nie ma alternatywy – w postaci autostrad, czy dróg ekspresowych. Ja na prawdę bardzo chętnie wybierałabym objazdy, zamiast pakować się w środek jakiejś miejscowości – byłoby bezpieczniej i dla mnie, i dla mieszkańców. A obecnie, kiedy chce się pojechać gdzieś dalej niż 50km od domu, to prawda jest taka, że szlag może człowieka trafić – nie oszukujmy się. I właśnie dlatego myślę, że jazda z dużo wyższą prędkością nie jest uwarunkowana kulturowo, tylko właśnie wynka z braku dróg szybkiego ruchu i braku możliwości ominięcia terenów zabudowanych.

    • ~a.
      21 sierpnia 2014 o 09:59

      PS. Zapomniałam dodać, że staram się jeździć przepisowo – max 10km/h więcej.

  69. ~nana
    21 sierpnia 2014 o 09:36

    Od 2 lat mam prawo jazdy i jeżdżę autem.( Mam 39 lat więc nie przeginam. Prawie 😉 ) Też tak „eksperymentuje”. Najpierw jeździłam przepisowo 50km/h. Wyglądało to tak – jadę do pracy drogą krajową 9km przez miasto. Za mną pusty horyzont, nikogo nie ma. Pojawiają się auta, wszystkie mnie wyprzedzają, TIRy oczywiście też, znikają przed mną. Pusty horyzont za mną i przede mną. Ostatni żółw. Nerwowo nie wyrabiałam, psychika mi wysiadała, człowiek czuję sie jak ostatni nieudacznik i jełop. Teraz jeźdżę 60-65km/h, większość mnie wyprzedza ale nie zostaje cały czas taki pusty horyzont, tylko czasami. Nieraz jadę „w stadzie”. O przepisowym jeżdżeniu poza miastem nie będę się rozwodzić bo szkoda czasu ale… ostatnio się zbuntowałam i nie zjeżdżam wariatom na pobocze. Niech się wścieka, trąbi, ja jadę przepisowo i mam dość ciągłego poganiania. Od czasu do czasu zjadę ale nie non stop. Drogi są jakie są. Lubię prędkość, ale życie jeszcze bardziej. Ostatnio poszalałam 140km/h na autrostadzie, psychicznie – banan na twarzy ale za to od razu widać różnicę w spalaniu. Jednak 100-110km/h najlepiej dla auta i kieszeni. Życzę powodzenia w ćwiczeniu charakteru, bo to jest największy plus tych sytuacji – nauka cierpliwości i wyluzowania.

  70. ~maniek
    21 sierpnia 2014 o 09:37

    Tez jezdze zgodnie z przepisami i wisi mi co o mnie mysla jadacy za mna.Wiele razy widzialem wyprzedzajacych mnie, a potem stali na poboczu -zatrzymani przez policje.Jadąc przez wies 80km na godz. mozna sie nagle spotkac z wybiegającą krową, kuniem,psem ,o ludziach nie wspomnę lub traktorem z przyczepa wyjezdzajacym z bocznej drogi.Widzialem wiec zabite konie i placzacych kierowcow swoich „perełek „Widzialem tez merca ktory wjechal w tył traktora z szerokimi bronami-widok wspanialy-brony na masce z gwiazdą i zdziwienie kierowcy….Jakby kazdy kto przekracza predkosc dostał mandat albo rozpieprzył sie ostro to jezdzilby jak baranek ostroznie i przepisowo.Aha…ostatnio po Wawa widzialem wypadek-prosta droga,warunki idealne,pusto na drodze, ograniczenie do 50km-peugeot 407 z powodu ogromnej predkosci znalazl sie na pasie przeciwnym i uderzył w drzewo-markę auta ciezko było poznac… Kilka osob zabitych w tym 2 przypadkowe bo podwoził ludzi czekajacych na PKS….Tylko nie mowcie ze to wina drzewa

  71. ~KL
    21 sierpnia 2014 o 09:40

    Wyimek z bloga:
    „Tak to wyglądało jeszcze niedawno, za mojego życia”.
    Do autora: – A co chłopie, już nie żyjesz po tej powolnej jeździe?

    • ~a@a.com
      21 sierpnia 2014 o 09:59

      Do KL. Uderz w stół – nożyce się odezwą. Takiego jak ty – nawet utylizować się nie da, bo do czego? Kompletna, absolutna, nieograniczona ignorancja – w tym językowa. Żałość.

      • ~KL
        21 sierpnia 2014 o 10:35

        Zamiast kompetencji – inwektywy! Twoje zachowanie jest typowe dla niedouków made in. Pl… Pytanko – z której klasy gimnazjum Cię wywalili za self-abuze w WC na lekcjach polskiego?

  72. ~Ania
    21 sierpnia 2014 o 09:42

    Nie mieszkamy w Polsce od 8 lat- jednak, kiedy tylko jesteśmy w Polsce, jeździmy zgodnie z przepisami- nie wydaje mi się to trudne, nie interesują nas inni kierowcy, i co o nas myślą-to my mamy przeżyć!!! Ale za każdym razem nie możemy uwierzyć, jak agresywnie jeździ się w Polsce.

  73. ~bohun
    21 sierpnia 2014 o 09:43

    Dołożę coś od siebie
    Prawo jazdy mam od 24 lat. Jeżdżę zawodowo można powiedzieć – pracuje jako handlowiec. Różnie się jednak od większości moich kolegów jako że ja właśnie jeżdżę przepisowo. Teren zabudowany – 50, poza 85-90. Kiedyś miałem cbradio żeby nie płacić mandatów, wszędzie pędziłem , szaleństwo pełne, stres i wieczne ciśnienie. Od kilku lat spokojnie i bez pośpiechu. Efekt na plus: samochód pali w trasie 4,5 litra ( a mały nie jest) , więcej spokoju – mogę z słuchawką w uchu spokojnie prowadzić rozmowy bo przy mniejszych prędkościach mogę się spokojnie skupić na rozmowie i zachować wystarczającą czujność na drodze, mam więcej czasu żeby reagować na sytuacje „dziwne” na drodze – łatwiej wyhamować przed wybiegającym lisem z 90 km/h niż z 130. Na minus oczywiście mogę zapisać nerwy kierowców którzy twierdzą że „margines” służy do jazdy i powinienem jechać właśnie poboczem żeby ułatwić im wyprzedzanie na trzeciego, ja zwyczajnie się na to uodporniłem. Ostatnio jakiś mądrala jadący na trasie z Warszawy do Gdańska tak się na mnie wkurzył że jadę 90, a on nie może mnie wyprzedzić bo z drugiej strony sznur samochodów, że jak już mnie wyprzedził to zjechał na pobocze żeby pokazać mi jak się jeździ po czym przez kilka długich minut jechał przede mną 60 na godzinę. Ubaw miałem po pachy.
    Zrobiłem jakiś czas temu test, a raczej dwa. Jadąc trasę 360 km jednego dnia jechałem przepisowo i zrobiłem ją w 4,5 godziny, dokładnie tydzień później przy podobnym natężeniu ruchu waliłem 130 – 150 , w ternie zabudowanym za „sponsorami” jak się dało to dużo szybciej… byłem 40 minut wcześniej, spalanie zamiast 4,5 wyszło 8,5 litra na 100 km. Po co?
    Może posunę się o krok za daleko, ale co tam, takie mam czasami myśli jeżdżąc po naszych drogach:
    Polacy to w znakomitej części katolicy. Bronią krzyży, palą tęcze, obchodzą skrupulatnie wszystkie święta korzystając z dni wolnych przeznaczonych na obchodzenie świąt kościelnych. Ponoć przestrzegają 10 przykazań, chodzą do spowiedzi, przyjmują komunię, kolędę. Ale jak przychodzi do przestrzegania prawa to już inna sprawa. Kradną sygnał telewizyjny, ściągają nielegalnie filmy, palą w miejscach publicznych i robią setki innych niezgodnych z prawem ( również kościelnym) rzeczy. Sami decydują których praw przestrzegają. Tak samo jest z jazdą samochodem. Przepisy są dla nas nic nie warte, co więcej zmuszamy innych kierowców do ich łamania. Gdzie tu ta cała chrześcijańska idea.
    Takie mam czasami myśli 🙂

    Na koniec do autora:
    Nie łam się i jeździ zgodnie z przepisami, najwyżej co jakiś czas ktoś Cię otrąbi, albo pokaże Ci palec. Niektórzy twierdzą że normę określa większość – ale w tym przypadku większość nie ma racji. Co więcej, obserwuje że takich jak my którzy nie mają ochoty podporządkować się temu szaleństwu jest coraz więcej, więc jest nadzieja !!!

    Szerokości, pozdrawiam

    • ~Derduch
      21 sierpnia 2014 o 10:10

      Nie kłam tak ordynarnie, chyba że to jest bajka wtedy zapytam gdzie jest smok? Nie ma takiej szansy żebys przejechał 360km jadąc przepisowo przez 4,5h. Co do zjazdu na margines, nikt nie zmusza do tego, jedź tylko skodziarzu prawą stroną pasa, jak mówi PoRD, a będzie OK.
      Kolejna sprawa to ta, że nawet k..wy mówią że ograniczenia prędkości nie mają nic wspólnego z bezpieczeństwem jazdy. NIC facet. Stawiają 50 tu gdzie jest bezpiecznie 70 z nadzieją że ktoś zwolni do 90. Takie sa fakty. Władza uczy nas do olewania przepisów. Właściwie zmusza. Jeździłem samochodem na każdym kontynencie poza Australią i swoje widziałem. Pierwszy wyjazd za granicę pamiętam, w Austrii jest 30 to se jade 60, mało się nie rozwaliłem, bo w normalnym kraju stawia się znaki dla bezpieczeństwa, nie dla kawału albo żeby psy miały zarobek. Przykład? Tunel na warszawskiej Wisłostradzie, trzy pasy w jedną stronę i 50, 10m za fotoradarem jest podwyższenie do 70 kph. Przypadek, co?
      Bezpieczeństwo w tym skansenie poprawi jedno: Wywalić wszystkich na zbity ryj odpowiedzialnych za oznakowanie dróg i inżynierię ruchu oraz każdego związanego ze szkoleniem kierowców. Sprowadzić specjalistów z Rzeszy, Francji czy dowolnego kraju cywilizowanego. Ich pensje pokryją ubezpieczalnie, które rocznie zaoszczędzą miliardy.

    • ~Slawek
      21 sierpnia 2014 o 10:16

      Temat o polskich drogach a Ty zaczynasz o Katolikach. Sciaganie filmow, palenie w miejscach publicznych, wyjadanie orzeszkow ze snikersow czy jazda 130-150 w terenie zabudowanym za sponsorami tylko po to by przeprowadzic eksperyment narazajac innych ludzi – to nie jest domena ani katolikow, ani hindusow, slowakow czy marsjan ale zwyklych idiotow.

    • ~Marqus
      21 sierpnia 2014 o 10:19

      coś ściemniasz, bo „przepisowo” Ci wyszła średnia 80km/h ,co jest bardzo wysoką wartością jak na teren zabudowany. Z czego wynika, że ta droga prowadzi głownie poza tym terenem. Dlatego nie mogłeś dużo nadrobić jadąc bardzo szybko , zresztą średnia „nieprzepisowa” wyszła Ci tylko nieco ponad 90km/h więc nie jechałeś tak szybko …

  74. ~Hubert
    21 sierpnia 2014 o 09:47

    Bardzo fajny tekst na początek. Domyślam się, że inżynieria drogowa również z czasem stanie się tematem wpisów, więc nie uprzedzając faktów dodam tylko, że kluczowe znaczenie ma oczywiście to jak budujemy drogi. Ostatnio oglądałem zrewitalizowany rynek w Starachowicach, może się komuś podobać czy nie, ale został tak zbudowany, że po prostu „nie da się” tam jeździć powyżej 20 i to pomimo braku jakichkolwiek widocznych szykan, progów itp.

  75. ~motofun
    21 sierpnia 2014 o 09:48

    Chyba po Słowacji dawno nie jeździłeś, w małych mieścinkach może i zwalniają, ale za to wyprzedzanie na zakręcie i pod górkę to norma wśród Słowaków.

    • ~xxx
      21 sierpnia 2014 o 10:18

      Ty chyba niestety też nie, jeżdżę tam bardzo często rowerem i bardzo długie dystanse więc jak mało kto mam rozeznanie kto jeździ lepiej. A to, że ktoś zacznie jeździć inaczej to nie znaczy, że suma Słowaków do sumy Polaków nie jeździ 4 razy lepiej. Po prostu nie rozumiesz, że ideał nie istnieje, od Polaków natomiast bardzo łatwo być lepszym, Polacy jeżdżą gorzej niż Słowacy i tyle. Być może ciebie wyprzedzają bo jesteś Polakiem, a Polacy są nielubiani właśnie za sposób jazdy i za to kim są. Więc w rzeczywistości jest pewnie tak, że taki Słowak przyjeżdża do nas i przeżywszy piekło u nas pokaże ci to samo u siebie. To tylko wdzięczność. Mi jakoś Słowacy nie przeszkadzają tak jak Polacy i mówię tylko o ruchu drogowym.

  76. ~wacek
    21 sierpnia 2014 o 09:50

    ja myślę ze w Polsce jest za duzo zakazow .nakazow. przykazow. rozkazow . bo jablko zakazane bardziej smakuje . jak byly radary to jezdzilem szybko teraz jak nie ma jezdze to tak jak jest na znakach 30 to 30 80 to 80 nawet sobie kupilem GPS ktory mi mowi ze dojezdzam do jakiegos ograniczenia i mam z tego nawet radoche ze jedzie ze mna „policjant”

  77. 21 sierpnia 2014 o 09:50

    Fakt, wszystko się zmienia ale na gorsze, bo nie ma już wiary.
    Światło Wiary najjaśniej świeciło w Średniowieczu, Po wypuszczeniu Lucyfera z piekła w 1864r. zanikało, a po śmierci Piusa XII, ostatniego katolickiego papieża, zgasło zupełnie.
    „A bez wiary nie można podobać się Bogu. Hbr 11:6
    Czy wiesz po co żyjesz?
    http://tradycja-2007.blog.onet.pl/

  78. ~vasyl
    21 sierpnia 2014 o 09:51

    Na zachodzie jeżdżą zgodnie z przepisami. Tak. Bo przepisy są (znaki) są ustawiane dla kierowców a nie przeciw nim.

  79. ~Andy
    21 sierpnia 2014 o 09:52

    Nie wiem jakie tam są u was normy w południowo-wschodniej Polsce, albo jakich macie kierowców, ale na północy Polski większość kierowców w terenie zabudowanym jedzie między 50 a 60 km/h, wszyscy równo suną, nikomu to nie przeszkadza. Zdarzają się oczywiście ćwierćmózgi, które chcą szybciej. Zdarzają się też takie, które jadą 10 km/h poniżej dozwolonej prędkości. Ale to są marginalne przypadki.

    Inna sprawa jest poza terenem zabudowanym – tutaj rzadko kto trzyma się 90 km/h, „prędkość przelotowa” to zwykle 110-120 km/h, oczywiście jeśli stan drogi na to pozwala.

    • ~Slawek
      21 sierpnia 2014 o 10:04

      Normy w Polsce poludniowo wschodniej sa takie same jak w calym kraju, wiec mysle ze i tam u was jest podobnie.

      • ~Andy
        21 sierpnia 2014 o 10:10

        Otóż mówię właśnie, że nie jest podobnie. Użytkuję drogi w północnej Polsce na tyle często, żeby móc to stwierdzić. I jeśli ktoś tutaj zapiernicza i odstaje od „normy” to są to zwykle „blachy” spoza regionu.

    • ~Kierowca
      21 sierpnia 2014 o 10:31

      No właśnie jestem zdziwiona. Mieszkam w północno-zachodniej Polsce (regularnie jeżdżę w okolicach: Szczecin, Gorzów Wlkp., Poznań, czasem Zielona Góra) i tutaj 50-55km/h w mieście jest normą, jak ktoś jedzie więcej to ludzie patrzą jak na wariata. To samo poza terenem zabudowanym.
      Tylko współczuć, że myślenie nie dotarło jeszcze do wschodniej części niektórych polskich kierowców. Chyba moje szczęście, że jadąc na wschód od Poznania, korzystam z pociągów i nie muszę uczestniczyć w ruchu drogowym jako kierowca.

  80. ~silo
    21 sierpnia 2014 o 09:54

    To ja polecam Stare Skoszewy koło Łodzi – Droga pusta, na łuku drogi przejście dla pieszych, z jednej strony drogi chodnik – z drugiej zarośnięte pole.
    Żywej (pieszej) duszy tam nie widziałem, mimo iż przejeżdżam tam codziennie.
    Dodatkowo – ograniczenie na terenie niezabudowanym – do 20 km/h!!!?

    https://www.google.pl/maps/@51.84615,19.632073,3a,75y,24.48h,92.42t/data=!3m4!1e1!3m2!1s7V35VSsLoLQqXG4Hz9U_-Q!2e0?hl=pl

  81. ~heksair
    21 sierpnia 2014 o 09:55

    Autor ma jakieś poważne kompleksy, skoro czuje się jak „pół-mężczyzna” czy „dupa wołowa”. Wie Pan co? Pół-mężczyzną, kompletnie NIE samcem alpha jest Pan właśnie dlatego, że inni narzucają Panu określony typ zachowań. To tak na marginesie.
    Poproszę wspomnianego konia z rzędem. Jeżdżę przepisowo, 50/60, w zależności od godziny, w obszarze zabudowanym, na jednojezdniowej 90 poza. Przyznaję się do tego głośno i nikt mnie z tego powodu nie myślał. No ale może obracamy się w innych kręgach. Mam głęboko gdzieś to, czy ktoś mnie wyprzedza oraz to, co ktoś sobie pomyśli. Najważniejsze jest dla mnie bezpieczeństwo moje, pasażerów których wiozę i innych uczestników ruchu. Kierowcy, którzy tego nie rozumieją, nie powinni w ogóle mieć prawa jazdy.

    • ~aes
      21 sierpnia 2014 o 10:18

      zgadzam się w pełnej rozciągłości. Najbardziej mnie śmieszy jak widzę tych królów szos skomlących później o niższy mandat , albo tłumaczących się w taki czy inny sposób, zamiast przyjąć mandat „na klatę”. A już najgorsi są ci, którzy zasłaniają się immunitetem.

  82. ~Preston Lacy
    21 sierpnia 2014 o 09:58

    Jeżdżę szybko bo lubię.
    A teraz rzucajcie kamieniami,

    • ~Rozrabiaka
      21 sierpnia 2014 o 10:16

      A ja lubię przypie…ć kamieniem, więc podejdź. A na poważnie. To, że lubisz szybko jeździć nie ma tu żadnego znaczenia i nikt Ci tego nie zabroni. Ale albo jedź na tor wyścigowy, albo zbuduj sobie prywatną drogę in tam jedź nawet 1000 km/h. A w miejscu publicznym zachowuj się tak, jak na to pozwalają obowiązujące przepisy. Bo to jest Twój obowiązek i moje prawo czuć się bezpiecznie i oczekiwać, że inni użytkownicy dróg będą przestrzegać tych samych przepisów, które i mnie obowiązują. Życzę szerokości i rozsądku w życiu i na drodze.

  83. ~cr
    21 sierpnia 2014 o 10:03

    Nie rób człowieku takich eksperymentów bo jeszcze wypadek spowodujesz. Jeździj normalnie, jak wszyscy. Zagrożenie stwarzasz ty zmuszając innych do ciągłego wyprzedzania. Problemem nie jest nadmierna prędkość tylko wręcz przeciwnie niedostosowanie dróg do prędkości osiąganej przez współczesne samochody. Epokę dyliżansów mamy dawno za sobą. Inne kraje już dawno poradziły sobie z tym problemem tylko w tym zadupiu jadąc przez cały kraj trzeba zwiedzać wszystkie miasta i wioseczki po drodze. Drogi krajowe ,z założenia przeznaczone do przemieszczania się na duże odległości powinny być drogami wielopasmowymi bo łączą tranzyt (zmęczeni kierowcy w potężnych ciężarówkach) z ruchem lokalnym (dziadek wyruszający w niedzielę do kościoła i rolnik wracający z pola). Za obecny stan należy winić polityków. Za wyprzedany majątek, a było tego nie mało, trzeba było budować nowoczesne drogi zamiast ratować górników ,rolników i każdego kto głośno krzyczał. Te nieliczne autostrady które mamy to marny dorobek jak na 25 lat gospodarki wolnorynkowej.

    • ~Rakhul
      21 sierpnia 2014 o 10:05

      Trafnie napisane 😉

    • ~art
      21 sierpnia 2014 o 10:16

      no tak, ale nie bierzesz pod uwagę drobnego szczegółu bo…. jak przekroczysz prędkość w krajach które sobie poradziły z infrastrukturą drogową, płacisz mandat. np. w Francji pada deszcz i zgodnie z przepisami spada dopuszczalna prędkość, przekroczenie prędkości w Szwajcarii o 1-2km/h mandat więc…..nie koniecznie chodzi w tym wszystkim o wypasione drogi. w teraz należy się odnieść do poprzednika na forum: używamy mózgu czy go mamy????????????????

    • ~Ewa
      21 sierpnia 2014 o 10:32

      właśnie to chciałam napisać! Jadąc zgodnie z ograniczeniami prędkości, blokuje się drogę i inni użytkownicy stwarzają zagrożenie, wyprzedzając nerwowo. Poza tym robią się nie potrzebne korki. Oczywiście są skrajności – jak wszędzie – na przykładzie tych, co to i pół minuty muszą zaoszczędzić, wyprzedzając na przejściu, na skrzyżowaniu itp. Ale to skrajności. Generalnie trzeba jeździć tak, aby nie stwarzać zagrożenia (między innymi i tego – uporczywe blokowanie drogi, poprzez ścisłe trzymanie się ograniczeń). Kierowca swoją drogą, ale zarządca drogi też powinien dostawać mandaty (i to duże) za: durne znaki w nieodpowiednich miejscach, dziury w drodze (nieskoordynowane ruchy kierownicą, aby je ominąć) i w ogóle.

  84. ~Rakhul
    21 sierpnia 2014 o 10:04

    Dobra przestańcie płakać. Drogi mamy z roku na rok lepsze. Co do autora to po co wgl to robil?
    Zachciało mu się głupich testów . TAK WOLE SPALIC 8,5L niż 4,5L będąc 40min później na miejscu. Proste jak nie ogarniasz na drodze to jedź sobie 50 czy 90 lub 140.

  85. ~Purol
    21 sierpnia 2014 o 10:07

    Kiedyś usłyszałem taki slogan:
    Wszyscy mamy mózgi. Ale są na dwie kategorie ich właścicieli. Pierwsza to użytkownicy tego
    instrumentu a druga to jego nosiciele. Tej drugiej grupie niestety nie przemówisz.

  86. ~basia
    21 sierpnia 2014 o 10:08

    Skoro Polacy mają ciągle pieniądze i na papierosy i na płacenie mandatów, to znaczy, że biedy nie ma 🙂 I nie rozumiem narzekania, jaka ta policja nie jest wredna i upierdliwa. Moim zdaniem mandaty są zbyt łagodne ciągle. Za wyprzedzanie na podwójnej ciągłej + przejściu dla pieszych + blisko skrzyżowanie powinni nakładać mandat w wysokości miesięcznego wynagrodzenia delikwenta. A za jazdę po pijaku odbierać samochód i licytować na cele dobroczynne!

    Też jeżdżę przepisowo, bezpieczeństwo oczywiście na pierwszym miejscu, ale dodatkowym plusem z takiej jazdy jest to, że nie płacę mandatów. Jeśli ktoś uważa, że to jest frajerstwo, natomiast szczytem męstwa i bohaterskości na drodze jest to, że potem miesięcznie kilka stów na mandaty idzie… to gratuluję! Równie dobrze, można iść i wyrzucić te pieniądze do kosza 🙂

    Jeśli ktoś uważa mnie za frajera za kierownicą…cóż można zrobić? Może ktoś jest frajerem, bo nie umie wygospodarować np 5-10 minut więcej na bezpieczny dojazd do pracy? Poza tym, czy warto przejmować się takimi uwagami od osób, które mają ewidentny przeciąg między uszami?

    • ~kolumbik
      21 sierpnia 2014 o 11:07

      Też zacząłem tak jeździć i czuje sięz tym tak sobie 🙂 Dużo samochodów mnie wyprzedza, ale cóż takie życie.. Spalanie w aucie spadło o 1/3 także korzyści finansowe też są. Tylko kurcze jak zacząłem wolno jeździć to już 2 x miałem stłuczkę. Raz nawet tak jak piszesz gościu wyprzedzał mnie na podwójnej ciągłej + przejście dla pieszych + skrzyżowanie i w bok mi przy wyprzedzaniu przypierniczył. Szkoda gadać. Ale te spojrzenia nienawistne wyprzedzających jak muszą któryś km za mną jechać bo nie ma możliwości wyprzedzenia są warte tego 🙂

  87. ~gość
    21 sierpnia 2014 o 10:12

    Dziwię się niesamowicie, że waszym zdaniem wszystko jest winą kierowcy. Wyjedzcie czasami z tego kraju przyjrzyjcie się infrastrukturze drogowej i zauważcie że tam Ci co chcą jechać szybciej jadą autostradą, a tych u nas za dużo nie ma. Do pracy Autostradą, do kościoła autostradą, do babci czy kochanki z drugiej strony miasta autostradą. A u nas wygląda to w ten sposób, że autostrada to droga krajowa przez centrum miasta z ograniczeniem do 50, więc co się dziwić, że większość łamie nagannie przepisy i nie chce jechać godzinę skoro da się w pół. Co do ilości wypadków i ofiar to wszystko jest powiązane. Im lepsza infrastruktura tym mniejsza ilość takich zdarzeń. Ruszcie kiedyś bańkami i zamiast samolotem spróbujcie się przejechać przez Europę samochodem. I wtedy wam spadną te różowe okulary jak zobaczycie jak tam ludzie jeżdżą. Niedawno byłem na Chorwacji. Przejeżdżałem przez 4 kraje(w tym Polskę) i tam też ludzie jeżdżą jak wariaci. Wyprzedzają na zakrętach, na trzeciego, gdzie się tylko znajdzie miejsce. Jakby tego było mało to też są niedzielni kierowcy. Przestańmy narzekać na to jak jeździmy. Zróbmy coś żeby rządy w końcu inwestowały w infrastrukturę!!!!!!!!!!!!!!!!!!! a zobaczycie, że wszystkim będzie się żyło lepiej nie tylko malkontentom.

    • ~LL
      21 sierpnia 2014 o 10:34

      Nie wiem gdzie i w jakim kraju jeździ się wszędzie autostradami. Ja mieszkałam dość długo w dużymkraju zachodnim i w dużym mieście. Ale aby przejechać z jednego końca miasta na drugi trzeba było dużo czasu i cierpliwości. Ograniczenia szybkości wszędzie a ulice szczególnie te główne naszpikowane kamerami. I jakoś nikomu nie przyjdzie do głowy szaleć na drodze. Bo mandaciki szybko przychodzą. Prędzej dojedzie się bocznymi drogami wszędzie niż kilkupasmowymi drogami w mieście. Więc mam wątpliwości czy to prawda co tu jest napisane.

    • 21 sierpnia 2014 o 13:01

      Gratuluje brania przakladu z glupszych. Tacy jak ty nie widza nic poza gorszymi a wiec o poprawie nie ma mowy.

  88. ~frog-like
    21 sierpnia 2014 o 10:13

    Dla mnie nawet lepiej ze sie wszyscy wloka, latwiej wyprzedzac.

  89. ~waldek
    21 sierpnia 2014 o 10:16

    Jak ktoś się przejmuje, że jedzie zgodnie z przepisami, to nie jest jego sprawa. To sprawa bezpieczeństwa innych uczestników ruchu drogowego. A gdyby, nie daj Boże, doszło do wypadku i gdyby, nie daj Boże, córka została ciężko ranna i okazałoby się, że to przekroczenie prędkości spowodowało ciężkie obrażenia, to co? Jak możnaby Jej spojrzeć w oczy?

  90. 21 sierpnia 2014 o 10:17

    Masz moje 100% poparcia. Polskie „normy” i zwyczaje potrzebuja zmiany. Tak trzymaj!

  91. 21 sierpnia 2014 o 10:22

    Witam.
    Ja jeżdżę zgodnie z opisanym eksperymentem i nie obchodzą mnie dziwaki którym się śpieszy bo nie mogą zaplanować drogi tak żeby zdążyć. Niech wyprzedzają i wzbogacają budżet państwa. Ale jak niosą śmierć i szkody innym to mnie to wkurza.
    Zazdroszczę kultury jazdy w większości państw w Europie zachodniej.

  92. ~sindi
    21 sierpnia 2014 o 10:24

    w tym roku byłam na wakacjach na Węgrzech i jestem zachwycona ich kulturą na drodze jeżdżą przepisowo są uprzejmi nie ponaglają światłami wpuszczają na rondach ani razu nie słyszałam żeby ktoś na kogoś tąbił przepuszczają pieszych nawet jak nie ma pasów w tym miejscu . zauważyłam również że jadąc przepisowo przez Bodapeszt masz cały czas zielone , nie opłaca się więc jechać szybciej bo później długo stoisz na czerwonym a jadąc 50-60 na 3-4 biegu przetniesz całe miasto ekonomicznie i noga od sprzęgła nie boli… ja też zaczęłam wdrażać po urlopie przepisową jazdę i faktycznie jest to trudne ze względu na presję jaką wywierają inni kierowcy czuje poprostu ich oddech na plecach 🙂 ale łączę się z panem w walce z pośpiechem i chamstwem na drodze powodzenia może kiedyś coś się zmieni na naszych drogach

    • ~kierowca
      21 sierpnia 2014 o 10:50

      Do Sindi i pozostałych „pierdół” …
      Mania opluwania własnego kraju i rodaków ma sławę na świecie, szczególnie w USA.
      Jedź skarbeńku do Włoch… poznasz co to kultura. Jedź na „zachód” … poznasz co to reżim nakazowy. Wpuść „świadomego” szweda do polski … poznasz co to radość z wolności.
      Brak kultury jazdy to brak obycia w jeździe po mieście, czy wyrwanie się z „młyna” w rodzinie, czy „harówki” w robocie poza miastem (forma wyładowania?). Zwróć uwagę na wariatów, im wszędzie wszystko wolno (kilka ostatnich przykładów) i myślę , że tu jest problem.
      „Wariat” policjant który wykorzystuje przepisy, bo szef kazał mu zebrać kasę. Wariat drogowiec, bo nie chciało mu się pozbierać znaków po dawnym remoncie, wariat sędzia który tobie przyłożył tysiaka za parkowanie, a za chwilę „wali” 100 po mieście i zasłania się immunitetem.
      Kultura jazdy to suma doświadczenia i realnych przepisów (czytaj ograniczeń). Pozdrawiam.

    • ~Hedd87
      21 sierpnia 2014 o 10:54

      To się nazywa wrodzona mentalność i powiem wiecej… Wszystko co robimy i jaki mamy styl bycia zawdzięczamy z dziada pradziada niemcom, ruskim i rządowi. Jak trzeba było kombinować i walczyć o swoje tak kombinujemy do dzisiaj. Jak rzad wypycha kieszenie forsą i mówi że jej nie ma na dzieci, chorych i remonty, to my udajemy, poniekąd po złości, że nie ma ograniczeń i że nam się wydawało. Tam gdzie wojna przebiegła łagodnie albo wcale jej nie było, szwecja, dania, itp. kultura ludzka, która przekłada się na drogową jest wręcz przyjazna. U nas rządzi ego, ego większe im szybsza bryka, a im droższa tym samopoczucie lepsze. Na to nic nie poradzimy, problem zaczyna się gdy zza „dino” wybiega za piłką dziecko, a my mamy 65km/h. Brak nam wyobraźni, wyobraźni dojrzałej i przewidującej, stąd tyle wypadków, a i szkoleniom kierowców można sporo zażucić, gdyż uczą jeździć 50 i parkować pod marketem, a jak obronić się przed poślizgiem nie uczy nikt, jeśli sobie sami nie poszukamy kursu.

  93. ~frog-like
    21 sierpnia 2014 o 10:24

    Jesli problemem jest predkosc to czemu pozwala sie zeby na drogi wyjezdzaly samochody mogace z latwosia rozpedzic sie do 200 czy 300 km/h ??? Nakazac ustawowo zeby samochody mialy ograniczniki na przyspieszenie jak i predkosc maksymalna (90km/h) i problem z glowy, a jak ktos wyjezdza w trase i chce rozpedzic sie do 120km/h to niech sklada podanie do urzedu, to mu zdjema na tydzien blokade.

    • 21 sierpnia 2014 o 10:26

      To już przesadzone

    • ~gloria55
      21 sierpnia 2014 o 10:38

      Chcesz powiedziec, ze sam nie potrafisz kontrolowac. Potrzebujesz jednostki nadrzednej. To wlasnie z gory ma ci byc nakazane i w aucie zasrubowane bo inaczej sobie nie poradzisz. Auto majace mozliwosc 200km samo tyle nie pojedzie jesli TY nie nacisniesz pedalu. Ty masz problem, dziecko. Nie tylko TY. Polak ma problem jak pies, ktory byl na lancuchu i nagle dali mu wolnosc.

  94. ~poli0122
    21 sierpnia 2014 o 10:26

    Predkosc to jeszcze nie wszystko – w jednym z najbezpieczniejszych drogowo krajow europy – UK – tez jezdzi sie szybko.

    Ja bym dodal tutaj przedewszystkim:
    a) zla organizacje ruchu.
    i) przedewszystkim slawtna zielona sprzalka dla skretu w prawo kiedy piesi maja zielone – dezorientujaca zarowno dla kierowcow jak i pieszych.
    ii) brak tzw. bezkolizyjnch skrzyzowan (takich gdzie kazda nitka ma swoje osobne zielone swiatlo + piesi)
    b) mocno kwestjonowalny stan techniczny aut na polskich drogach.

  95. 21 sierpnia 2014 o 10:27

    Do debili co nie rozumieją dlaczego np. w zabudowanym należy jeździć wolniej: gdy dorośniecie i zaczniecie być użytkownikami mózgu a nie tylko ich nosicielami – mając dzieci, które muszą przechodzić w pobliżu Waszych pędzących samochodów i trochę wyobraźni sami stwierdzicie, że należy zwolnić.
    A jeżeli taka refleksja się Wam nie nasunie – nie będę nad Wami nawet ubolewał…

  96. ~Kolog
    21 sierpnia 2014 o 10:30

    Tak się zastanawiam, czytając ten tekst, na ile dajemy się prowokować przez innych. Większość myśli autora oscyluje wokół faktu, że jest wyprzedzany przez innych, że córka mu zwraca uwagę… Czyli wpływ obcy. Od 3-4 lat olewam tego typu myśli „ciepłym sikiem”. Nie ścigam się, zwłaszcza w terenie zabudowanym. Właścicieli zawieszonych na lusterku kostek omijam zaś szerokim łukiem. Ma być 50 km/h – jest 50 km/h i już. Nawet jak wbiegnie mi jakiś psiak, kura, krowa, owca czy inne (nie daj Bóg!) dziecko przed maskę i nie zdążę zareagować odpowiednio szybko, sumienie będę miał czyste…

  97. ~dupa wołowa
    21 sierpnia 2014 o 10:30

    Niestety masz rację, mamy nieco przestarzałe normy społeczne. Lubię i umiem jeździć szybko, ale rezerwuję większe szybkości na odcinki wolne od pieszych, znajdujące się po za obszarem zabudowanym. W mieście staram się jeździć przepisowo. Mój styl jazdy, stał się ostatnio przedmiotem docinek ze strony mojej partnerki. Śmiała się, że jeżdżę nierówno – to znaczy ze zmienną prędkością. Do szału ją doprowadzała jazda 20-30 km/h po osiedlowych uliczkach.

  98. ~Bartchie
    21 sierpnia 2014 o 10:33

    Jak byśmy mieli tanie paliwo to moglibyśmy jeździć 50km/h drogami krajowymi biegnącymi przez wiochy. W przypadku takich cen, nie opłaca się jeździć z taką prędkością. Każdy wie że przy 70-85km/h jest najniższe spalanie.

  99. ~gigs
    21 sierpnia 2014 o 10:33

    Możliwe że masz racje w terenie zabudowanym 50 to dobra predkość , tyle ze w niektorych miejscach sa znaki postawione z dziwna predkoscia np 20 sory ale jadac 20 lepiej mi jechac rowerem bo bede mial kontakt z natura , czasami znaki postawione z dopuszczala predkoscia staja sie absurdem . System w ktorym żyjemy kazuje Ci sie podporzadkować nawet znakom ktore moga i czesta sie wydaja absurdalne do danego miejsca wiedz ograniczaja twoja swobode . Zawsze prowadze samochod tak by nie stworzyć zagrożenia i jadac 80 na pustej drodze w szczerym polu gdzie widocznosc jest dobra nie bede jechał 50-tka bo według mnie jest to własnie absurd :).

  100. ~marek
    21 sierpnia 2014 o 10:35

    Cyt. wypowiedz z tekstu: „Brzmi to absurdalnie, ale to jest naprawdę wyzwanie. Spróbujcie na jakiejś jednopasmowej krajówce grzecznie zwalniać z 90 poza zabudowanym do 50 w zabudowanym. Ja 50 sobie szybko darowałem i starałem się trzymać 60-65. I jeszcze nigdy mnie nie wyprzedziło tylu kierowców, co przez ostatnie dwa tygodnie. Jeżdżenie po terenie zabudowanym z prędkością 80 km/h uważamy za normę.”
    Otoz w Niemczech potrfia przyskrzynic kierowcow. Np. Przy zjezdzie z krajowki i wjezdzie do wiochy stoi znak ograniczenia pred. do 50 a Moment za nim do 30 km/h jak ktos nie wyhamuje, to ot stoi sobie skrzyneczka i ciach, przychodzi nam piekne zdjecie z mandatem i punktami karnymi do domku albo i nakaz oddania prawka np. na 3 miesiace. Nie twierdz ze wszyscy Niemcy jezdza bez zarzutu ale jednak wypadkow mniej. Czemu my nie umiemy?

  101. ~marden
    21 sierpnia 2014 o 10:37

    Nie wiem z jakiego zakątka kraju autor artykułu pochodzi i jak bardzo jest niestabilny emocjonalnie? Jeżdżę dużo po całym kraju wszystkimi typami dróg i moje obserwacje dotyczące prędkości poruszania się przeciętnego kierowcy są zgoła odmienne. O ile mogę się zgodzić ze stwierdzeniami, że ciągle jakość naszych dróg w wielu miejscach jest zła, czy nawet bardzo zła, że oznakowanie jest często również fatalne. O tyle co do tego jak ludzie jeżdżą i że przeważająca cześć kierowców w terenie zabudowanym jedzie z prędkościami typu 80 km/h to się nie zgodzę. Owszem zawsze znajdzie się kilku młodych gniewnych niedojrzałych, którzy łamią nagminnie przepisy o ruchu drogowym, ale jestem skłonny się podpisać obiema rękami pod stwierdzeniem, że co najmniej 3/4 kierowców porusza się z prędkościami nie dającymi podstawy do nałożenia mandatu.
    A wypisywanie takich bzdur i rozdmuchiwanie nieistniejących patologii wśród większości kierowców oraz próba wmówienia ludziom, że jazda zgodna z przepisami, to jakiś rodzaj ułomności, to właściwie czemu miał służyć?

  102. ~ja
    21 sierpnia 2014 o 10:39

    Kluczowe jest dostosowanie predkosci do warunkow na drodze…moim skromnym zdaniem jak na autostradzie nie ma ruchu a jest dobre auto to 200km/h + to nie zbrodnia….ja tak jezdze juz dobrych pare lat I wlos z glowy mi nie spadl…..ale powtarzam, trzeba miec wyczucie kiedy I gdzie mozna jechac… Teren zabudowany 50-60max….

    • ~zupak1983
      21 sierpnia 2014 o 10:47

      A jeśli przez teren zabudowany prowadzi droga (2 pasy w każdą stronę, z pasem zieleni)? Wtedy też max 60km/h?

      • ~ja
        21 sierpnia 2014 o 11:01

        teren zabudowany to dla mnie wioska……kluczowe jest dostosowanie predkosci do warunkow jazdy….

    • ~Krzysiek
      21 sierpnia 2014 o 10:53

      Oprócz jak piszesz wyczucia wskazane jest mieć wyobraźnię.
      Jadąc 200 km/h nawet najnowszym modelem auta dostosowanym do takich prędkości (piszę o dostosowaniu bo widuję rzesze imbecyli w nastoletnich, pospawanych trupach bądź „zapalniczkach” z silnikiem do kosiarki, którzy „aspirują”/ napinają się do takich prędkości) nie jesteś w stanie wykluczyć sytuacji, że najedziesz na jakiś metalowy syf, który urwał się np z ciężarówki a wówczas kolego nić Cię nie uratuje i niestety również podróżujących w Twoim bezpośrednim sąsiedztwie. Myślę, że nie potrzebujesz czytać bardziej szczegółowych opisów następstw podobnych zdarzeń.
      Tak czy inaczej obawiam się, że moja mowa nie dotrze tak do Ciebie jak i innych „najlepszych kierowców Świata” znad Wisły, wszak „My Polacy złote ptacy zawsze wiemy lepiej” .

    • ~Krzysiek
      21 sierpnia 2014 o 10:54

      do ~ ja: Oprócz jak piszesz wyczucia wskazane jest mieć wyobraźnię.
      Jadąc 200 km/h nawet najnowszym modelem auta dostosowanym do takich prędkości (piszę o dostosowaniu bo widuję rzesze imbecyli w nastoletnich, pospawanych trupach bądź „zapalniczkach” z silnikiem do kosiarki, którzy „aspirują”/ napinają się do takich prędkości) nie jesteś w stanie wykluczyć sytuacji, że najedziesz na jakiś metalowy syf, który urwał się np z ciężarówki a wówczas kolego nić Cię nie uratuje i niestety również podróżujących w Twoim bezpośrednim sąsiedztwie. Myślę, że nie potrzebujesz czytać bardziej szczegółowych opisów następstw podobnych zdarzeń.
      Tak czy inaczej obawiam się, że moja mowa nie dotrze tak do Ciebie jak i innych „najlepszych kierowców Świata” znad Wisły, wszak „My Polacy złote ptacy zawsze wiemy lepiej” .

      • ~ja
        21 sierpnia 2014 o 11:04

        Alez Twoja mowa do mnie dociera kolego….zdaje sobie sprawe z ryzyka…ale powtarzam jezdze juz tak kilkanascie lat I caly I zdrowy docieram na miejsce….pozdawiam

        • ~Zonk
          21 sierpnia 2014 o 12:56

          Problem w tym, że na drodze przeważnie jeździ się do pierwszego poważniejszego błędu (szczególnie jeśli jeździsz 200+ jak piszesz). Powodzenia, tylko żebyś komuś krzywdy nie zrobił.

    • ~j62
      21 sierpnia 2014 o 11:09

      A to ciekawe, ja mam całkiem inne spostrzeżenia. Jeżdżę zawsze +10, które tak ostatnio jest krytykowane przez lobby policyjne. Nikt na mnie nie trąbi, nie wygraża, a i w portfelu lżej. Fakt, głównie jeżdżę po Szczecinie i zachodniopomorskim.

    • ~normalny
      21 sierpnia 2014 o 11:24

      Jadąc 200 km/h musisz myśleć i przewidywać co się dzieje 200 m przed Tobą, czy nie będzie tam żadnej przeszkody, czy kierowca jadący w takiej odległości nie wywinie jakiegoś numeru, typu wyprzedzanie ciężarówki będąc jakieś 60 m przed Tobą itp. Napisałem 200 m, nie bez powodu. Taki dystans, pokonasz w 3,6 s. Oczywiście nie neguję Twojego postępowania, tylko uświadamiam Cie jakie zmienne musisz wziąć pod uwagę, jadąc z napisaną wcześniej prędkością. Musisz mieć pewność, iż masz wolne co najmniej 200 m drogi przed sobą.

      • ~nolepiok
        21 sierpnia 2014 o 19:07

        Są ludzie którzy jeżdzą lepiej niż nie jeden chodzi i potrafią przewidywać nawet na więcej niż 200m przed sobą.Na kursach prawa jazdy powinno się uczyć jak katechizmu,że najważniejszą zasadą jest prawostronny ruch także na autostradzie i zmiana pasa tylko w konieczności/np zamiar wyprzedzania/ U nas wszyscy ciągle zmieniają pas ruchu jakby wyprzedzali własny cień/

  103. ~Todos Santos
    21 sierpnia 2014 o 10:39

    Macie kompleksy bo jeździcie starymi złomami. Jazda złomem powoduje, że krew was zalewa jak ktoś was wyprzedza wypasioną furą i wtedy wasza katolicka dusza każe wam go nienawidzić i wtedy znów wpadacie na pomysł by wszystkim wszystko zakazać żeby mieli tak jak wy macie. Polska to kraj wieśniaków

    • ~przypadkiem
      21 sierpnia 2014 o 10:55

      Co ma katolicyzm do tego? Masz jakiś problem z wiarą katolicką? To jak w tym dowcipie o żołnierzu któremu wszystko kojarzy się z gołą babą.

  104. ~spokojny kierowca
    21 sierpnia 2014 o 10:40

    Calkowicie sie zgadzam z autorem.Maz jest obcokrajowcem. Pierwsze jego spostrzezenie po przyjezdzie do Pl : „gdzie ci wszyscy ludzie sie tak spiesza?” Dodam, ze jezdzi przepisowo i jest dla mnie przykladem odpowiedzialnego meza i ojca. Jestem z Niego cholernie dumna. I naprawde ma w d… wyprzedzajace Go samochody. To jest prawdziwy facet, ktory nic nie musi udawadniac swoja brawurowa jazda.

    • ~RC
      21 sierpnia 2014 o 11:12

      następna przywiozła szczęście do kraju. Nikt w pl nie chciał? W PL nie ma miejsca na zawalidrogi bo są kiepskie drogi i za dużo aut.

  105. ~rock
    21 sierpnia 2014 o 10:41

    Zrobiłem identyczny eksperyment, jednego dnia jeździłem powoli, ostrożnie, nie zamulałem drogi jak nie którzy robią, ale jechałem wolno na tyle żeby było bezpiecznie. Skończyło się to trąbieniem a na koniec jakiś facet otworzył szybę i zaczął coś do mnie wykrzykiwać.

  106. ~Zbyszek
    21 sierpnia 2014 o 10:45

    Autor bzdury opowiada, jeżdzę często do najbiedniejszego województwa Polski czyli Świętokrzyskiego i dawno zauważyłem , że drogi nawet lokalne są pięknie zrobione, autor nie zauważa tego faktu , stereotypy powiela siedząc przed komputerem. Myślę, że jak wybudują dwa razy tyle nowych dróg co dzisiaj to ciągle będzie w obiegu żelazne zdanie, że wypadki są z powodu fatalnych dróg w Polsce. Przykład: Przedwczoraj w Krakowie na nowo zrobionej ulicy Botewa z piękną ścieżką rowerową , rowerzysta nagle wjechał pod autobus i zginął. Komentarze internautów pewnie z innych miast, zginął bo w Polsce nie buduje się ścieżek rowerowych. I to jest powielane w świadomości ludzi i powtarzane bez względu na fakty. Jest nowa autostrada i częstość wypadków jest większa niż już na wiekowych autostradach niemieckich, czyżby nie nadawały się do wyprzedzania? Prawda jest taka, że Polacy nie mają wyobrażni, są niedouczeni, nie dbają o swoje pojazdy. Natomiast lubią swoją winę zwalać na innych, na tych na górze. Sam słyszałem, jak kobieta w tramwaju opowiadała, że jej sąsiadka zginęła na przejściu dla pieszych, bo minister zamiast zająć się drogami to kupuje drogie zegarki. Nie wytrzymałem i zapytałem, czemu ta kobieta weszła na czerwonym? Kobieta zamilkła.

    • ~MMM
      21 sierpnia 2014 o 11:09

      Zapraszam wobec tego na trasę Warszawa – Gdańsk, na odcinku od stolicy, do mostu na Wiśle w Modlinie. Zęby wypadają przy prędkości większej, niz 70 km/h.

  107. ~abs
    21 sierpnia 2014 o 10:49

    Nie dajmy się zwariować! Dlaczego wszelkie(!) ograniczenia mają dotyczyć wyłącznie kierowców? Bo tak sobie urzędasy brukselskie wymyśliły? A gdzie jakakolwiek odpowiedzialność pieszych? Jak można wstrzymywać i hamować ruch tylko dlatego, że jakiś nierozgarnięty pieszy może wtargnąć na jezdnię wprost pod koła samochodu? To może ustalmy, że na przejazdach kolejowych pierwszeństwo mają samochody a pociągi niech sobie hamują, przecież auta są mniejsze i nie mają żadnych szans w konfrontacji z lokomotywą…

    • ~normalny
      21 sierpnia 2014 o 11:02

      Miasta i wsie są dla ludzi a nie dla samochodów

  108. ~ula
    21 sierpnia 2014 o 10:54

    Na co dzień nie mieszkamy w Polsce, ale mieliśmy tą przyjemność w te wakacje, przez trzy tygodnie troche jeździliśmy po polskich drogach i co mogę powiedzieć, że większość polaków to wariaci! Nie mówiąc już o tym, że nie jeżdżą zgodnie z przepisami, to nawet nie mają jakiejś granicznej normy przy przekraczaniu prędkości- jeżdżą jak chcą i ile chcą, zwalniając w miejscach gdzie są radary, lub być może czai się policja za krzakiem. Dla mnie osoby która nie jeździ dużo po polskich drogach, która nawet nie ma polskiego prawa jazdy, taka sytuacja była bardzo dezorientująca, chcąc jeżdzić przepisowo, na długiej trasie nie wiedziałam już po godzinie, ile tak naprawdę powinnam jechać! Najgorsze było jednak to jak na trasie A1 z Częstochowy w stronę Warszawy szalała burza- ciemno, świata nie było widać w strugach deszczu- ale co tam, dla polaków to bułka z masłem- wyścig na drodze trawał, kto szybciej, kto lepiej, jeszcze niektóre osobówki zwalniały, ale tiry wyprzedzały w najlepsze! Był taki deszcz że wycieraczki na fula nie nadążały, wyglądało to jakby któś na szybę lał wodę gęstym prysznicem, no ludzie to są warunki na góra 50 km/h, myśmy jechali jakieś 80, bo strach było jechać też wolniej, jak tuż obok mknęły tiry, i inni wariaci na polskich rejestracjach!
    Wróciliśmy do domu- celowo nie piszę i nie napiszę gdzie mieszkamy- i co pełna kultura na drodze, ludzie jeżdżą równo i ładnie. Wariaci też się zdażają, ale w przeciwieństwie do Polski jest ich tu zdecydowana mniejszość. Złapała nas burza- dzień, deszcz gęsty, ale nie tak tragicznie jak wtedy na A1, WSZYSCY! zwalniają, wleczemy się jak te „dupy wołowe”, cztery pasy autostrady zajęte na maksa, ale wszyscy jadą równo i wolno. Da się? Da, ale trzeba mieć rozum i z niego korzystać. Dodam też, że tu gdzie mieszkam, mają najmniejszy procent wypadków na drogach w Europie. A po Polsce strach jeździć!

    • ~hmm
      21 sierpnia 2014 o 11:01

      Kierowcy TiR powoduję bardzo mało wypadków a w stosunku do przejechanych km tak z 10 razy mniej niż kierowcy osobówek,zza kierownicy TiR lepiej widać świat,bo siedzi się bardzo wysoko i wycieraczki wydajniejsze,trzeba wiedzieć o czym się pisze./kierujący także TiR/

      • ~ula
        21 sierpnia 2014 o 11:42

        A pomyślałeś, co się dzieje z osobówką, jak wyprzedzający tir zachlapuje ją wodą. I to nie jeden tylko kilka pod rząd. No sorki, ale przy takiej pogodzie wszyscy powinni zwolnić i zachować ostrożność, nie ważne czy siedzi wysoko, czy nisko. Ja naprawdę nie mam nic do tirowców, szanuje ich na drodze, ale oczekuje też że oni będą szanować mniejsze samochody. Nie ma znaczenia że tiry powodują mniej wypadków. Dla osobówki zderzenie z tirem na ogół kończy się śmiercią ludzi w niej jadących. Pomyśl, ja w aucie wożę troje moich dzieci, kocham je i chcę żeby żyły długo i szczęśliwie i żeby miały mamę i tatę żywych, a nie na cmentarzu. Jakoś w drugim przypadku jak pisałam o deszczu jak wracaliśmy do domu, już w państwie w którym mieszkamy, tiry zwalniały i jechały zgodnie jak reszta.

        • ~hmm
          21 sierpnia 2014 o 12:21

          Ja przy ulewie jadąc osobówką,staje na parkingu żeby przeczekać,to żadne tłumaczenie a po drugie,osobówkami jeżdżą przeważnie ludzie dla przyjemności,ciężarowe z musu !

    • ~la
      21 sierpnia 2014 o 11:17

      Zapraszam na ukraine to wtedy z przyjemnoscia wrocisz na polskie drogi:-)

  109. ~Kierowca niepraktykujący
    21 sierpnia 2014 o 10:55

    Witam, Dopóki nie będzie w Polsce wolno strzelać do wyprzedzających mnie kierowców w czasie kiedy ja jadę z największą dopuszczalną prędkością, wolę jeździć taksówką. Zbyt nerwowy jestem.

    • ~( . )( . )
      21 sierpnia 2014 o 11:27

      To jest właśnie problem polskich kierowców – jadę 90 i ktoś mnie wyprzedza, więc należy go najlepiej zastrzelić. Tacy kierowcy sami czują, że to jest za wolno. 99% wolno jeżdżących kierowców mnie nie wkurza – niech sobie jadą jak chcą. Niestety czasem trafi się sfrustrowana wolnota, która poczuje się dotknięta :-).

      • ~Kierowca niepraktykujący
        21 sierpnia 2014 o 15:58

        Durnota nie rozumie prostego tekstu! Wyraźnie napisałem o kierowcach, którzy wyprzedzają mnie mimo tego, że jadę maksymalnie dopuszczalną prędkością. Dotarło durnoto?

  110. ~Roman
    21 sierpnia 2014 o 10:55

    SERDECZNIE PANA POPIERAM! TEŻ JEŻDŻĘ PRAWIDŁOWO, 50,90 ALE JEST MI ZUPEŁNIE OBOJĘTNE, ŻE KTOŚ MNIE WYPRZEDZA. ON MNIE DOWARTOŚCIOWUJE, ON MI DAJE DO ZROZUMIENIA, ŻE JESTEM LEPSZYM KIEROWCĄ, A ON TYLKO WARIATEM DROGOWYM. Z TEGO WYNIKA, ŻE KODEKS I PRZEPISY DROGOWE SĄ DLA LUDZI UPRZYWILEJOWANYCH, MĄDRYCH I ODPOWIEDZIALNYCH PRZEDE WSZYSTKIM, ZA ŻYCIE INNYCH, BO TYCH WARIATÓW JEST NIE WAŻNE. TO TACY SAMOBÓJCY JAK CI NA WSCHODZIE, Z BOMBAMI, A TO ŻADNA STRATA. POZDRAWIAM !

    • ~40i4
      21 sierpnia 2014 o 11:40

      Czizas ale z SZANOWNEGO PANA impotent emocjonalny

    • ~nolepiok
      21 sierpnia 2014 o 11:43

      Gdybym był kobietą,a nawet twoją żoną to nigdy nie namówił byś mnie na dziecko.

  111. ~hmm
    21 sierpnia 2014 o 10:55

    Ja od 40 lat jeżdżę przepisowo i zawsze zdążam !

  112. ~Wojtek
    21 sierpnia 2014 o 10:56

    Chyba trochę przesadzasz. Należy oddzielić dwie rzeczy tzw teren zabudowany i miasto. Już kilka lat temu pewien polityk powiedział że gdyby podróżować zgodnie z przepisami z Warszawy do Wrocławia zajęłoby to 13h. W tej chwili trasa została zmodernizowana i zgodnie z przepisami można to zrobić w 4-5h. Zmodernizowane zostało tez myślenie w miejscach gdzie stały ograniczenia do 70km/h pojawiły sie do 100km/h. Myśle że niedługo w niektórych miejscach np. Trasa siekierkowska w Warszawie tez możnaby zmienić 80 na 100. A czy 50 km/h na Wisłostradzie albo 60km/h na wylocie do Konstancina to też stosowne ograniczenie. Na Wisłostradzie ZDM juz dawno sie przebudził i stoi 80 km/h. Czekamy na inne miejsca gdzie można trochę szybciej. Na koniec chciałbym dodać ze nie popieram rajdów po mieście ale apeluje o rozwagę i dostosowanie ograniczeń do zagrożeń jakie mogłoby spowodować ich łamanie .

  113. ~kierowca
    21 sierpnia 2014 o 10:57

    Ja już od dawna jeżdżę 80 poza zabudowanym i 50 w miastach. Pewnego razu doszedłem do wniosku, iż nie ma sensu jeździć szybciej, dla tych 5 minut oszczędności na każdych 100 km. Szkoda paliwa i kasy na mandaty

  114. 21 sierpnia 2014 o 10:59

    i ja, i ja też wczoraj walnąłem pełny luksus, zgodny z przepisami, linia ciągła podwójna, 40 ograniczenie, zakaz wyprzedzania, za mną POLICJA, a ja 38-39 na godzinę spokojnie rączka za drzwiami, bawię się powietrzem, jadę spokojnie bez drgnienia a oni sini, na zderzaku 5 cm, a ja spoko loko bez uśmiechu skoncentrowany, jak się rozszerzyła to jak wyrwali to mało opon nie popalili, dojeżdżamy do skrzyżowania a tu czerwone, stoimy razem, ja pełny ukłon, uśmiech i kciuk do góry ale wyrwali, podoba mi się to jest szpan, rzadko mam przyjemność tym razem to był orgazm!

  115. ~50km wg gps?
    21 sierpnia 2014 o 11:04

    50km wg gps to na liczniku 60, podobnie z 90 choć różnica chyba już mniejsza.
    I to wcale nie jest wolno jak na teren zabudowany na wąskich drogach wiosek.

  116. ~Leszek
    21 sierpnia 2014 o 11:05

    Samochodem jeżdżę już ponad 30 lat, przejechałem grubo ponad 1 mln km. Moim zdaniem problem jest taki, że ci co zarządzają drogami zdecydowanie nadużywają znaków ograniczenia prędkości czy „teren zabudowany”. Bo takimi znakami „najłatwiej” załatać dziury w drodze czy pozbyć się innych problemów np. typu brak kładek. Gdyby kierowcy wiedzieli , że znaki są stawiane rzeczywiście tam gdzie jest to konieczne, to zapewne większość by ich przestrzegała.
    A tak po prostu nie jest. Ograniczenia prędkości są stawiane chyba losowo ;-).
    Idiotyczne jest też to, że takie same ograniczenia dotyczą terenu zabudowanego w postaci wiejskiej drogi w środku wsi bez poboczy co dwupasmówek w miastach.
    Ja osobiście byłbym za zwiększeniem dopuszczalnej prędkości w terenie zabudowanym do 70 km/h , ale w zamian tego tych, co taką prędkość już przekroczą bardzo surowo bym karał.

    • ~Dominik
      21 sierpnia 2014 o 11:20

      Kładki to raczej przekleństwo dla starszych pieszych i rodziców z wózkiem a niestety nie pomoc…

  117. ~kolo
    21 sierpnia 2014 o 11:06

    Ale bzdury. Też jeżdżę normalnie 50-tką w terenie zabudowanym i jakoś nie widzę tłumu wyprzedzających. Może dlatego, że zazwyczaj jeżdżę po zachodniej Polsce.
    Co ciekawe ostatnio jechałem przez Austrię i tam jest poza terenem zabudowanym jest 100 km/h a w terenie zabudowanym 50 km/h, ale jak domy nie są gęsto jeden przy drugim, to jest od razu 70 km/h. Jak widać na przykładzie Austrii ta magiczna prędkość, która jak twierdzi „niedorzecznik” policji Pan Sokołowski jest przyczyną wypadków nie jest taka oczywista. Stan infrastruktury i organizacja ruchu jest do bani.

  118. ~Donek
    21 sierpnia 2014 o 11:09

    Mieszkam w Danii już ponad 10 lat. Tutaj ludzie przestrzegają przepisów. Jak jest 50 wszyscy jadą 50 jak jest 80 to 80km/h. Jak widać że ktoś chce cię wyprzedzić w zabudowanym to od razu wiadomo Polak albo Litwin. Mandany sa tu bardzo wysokie w granicach od 2000 zł w górę. Tolerancja błędu wynosi 3km/h. Jak już jedziesz 54 to bedzię kosztowało. U nas nie stety nie ma kultury jazdy jak widzę jak jeżdżą Duńczycy to od razu widać cywilizowany kraj XXI wieku. I jeszcze jedno nikt tu się nie śpieszy tak jak u nas, nawet w kolejce do kasy.

    • ~Kalasanty
      21 sierpnia 2014 o 11:34

      Bo Dania to inny świat! U Nas dawniej na kilkunastu chłopów przypadał jeden koń!A teraz jeden chłop ma w ałcie koni kilkadziesiąt! Jak to opanować jak te konie rwą do przodu i nie ma lejc a na głos nie reagują! PO prostu jesteśmy w większości narodem prostaków!Boimy się tylko ostrych kar! Miłej refleksji PO czytaniu!

    • ~specjalista
      21 sierpnia 2014 o 11:43

      Ci, co tak zachwycają się kulturą jazdy na tzw. zachodzie [choć np. Dania jest na północy], niech mi wytłumaczą, po co jest ograniczenie do 70km/h na tzw. w-wskiej obwodnicy południowej??? 2-3 pasy w każdą stronę, oddzielone kierunki ruchu, bezkolizyjne skrzyżowania, itd. Ponieważ to ograniczenie jest totalnie bez sensu, nieoznakowany samochód policyjny jeździ tam i z powrotem i zawsze znajdzie kierowcę dofinansującego budżet bufetowej

    • ~Jeśli piszesz, to pisz z sensem
      21 sierpnia 2014 o 12:12

      Mądralo, pisząc o mandatach, może zacznij od tego ile zarabia się w Danii, zapewne nie niżej 2000, jak w Polsce. Każde porównanie cen zachodnich do naszych zarobków uważam, za co najmniej kretynizm

  119. ~Darek
    21 sierpnia 2014 o 11:10

    Sporo jeżdżę po Polsce ale i urlopowo po europie. Wszyscy marudzimy o przepisach u nas ale poza granicami kraju prawie wszyscy staramy się trzymać ograniczeń bo mandaty bardzo wysokie.
    Skoro można tam to również i u nas. Oczywiście jest wiele miejsc, szczególnie na dwupasmówkach w większych miastach że 50 czy 60 to bzdura. Postulowałbym aby odpowiednie służby zweryfikowały niektóre ograniczenia i doprowadziły do normalności.
    Ostatnio obserwuję że sporo ludzi jednak zwalnia i dostosowuje prędkość do znaków , bo niby dlaczego napełniać kieszenie Państwu i Gminom skoro można je wydać na przyjemniejsze cele :).

    • ~kolo
      21 sierpnia 2014 o 11:29

      Poza swoim miejscem zamieszkania nie znasz terenu i „zwyczajów” panujących na drodze więc na wszelki wypadek trzymasz się przepisów. Dotyczy to zarówno jeżdżenia po Polsce jak i za granicą.
      Teza, że Polak zachowuje się zgodnie z przepisami za granicą, bo wstępuje w niego jakiś duch praworządności jest idiotyczna. Ostatnio jadąc po czeskich wioskach siadłem na „ogonie” miejscowemu, których zasuwał pod 80-tkę w terenie zabudowanym. Wiedział gdzie zwolnić a gdzie przyśpieszyć-znał drogę.
      Poza tym zazwyczaj za granica 80-90% czasu spędzasz na autostradzie i nie ma sensu na drogach lokalnych jechać szybko bo to „zysku” czasowego nie przyniesie.

    • ~Alek
      21 sierpnia 2014 o 11:32

      Za granicą mam wybór. Jadę autostradą, drogą szybkiego ruchu, drogą krajową lub drogą lokalną. I w zależności od wybranej drogi dostosowuję swoją prędkość. W Polsce natomiast w większości przypadków muszę jechać drogą krajową i nie mam żadnej alternatywy. Obecnie z Rzeszowa nad morze (w okolice Ustki) nie wariując, ale i nie jadąc zgodnie z przepisami jechałem 11 godzin. Ile musiałbym jechać, gdybym stosował się do wszystkich ograniczeń? Dodam tylko, że jechałem z rowerami na bagażniku, więc na autostradzie jechałem w granicach max. 120 km/h. Prędkość wyliczona przez GPS (jazda z max. dozwoloną prędkością na danym odcinku) to prawie 10 godzin przy wykorzystaniu autostrad A2 i A1. Jet to oczywista utopia, gdyż wystarczy jakaś „zawalidroga”, aby te założenia legły w gruzach. W rezultacie jadąc do Włoch 1580 km (zgodnie z przepisami) jechałem 13 godzin, a w Polsce 820 km (naginając przepisy) 11 godzin.

  120. ~SER$
    21 sierpnia 2014 o 11:12

    Kluczowe słowo infrastruktura. Jeśli nie ma dróg pozwalających szybko i bezpiecznie przemieszczać się, to przemieszczamy się szybko i mniej bezpiecznie. I to jest norma.
    Tam gdzie obcokrajowiec ma drogę szybkiego ruchu i obwodnice, my mamy drogi krajowe jednopasmowe prowadzące przez wsie i miasteczka z ograniczeniami prędkości ustawianymi często dla ściągania haraczy przez POlicję i gminy.
    I z powodu tajnych umów z koncesjonariuszami autostrad ta sytuacja długo nie ulegnie zmianie.
    Do tego jest to kolejny element brania za pysk społeczeństwa przez POlicyne Państwo.

    A za Balcerowicza mieliśmy przez chwilę trochę wolności. I komu to przeszkadzało?

  121. ~kierowcaBombowca
    21 sierpnia 2014 o 11:18

    najpierw powiem, ze liczniki zwykle fulaja o 10% czyli 60 na liczniku to jakies 54 w rzeczywistosci.
    ja jezdze 100 po autostradzie bo inaczej jest ciezko. zeby wyprzedzac lewym pasem to trzeba by ze 160 bo zaraz ktos na dupie siedzi, mimo ze ograniczenie do 140. pozostaje jechac z tirami 100 po prawym pasie, a czesto 80 bo ktos sobie przeladowal dostawczaka i mu auto szybciej nie pojedzie. w miescie roznie: czasem nawet mniej niz 50 bo przejscia i newralgiczne punkty. tam gdzie brak skrzyzowan i przejsc to duuuzo wiecej. tyle, ze jak jade droga to jestem skupiony na tym co sie wkolo mnie dzieje. czy mnie ktos wyprzedza, czy ktos podchodzi do przejscia, czy podjezdza do skrzyzowania, czy za chwile swiatla sie zmienia bo juz dlugo zielone swieci. takie skupienie jest meczace, a w miescie duzo czasu na tym sie nie zyskuje. najbardziej mnie boli ze za 10-20 lat nikt juz szybciej niz 50 nie pojedzie bo kazdy kazdego bedzie spowalnial. na dodatek jak troche przekroczysz to od razu mandat bo juz za przekroczenie 4-5 bedzie sie wariatem. nie wiem czy wiecie ale niektore kraje eu juz daza do obnizenia predkosci w miescie o kolejne 10. testowalem kiedys predkosc 40 na pustej drodze i musze powiedziec ze dalem rady najwyzej 500metrow.
    niska predkosc najbardziej mnie wnerwia jak ktos jedzie wolniej niz przepisy pozwalaja. jeszcze bardziej jestem wkurzony na wymuszanie, najczesciej polaczone z chamskim wleczeniem sie.
    Ja to podsumuje tak: predkosc bardziej decyduje o skutkach wypadku niz jego przyczynie.

    • ~basia
      21 sierpnia 2014 o 13:23

      widać że się nie znasz, tiry jadą 80 autostradą bo mają kaganiec założony,

  122. ~MrZ
    21 sierpnia 2014 o 11:18

    Jeżdżę całkiem sporo po różnych drogach (teren zabudowany/ poza miastem) i fakt, polacy mają we krwii łamanie przepisów, ale stwierdzenie że jeżdżą 80km/h po terenie zabudowanym to bzdura. Raczej wszędzie kierują się zasadą że 10km/h można przekroczyćbez konsekwencji zgodnie z regułą „błąd radaru” a skoro 10km/h można tak przekroczyć to tam gdzie pozwolą warunki to i dodatkowe 10 można dorzucić. Co więcej, nie uważam że stwarza to jakiekolwiek zagrożenie. Po pierwsze w Polsce, większość dróg posiada ograniczenia nieadekwatne do możlwiości. Nie raz spotkałem się z przypadkiem że np. na zjeździe z autostrady mam ograniczenie do 50km/h co jest po prostu chore, ponieważ na tym odcinku można spokojnie i bezpiecznie jechać 80 km/h. I tu pojawia się drugi problem. To właśnie osoba która zastosowałaby się do tego przepisu stworzy największe zagrożenie. To kierowcy którzy jeżdżą „odmienną” prędkością od ogółu stwarzają niebezpieczne sytuacje (zarówno Ci wariaci jak i „niedzielni” kierowcy).

    • ~kolo
      21 sierpnia 2014 o 11:22

      Ograniczenie do 50 km/h jest ustawiane dla ciężarówek. Osobówka może pojechać szybciej, ale spróbuj to zrobić 20 tonowym ciągnikiem siodłowym 🙂 Wywrotka gwarantowana.

      • ~nolepiok
        21 sierpnia 2014 o 12:06

        A ja patrząc na znaki myślę,że jednak dla tirówek . Przy mniejszej prędkości łatwiej podjąć decyzję by taką zabrać czy też nie.

    • ~nolepiok
      21 sierpnia 2014 o 12:00

      Przy wjeżdzie na autostradę od strony Zakopanego do Rzeszowa jest ogranicz. do 40 km/h !!!
      Ja nazywam tych idiotów co to ustawili „mordercami drogowymi” w odpowiedzi na „wariata” jakiego chcą ze mnie zrobić bym się wpisał z tą prędkością na autostradę.

  123. ~kierująca
    21 sierpnia 2014 o 11:19

    DK nr 62 na odcinku Zakroczym – Wyszogród jest znakomitym dowodem na nagminne przekraczanie prędkości. Jeżdżę tamtędy bardzo często i każda próba utrzymania 50 km w terenie zabudowanym w najłagodniejszym przypadku kończy się wyprzedzaniem a w najgorszym obtrąbieniem i wulgarnymi gestami. Te ostatnie zachowania dotyczą głównie kierowców samochodów ciężarowych. Rozumiem, że trudno wyhamować taką masę, ale przecież znaki nie wyskakują nagle na drogę. Ostatnio – gdy nie chcę jechać za szybko a ciężarówka dosłownie mało mnie nie staranuje – stosuję metodę uniku zjeżdżam na wysepkę i pozwalam się wyprzedzić. Przypuszczam co o mnie myślą „baba za kierownicą”, ale ja jeżdżę dużo i to od wielu lat, umiem jechać szybko ale też widziałam dużo tragedii na drogach i nigdy nie chciałabym być sprawcą kolejnej. I tego samego życzę Wszystkim kierowcom.

  124. ~Sslawek
    21 sierpnia 2014 o 11:21

    Chciałbym tylko zwrócić uwagę ,że autor pisze o ostatnich kilku dniach z czego wynika ,że pozostały czas jeździ jak pozostali użytkownicy – więc brzmi to trochę obłudnie.
    Teza ,że wszyscy jeżdżą w terenie zabudowanym 80km/h jest chyba też trochę przesadzona

  125. ~jarkos68
    21 sierpnia 2014 o 11:21

    Zapraszam wszystkich tak zwanych Kozaków do Albanii tam jest o 10 mniej niż u nas a i tak będziecie jeździć zgodnie z przepisami. Gwarantuję

  126. ~emartinelli
    21 sierpnia 2014 o 11:23

    A ja mam nadzieję, że zamiast zmiany norm społecznych doczekam się zmiany dróg na lepsze i moim zdaniem to jest bardziej słuszny kierunek rozwoju.
    Przecież największym idiotyzmem jest to, że przez środek miasta/wioski biegną drogi krajowe i wojewódzkie.

  127. ~''ELKA"
    21 sierpnia 2014 o 11:23

    Dobry kierowca to nie ten,który popisuje się brawurową jazdą tam,gdzie akurat nie jest to wskazane,ale właśnie ten,który przestrzega przepisów i nie stwarza zagrożenia dla innych uczestników ruchu drogowego.Stop wariatom drogowym!!!
    Jako przyszły kierowca na pewno będę jeździć 50/km(jeżeli nie zmienią się przepisy)na terenie zabudowanym,nawet jeżeli inni „super kierowcy” będą uważać,że jeżdżę jak przysłowiowa „d..a wołowa”.
    Gdybyśmy mieli w sobie więcej pokory i szacunku dla innych…..?

    • ~tenTamten
      21 sierpnia 2014 o 11:39

      Każdy tak myśli na początku, osobiście również uważałem, że także będę przestrzegał przepisów, a także trzymał się wszystkich linii na drodze itd… I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt że w Polsce znaki drogowe są stawiane przez idiotów i bardzo szybko zauważysz, że kompletnie bez sensu jest jechanie 50 km/h w miejscowości która jest tak mała że nie zobaczysz żywej duszy na drodze, ale w końcu to teren zabudowany…
      Wg mnie dobry kierowca to nie kierowca, który jedzie dokładnie tyle ile nakazują przepisy, a kierowca który jedzie bezpiecznie i potrafi zwolnić wtedy gdy jest to wskazane, a nie dlatego że jakiś urzędas stwierdza że tak jest lepiej… To samo tyczy się ogarniczeń przed zakrętami w lasach… wg przepisów predkość obowiązuje taka jak na znaku od miejsca znaku… w lasach ustawiane nawet kilkaset metrów przed zakrętem… trzeba chyba nie mieć hamulców aby musieć zachowywać tak przesadną ostrożność.

      • ~kk
        21 sierpnia 2014 o 12:11

        Rozumiem, iż w małej miejscowości ,jej mieszkańcy nie mają prawa czuć się bezpiecznie?

    • ~nolepiok
      21 sierpnia 2014 o 18:51

      Zostało nam się tylko modlić o to byś nie zdała.

  128. ~mart
    21 sierpnia 2014 o 11:25

    Ograniczenia są za niskie. Koniec kropka.

    • ~peewu
      21 sierpnia 2014 o 11:35

      inteligencja też

    • ~Janek
      21 sierpnia 2014 o 11:47

      Jak ci Twoje dziecko wyjdzie na drogę przed takiego, dal którego 50 było za nisko to pogadamy! Tobie powinni dać ograniczenie ale na prawko!

      • ~Jacek
        21 sierpnia 2014 o 12:10

        Masz uczyć tak dziecko żeby nie wychodziło na droge!!

  129. ~Tak sądzę
    21 sierpnia 2014 o 11:28

    Ograniczenia prędkości są nonsensownie ustalone; odnośne przepisy należałoby gruntownie znowelizować

    Dlaczego? Już wyjaśniam:

    1. Bardzo często stosowaną formułką, gdy chodzi o podanie przyczyny wypadku, jest tzw. „niedostowanie prędkości do panujących warunków”. Oznacza to, że sprawca nie przekroczył wprawdzie dozwolonej prędkości, ale jednak w dalszym ciągu jechał – zdaniem przeprowadzającego dochodzenie – zbyt szybko, niż w tamtej chwili pozwalały na to warunki panujące na drodze. Jaki z tego wniosek? Ano taki, że – tak, czy śmak – i tak samemu należy orientować się, z jaką prędkością w danej chwili można jechać, bo warunki panujące na drodze są ZMIENNE: teraz trzeba jechać wolno, bo pada, ale za 3 godziny, gdy już wyschnie, można będzie szybciej (a np. w zimie zawsze wolniej). Skoro więc mamy sami orientować się, czy trzeba jechać „nawet wolniej, niż zezwala ograniczenie”, to niby czemu w ogóle ma obowiązywać nas jakieś formalne ograniczenie, nie pozwalające jechać szybciej – nawet, jeśli warunki akurat to umożliwiają? Czemu to samodzielne ustalanie „prędkości bezpiecznej” ma być jedynie jednostronne: „wolniej, wolniej, wolniej”? Po to przecież mamy samochody, aby przemieszczać się szybciej; jeśli ktoś lubi wolno, może chodzić piechotą.

    2. Sprawa ograniczenia w terenie zabudowanym: należałoby chyba powrócić do kiedyś obowiązującej definicji terenu zabudowanego („min. 3 budynki w odległości…” itp.). Obecna regulacja powoduje, że można w szczerym polu zrobić „teren zabudowany” poprzez ustawienie białych tablic z nazwą (domniemanej, bo nigdzie ani śladu życia…) miejscowości. Nie mówiąc już o tym, że należałoby powrócić do 60 km/h w takim terenie. Poza terenem zabudowanym nie powinno być ograniczeń – albo należałoby podnieść dozwoloną prędkość np. do 150 km/h, skoro kierowca i tak musi samodzielnie ustalać „prędkość bezpieczną” w aktualnie panujących warunkach (vide pkt 1).

    3. Tzw. „prędkość bezpieczna” zależy również od predyspozycji, umiejętności, doświadczenia, oraz stanu fizycznego/psychicznego kierowcy (i stanu technicznego auta). Jeśli dobry kierowca może – w określonych warunkach – bezpiecznie prowadzić swojego np. nowego Mercedesa z prędkością 120 km/h, dlaczego ma go prowadzić wolniutko jak jakiś „świeżak” ledwo-co po kursie, jeżdżący stareńkim (i to po dwóch „dzwonach”) „maluszkiem”?

    4. Należy pamiętać, że zmęczenie kierowcy jest czynnikiem podnoszącym ryzyko znacznie bardziej, niż jazda z dużą prędkością. Jakoś ostatnio każdego roku słyszymy o wypadkach autobusów spowodowanych przemęczeniem kierowców! A kiedy kierowca bardziej się zmęczy: czy przemierzając np. trasę o długości 500 km przy średniej prędkości 120 km/h – czy ze średnią prędkością 60-70 km/h? Nie prędkość przecież, ale CZAS podróży jest przecież jednym z czynników BEZPOŚREDNIO odpowiadających za zmęczenie. „Im wolniej – tym dłużej”!

    5. Przekroczenia obowiązującej prędkości należą do NAJMNIEJ DOLEGLIWYCH wykroczeń drogowych (bo komu właściwie przeszkadzam, że przejadę szybciej? Przecież w ten sposób zwalniam drogę dla innych!), nie powinny być zatem tak surowo egzekwowane, jeśli nie doszło do żadnego wypadku (gdyby ktoś chciał odpalić: „ale mogło dojść”, to wyjaśniam, że mogło dojść również z 1000 innych powodów). O wiele bardziej dolegliwe jest np. niekorzystanie z kierunkowskazów (lub włączanie ich już w trakcie manewru), wymuszanie pierwszeństwa, czy – dajmy na to – jazda motocyklistów z ryczącymi silnikami.

    Zdaję sobie sprawę, że rządzący nie przejmą się takim apelem – zatem my, kierowcy, winniśmy postulaty takich zmian zgłaszać i wymuszać.

    Informacja: Rząd australijskiego Terytorium Północnego ogłosił, że 1 lutego 2014 r. rozpocznie się 12-miesięczny okres próbnego zawieszenia limitów prędkości na 200-kilometrowym odcinku autostrady.

    Decyzja spotkała się z krytyką ze strony dziennikarzy i organizacji zajmujących się bezpieczeństwem na drogach. Związek zawodowy policjantów i Królewska Australazjatycka Szkoła Chirurgów zapowiedziały, że zwrócą się do rządu federalnego o zablokowanie tej próby. Wypowiadający się eksperci twierdzili, że brak limitu prędkości będzie zachęcał do niebezpiecznej jazdy i spowoduje wzrost liczby wypadków śmiertelnych.

    W trakcie konferencji prasowej terytorialny minister transportu nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy po zniesieniu limitu prędkości autostrada będzie bezpieczniejsza. W reakcji na sugestie, że rząd będzie odpowiedzialny za wypadki spowodowane nadmierną prędkością, minister podkreślił, że od kierowców będzie wymagana odpowiedzialna jazda.

    http://www.theaustralian.com.au/national-affairs/state-politics/open-speed-limit-on-trial-and-under-fire/story-e6frgczx-1226740568229#

    • ~Maciek
      21 sierpnia 2014 o 12:27

      Po powrocie z Danii mam takie spostrzeżenie. Obowiązuje tam 50/80, autostrada 110/130.
      Po mniej więcej godzinie monotonnej jazdy zgodnie z przepisami zauważyłem u siebie całkowita utratę czujności i koncentracji – znużenie po 100 km podróży powoduje, że jakakolwiek nieprzewidziana sytuacja na drodze stawała się życiowym wyzwaniem. Także umiejętności tamtejszych kierowców przyzwyczajonych do poruszania się rowerowym tempem nie pozwalają im na uruchomienie wyobraźni czy przewidywanie. Oni nie potrafią jeździć i tej nieumiejetności są nauczeni. A co do przepisów – mam prostą propozycję: w mieście przy ścisłej zabudowie 40, w mieście na drogach głównych (między dzielnicami, na dwupasmowych 80-90) poza miastem 100, ekspresowe i autostrady bez ograniczeń.

    • ~nolepiok
      21 sierpnia 2014 o 13:11

      Dzięki za twoje uwagi i mądre spostrzeżenia.Podbudowałeś mnie mocno swoim wpisem,bo po przeczytaniu wielu głosów w tej dyskusji dostrzegłem ogólną bezmyślność,a ona przecież najczęściej prowadzi w konsekwencji do zdarzeń drogowych. Trzeba by wszystko zacząć od początku -czyli od edukacji poczynając oczywiście od inżynierów ruchu a na zwykłym kierowcy kończąc.

  130. ~wookiee.chewbacca
    21 sierpnia 2014 o 11:28

    Nie mam nic przeciwko jeżdżeniu 50km/h w mieście i terenie zabudowanym, tylko że … praktycznie cała Polska to teren zabudowany. Jakoś nie uśmiecha mi się jechanie 200 km przez 6-7 godzin. W Polsce zabudowania buduje się wzdłuż dróg zamiast budować skupiska domów, a drogi między skupiskami w szczerym polu. Gdybym mógł z tych 200 km tak ze 180 km przejechać z prędkością 140 km/h po autostradzie (lub drodze ekspresowej), to nie miałbym tej całej frustracji w sobie i jechanie pozostałych 20 km po mieście z prędkością 50 km/h byłby przyjemnością.

    • ~awajz
      21 sierpnia 2014 o 11:59

      poczekaj na obwodnice, średnicówki i ekspresówki. Zazwyczaj każdy buduje się przy drodze a nie w środku pola bez dojazdu bo to chyba jest normalność a nie twoje chcenia by przy drogach nie było chałup, drzew i rowów.Ja często włączam nawigację, wtedy nie muszę wlepiać oczu w licznik, po przekroczeniu o 2-3 km. już mi pika, a staram się jeździć tak by nie przekraczać prędkości choć czasami jest to oznakowanie dróg chore, główna ulica w mieście w całości ma ograniczenie do 40 km/h chore bo są chodniki i prawie na całej długości ścieżka rowerowa,Jadę więc nie więcej niż 50.Kiedyś gdzieś za Siewierzem jadąc w terenie zabudowanym 50/h usłyszałem w CB Radio rozmowę jadących za mną TIRowców: (do jadącego za mną) : – Czemu się tak wleczesz? (i odpowiedź) – a bo jedzie sobie osobówką i patrzy sobie w telewizorek. 🙂 jechałem zgodnie ze znakami, nie ubliżali więc nie odezwałem się nawet.

    • ~polska do dziwny kraj
      21 sierpnia 2014 o 12:10

      Ano bo w Polsce każdy chce mieć chałupę przy asfalcie, coby, żeby przypadkiem sam nie ,musiał paru metrów drogi odśnieżać a potem ten sam polak narzeka że są ograniczenia i sam je łamie.
      Na Węgrzech np. przy większości dróg krajowych nie spotkasz przyległych do nich wsi, ani policjantów czy fotoradarów, jedzie się aż miło. Spod Chorwackiej granicy do Budapesztu jechałem około 2 godzin (nie autostradą), a to prawie 200 kilometrów jest.

  131. ~reallife
    21 sierpnia 2014 o 11:31

    Wszyscy mowią „zgodnie / niezgodnie z PRZEPISAMI” …Ok .. tyle , ze osobiscie uważam , że problemem w PL nie są dopuszczalne prędkości ale nieludzkie wręcz rozbudowanie tzw „terenu zabudowanego” . Zazwyczaj zaczyna się on kilometr przed byle wioseczką i trwa kolejny kilometr za nią. Niech będzie te 50 km/h ale niech teren zabudowany będzie takowym FAKTYCZNIE !!!Tymczasem u nas ciągnie się on bez konca , mimo ,ze jedna miescina juz daleko za nami a kolejnej jeszcze nie widac na horyzoncie .
    Wefekcie mamy : szczere pole, na horyzoncie jakis warsztat , hurtownia i rozpadająca się stodoła, prosta, porżądna droga i ,,50 na znaku ! I za krzaczkami oczywiście PANOWIE ..:)
    Albo jak np w okolicach Myślenic – zjazd ze stromego wzniesienia , dwupasmówka i ,,, NIC dookola . LAS …No i ograniczenie do 40 !!! Kto jechal ten wie ze to prawda. Tego typu miejsc w PL jest mnóstwo . Ja osobiście nazywam je sobie w myślach „łowiskami”….Znaki w nich ustawiono nie ze względów bezpieczeństwa , ale wyłacznie w celu czesania kierowców z kasy.
    Wielu piszących powołuje się na kraje zachodnie ..OK – nie mam nic przeciwko jechaniu 50 km/h na drugi koniec miasta …Ale kiedy mam do pokonania np 400 km to jednak chciałbym zgodnie z przepisami móc osiągnąć średnią w okolicach przynajmniej 80 km/h. Tymczasem obecnie , jadac W MIARĘ zgodnie z przepisami , na naszych drogach ( poza autostradami , ale jest ich tyle ze mozna je pominac w rozwazaniach ) przeciętna predkość na trasie wychodzi pomiedzy 50 a 60 km/h . I wiem co mowię bo jezdze bardzo dużo ( Polska południowa) . Na terenach mniej zaludnionych jak np swietokrzyskie, lubelszczyzna , zamojskie – srednią mozna wytargac wyższą – ale wyłacznie dlatego , ze tam po prostu jest znacznie mniejsza gestosc zaludnienia a policji nie chce sie stac w polu kiedy przejezdza 10 samochodw na godzine …
    Wariactwa nie lubie ,, wyprzedanie na podwojnych ciagłych , czy branie wyspek lewą strona- dla mnei masakra ! Ale czasami nie dziwi mnie i taki manewr jezeli od 20 minut sznur samochodów jedzie za ciagnikiem rolniczym a podwójna ciągła linia nie ma konca.
    Projektanci dórg w PL zapomnieli ,ze w ruchu drogowym liczy sie płynność i w imie debilnie pojmowanego bezpieczenstwa ( a tak naprawde dla pieniedzy !) pobudowano niekonczace sie wysepki , bariery itp „udogodnienia ” w miejscach gdzie mozna by zrobic poprostu naprzemiennie 2 pasy / 1 pas . Wtedy bylaby wlasnie ta plynnosc i nikt by nie swirowal z wyprzedaniem na wariata . Tymczasem miejsce na dodatkowy pas zajeto kilometrami kwadratowymi kosteczki ,kraweznikow , barierek itp . P o prostu kto sna tym sie niezle obłowił . Gdyby chodziło naprawde o bezpieczenstwo uzytkowników dróg , to fotoradary stały by tam gdzie jest NAPRAWDE niebezpiecznie – przy szkolach , przedszkolach , miejscach szczegolnie uczeszczanych przez pieszych , a nie na dłuuugiej prostej , dwupasmówce w polach. Gdyby naprawde chodziło o bezpieczenstwo – policja dawała by TYLKO PUNKTY – bez kary pienieznej, tymczasem u nas za pieniadze mozna sobie nawet punkty wykasować i jak jakis wariat drogowy ma kase to bedzie nadal jezdzil jak wariat.
    No,, rozpisałem sie , ale nie moge czasami patrzec na idiotyczne dyskusje typu „to sie przesiadz na autobus” albo ” przepis to przepis ” . Myslac w ten sposob za chwile damy milczace przyzwolenie rzadzacym do ustanawiania najgłupszych przepisów typu 20 km/h w terenie zabudowanym …najbezpieczniej to w ogole – niech samochody stoja na parkingach ! Ale i tak ryzyko jest z epijany pieszy sie potknie i walnie glowa w stojacy samochód 😛
    Serio zas – wiadomo o co chodzi – o kase z paliwa !!! Pojezdzijcie sobie na II biegu po miescie przez tydzien te 30 km/h ,,, zobaczycie jakie sliczne spalanie wychodzi …na poziome 15-20 dm3/100km …
    Przepisy powinny byc SENSOWNE – czyli takie aby w celu NRMALNEGO ZYCIA nie bylo KONIECZNE ich omijanie , U nas zas wiekszosc przepisów jest wlasnie celowo stworzona tak ,zeby kierowcy je omijali – bo dzieki temu budżet trzepie kase. I tyle w temacie …

    • ~Dominik
      21 sierpnia 2014 o 11:37

      rzecz w tym, że ta płynność, czy inaczej przepustowość jest największa przy 50 km/h a nie więcej… fizyka

    • ~tony
      21 sierpnia 2014 o 11:43

      Bardzo dobrze napisane! Łowiska połączone z katastrofalną jakością dróg, po których można by (!) jechać z prędkością „normalną” – oto obraz polskiej drogi.

      • ~Pawełek
        21 sierpnia 2014 o 12:20

        Chyba nie jeździsz po Polsce, tylko powtarzasz stereotypy.

    • ~lary
      21 sierpnia 2014 o 11:47

      polskie myślenie, bo teren zabudowany jest za dłógi. ALE CHOLE*A JEST. czy tak tródno to rozumieć?? A jak zrobisz polakowi 500m zabudowanego to nie zwolni, bo mu sie nie opłaca. Widocznie wciąż są za niskie mandaty, za mało patroli i fotoradarów..

      • ~PolskaJęzykTrudnaJęzyk
        21 sierpnia 2014 o 12:58

        Jeśli tak przestrzegasz przepisów jak zasad pisowni to strach się bać. Zaraz mi się dostanie za czepialstwo, ale jeśli jesteś za przestrzeganiem praw i zasad to konsekwentnie, a nie na wyrywki. Pomyśl jak cierpi Twój polonista, kiedy to czyta…

    • ~kk
      21 sierpnia 2014 o 12:02

      Większość wysepek upłynnia ruch, gdyż są to pasy do skrętu w lewo, Gdyby ich nie było stałbyś w korku bo ciągnik chce skręcić w lewo i czeka na takową możliwość.

    • ~Jacek
      21 sierpnia 2014 o 12:05

      Tak jest .. Również popieram

    • ~Aussie
      21 sierpnia 2014 o 12:09

      A’propos traktorów… traktory jako pojazdy wolnobieżne mają OBOWIĄZEK zjechać na pobocze a nawet zatrzymać się w celu umożliwienia wyprzedzenia przez inne pojazdy ZWŁASZCZA kiedy jest podwójna ciągła lub sznur samochodów z tyłu, Tyle że rolnicy też uważają się za swięte krowy i w ogóle nie znają przepisów.

    • ~Artemio
      21 sierpnia 2014 o 12:15

      Wszystko ok, niby się zgadza, ale gdy na drodze masz ciągnik lub rower i towarzyszącą im podwójną ciągłą, a oni jadą załóżmy 20-30/h to masz prawo wyprzedzić. Taki przepis.

    • ~bodan55
      21 sierpnia 2014 o 12:34

      Gratuluję komentarza , od 40 lat poruszam się samochodem po drogach krajowych i europejskich i w 100% zgadzam się z Twoją opinią . O sposobie oznakowania poziomego i pionowego naszych dróg powinni decydować praktycy , kierowcy z wieloletnim doświadczeniem i milionie przejechanych kilometrów .Z tego co widać na naszych drogach można wysnuć tylko jeden wniosek , decydują „niedzielni ” z patologicznie rozbujałym przekonaniem o własnych umiejętnościach . Nie tak dawno czytałem artykuł w którym „specjalista ” autor szermował statystyką .Opowiadał o liczbie wypadków w terenie zabudowanym [ statystycznie] , zapomniał ,że statystycznie on [ autor ] zamknięty w jednym pomieszczeniu z debilem jest półgłówkiem . Podsumowanie ? Lepiej żeby zajął się kopaniem rowów i tam snuł statystyczne rozważania .Najgorsze w tym wszystkim jest to , że obecna „twórczość ” naszych „speców” wręcz uczy i wymusza „olewanie ” zasad poruszania się po drogach.

  132. ~RC
    21 sierpnia 2014 o 11:35

    Dlaczego po zaopatrzeniu się w dziecko tak bardzo wam odbija? hormony? czy już się „wyszaleliście” drogie zawalidrogi?

  133. ~nie naiwny
    21 sierpnia 2014 o 11:37

    kazdy w tej wymianie zdan ma swoją racje, ja dodam kilka faktów, ubiegly rok – 1,5mld zakładanego przychodu z mandatów i wykroczeń drogowych. wiekszosc zapewne za predkosc, choc coraz mniej suszarek spotykam, za to kontrola trzezwosci coraz czesciej,
    Wracajac do tematu, rowniez jezdze po Europie i to ze mandat w Niemczech, Czechach, czy nie daj Boże w Szwecji czy Norwegii, to kilkakrotność polskiego mandatu, to rzecz przemawiającą za ściągnieciem nogi z gazu, inna sprawa że na Obcych drogach jakoś luźniej i sporo odcinków gdzie mozna „depnąć”.

  134. ~Ostrożny
    21 sierpnia 2014 o 11:38

    Kilka lat temu wyleczyłem się z jeżdżenia powyżej dopuszczalnej prędkości. Musiałem zawieźć bliska osobę nad morze, wracając do środkowej Polski, przez sławne miasteczka ( Człuchów , Biały Bór itp.) oraz Bydgoszcz, zarobiłem 18 pkt i 750 złotych.
    Za kilkanaście dni ,odbierając tę osobę, postanowiłem pojechać zgodnie z przepisami. Zdziwiony dotarłem na miejsce tylko 10 minut później,niż poprzednio i bez kar.
    Od tego czasu jeżdżę tylko wg. przepisów i mam w nosie innych wyprzedzających mnie kierowców, uważam na ich poczynania na drodze tak aby bezpiecznie dojechać.
    Dla malkontentów informacja, prowadzę różne samochody od 35 lat, nie tylko po Polsce. Nie jestem kierowca zawodowym.
    I na koniec – najbardziej zadowoloną osobą ze zmiany stylu jazdy jest moja małżonka.

    • ~Paweł Cichoń
      21 sierpnia 2014 o 11:59

      🙂 Ja też zauważyłem po kilku eksperymentach z wybitnie przepisową jazdą (co do kilometra/h), że:
      1. Dojeżdżam zazwyczaj tak samo szybko jak wtedy kiedy jadę moemntami o 20km/h za dużo, więc po co gonić?
      2. Kiedy ktoś nagle zahamuje, pieszy wyskoczy na drogę itd. z 50km/h mogę bez problemów wyhamować. Już przy 60 widzę różnicę i większą trudność, a przy 70 mogę zapomnieć, że zdążę zareagować
      3. Większość dzisiejszych samochodów ma na pokładzie komputer, który zapisuje dane o naszej jeździe. Prędkość, siłę hamowania, i inne dane. Jeśli spowodujesz wypadek, ktoś zginie, albo bardzo poważnie ucierpi, a przy zderzeniu będziesz mieć 51km/h…. idziesz do więzienia i żadne tłumaczenia nie pomogą.
      WIĘC PO CO GONIĆ?

  135. ~rfl
    21 sierpnia 2014 o 11:40

    Tak sie sklada, ze tez sporo jezdze i mam kilka zlotych zasad – w terenie zabudowanym max. 60 km/h, nie wyprzedam na podwojnej ciaglej, na zakretach, na przejsciach dla pieszych, na podjazdach, mam ograniczone zaufanie do aut jadacych wolno i ogolnie do wiekszosci innych kierowcow. Poza terenem zabudowanym jezdze szybko ale bez brawury. Stawiam na wyobraznie i umiejetnosc przewidywania sytuacji na drodze. Jezdze szybkim, nowym (sprawnym technicznie) autem i mam lepsze umiejetnosci niz 80% kierowcow. Umiejetnosci podnosze w miejscach do tego przeznaczonych pod okiem instruktorow (polecam wszystkim kierowcom). Tak sie sklada, ze pomimo, ze w obszarze zabudowanym jezdze prawie przepisowo, wyjatkowo zdarza sie zeby ktos mnie wyprzedzal, podkreslam – WYJATKOWO! Czytajac powyzszy felieton latwo odniesc wrazenie, ze sytuacja na drogach jest skrajnie niebezpieczna, a kierowcy to szaleni furiaci. Owszem – tak wyglada jazda po Warszawie (jezeli akurat uda sie wyrwac z korka), ale nie w obszarach zabudowanych gdzies na trasie. Zdarzaja sie psychopaci lub idioci – ale Ci nie powinni otrzymac prawa jazdy odpadajac na testach psychologicznych.

  136. ~gobi
    21 sierpnia 2014 o 11:41

    Mam wrażenie, że u nas powstało błędne koło. Drogowcy wiedzą, że wszyscy jeżdżą szybciej niż nakazują znaki i przepisy, więc na wszelki wypadek ustawiają znaki ograniczające szybkość do np. do 40 km/h tam gdzie 60 km/h jest prędkością bezpieczną. Kierowcy wiedzą, że tak jest więc jadą szybciej. Do tego drogi przechodzą ciągle przez tereny zabudowane i brak podwyższenia prędkości w miejscowościach, gdzie są chodniki i ścieżki rowerowe skłania do szybszej jazdy. Na dodatek liczba znaków drogowych u nas przekracza możliwości percepcji. Wystarczy wjechać do Czech i główna różnica na drodze to 50% znaków drogowych mniej. Ostatnio śledziłam znaki niepotrzebne, bo ograniczenia wynikają z kodeksu, znak powtarza podaną już informację itp. jest ich naprawdę dużo. Może drogowcy powinni przeanalizować znaki i ograniczenia, bo złe oznakowanie jest lekceważone, a chyba nie o to chodzi.

  137. ~Świażuszek
    21 sierpnia 2014 o 11:43

    Ja się staram jeździć przepisowo. Ale niestety się nie da. Normą jest dla mnie, kiedy jeżdżę w terenie zabudowanym 50tką, to kierowcy podjeżdżają tuż pod mój tylny zderzak. Jadę mu za wolno? To niech sobie wyprzedzi, jeśli nie szkoda mu kasy i zdrowia. Niestety nie rozumiem, w jakim celu zmusza do przyspieszenia mnie. Ani to bezpieczne, ani przyjemne, bo jednak jakby coś mi nagle wyskoczyło na drogę, to mam w bagażniku inny samochód. Gdzie się podziała kultura jazdy?

    • ~twardzioszek przydrożny
      21 sierpnia 2014 o 11:59

      Co do kultury jazdy, to brakuje w/w wielu kierowcom. Jeśli są warunki, to powinni zjechać dając się wyprzedzić innym szybciej jadącym pojazdom (ja tak robię gdy warunki na to pozwalają). Duża grupa kierowców jedzie środkiem pasa i myśli że tak powinno być. Wiem, że takie mają prawo, ale przecież można zjechać kilkanaście cm, by pozwolić komuś się wyprzedzić. Nie byłoby niebezpiecznych sytuacji (a może byłoby ich mniej). Widziałem, że na drodze mają miejsca b. niebezpieczne sytuacje przy wyprzedzaniu. Czy tak wiele trzeba, by to polepszyć ?

      • ~black
        21 sierpnia 2014 o 12:09

        O czym w ogóle mowa, przejedź się drogą Góra Kalwaria – Józefów i zobacz ile buraków ze stolicy jedzie sobie środkiem zmuszając wszystkich do zjeżdżania na pobocze. Pół biedy jeśli na poboczu jest przerywana, ale jeśli jest ciągła to nie mamy obowiązku, ba, mamy zakaz zjeżdżania żeby nas wyprzedzili.

        • ~twardzioszek przydrożny
          21 sierpnia 2014 o 12:20

          Zaznaczyłem, że można zjechać jeśli na to pozwalają warunki (przepisy też), a
          na marginesie sam mieszkam a Wawie

      • ~Pawełek
        21 sierpnia 2014 o 12:13

        Nie zgadzam się z Tobą. Na poboczu (utwardzonym) często chodzą piesi albo jadą rowerzyści. Niech nagle ktoś pojawi się na takim poboczu a Ciebie wyprzedza nie jeden ale dwa, trzy samochody (bo twoją uprzejmość wykorzystują zaraz następni „kozacy”), to nie masz gdzie uciec i stwarzasz niebezpieczeństwo najechania na taka osobę. Często takie pobocze jest oddzielone linią ciągłą, której nie należy przekraczać. Nie mówię już o takich manewrach po zmroku.

      • ~Świażuszek
        21 sierpnia 2014 o 12:42

        Tak, jeśli są warunki. Ale z drugiej strony, dlaczego? Jeśli jeżdżę przepisowo mam być dyskryminowana? Mam zjeżdżać innym z drogi? Powinno być odwrotnie. Skoro kierowcy chcą jechać szybciej niż można, to jest to w ich interesie żeby zrobić to bezpiecznie i nie rozpraszać tym innych kierowców, którzy jadą prawidłowo.

  138. ~MARCIN INŻYNIER
    21 sierpnia 2014 o 11:43

    Tak panie autorze ma pan racje ale nie wspomnial pan o jednej rzeczy . W Polsce mamy zupełnie inna strukturę zabudowania. U nas a wspomniał pan Polsce poł/wsch , czyli mocno zaludnioną tereny zabudowane są praktycznie na całej długości trasy którą sie poruszmy. Nie ma tak jak w Niemczech czy na Słowacji że jedziemy powiedzmy 3km zabudowanym gęsto terenem a później 10 km nie zabudowanym , gdyz w Naszym kraju jak jest 5 domów przy drodze to już jest zabudowany. Wiąże sie to oczywiście z naszą historią i zupełnym chaosem budowlanym jaki sie wytworzył przez setki lat. Podobie jest z pijanymi na naszych drogach . Proszę pana żyłem w paru krajach za granicą i to norma u nich jest wsiąść za kólko po kilku piwach ( np Anglia). Ale nie maja poprostu kontroli drogowych co 2km z alkomatami dlatego statystycznie maja mniej nietrzezwych. Trzeba cos naprawde zrobic na drodze zeby cie zatrzymali. Nie próbuje nikogo bronić czy usprawiedliwiać ale pewne fakty trzeba wziąść pod uwage i nie porównywac nas wiecznie do innych krajów bo krowy do konia się nie porownuje.

    • ~Jacek
      21 sierpnia 2014 o 12:02

      całkowicie sie z inżynierem zgadzam ….

    • ~Kicked
      21 sierpnia 2014 o 12:05

      Drogi panie inz. Dlaczego niby nie porownywac? Polska ponoc taki sam kraj jak i inne. Polacy tez sa kierowcami i jezdzimy po drogach. To, ze zabudowania sa inaczej rozmieszczone, nie usprawiedliwia lamania przepisow. Wlasnie o takich kierowcach jak pan pisze autor: musze jechac szybciej niz przepisy nakazuja, bo … Nie ma bo, jest przepis, ktory chroni i pana i panska rodzine i innych ludzi dookola. Zrozumcie to w koncu i przestancie stwarzac zagrozenie na drodze, to i przepisy moze beda zmienione.

      • ~MARCIN INŻYNIER
        21 sierpnia 2014 o 12:20

        Teoretycznie ma pan racje ale tylko teoretycznie. A jakim jestem kierowcą to pan nie wie więc bez wyjazdów osobistych prosze

    • ~xboomx
      21 sierpnia 2014 o 12:19

      Dobry przykład trasa Kraków-Kielce i przejazd przez Słomniki… Międzymiastowa trasa z dużym obciążeniem przechodząca przez centrum małego miasteczka. Absurd.

    • ~momo
      22 sierpnia 2014 o 12:24

      Struktura zabudowania miast jest też inna niż w całej Europie. Bzdury piszesz! U nas na mieście jedzie się 70-80 i najlepiej mocno przyspiesza żeby ludzi widzieli jaką furą się mistrzu porusza. A opiszę ci sytuację z Norymbergii w tym roku, idziemy sobie z zona zwiedzamy, nagle nadjeżdża mercedes, za kółkiem chłopak koło 30ki, nagle gwałtownie daje gazu, z chodnika wskakuje na ulicę człowiek i blokuje mu drogę, równocześnie kilka osób sięga po telefon, jedni robią zdięcia rejestracji, inni dzwonią, kierowca wyskakuje i się awanturuje żeby zszedł z drogi, po 3-5 minutach na miejscu pojawia się policja, klient ze spuszczoną głową idzie do radiowozu, ludzie się rozchodzą. A co do alkoholu, są kraje mniej i bardziej liberalne, na jeden kraj gdzie jest dopuszczalne spożycie jest kilka krajów gdzie jest ono całkowicie zabronione. Więc wyjątków za przykład nie podawaj.

  139. ~mimo wszystko normalna i kulturalna za kierownicą
    21 sierpnia 2014 o 11:47

    Bardzo mi się to podoba.Ja corocznie jeżdżę po krajach Europy i zauważyłam, że tylko w Polsce burak to kozak i odwrotnie na drodze, ale nagle te kozako – buraki przekraczają granicę i o matko ty moja -umieją jeździć jak cywilizowani ludzie. Myślę, że Polacy powinni więcej poruszać się za granica i zobaczyć jak tam się jeździ. Owszem są kraje w których jeżdżą podobni do nas -w tym roku byłam we Włoszech – no hardcor totalny.Jeżdżą jak wariaci, trąbią, krzyczą itp, ale najfajniejsze jest to,że przejeżdżają granicę (szczególnie Szwajcarii) i nagle cała werwa z nich wyparowuje. Umieją jeźdżić jak trzeba. Uwielbiam jeździć po Hiszpanii – kultura porównywalna ze szwajcarską.
    A teraz sytuacja z naszych dróg – wróciłam jakiś czas temu do Polski i jak to bywa za granicą – wchodzę na pasy, nie zwracając specjalnie uwagi na ruch – samochód daleko, tak mi się tylko wydawało – żeby nie syn, to skończyłabym pod kołami – zamiast zwolnić, to jeszcze dodał gazu i usłyszałam jaka to jestem k…i tak dalej. Nie odpuściłam i skończyło się na mandacie – żaden cham za kółkiem nie będzie mnie wyzywał.
    Jeżdżę tez przepisowo po drodze – oj to jest u nas w Polsce jak kosmos – nie raz widzę porozumiewawcze kiwnięcia głową i stukanie się po czole – kurcze to jaj jestem nienormalna???

    • ~xboomx
      21 sierpnia 2014 o 12:04

      Tak

  140. ~cyklista
    21 sierpnia 2014 o 11:48

    Jeżdżę motocyklem Chopperem i mimo że nie szaleję to poza terenem zabudowanym moja prędkość to około 110 km/h. Wyprzedzają mnie nawet busy i matizy, wyjątkiem są jedynie tiry ale i one siedzą mi na ogonie.

  141. ~Paweł Cichoń
    21 sierpnia 2014 o 12:00

    🙂 Ja też zauważyłem po kilku eksperymentach z wybitnie przepisową jazdą (co do kilometra/h), że:
    1. Dojeżdżam zazwyczaj tak samo szybko jak wtedy kiedy jadę moemntami o 20km/h za dużo, więc po co gonić?
    2. Kiedy ktoś nagle zahamuje, pieszy wyskoczy na drogę itd. z 50km/h mogę bez problemów wyhamować. Już przy 60 widzę różnicę i większą trudność, a przy 70 mogę zapomnieć, że zdążę zareagować
    3. Większość dzisiejszych samochodów ma na pokładzie komputer, który zapisuje dane o naszej jeździe. Prędkość, siłę hamowania, i inne dane. Jeśli spowodujesz wypadek, ktoś zginie, albo bardzo poważnie ucierpi, a przy zderzeniu będziesz mieć 51km/h…. idziesz do więzienia i żadne tłumaczenia nie pomogą.
    WIĘC PO CO GONIĆ?

    • ~xboomx
      21 sierpnia 2014 o 12:36

      Ad.1. Może w mieście gdzie co chwilę i tak wszystkich zatrzymują światła, a do przejechania mamy 10km. Na trasie 500km 20km/h wiecej daje napraaawde sporo. Przy 120km/h ta trasa zajmie 250min. Z prędkością 140km/h – 215min. 35min wcześniej w domu czasami jest wiele warte 🙂
      Ad.2. Fizyka
      Ad.3. Komputer na pokładzie nie rejestruje danych po to żeby kierowca szedł do więzienia i nikt nie ma prawnych możliwości użyć tego rejestratora w takim celu. Może za jakieś 30-50 lat.

  142. ~Pawełek
    21 sierpnia 2014 o 12:03

    Od ok. 3 lat jeżdżę zgodnie z przepisami + ok. 10 km/h, czyli w terenie zabudowanym nie więcej niż 60 km/h. Na początku było ciężko, ale teraz jest już ok., przyzwyczaiłem się. W Warszawie, gdzie mieszkam, jest na ogół więcej niż 1 pas i prawie wszyscy mnie wyprzedzają, ale nie przejmuję się tym. Na jedno jezdniowych krajówkach czasami wkurzają się TIR-owcy, ale z ich powodu tym bardziej zwalniam, bo trudno zatrzymać taką masę w awaryjnej sytuacji, gdy np. dzieciak wybiegnie. Taki TIR jadący 80-90 km/h w małej miejscowości to jadąca śmierć, nie ma szans zatrzymać się na krótkim odcinku. Jednak widzę, że coraz więcej osób zwalnia w terenie zabudowanym i mam nadzieję, że za kilka lat będzie to norma.

  143. ~Tomasz
    21 sierpnia 2014 o 12:03

    Pisze Pan że gdy Pan jechał przepisowo to Pana wyprzedzano bardzo często.A niech sobie wyprzedzają.Przeszkadza to Panu w czymś? Chyba że Pana ego na tym ucierpiało.

    Ja jeżdżę przepisowo i nie przeszkadza mi że mnie wyprzedzają.

    • ~majka
      21 sierpnia 2014 o 12:05

      Radziła bym czytać ze zrozumieniem, tu chodzi o to, że przekraczają prędkość i to nagminnie…

    • ~Haszman
      21 sierpnia 2014 o 12:19

      Manewr wyprzedzania jest jednym z najniebezpieczniejszych manewrów na drodze. Jeżeli kogoś musisz wyprzedzić bo jedzie za wolno ryzykujesz, tak samo osoba wyprzedzana (może zostać zepchnięta itp.). Jestem po 30 stce i nie jeżdżę już tak szybko jak kiedyś, ale naprawdę denerwujące są bezsensowne ograniczenia prędkości na prostych, z dobrą widocznością, odcinkach dróg. Nie jestem zawalidrogą i nie jeżdżę jak wariat, jadę po prostu normalnie dostosowując prędkość do warunków i innych użytkowników. Czasy też się zmieniają i auta są coraz lepsze, ograniczenia niestety pozostają takie same.

  144. ~Jigga
    21 sierpnia 2014 o 12:05

    a ja jeżdżę zgodnie z przepisami i się tego nie wstydzę.

  145. 21 sierpnia 2014 o 12:06

    Częściowo rozumiem wprowadzenie tych przepisów, ale rozumiem też kierowców, którzy je łamią. Nie da się jechać 50 km/h na prostej drodze, nawet w rejonie zabudowanym. Sama jeżdżę jakieś min. 70-80, ale denerwują mnie chorzy na głowę (!) kierowcy, którzy na takiej drodze potrafią cisnąć 120 i wyprzedzać na chama.

    • ~dis
      21 sierpnia 2014 o 12:21

      A czemu się nie da? jakaś nieznana siła wyższa ludźmi steruje?

  146. ~tomi
    21 sierpnia 2014 o 12:08

    Bo w Polsce kierowcy to dzikusy. W Kanadzie jak jest 50 to wszyscy jadą 50!!!!!

    • ~JA
      21 sierpnia 2014 o 12:24

      Nie trzeba patrzeć na Kanadę. Wystarczy spojrzeć np na Węgrów. Każdy jeździ zgodnie ze znakami i przepisami. Nikomu się nie spieszy, nikt nie trąbi na innych użytkowników drogi. I co najważniejsze pieszy przed przejściem jest najważniejszy. To nie pieszy obserwuje kiedy może wejść na przejście, tylko kierowcy obserwują czy do przejścia nie zbliża się pieszy i się zatrzymuje. Podobnie jest z rowerzystami, którzy mają pierwszeństwo będąc na drogach dla rowerów. Tym sposobem wszyscy jeżdżą bez stresu – co dziwne nagle zmniejsza się zużycie paliwa w naszych samochodach. Takie proste – a w Polsce nie osiągalne.

      • ~nolepiok
        21 sierpnia 2014 o 12:51

        Twój wpis jest potwierdzeniem totalnego braku logiki i zdrowego rozsądku u tych którzy decydują o przepisach ruchu drogowego. Jadąc muszę obserwować zachowanie wszystkich włącznie z dochodzącym do przejścia czy aby nie zechce przeprawić się na drugą stronę.
        Gdy się trafi jakiś dowcipniś to udając chęć przeprawy na drugą stronę drogi zablokuje miasto na amen byśmy mogli spokojnie zdychać w oparach smogu i absurdu.Co do zużycia paliwa też jest dokładnie odwrotnie,bo poniżej 50km/h musisz jechać na niższym biegu niż np przy 70km/h a więc spalisz o wiele więcej paliwa.

  147. ~matti
    21 sierpnia 2014 o 12:15

    W Zachodniopomorskiem, gdzie mieszkam, w wielu miasteczkach i wsiach postawiono radary. Zapłaciłem kilka mandatów i się nauczyłem. W każdej wiosze zwalniam do 50-60. Widzę, że większości to nie przeszkadza i też grzecznie zwalniają. To tylko kwestia „bata”…

  148. ~jest i tak
    21 sierpnia 2014 o 12:20

    Ale nie zapominajmy o jeszcze jednej przyczynie: znaki bez sensu. Znak drogowy ma coś oznaczać, a nie wisieć czy stać na jakimś słupku. I tak gdzieś na drodze wisi znak ograniczenia do 40 km/h, a droga prosta, widoczność do horyzontu, bo dawno, dawno temu kiedyś tam tę drogę remontowali, powiesili znak ograniczenia na czas robót. Nikt nie pamięta tych czasów, kiedy to robili, ale znak wisi, a misie w krzakach łapią. Dziwić się, że kierowcy ignorują. A dane mi było widzieć kombinację znaków: najpierw zakaz zatrzymywania się i postoju ze znakiem zakazu zawracania, 40 metrów dalej zakaz ruchu wszelkich pojazdów. To co, kierowca ma się pod ziemię zaszyć czy wzbić w powietrze?

    • ~Paweł Cichoń
      21 sierpnia 2014 o 12:44

      no tak, ale z drugiej strony słyszałem od policjanta o dwóch miejscach, gdzie wszyscy kręcą głową, że ograniczenie bez sensu, bo droga prosta i szeroka, asfalt dobry, zero zabudowań, a tam 40…ALE…
      1. W jednym z tych miejsc jest łąka przeplatana mokradłami i baaaardzo często nachodzi taka mgła, że droga różni się od lodowiska tylko tym, że jest ciepła
      2. W drugim kilka razy w tygodniu potrafią z pobliskiego lasu stadnie przebiegać przez drogę sarny, a one potrafią się pojawiać „z nikąd” nagle pod kołami.
      I ktoś będzie mądrzejszy niż drogowcy, którzy z jakiegoś powodu tam postawili znak.
      Osobiście wolę raz na jakiś czas zastosować się do błędnego przepisu, niż kiedyś zginąć, bo MYŚLAŁEM że jest błędny.

      • ~jest i tak
        21 sierpnia 2014 o 19:05

        Masz rację, ale zauważ, że doświadczenie uczy, iż wiele znaków jest postawionych bez sensu. Gdyby znak ograniczenia szybkości, bo są np. roboty drogowe został usunięty razem ze znakiem o tych robotach, to wtedy nie byłoby problemu. Aby wymagać od kierowców, by respektowali znaki, to trzeba je stawiać tam, gdzie są potrzebne, a gdy już z jakichś przyczyn nie są, to je zdejmować. Przez zostawianie takich znaków wyrabia się w kierowcach nawyk: znak ograniczenia? – pewnie coś tu robili pięć lat temu i nie zdjęli.
        Jechałem nie raz i nie dwa w Niemczech. No i jadę, wcale nie autostradą, droga lokalna z miasta do miasta (10 km) i znak roboty drogowe i ograniczenie prędkości. Tą samą trasą jechałem 2 miesiące później. Droga zrobiona, a znaków nie ma. I tak ma być: jest potrzeba, to postawić znak ograniczający. Potrzeba znikła: ZNAK ZDJĄĆ! A u nas z tym drugim różnie bywa.

  149. ~pawel
    21 sierpnia 2014 o 12:20

    Piotrze, zgadzam sie w 100% , osobiscie sam jezdze wg przepisow i mam gdzies ze mnie wyprzedzaja. Nawet jestem aktywny kierowca gdy widze ze ktos tnie na podwojnej ciaglej i przed przejsciem to po prostu trabie na max ile sie da. Kolesie sie przewaznei wystrasza i moze cos im do glowy wejdzie, mysle ze efekt stresu zadziala

  150. ~inka
    21 sierpnia 2014 o 12:30

    Zawsze, kiedy jakiś burak „dyszy mi w kark” (znaczy się jedzie za mną jakieś 5 cm od zderzaka) mam nieprzepartą ochotę nacisnąć hamulec. Tak sobie nagle i do podłogi. Gdyby tylko nie było mi szkoda mojego samochodu… Normalnie siłą się powstrzymuję. Hmm może powinnam sobie jakiś metalowy zderzak zrobić i jeszcze hak zamontować 😉 Drodzy „dyszący” – jedno wam powiem – jak się już powstrzymam (siłą) przed w/w manewrem, zwalniam. ZAWSZE zwalniam – żeby „dychacz” też musiał 🙂 Bo wbrew jego/jej intencjom „dyszenie” z całą pewnością nie skłania mnie do wariackiego pędu 🙂 jesteś debilem, chamem i burakiem? To sobie mnie wyprzedź i pędź na oślep przed siebie – obyś tylko wylądował na drzewie, a nie na samochodzie z rodziną jadącym z naprzeciwka

  151. ~Handlowiec
    21 sierpnia 2014 o 12:32

    Ja też staram się jeździć zgodnie z przepisami i czuję się zagrożony przez desperacko wyprzedzające mnie samochody. Pół biedy osobówka, ale „TIR”? Zazwyczaj nie ma miejsca, aby wyprzedzić nawet ryzykownie, więc kierowca ciężarówki próbuje mnie staranować, siada mi 15 cm na tyle samochodu, trąbi, wali długimi, a jak w końcu mnie wyprzedzi to zetnie naczepą aby zmusić mnie do hamowania i zjechania na pobocze bo kierowca w swoim ograniczeniu nie rozumie, że ja nie zwolniłem jemu na złość tylko zwyczajnie stosuję się do znaków . Tak się po prostu nie da jechać a z drugiej strony mamy Policję tak ochoczo ostatnio zabierającą prawko. Sam nie wiem, co robić.

    • ~Simon
      21 sierpnia 2014 o 12:55

      TIR cię wyprzedza??? :))
      Człowieku idź kup bilet na pociąg lub jedź autobusem. Ominie cię ten „stres”
      Jak można jechać tak wolno by TIR cię wyprzedził?…

      • ~Michał
        21 sierpnia 2014 o 13:09

        Mnie tylko raz wyprzedził TIR, gdy zimą, nocą w zamieci śnieżnej wracałem do domu – jechałem jakieś 60-70km/h, a tu wariat w TIRze zaczął wyprzedzać. Niektórzy kierowcy ciężarówek nie mają mózgu.

        Tej samej zimy musiałem zatrzymać się na swoim pasie, bo z przeciwka jechał TIR, który zaczął wyprzedzać i nie zdążył wrócić na swój pas. Zaczął wyprzedzać, choć to środek wioski, przy drodze domy, ograniczenie do 60km/h, śnieg na drodze. Szkoda, że nie mam kamery w aucie, bo takiego debila powinno się zamknąć.

      • ~Bob Budowniczy
        21 sierpnia 2014 o 13:15

        Są takie szpece co zasuwają po krajowej 60 km/h w seju. Jak ich wyprzedzasz to albo kobietka za kółkiem, albo dziadek ew. babcia.

      • ~Ja
        21 sierpnia 2014 o 13:27

        Ano TIR 🙂
        Niewielka mieścina, ograniczenie do 50, przy drodze bawiące się dzieci, ale geniusz z TIRa ma info przez radio że nie wąchają więc wyprzedza….
        Co tam że zjeżdża naczepą na pobocze i dzieci w popłochu uciekają pod płot…. Ważne że nie zwolnił….
        Od wielu lat jeżdżę jak „matoł” (jak napisał ~jerzy) – efekt ? Żadnego wypadku, niskie zużycie paliwa, po 700km nie jestem tak zmęczony jak kiedyś gdy byłem młodszy i 350km robiłem jak zwolennicy naszego polskiego GTA…

        • ~pr
          21 sierpnia 2014 o 13:57

          miedzy nami,,, dlaczego dzieci bawią się przy ruchliwej drodze?

  152. ~Poulus
    21 sierpnia 2014 o 12:33

    A ja tak jeżdżę od dłuższego czasu. I wiecie co? Jakoś nie zauważyłem by to było szczególnie trudne… Ktoś mnie wyprzedza? Jego problem – niech zużywa więcej paliwa, dojedziemy i tak o tym samym czasie (no dobra, na trasie z Krakowa do Warszawy dojedzie 15 minut wcześniej).
    Na ekspresówkach jeżdżę 110-120, na krajowych tak jak nakazują znaki. Ostatnio na Pomorzu nawet niespecjalnie byłem wyprzedzany – widać wysoka aktywność lokalnych straszaków fotoradarowych wychowała kierowców.
    Zdecydowanie polecam jazdę zgodnie z przepisami – poza skrajnymi przypadkami (jazda 30km/h za zdezelowanym wrakiem) skutkuje praktycznie takim samym czasem podróży, bez porównania mniejszym ryzykiem i dużymi oszczędnościami na paliwie.

    • ~Simon
      21 sierpnia 2014 o 12:53

      Zgadzam się.
      Tez kiedyś gnałem, ale jak na końcu autostrady w tym samym korku spotkałem się z autami, które wyprzedziłem w połowie drogi stwierdziłem, że nic nie da jechanie znacznie ponad dopuszczalną prędkość jeżeli chodzi o czas trwania podróży.
      Zużywam mniej paliwa – fakt!, ale na pewno jestem znudzony drogą, dzieciaki marudzą kiedy będziemy itp.
      Więc jak w końcu zrobią AUTOSTRADY, nie drogi S7,S8 gdzie ograniczenie do 100km/h co 10km to wtedy będzie się jechać.
      Ja nie chcę jechać 180 czy 200 km, chociaż o jest naprawdę frajda.
      Ja chcę mieć możliwość pojechania zgodnie z przepisami 160km/s przez całą drogę z Wawy do Kraka czy w innych kierunkach. Auto wtedy się nie nudzi, leci się ze stałą prędkością i nie ma ryzyka, że zara pojawi się jakiś Debil któy zajedzie drogę bo będzie wyprzedzał TIR-a. Ogółem to jest już inna kwestia, jak Polacy nie potrafią przewidywać co się będzie działo na drodze.
      Jak widzę k$%^&* samochód we wstecznym lusterkuktóry jedzie zdecydowanie szybciej to przewiduje, czy nie będę przeszkadzał kierowcy, ponieważ to jemu się śpieszy i nie mój interes dlaczego.Ja go przepuszczam i robię mu miejsce ( może żona rodzi, albo ma inny ważny powód, a może poprostu kierowca [człowiek] chce coś w życiu osiągnąć i musi być tego samego dnia w kilku miejscach służbowo).
      Ludzie patrzcie w lusterka, nie jesteście sami na drodze.
      Ok odbiegłem od wątku wolnje jazdy.
      JAK JEDZIESZ WOLNIEJ TO PATRZ BY KTOŚ CI NIE WJECHAŁ W ZDERZAK, zwłaszcza jak wyprzedzasz TIRA i myślisz że jazda według przepisów nie zagraża innym.

      • ~elle
        21 sierpnia 2014 o 17:12

        Wiesz? Tylko w Polsce oprocz obserwowania drogi przed soba trzeba ja obserwowac rowniez za soba, bo sie ktos moze inaczej zdenerwowac i zachowac agresywnie oraz nieprzewidywalnie. Byc moze to tez zwieksza ilosc wypadkow na drogach. Poza tym kultura jazdy jest taka, ze bez przerwy jezdzi sie na adrenalinie nawet jak sie czlowiekowi nie spieszy to z powodu agresywnych zachowan innych uczestnikow. A adrenalina wiadomo, powoduje zawezenie pola widzenia np. I my sie dziwimy ilosci wypadkow jak 90% kierowcow jezdzi na haju.

    • ~easy driver
      21 sierpnia 2014 o 13:13

      Ok, wszystko fajnie, można jeździć zgodnie z przepisami…ale to mi przypomina moją kobietę 😉
      Swego czasu opieprzała mnie za to, że jeżdżę za szybko motocyklem czyli ok 120km/h tam gdzie jest 90tka. Wszystko Jej się odmieniło, kiedy sama usiadła na moto 🙂 Po pierwszych 5-6km na trasie Zielona Góra- Żary stanęła na poboczu krzycząc „co za debile! wszyscy mnie wyprzedzają, nawet na zakrętach!” itd itp.
      Szybko nauczyła się jeździć z większą prędkością i środkiem pasa. Tak to w Polsce jest, że jak jedziesz zgodnie z przepisami, to bardzo szybko możesz zostać poszkodowanym, bo ktoś uważa że może cię wyprzedzać na trzeciego skoro masz tylko dwa koła.
      Z tego powodu, bardzo podoba mi się pomysł, by kierowcy samochodów mogli jeździć 125kami. Może da im to trochę do myślenia, bo jak mówi przysłowie – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 😉
      Mnie jazda na dwóch kołach „nauczyła” maniery robienia miejsca dla szybkich motocykli, kiedy jadę samochodem. Oni mi podziękują, ja mrugnę światłami…wierzcie, takie drobne gesty powodują, że człowiek łagodnieje za kółkiem a właśnie tego wielu kierowcom potrzeba, zamiast dowartościowania swego EGO poprzez wyprzedzania wszystkiego za wszelką, czasem najwyższą cenę.

  153. ~Speed
    21 sierpnia 2014 o 12:39

    Wszyscy się tak fascynują tymi ograniczeniami prędkości bo wierzą w propagandę serwowaną w naszym pięknym kraju jak to prędkość zabija.
    Proszę poczytać opracowania naukowe o tym jak czas jazdy wpływa na skupienie kierowcy.
    Im mniejsza prędkość tym więcej czasu zajmuje nam pokonanie odległości z pkt. A do pkt.B.
    W Wielkiej Brytanii dziwią się dzisiaj, że po obniżeniu dozwolonych prędkości, wzrosła im ilość wypadków.
    Polecam porozmawiać z lekarzami na przykład z warszawskich szpitali na temat potrąceń pieszych. Najczęściej winowajcą nie jest pijany ani nawet młodociany kierowca, tylko kobieta w średnim wieku, która jeździ jak święta krowa.
    Radzę pooglądać filmy z monitoringów jak to piesi wbiegają na jezdnię, sugerując się samochodem na prawym pasie nie rozumiejąc (bo nie mają doświadczenia), że lewym pasem kierowcy po prostu jeżdżą szybciej i mogą nie zauważyć/nie zdążyć wyhamować.
    W Polsce władza zawsze zabiera się za wszystko od dupy strony. Inwestują w radiowozy, fotoradary, radary przenośne itd., ale nikt nie pomyśli o tym, żeby drogi były lepsze, żeby nie wydawać niepotrzebnie kasy na ekrany, które stoją gdzieś przy lesie nie wiadomo po co. W Niemczech jak przed zakrętem stoi znak 50km/h to nikt nie wjedzie tam szybciej bo wypadnie z drogi, u nas mozna spokojnie jechać te 10-20km/h szybciej. Policja i straż miejsca stoją w miejscach, w który istnieje największa szansa na wlepienie dużego mandatu a nie tam gdzie są niebezpieczne miejsca na drodze.
    50km/h w Polsce jeżdżą kobiety, ludzie staży oraz kierowcy, którzy nie są pewni swoich umiejętności. Jakiś promil z tego co Ci, którym się po prostu już nie chce szybko jeździć, ale oni przynajmniej wiedzą jak się na drodze zachować, nie blokują lewego pasa, nie powodują ryzykownych sytuacji na drodze, nie wpadają w panikę…

    Reasumując nie obniżanie prędkości, nie inwestowanie w coraz to nowsze radiowozy, nie obstawianie dróg milionem fotoradarów, tylko INWESTOWANIE W INFRASTRUKTURĘ DROGOWĄ w EDUKACJĘ I SZKOLENIA KIEROWCÓW oraz ROZSĄDNE ZMIANY PRAWA.
    Prosty przykład pierwszy z brzegu: Dlaczego motocykliści nie są uprawieni do poruszania się po bus pasach?

    • ~criwawa
      21 sierpnia 2014 o 12:49

      święte słowa, podpisuję się obiema rękami. dołożyłbym jeszcze do tego obowiązkowe kontrole stanu zdrowia i szybkości reakcji dla starszych kierowców (mam 37 lat, czyli dla młodziaków jestem prawie dziadek XD). Na egzaminach postawienie też na dynamikę jazdy – bo to czego uczą na kursach powoduje zalew zawalidrogów jeżdżących tuż przy linii (bo przecież musi k.wa widzieć na 5 km do przodu przy tej szalonej prędkości) lub snujących się lewym pasem z różańcem w rączynach. No i może wytłumaczyłbym że ograniczenie nawet do 40 nie oznacza, że mam ze świateł ruszać bez gazu i przyśpieszać 30 sekund do 50 na godzinę… plus jeszcze coś do kierowców niektórych dostawczaków i tirów – to że jedziesz 5km/h szybciej niż tir przed tobą nie oznacza że możesz go wyprzedzać przez 3 minuty lewym pasem, wjeżdżając przy okazji bez kierunku …

      • ~elle
        21 sierpnia 2014 o 17:06

        Oczywiscie wszyscy musza uwazac, zeby Ci nie popsuc komfortu jazdy i czasem nie podniesc cisnienia. Czy sam od siebie tez tyle wymagasz?

    • ~Lyssy
      21 sierpnia 2014 o 12:52

      Kto to są „ludzie staży” – czy to są stażyści?
      W kwestii twojej wypowiedzi – może i masz rację że w naszym kraju prawo jest złe. Ale już starożytni mawiali Dura lex sed lex.
      Pozdrawiam

    • ~kierowca
      21 sierpnia 2014 o 12:58

      To zapytaj jełopie warszawskich lekarzy jak wzrosła przeżywalność potrąceń po obniżeniu prędkości do 50

    • ~majkusek
      21 sierpnia 2014 o 15:01

      Kierowca przed przrejsciem dla pieszych ma obowiazek zwolnic i zachowac ostroznosc, tak przepisy mowia w cywilizowanych .krajach w Polsce moze jest inaczej.

    • ~yaaro
      22 sierpnia 2014 o 08:31

      @speed, jest dokładnie tak jak piszesz. Brak odpowiedniej infrastruktury, brak logiki w usytuowaniu znaków na drogach i tak jak napisał/a ~elle brak płynności ruchu to główne problemy.
      Przyznam, że sam dużo jeżdżę, wiecznie gdzieś się śpieszę i niestety łamię przepisy przekraczając dozwoloną prędkość ale nie cisnę tam, gdzie jest to niebezpieczne, gdzie jest duży ruch, ciasna zabudowa, brak widoczności lub zwyczajnie instynkt podpowiada mi, że coś się może zdarzyć. Bynajmniej nie czuję się usprawiedliwiony, po prostu ograniczenia w wielu miejscach są nieuzasadnione, więc podejmuję świadome ryzyko i sam szacuję jaka prędkość będzie dla mnie i dla innych bezpieczna. Oczywiście ktroś zarzuci, że czuję się bogiem, który sam ustanawia prawo i zasady ale tak nie jest. Najczęściej dostosowuję tempo do innych uczestników. Najbardziej jednak boję się sytuacji, których nie da się przewidzieć i to sprawia, że mimo wszystko jeżdżę coraz wolniej, zwłaszcza od kiedy mam dziecko.
      Teraz odnosząc się do płynności ruchu – krajowa „ósemka” Wrocław-Kudowa. Przejechałem tą trasę niezliczoną ilość razy i to co się na niej dzieje po prostu mnie przeraża. Ponoć wg. statystyk w tygodniu ginie to co najmniej jedna osoba. Widziałem mnóstwo tragicznych wypadków. Znając tą trasę widzę, że największe problemy to: 1. jako główna trasa tranzytowa tego regionu w kier. Pragi, Wiednia, Brna jest bardzo obciążona, więc powinna być to przynajmniej trasa szybkiego ruchu, tymczasem jest to trasa biegnąca przez zabudowę wielu wsi z ograniczeniami do 40 km/h. 2. brak warunków do wyprzedzania, bo trasa jest wyjątkowo kręta z ograniczoną widocznością i wieloma odcinkami z podwójną ciągłą lub radykalnymi ograniczeniami prędkości. 3. Na trasie jeździ wiele kierowców, którzy nie wiedzą, co to płynny ruch i nie potrafią lub nie chcą jechać te przepisowe 90 km/h w miejscach, w których można tylko wloką się 60 km/h ciągnąc za sobą sznur samochodów przez wiele kilometrów. I tu zaczyna się nerwowe wyprzedzanie i sądzę, że w tym momencie dochodzi do największej ilości wypadków. W krótkim czasie na krótkim odcinku jak najwięcej samochodów chce wyprzedzić takiego dziadka lub kobietę, którzy uparcie trzymają się swojej sześćdziesiątki powodując duże zagrożenie. Mogę sobie jechać przepisowo na przeciwległym pasie ruchu i zdeżyć się z agresywnym kierowcą, któremu po wyczerpującej jeździe z Czech, czy Austrii skończyła się cierpliwość i takiego zawalidrogę próbuje od 20 kilometrów wyprzedzić. Większości takim zawalidrogom i agresywnym kierowcom zabrałbym prawo jazdy.
      Teraz proponowałbym zwrócić uwagę na rozwiązania w innych krajach. Mogę sobie jechać przez taką Austrię, czy Słowenię 80 km/h przez teren zabudowany, gdzie widzę parkingi przy drodze, wjazdy na posesje i nikomu to nie przeszkadza, bo oprócz znaków jest jeszcze rozsądek i czujność. Poza tym da się jeździć przepisowo i płynnie. Polacy w innych krajach szybko się dostosowują do panujących tam zwyczajów.
      Ktoś wyżej pisał o warunkach panujących w UK. Otóż warto wspomnieć, że w Anglii po II wojnie św. pozostało mnóstwo lotnisk i baz wojskowych, na których terenie powstały tory wyścigowe. Każdy za normalne pieniądze może sobie na weekend pojechać i wyszaleć się do woli przy okazji ćwicząc umiejętności w ekstremalnych warunkach. U nas w tym zakresie jest jedna wielka lipa. Podobnych obiektów jest kilka na cały kraj, a ceny wysokie, więc młodzi gniewni ruszają na drogi publiczne. Jedyne rozwiązanie jakie nasze kochane państwo widzi, to zaostrzenie kar oraz stawianie ograniczeń prędkości zamiast remontowanie i rozbudowywanie dróg.

  154. ~Leszek
    21 sierpnia 2014 o 12:40

    jeżdżę po terenie zabudowanym 60km/godz, praktycznie wyprzedzają mnie wszyscy, poza terenem 100km/godz, tutaj wyprzedza mnie dużo samochodów, choć zdecydowanie mniej niż na terenie. Standardem jest, że ciągnę za sobą ogon samochodów, kierowcy których pewnie klną na mnie.
    Naprawdę z chamskim zachowaniem spotykam się, gdy wpuszczam kogoś z ulicy podporządkowanej, klakson to małe piwo, wielokrotnie palant z piskiem opon mnie wymija, co się potem dzieje można sobie wyobrazić.

  155. ~JAR
    21 sierpnia 2014 o 12:42

    TO JEST PRAWDA.U NAS NIE DA SIE JEŻDZIC ZGODNIE Z PRZEPISAMI.ZA PRZEKROCZENIE SZYBKOŚCI JESTESMY KARANI.W MIEŚCIE NIKT PRAWIE NIE STOSUJE SIE DO TEJ PRĘDKOŚCI,I TO JAKBY NIEKTURZY OKRESLILI JEST ŻLE.ALE CO BY SIE STAŁO JAKBY NAGLE WSZYSCY STOSOWALI SIE DO JAZDY W MIEŚCIE Z WYMAGANA PREDKOŚCIA.OTUŻ CAŁE MIASTO ZOSTAŁO BY TOTALNIE ZABLOKOWANE,UTWOŻYŁY BY SIE GIGANTYCZNE KORKI I PRAKTYCZNIE PRZEJAZD SAMOCHODEM ZWIEKSZYŁ BY SIE ZNACZNIE,A TO ZNACZY WIĘKSZE SPALANIE PALIWA,WIĘKSZY SMOG I ZANIECZYSZCZENIE ŚRODOWISKA.TAK WIĘC RESPEKTOWANIE JEDNEGO PRZEPISU,MARUSZA DRUGI.

    • ~elle
      21 sierpnia 2014 o 16:52

      Korki w miescie sa z powodu nieplynnego ruchu, bo kazdy jedzie swoim tempem, a samochody na skrzyzowaniu nie ruszaja na raz tylko jeden po drugim oraz blokowanie skrzyzowan tzn. wjezdzanie na skrzyzowanie kiedy z gory wiadomo, ze nie da sie z niego zjechac przed zmiana swiatla „a co mi tam niech kmiotki czekaja az przejade”. Na Niemieckich autostradach kiedy jest duze natezenie ruchu zmniejsza sie predkosc dozwolona czasem bardzo drastycznie zeby wlasnie uplynnic ruch I nie dopuscic do jego zatrzymania, bo wtedy wlasnie robi sie korek. Ile razy zdarzylo Ci sie stac w korku godzine po czym nagle korek rozwiewa sie bez przyczyny? To jest wlasnie korek spowodowany zatrzymaniem sie jakiegos pojazdu bez powodu, bo np chcial byc uprzejmy i pozwolil komus wlaczyc sie do ruchu. Powody moga byc z reszta rozne, raz na moscie siekierkowskim byl korek, bo kierowcy zwalniali popodziwiac wysoki stan Wisly, innym razem byl to wypadek na pasie jadacym w druga strone.
      W Szwajcari ograniczenie predkosci funkcjonuje jak umowa spoleczna – wszyscy jedziemy tym samym tempem. Wypadkow nie ma bo po prostu nikt nie wyprzedza I nie wykonuje zadnych gwaltownych, agresywnych czy nieprzewidywalnych manewrow. Ale ruch jest tez dobrze zorganizowany I na trasach wylotowych np. nie ma rzadnych pasow tylko takie krecie norki pod jezdnia – fajne rozwiazanie bo tanie i mozna przejechac nawet rowerem bez zsiadania z niego. Inny fenomen to to , ze te norki nie sa zasikane, ale to juz inna dyskusja. Szacunek dla pozostalych uczestnikow ruchu – to jest to czego nam brak – zreszta widac to po dyskusji i ilosci epitetow pomiedzy tymi „szybkimi” i „wolnymi”. Po prostu powinna byc jedna predkosc dla wszystkich niezaleznie od temperamentu i mocy silnika, ale to u nas nierealne, bo kazdy sie w swojej maszynie czuje jak „Pan na zagrodzie”. Tu najdalej nam do Europy.

  156. ~adam
    21 sierpnia 2014 o 12:43

    Nie zebym sie nie zgadzal z zasada ale moj kolega tez tak przepisowo jezdzil i jest juz po szostej operacji ( i nie ostatniej ) a jego zona po drugiej. Oczywiscie to nie jego wina, ze wyprzedzajacy na trzeciego kierowca nie zmiescil sie i zepchnal ich samochod do rowu ale pomimo niewielkiej predkosci przezyli tylko cudem bo ich uzywany samochod owinal sie wokol drzewa.

  157. ~fala
    21 sierpnia 2014 o 12:45

    w belgi w terenie zabudowanym podkreślam „ZABUDOWANYM” gdzie od bramy do ulicy jest 2 metry jest 70 km/h i jakoś nie giną! i nikomu nie przeszkadza to A czemu? bo mają dobre drogi a ponadto jeśli chcą przejechać 100km to przejeżdzają je w 45-60 min nie tak jak u nas 2 godziny! Bzdura!

  158. ~Pax
    21 sierpnia 2014 o 12:45

    Ja powiem tak: jezdzic nauczylem sie w USA, tam tez przejechalem pierwsze 200 tys km (lub 120 tys mil, jak kto woli). W Polsce nie zabija nadmierna predkosc. Zabija ekstremalna agresja na drodze. To nie to ze ludzie w USA nie beda jechac 90MPH tam gdzie jest ograniczenie do 70MPH. Czasem beda. Czego zdecydowanie nie beda robic, to: pojezdzanie 10 cm do zderzaka samochodu jadacego zgodnie z przepisami; wyprzedzac na trzeciego czy po wysepce z przejsciem dla pieszych; probowac zepchnac samochod jadacy zgodnie z przepisami z drogi (autentycznie, widzialem to w PL); wyprzedzac osobe jadaca zgodnie z przepisami zeby nagle zajechac droge i przyhamowac, gwaltownie przyspieszac gdzie 30m dalej jest czerwone swiatlo zeby pokazac nerwy, i tak dalej. Jedynie kiedy nadmierna predkosc na prawde zabija to jak ograniczenie jest 50km/h a delikwent jedzie 120-130 km/h (tez widzialem). Polacy zyja w strefie samo-oszukiwania sie jezeli chodzi o jazde samochodem. Mowia o przekraczaniu predkosci o 15km/h I zlych warunkach drogowych, gdy tak na prawde zabija ich ekstremalna agresja I przekraczanie predkosci co najmniej 2 jak nie 3-krotne a nie jazda 70km/h w strefie 50km/h.

    • 21 sierpnia 2014 o 12:54

      Zgadzam się, na polskich drogach mnóstwo jest agresywnych zachowań. Dobrze, że my nie mamy pozwolenia na broń, jak w stanach, na drogach zrobiłoby się istne GTA…

    • ~greg
      21 sierpnia 2014 o 13:14

      Zgadzam się. Jeździłem po Kaliforni, w Berkeley i SF. Inna kultura jazdy, zresztą nie tylko jazdy, wszędzie jest kulturalnie, w sklepie, na stacji paliw, markecie, gdziekolwiek pójdziesz. Nikt nikogo nie pogania, a krzyżówki z czterema równoległymi stop’ami zdają egzaminy, choć czasem zdarzy się stłuczka. Nie zauważyłem też, żeby nagminnie ktoś łamał przepisy lub po prostu jechał za szybko, choć po mieście widzę, że zdarza się ludziom jechać szybciej niż 25mph, np. 40mph. tam się relaksowałem, a w Polsce doznałem szoku kulturowego (braku kultury).

  159. ~Alex
    21 sierpnia 2014 o 12:46

    Takiego problemu chyba raczej nie ma jak się jedzie A1 czy A2? jechałem ostatnio i A1 i A2 i można przyjemnie jechać….

    Problem jest w jakości dróg….są wążiutkie, często podziurwione i jest tylko jeden pas.

    • ~Andrzej
      21 sierpnia 2014 o 13:07

      I dlatego nie można na nich jeździć ponad 100 km/h 😉

  160. ~tomek
    21 sierpnia 2014 o 12:46

    a czy wy „przepisowi” nie pomyśleliście,że stwarzacie swoją jazdą większe zagrożenie niż ci co jeżdżą szybko ? sami piszecie ,że ciągle was ktoś wyprzedza,nawet tiry a to stwarza właśnie niebezpieczne sytuacje.Wielokrotnie widziałem takie obrazki,jak jedzie taka dupa wołowa a za nią sznur samochodów i próbują go wyprzedzać w niebezpieczny sposób.Nie każdy ma tyle wolnego czasu,żeby się za wami telepać gamonie,pomyślcie co robicie,świata nie naprawicie a tylko powodujecie wypadki.

    • ~luki
      21 sierpnia 2014 o 13:01

      My „przepisowi” mamy się dostosowywać, czy „nieprzepisowi” gamoniu bez czasu?

    • ~Marta
      21 sierpnia 2014 o 13:04

      To pojeździj tak po Holandii, zobaczymy czy zmienisz zdanie. Jak jest 50 km/h to każdy tam jedzie 50 i ani 5 więcej i nikt nie mówi, że jadący przepisowo stanowi zagrożenie.

    • ~dureń
      21 sierpnia 2014 o 13:09

      Szanowny Panie Tomku, jeżeli ktoś łamie przepisy wyprzedzając tego, który jedzie zgodnie z przepisami to po czyjej stronie jest wina? Przepisy nie są po to żeby je łamać, tylko po to żeby ruch odbywał się płynnie i bezpiecznie dla wszystkich użytkowników dróg (od pieszych po Czarne wypasione BMW z BEZMYŚLNYM zabójcą za kierownicą). To właśnie tacy szybcy kierowcy doprowadzają do powstawania korków, pchają się na siłę na skrzyżowanie z krwisto zielonym światłem albo wymuszają pierwszeństwo… To Ci szybcy wyprzedzają na trzeciego… To ci szybcy wyprzedzają na pasach zabijając pieszych… Zamiast jeździć szybko lepiej jest jeździć płynnie żeby jak najmniej stać w korkach, na światłach, na skrzyżowaniach… Chcesz Pan jeździć szybko to jedź sobie Pan na tor wyścigowy… A jak Pan czasu nie masz to szczerze współczuję… Tylko proszę trzymaj się Pan na drodze z daleka ode mnie…

      • ~tomek
        21 sierpnia 2014 o 13:15

        ja nikomu nie każe jeździć 150 w terenie zabudowanym,ale nie dziwi was ,że przed wami nikt nie jedzie a za wami sznur samochodów ? wystarczy przyspieszyć o 20 i po kłopocie,ale po co ,wy jesteście przepisowi, a że przez was ktoś się rozwali to jego problem nie wasz,wy jesteście przepisowi.

        • ~Kasia
          21 sierpnia 2014 o 13:28

          W dupie mam czy jakiś debil się rozwali. Bardziej się przejmuję tym, że jadąc przez wieś może na drogę wyskoczyć dziecko – i dlatego jade 50-tką. Dziękuję, do widzenia…

          • ~eeetam
            21 sierpnia 2014 o 13:32

            tacy jak ty powodują najwięcej wypadków

          • 21 sierpnia 2014 o 16:16

            Święte słowa – ja też mam ich w dupie i słów brakuje, żeby dyskutować z tak popapranymi poglądami.

  161. ~scolo
    21 sierpnia 2014 o 12:47

    Od zawsze jeżdżę zgodnie z przepisami, ale popieprzeńców nie brakuje, ktorym życie nie miłe. Żadnej stłuczki czy wypadku od lat.
    Jednak zastanawiam się nad kupieniem dużego ciężkiego auta, żeby smarkacze mnie omijali z daleka

  162. ~W
    21 sierpnia 2014 o 12:47

    Co Wam powiem to Wam powiem ale można jeździć wolno i niebezpiecznie a można jeździć szybko i bezpiecznie.
    Dużo jeżdżę po Polsce i Europie. Zwykle szybko ale z głową, jak jest pusta droga, równa nawierzchnia, b. dobra widoczność to można docisnąć ale jak robi się teren gęsto zabudowany, droga z koleinami, ruch na poboczu, ograniczona widoczność to trzeba przystopować… i wtedy właśnie wyprzedzają mnie ci pseudo kierowcy, których ja wcześniej wyprzedziłem na równej, pustej trasie.
    Poza tym nie raz widziałem jak wlokący się pojazd powodował kolizje albo groźne sytuacje i przyspieszał jak zobaczył, że się zapala żółte. Raz taki wlokący się gamoń przyspieszył przed skrzyżowaniem, wjechał na czerwonym i przygrzmocił w inny pojazd, innym razem postanowił wpuścić samochód wyjeżdżający z bocznej uliczki tuż przed skrzyżowaniem z zielonym światłem. Dzięki temu kulturalnemu kierowcy co dał nagle po hamulcach kilku innych musiało odwiedzić blacharza.
    Także przede wszystkim trzeba na drodze myśleć.

    • ~Andrzej
      21 sierpnia 2014 o 13:06

      Jeśli jeździsz szybko, to niestety bez głowy. A przynajmniej bez wyobraźni. 80 km/h przez polską wieś nigdy nie będzie bezpieczne.

  163. ~and
    21 sierpnia 2014 o 12:50

    …jeżdżę podobnie, jest to straszna udręka zwłaszcza jak są ograniczenia np. do 30-40 km/h, kiedy to nawet moja spokojna żona patrzy na mnie jakoś tak dziwnie, jakbym przestał być mężczyzną…..ale widzę że takie zachowania są coraz częstsze, użytkownicy dróg zaczynają siebie i innych bardziej szanować…..

    • ~pr
      21 sierpnia 2014 o 13:55

      Nie chodzi że za tymi 30km/h przeważnie stoi municypalny z fotoradarem szkoda 200zł i tyle w temacie… jeśli widzę 30km/h przejście dla pieszych i szkołę o godzinie 21 wiadomo że zamiast dzieci będzie stała tam policja wyrabiająca plany mandatowe.

  164. ~Edi
    21 sierpnia 2014 o 12:52

    W tym roku jadąc z Beskidów na Mazury (~570 km) postanowiłem jechać zgodnie z przepisami.
    Wprawdzie wielu kierowców mnie wyprzedzało ale zanotowałem same plusy z takiej jazdy:
    – po dotarciu na miejsce docelowe byłem mniej zmęczony (brak stresu)
    – miałem okazję podziwiać okolice które mijałem
    – jeszcze nigdy mój samochód nie zanotował tak niskiego zużycia paliwa – zostało mi troche wiecej pieniędzy na rozrywkę

  165. ~Raptor
    21 sierpnia 2014 o 12:52

    Ja ostatnio jechałem zgodnie z przepisami, zatrzymałem się na żóltym i to był mój błąd. Kierowca autobusu rozwalił mi tylnią klapę. Oczywiście jakie były jego słowa po wyjściu ze swego autobusiku ? „Myślałem, że Pan przejedzie na żółtym”. To jest właśnie polska rzeczywistość.

  166. ~Kobieta
    21 sierpnia 2014 o 12:53

    Moim zdaniem to nie prędkość jest przyczyna, ale brak odpowiedniego przygotowania, okrojonej ilości godzin na kursach oraz przede wszystkim brak logicznego myślenia! Bo dzięki temu ostatniemu parę razy udało mi się uniknąć naprawdę poważnych wypadków, w których ja byłabym poszkodowana, nie winna.

  167. ~marghe
    21 sierpnia 2014 o 12:54

    Bardzo dziwi mnie w Polsce fakt, ze pieszy na przejsciu bez swiatel nie ma pierwszenstwa!Czasami czekam i czekam, zeby przejsc, Ale nikt sie nie zatrzymuje!!!Mieszkam od lat za granica i uczono mnie na kursie na prawo jazdy, ze pieszy ma pierwszenstwo!!!

    • ~tomek
      21 sierpnia 2014 o 12:58

      i właśnie dlatego są wypadki z udziałem pieszych,bo myślą,że mają pierwszeństwo,a niby dlaczego mają mieć pierwszeństwo ? pomyśl trochę,łatwiej tobie poczekać kilka sekund,niż zatrzymać samochód i ryzykować ,że ktoś z tyłu przywali.Widać,że nie jesteś kierowcą.

      • ~Walter
        21 sierpnia 2014 o 13:05

        Takiego idiotyzmu juz dawno nie czytalem…

        • ~eXp
          21 sierpnia 2014 o 13:40

          Powstrzymaj się kolego Walter od komentarzy, jeżeli mają być na takim poziomie. Prawdą jest, że według przepisów KRD pieszy PO WEJŚCIU NA PASY ma pierwszeństwo. Dobrym zwyczajem jest również zatrzymać się i pozwolić pieszemu przejść. Natomiast problemem są piesi nie zatrzymujący się przed przejściem- taki „wielki pan” wchodzi nie patrząc i może spowodować wypadek. Bardzo wiele jest przejść dla pieszych w ciągach pieszych, tzn. pieszy idzie wzdłuż ulicy i skręca na pasy żeby przejść. Skąd mam wiedzieć czy chce przejść przez pasy, czy iść dalej? NIE WIEM. Musi się zatrzymać przed pasami i spojrzeć przynajmniej czy nic nie jedzie. Drugim przypadkiem kretynów-samobójców są rowerzyści wjeżdżający na pasy na pełnej prędkości nie patrząc czy coś jedzie czy nie. Jest to szczyt głupoty, a dla kierowców może skończyć się źle. Na przejściu SCHODZIMY Z ROWERU, jest to OBOWIĄZEK. Wyjątkiem są ścieżki rowerowe.

      • ~Lukas
        21 sierpnia 2014 o 13:14

        Oj tomek powalilo ciebie. Jesli uzywassz glowy jak wielu przed toba mowi powinienes, a nie przepisow, to bys zaczal zwalniac na przejscie czy ktos jest czy nie. Moze nie do zera ale na tyle by moc sie zatrzymac. A ten twoj co cie stylo przywali no sorki ale ta sama zasada ponoc przepisy nie sa potrzebne tylko zdrowy rozsadek I myslenie. A jesli tak to myslacy czlowiek utrzymal by taka odleglosc by sie mogl zatrzymac.

        Kazdy sie tutaj tlumaczy czemu jezdzi za szybko, kazdy mowi, ze zwolni gdy trzeba. Zgoda niektore znaki ograniczenie to typowa glupota ale wiekszosc jest tam nie dlatego, ze 100 razy bedzie nie istotny tylko dlatego ze 1 raz kiedy sie liczy jadac 50 bys sie zatrzymal a przy 70 juz nie, nie mowiwac o 100.

      • ~bolo
        21 sierpnia 2014 o 13:16

        Takim jak ty idiotom powinno się odbierać prawo jazdy dożywotnio.

      • ~olo
        21 sierpnia 2014 o 13:18

        Jestes idiota…

      • ~Edi
        21 sierpnia 2014 o 13:19

        Bo mają pierwszeństwo!!! Jestem kierowcą, pieszym i rowerzystą. Staram się stosować do przepisów na wszystkich 3 frontach. Te pojazdy są dla ludzi a nie ludzie dla nich. Kary na zachodzie za potrącenie pieszego są wysokie, nie to co u nas.
        A dwa *Tomku, zastanów się jak starsza osoba ma przejść…. Fakt że część przepisów jest idiotyczna ale część jest taka żeby ułatwiać każdemu poruszanie się.

        • ~tomek
          21 sierpnia 2014 o 13:28

          nie rozumiecie o czym mówię,chodzi o to ,żeby ludzie uważali,bo nie raz widziałem sytuacje,że włażą na pasy i nawet się nie obejrzeli czy coś jedzie,raz nawet idąc chodnikiem i widząc jak dwie damulki wlazły na pasy bez upewnienia się czy coś jedzie zwróciłem im uwagę ,to się obruszyły,że przecież są na pasach,to niech kierowcy uważają i stąd są wypadki.

      • ~Kirku
        21 sierpnia 2014 o 13:59

        bo pasy nie sa droga tylko chodnikiem

        • ~nolepiok
          21 sierpnia 2014 o 20:28

          Pasy są chodnikiem,ślimak rybą a marchewka owocem.Ja za to jestem już półidiotą bo
          się próbuję dostosować do życia i oddychania w szambie a przy okazji być na drodze obrońcą życia-/głównie własnego/ pomiędzy kretynami.

      • ~elle
        21 sierpnia 2014 o 16:27

        I wlasnie dlatego sa przepisy, bo niektorzy sa myslacy inaczej …

    • 21 sierpnia 2014 o 13:08

      Biali ludzie juz dawno znalezli rozwiazanie Twojego problemu. A Angli np wciska sie przycisk i zapalaja sie dwa lampiony ostrzegawcze dla kierowcow (nie klasyczne swiatla). A u nas trzy pasy i… tylko zebra. Zupelnie nie wiadomo czemu na takich ‚przejsciach’ sa wypadki.

      • ~boofet
        21 sierpnia 2014 o 14:02

        Wiesz ze dzwonią ale nie wiesz w ktorym kościele. Guzik wciskamy tam gdzie jest sygnalizacja dla pieszych a na przejściach z „lampionami” pieszy ma bezwarunkowe pierwszeństwo. Jestem zawodowym kierowca w UK od 7 lat więc wiem co mówię. Pozdrawiam.

  168. ~jerzy
    21 sierpnia 2014 o 12:59

    Przepisy, przepisy !!!!!, uważam, że te właśnie przepisy są dla matołów a nie ludzi myślących, a takimi muszą być kierowcy pojazdów mechanicznych. Nie trzeba wcale żadnych przepisów aby nie wyprzedzać tam gdzie nie ma na to warunków ( widoczności, miejsca ..), jechać 100 km/h tam gdzie jest pełno dziur, ludzi i innych pojazdów itd . można mnożyć takie opisy sytuacji w których należy jechać z bezpieczną prędkością na jaką pozwalają warunki a nie „przepisy” !!! Jestem za zniesieniem ograniczeń które uzasadniali wielokrotnie moi przedmówcy i jeszcze raz powtórzę należy myśleć podczas jazdy o drodze a nie o przysłowiowej du…e Maryny i wszystko będzie dobrze.

    • ~tomek
      21 sierpnia 2014 o 13:04

      oczywiście,że tak,ja też uważam,że powinno się zlikwidować wszelkie ograniczenia,pasy dla pieszych i tak dalej,bo to tylko usypia czujność,bo ktoś myśli,że jak jest przejście to może włazić kiedy chce i każdy musi hamować,a tak by uważał,bo by wiedział,że ktoś może go rozjechać.
      Ograniczenia prędkości są nie po to żeby poprawić bezpieczeństwo,tylko po to ,żeby policja i wszelkiej maści nygusy przebrani w mundury mogli walić mandaty.

      • ~bolo
        21 sierpnia 2014 o 13:14

        Powiem więcej – należy zlikwidować wszystkie kodeksy, policję oraz sądy i rozdać broń.

    • ~kk
      21 sierpnia 2014 o 13:33

      I wprowadzić zasadę silny ma zawsze rację

  169. 21 sierpnia 2014 o 13:01

    Żaden przepis, ani żadna norma społeczna nie zastąpi indywidualnego zdrowego rozsądku. Nie przemawia do mnie to, ze jak jadę 50 to wszystko jest ok, a jak 70 to już balansuje na granicy życia i śmierci. Są miejsca gdzie mimo ograniczenia do 50 można jeździć szybciej, a są i takie gdzie takowego ograniczenia nie ma, a pomimo to warto zdjąć nogę z gazu. Z moich obserwacji, największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa na drogach są kierowcy z dużych miast. Mieszkam 50 km do Krakowa, nie daleko mojego domu biegnie droga wojewódzka, jest ograniczenie do 70, za każdym razem gdywidze, ze ktoś jedzie co najmniej 120 okazuje się że ma rejestrację KR. Nie wiem, może to taka mentalność że na wsi przepisy nie obowiazują pana z wielkiego miasta, albo nie wiem, chęć odreagowania tych wszystkich korków w mieście.

  170. 21 sierpnia 2014 o 13:01

    Droga Warszawa-Krakow. Srodek pola, po jednej stonie chalupina po drugie druga i most. Jest to ‚teren zabudowany’… na moscie tez. Trudno miec szacunek do takich idiotyzmow. Jade 300km i musze w koncu sam podejmowac decyzje gdzie jest prawdziwy teren zabudowany a gdzie nie. Widac w tym zadania wszystkich soltysow i podobnych wojtow ‚ustawcie znak, bedzie bezpiecznie’. Nie trzeba robic chodnika, przejscia nad czy pod jezdnia.
    A tak z innej beczki, czy wiecie ze o 3ciej w nocy w duzych polskich miastach nadal dziala sygnalizacja ustawiona na sztywno? Czekasz na glownej ulicy na samochody z podrzednyc ktore nigdy nie wyjada.

    • ~( . )( . )
      21 sierpnia 2014 o 15:15

      Przykładem może być tu Konin (obwodnica DK25), gdzie jadąc około 3:00 jeszcze nigdy nie udało mi się przejechać skrzyżowania bez zatrzymania. Ta sygnalizacja nie jest nawet ustawiona na sztywno, ona jest ustawiona tak, aby zatrzymać zbliżające się samochody i zmuszać do przyspieszania od 0.

  171. ~arquark
    21 sierpnia 2014 o 13:02

    Mam tempomat, wiec jazda 90 kmph nie jest męcząca. O pedale gazu w trasie zapominam.

    • ~tempomat
      21 sierpnia 2014 o 13:57

      Taaaa…. na polskich drogach tempomat… poza autostradą? śmiechu warte.

      • ~( . )( . )
        21 sierpnia 2014 o 15:12

        Nawet na autostradzie bywa ciężko. Chyba, że ktoś ustawia 60 km/h i nie ma kogo wyprzedzać, to może – tak ekstremalnych warunków nie sprawdzałem.

  172. ~MB
    21 sierpnia 2014 o 13:03

    Ostatnio zostałem zwyzywany przez policjanta – motocyklistę. Poczekałem, aż piesi zejdą z pasów zanim przez nie przejechałem. Wymagają tego przepisy i zdrowy rozsądek. „Pan Władza” wyprzedził mnie na pasach i pomknął z szybkością minimum dwukrotnie większą niż dopuszczalna.

    • ~( . )( . )
      21 sierpnia 2014 o 15:06

      Za zwyzywanie należy mu się strzał w pysk. Za pomykanie pochwała :).

  173. ~Kachna
    21 sierpnia 2014 o 13:05

    Ja świadomie jeżdżę tak jak stanowią znaki i przepisy. A najlepszym komplementem były słowa mojego 8-letniego syna, który i nie omieszkał powiedzieć swojemu tacie w czasie jazdy i dosyć szybkiego wchodzenia w zakręt, że z mamą dużo lepiej się jeździ i głowa go tak nie boli. Możecie mnie nazwać dupą wołową i wyzywać, ale mnie nie imponuje szybka jazda, szybkość myślenia i umiejętność reakcji tak, ale brawurze i przekraczaniu dozwolonej prędkości mówię stanowcze „nie”.

    • ~( . )( . )
      21 sierpnia 2014 o 15:03

      Głowa boli Twojego syna od przeciążeń, jakie na niego działają, a które to są spowodowane zmianami prędkości lub kierunku ruchu (boki lub góra-dół). Jazda ze stałą prędkością (nawet 3000 km/h) nie powoduje przeciążeń, bo pod względem działających (na pasażera) sił nie różni się niczym od stanu spoczynku.
      Chyba, że Twój mąż wozi syna starym Jelczem, w którym spaliny przedostają się do kabiny pojazdu :).

  174. ~Olo
    21 sierpnia 2014 o 13:05

    A ja powiem tak … w terenie zabudowanym jadę jak znaki mówią albo mniej. Z troski o siebie i innych – nie chce mieć na sumieniu dziecka, rowerzysty, pieszego. Ale poza terenem zabudowanym – prędkość przelotowa 120 – 140 . Nigdy też nie wyprzedam na 3-go ani na styk.

    • ~edmund
      21 sierpnia 2014 o 13:22

      mam tak samo..

  175. ~Fugaz
    21 sierpnia 2014 o 13:07

    Cześć.
    Moja krótka historia. Wraz ze wzrostem cen paliwa – zmniejszała się moja prędkość podróżowania. Robię rocznie około 30 tys km prywatnym samochodem więc walczę o każdy litr zużycia notując oszczędności.
    Krótka informacja – moja droga do pracy to głównie część S1, i droga szybkiego ruchu. Prędkość ustawiam na tempomacie lekko powyżej 90km/h żeby nie spowolnić TIRów 🙂
    Do pracy mam 45km – ostatnio zrobiłem test z kolegą z pracy – on miał wracać do domu łamiąc przepisy ruchu drogowo a ja zobligowałem się nie przekraczać 100km/h
    Jak kolega mijał mój blok, ja byłem jakieś 30sek za nim (okazało się, że miał mniej szczęścia odemnie i czerwone światła skutecznie go przytrzymały na kilku krzyżówkach).
    Takie podsumowanie tego testu.
    Zużyłem połowę tego paliwa, co mój kolega. Nie martwiłem się czy za zakrętem ktoś nie „suszy” i straciłem do niego całe 30 sek. Tak więc po co się gonić na złamanie karku – życie jest kruche.

  176. ~olo
    21 sierpnia 2014 o 13:10

    Jezdze 50, od 8 lat. Wtedy kupilem pierwsze wlasne auto. Nie mieszkam w Polsce, ale jak kupilem jeszcze mieszkalem. Nie jest zle. pare lat temu jadac nad morze ze slaska w nocy i w deszczu, co jakis czas zatrzymywalem sie i palilem fajke. Powodem byly sznury samochodow z idiotami ktore w padajacym deszczu, byl grudzien, na dziurawych drogach wyprzedzaly mnie. Jestem pewien, ze wielu z tych kierowcow nie zyje dzisiaj i jakos mnie to nie martwi – tylko niestety jesli kogos zabili.
    Zawsze przepuszczalem pieszych na pasach, nawet w Polsce – bo pamietam jaki szok przezylem gdy kiedys zatrzymalo sie auto i mnie przepuscilo – mialo niemieckie blachy.
    Nauczylem sie tego wszystkiego w 2 tygodnie gdy pracowalem w Niemczech jakies 20 lat temu, niechcacy zatrzymujac sie jako pieszy przy pasach, a czasami tylko przy krawedzi ulicy powodowalem, ze nawet sznur samochodow zatrzymywal sie. Niestety zatrzymujac sie w Polsce przed pasami, dalej powoduje to zdziwienie, chociaz nie tak duze i piesi czuja sie jakby winni przebiegajac przez ulice, na pasach – to jest dla mnie jako kierowcy zenujace.
    Najwieksza wada polskich kierowcow jest jednak debilizm i chyba wiara, ze jest sie conajmniej Kubica. Uwazam, ze najwieksze niebespieczenstwo to teraz autostrady – 2 razy wiezdzajac na autostrade za kims malo tej osoby nie staranowalem, takich debili to nie widzialem – nie rozpedzaja samochodu tylko chca wjechac na autostrade jak z garazu… raz byla to ciezarowka czyli ZAWODOWY kierowca!!!
    Uwazam, ze wjazdy na autostrady zbudowalismy zle. One sa dlla inteligentnych ludzi. Trzeba bylo budowac tak jak w Skandynawi – wjazd laczy sie na krotkim odcinku z autostrada, jakies 200-300 metro biegnie obok i wymusza rozpedzenie samochodu.
    Uwazam, ze nie jest zle a nawet jest coraz lepiej, debili mamy duzo., ale ich ilosc ubywa z kazdym rokiem, moze gina, byle sami i byle nie wydawac kasy na ich leczenie bo inni ktorzy nie zawinili i choruja potrzebuja te opieki lekarskiej bardziej.
    Lub jezie gosc na autostradzie i zaczyna zwalniac do 50 bo zjezedza, to sa rzeczey ktore nawet nie musza byc wykladane na kursie, wystarczy znac przepisy i byc w miare inteligentnym zeby zalapac o co biega po godzinnej przejzdce autostrada. Od paru lat przemiezam cale Niemcy samochodem, teraz zadko juz, nie chce mi sie… ale kiedys wszystkie bardzo niebezpieczne zdazenia to byly auta na polskich blachach, debile wyprzedzaja a potem gwaltownie chamuja, to bylo nagminne – zdazylo sie z 10 razy.
    Teraz tego juz prawie nie ma, tydzien temu niemiecka ciezarowka prawie mnie stararnowala, bylem w szoku, po wyprzedzeniu patrze w lusterko, a to byla nauka jazdy :-), i milo kierowca przeprosil mnie… to bylo na drodze szybkiego ruchu, nie na autostradzie… ale to byl jedyny niebezpieczny moment z niemieckim kierowca.
    Mysle, ze w Polsce kursy itp sa ok, ale ludzie zbyt patrza sie na innych, czuc sie jak dupa wolowa, no sorry, te wszystkie auta ktore mnie wyprzedzaja stoja potem przedemna na swiatlach, ile oszczedza czasu 2 minuty 3 minuty… pol godziny w dlugiej trasie? Na benzyne wydadza wiecej i nie daj Boze zrobia komus krzywde. To ci idioci powinni sie czuc jak debile a oni nie wiem jak sie czuja… pewnie dobrze niestety…

  177. ~EmPe
    21 sierpnia 2014 o 13:11

    Domorosłym ekspertom od ruchu drogowego polecam szkolenie na płycie poślizgowej, przekonacie się jak zmienia się droga hamowania przy 50 km/h i 70 km/h. Fizyki nie da się oszukać. PRĘDKOŚĆ ZABIJA, A GŁUPOTA I AGRESJA MORDUJE.

    • ~Dokurobei
      21 sierpnia 2014 o 13:21

      Prędkość jeszcze nikogo nie zabiła. Zabija tylko jej nagła zmiana.
      Nikt tu przecież nie mówi, żeby jeździć 200 km/h w warunkach jakie są na płycie poślizgowej. We wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek, ale działa to w obie strony – nie można jeździć ani za szybko ani za wolno, bo obie rzeczy są niebezpieczne. Tylko większość nie zdaje sobie z tego sprawy.

      • ~Ilona
        21 sierpnia 2014 o 14:05

        „Prędkość jeszcze nikogo nie zabiła.”
        Ty tak serio?

        • ~Dokurobei
          21 sierpnia 2014 o 14:19

          Tak, serio. Samoloty pasażerskie latają 900 km/h i jakoś wszyscy przeżywają. Zastanów się nad tym.

          Człowiek ginie od nagłej zmiany prędkości – nawet jeżeli w nic gwałtownie nie uderzy, bo go np. trzymają pasy to mózg to właściwie galaretka i rozbija się na kościach czaszki. A jeżeli uderzy to od obrażeń mechanicznych.

          Dlatego ważne jest np. oddzielanie kierunków ruchu jak na drogach ekspresowych i autostradach.
          Jeżeli jako pirat będę jechał 200 km/h na autostradzie i uderzę w kogoś kto jedzie 140 to różnica prędkości wyniesie 60 km/h. Jak będziemy grzecznie jechali zwykłą drogą 100 km/h i wjedziemy na siebie na czołowo to różnicy prędkości 200 km/h nikt nie przeżyje. I dlatego jak pisałem wolę nadłożyć drogi jadąc z Krakowa do Warszawy przez Częstochowę niż przez Radom.

          • ~q100
            21 sierpnia 2014 o 15:52

            co do zderzenia czołowego nie wiem jakim cudem wychodzi ci te 200?
            Przemyśl sprawę bo nie jest tak jak piszesz.
            Proponuję prosty eksperyment myślowy:
            – dwa samochody o tej samej masie zderzają się czołowo – wychodzi ci 200km/h
            – stawiamy mur na środku drogi w który równocześnie z dwóch stron uderzają samochody – ile tym razem wychodzi?
            – stawiamy mur na środku drogi w który z jednej strony uderza samochód – ile wychodzi tym razem?
            Otóż jadąc samochodem 100km/h nie ważne czy zatrzyma nas mur czy pędzące auto. Istotne z jąką prędkościa odjedziemy od przeszkody w którą uderzamy i w którym kierunku. W twoim przypadku oba się zatrzymają podobnie jak w uderzeniu w mur.
            Przeanalizuj sobie na spokojnie mur i auto oraz auto osobowe oraz samochód ciężarowy (różne masy i prędkości), pomiń na początku w rozważaniach strefy zgniotu oraz zderzenia niesymetryczne w których zderzają się przesunięte bardziej w prawo lub w lewo. Zobacz czym jest pęd. Porównaj pęd 20 tonowej ciężarówki oraz 1 tonowego samochodu osobowego. Pamiętaj że pęd jest wartością wektorową. Zsumuj pędy obu ciał, określ pęd po zderzeniu jako całości. Przeanalizuj zmianę prędkości (przyśpieszenie) działające na obu kierowców. Policz siłę bezwładności oddziałowującą na każdego z nich.
            Wnioski.
            1. Rzeczywiście prędkość nie zabija, zabija jej nagła zmiana
            2. Zderzenie czołowe dwóch aut z prędkością 100km/h nie jest równe uderzeniu w przeszkodę z prędkością 200km/h lecz 100km/h.
            3. Bezpieczne auto to auto ciężkie ponieważ w skutek zderzenia z obiektem lżejszym kierowca dozna mniejszego przeciążenia ( zadziała na niego mniejsza siła). Przykład 20 tonowa ciężarówka jedzie 20km/h aby ją wyhamować w skutek zderzenia 1 tonowe auto musiałoby uderzyć w nią z prędkościa 400km/h!!! Zmiana prędkości którą odczuje kierowca ciężarówki to 20km/h. Kierowca samochodu osobowego 400km/h!!!
            4. Strefa zgniotu a pochłanianie energii – nie ma znaczenia kto wiezie strefę zgniotu. Nawet jeżeli w swoim aucie nie masz strefy zgniotu która wchłonie energie to i tak korzystasz z jej dobrodziejstwa jeżeli ma ją drugi uczestnik kolizji. Oczywiście strefy zgniotu w obu samochodach zadziałają lepiej jak w jednym z nich ale nie jest tak że korzysta z niej tylko w wypadku ten kto ma ją w swoim samochodzie 🙂 Dodatkowe stare auto bez stref zgniotu jest sztywniejsze a więc dozna mniejszych uszkodzeń przy niskich prędkościach zderzeń:)

    • ~Rambler
      21 sierpnia 2014 o 13:24

      TO NIE PRĘDKOŚĆ ZABIJA TYLKO JEJ NAGŁE WYTRACENIE;)))

      • ~jott
        21 sierpnia 2014 o 13:35

        Nie do końca prawda – pieszego zabija właśnie prędkość, bo on raczej jej nabiera niż wytraca!!

        • ~Rambler
          21 sierpnia 2014 o 13:59

          zgoda, nie prędkość zabija ale jej nagła ZMIANA. Może być?

          • ~piQś
            21 sierpnia 2014 o 14:32

            wpływ na gwałtowność zmiany prędkości ma też często stopień głupoty kierowcy lub pieszego

    • ~( . )( . )
      21 sierpnia 2014 o 14:57

      To oznacza, że nasi pradziadowie mieli rację – powinniśmy wrócić do jazdy wozami zaprzęgniętymi w woły. Każdy, kto regularnie jeździ szybko doskonale zdaje sobie sprawę, jaka jest różnica między wyhamowanie ze 180 km/h, a wyhamowaniem ze 120. Nie znaczy to, że powinniśmy jeździć 20 km/h. Raczej jeżdżąc 180 powinnyśmy używać mózgu i jeździć z taką prędkością, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni.
      A co do małej prędkości, właśnie ostatnio mieliśmy przykład bezpieczeństwa, jakie zapewnia mała prędkość. Mówię tu o kierowcy ciężarówki, który jadąc 20 km/h (wg ekspertów) potrącił (śmiertelnie) kobietę. No ale gdyby jechał 10 mniej, to kto wie…

  178. ~Dokurobei
    21 sierpnia 2014 o 13:13

    Też kiedyś zrobiłem taki eksperyment – niedziela wieczorem na trasie z Kutna do Warszawy.
    140 km na tempomacie ustawianym dokładnie na aktualne ograniczenie.
    W terenach zabudowanych na 50 km/h byłem wyprzedzany przez wszystkich, którzy jechali jakoś około 70 km/h. Poza miejscowościami JA WYPRZEDZAŁEM ich wszystkich jadąc swoje 90 km/h, gdyż oni jechali wciąż to swoje 70 km/h. Ruch z przeciwka był na tyle mały, że nawet do wyprzedzania nie wyłączałem tempomatu.
    Gdy były jakieś światła po drodze to oczywiście raczej stawałem jako pierwszy, bo więcej samochodów w miejscowościach było zdecydowanie za mną niż przede mną, ale przy zmianie świateł startując znowu tylko przy pomocy tempomatu do swojej pięćdziesiątki zostawiałem wszystkich z tyłu.
    Podróż wyjątkowo trwała niewiele dłużej niż gdybym jechał „normalnie”, bo ruch był wyjątkowo mały, ale w normalnych warunkach jadąc zgodnie z przepisami, gdy nie mógłbym wyprzedzić jadących wolniej poza miejscowościami
    Jaka jest dynamika jazdy takich kierowców, którzy przyspieszają wolniej niż tempomat?
    Jaka jest obserwacja drogi i dostosowanie do warunków jeżeli jadą cały czas 70 km/h?

    Często widzę, że nawet na autostradach większość sunie 110-120 km/h przy doskonałych warunkach i w miarę nowoczesnymi samochodami.

    • ~Kasia
      21 sierpnia 2014 o 13:18

      Jeżdżę zawsze tyle ile mogę, poza autostradą. Tam wlasnie jade 110-120 a wiesz czemu? Bo żal mi paliwa. Moje auto przy 110 pali poniżej 5 litrów. A powyżej 110 już przekracza 6l/100km. A dużo szybciej na miejscu nie będę. Oczywiście zawsze przy mniejszych prędkościach trzymam się prawego pasa.

      • ~Dokurobei
        21 sierpnia 2014 o 13:28

        Mój znajomy miał na to bardzo dobrą radę: „Jak masz za mało pieniędzy, to zarób więcej.” W sumie rzeczywiście działa, ale nie o tym ta rozmowa. Tu powinienem wstawić tekst o zarabianiu w domu albo o jakimś fajnym systemie marketingu szeptanego. 😉
        To prawda, że opory jazdy zależą od prędkości podniesionej do kwadratu, a zużycie paliwa właśnie od oporów i parametrów pracy silnika, ale zachodnie samochody (głównie niemieckie) są projektowane do jazdy z prędkościami autostradowymi, czyli 130 km/h. Wtedy jest najlepszy stosunek czasu przejazdu do zużycia paliwa.

        • ~Kasia
          21 sierpnia 2014 o 13:35

          Dziwne mam niemieckie auto i jakos nie czuje zeby było tak zaprojektowane. Hmmm muszę złożyć reklamację w takim razie. A idąc Twoim tokiem rozumowania to na drogach powinny jeździć tylko drogie, NIEMIECKIE auta, no bo reszta to zawalidrogi. Serio, wolę wydać kasę na dobry obiad niż żyłować moje auto.

          • ~( . )( . )
            21 sierpnia 2014 o 14:52

            @Kasia, kup samochód z większym silnikiem (min 3000 ccm), najlepiej 6-8 cyl. Taki będzie palił przy 120 jakieś 8l/100 km, a przy 160 jakieś 9 :). A jaki fun :P.

          • ~yaaro
            21 sierpnia 2014 o 15:16

            Musisz Kasiu jeździć bardzo dużo aby ten 1 litr oszczędności dawał Ci dobry obiad, chyba, że półtora obiadu na miesiąc. Jeżeli rzeczywiście jeździsz dużo, to zyski z zaoszczędzonego w szybszej jeździe czasu mogą okazać się cenne, bo więcej załatwisz w ciągu dnia, miesiąca, roku.
            Moim zdaniem przy średnich przebiegach dla Polaka – 20 tys rocznie lepiej gdzie indziej szukać oszczędności, bo straty z dodatkowego 1 litra przepalonego paliwa w ciągu roku to ok 1 tys zł, a z reguły większe pieniądze w roku wydaje się na naprawy samochodu albo różne nie zawsze rozsądne przyjemności życiowe albo lekarstwa i suplementy, w które wierzymy, a nie działają albo – w przypadku kobiet – na fryzjera, kosmetyczkę, pedicure.
            Lepiej kupić samochód, który będzie się psuł jak najrzadziej, a autocasco nie będzie koniecznością, niż pilnować aby spalanie zawsze było poniżej 5/100. Pozdrawiam

  179. ~p
    21 sierpnia 2014 o 13:13

    Jeżdżę podobnie od pewnego czasu i jazda przestała mnie stresować… Fakt, że inni użytkownicy dróg postrzegają to nieco inaczej, ale cóż… Kiedyś sam jeździłem jak wariat, ale z dnia na dzień mi przeszło, pozbyłem się mocnego auta i teraz spokojnie śmigam po drogach w okolicach prędkości dopuszczalnej. Choć z drugiej strony zauważyłem, że i tak spotykam tych co tak dynamicznie wyprzedzali…

    • ~( . )( . )
      21 sierpnia 2014 o 14:47

      Też tak miałem – po kursie na prawko i przejechani jakichś 3 tys. km zacząłem szaleć. Później pod naporem propagandy zbłądziłem – postanowiłem jeździć w miarę zgodnie z przepisami. Muszę przyznać, że w całym moim życiu tak się nie wynudziłem za kierownicą, jak w tym okresie. Po około 3 miesiącach dostałem fotkę z trójnoga. Okazało się, że nie zauważyłem ograniczenia i zaliczyłem przekroczenie o 22 km/h (4 pkt. i 200 zł mandatu). To skutecznie wyleczyło mnie z tego postanowienia. Zacząłem bardziej zwracać uwagę na patrole i radary niż na przepisy i oznakowanie dotyczące prędkości. Zaliczyłem oczywiście kilka mandacików zanim postanowiłem wyposażyć się w odpowiednie urządzenia pełniące rolę „asystenta kierowcy”, a teraz poza zabudowanym średnio 120-140, w zabudowanym 60-80 i jakoś udaje się unikać mandatów, nikt nie zginął, a ja nie zasypiam za kierownicą z nudów.
      Być może kiedyś Ciebie @p też kiedyś jakiś patrol policji albo fotoradar wyleczy z tego postanowienia, czego serdecznie Ci życzę (nie mandatu, tylko powrotu do grona szaleńców :P) – tak jest znacznie ciekawiej.

  180. ~traba
    21 sierpnia 2014 o 13:15

    Dużo jeżdżę po Polsce i częściowo zgodzę się z autorem, choć w niektórych przypadkach mocno moja się z prawdą.
    Najczęściej do wypadków dochodzi ze względu na zły stan dróg oraz ich przepełnienie, egoizm kierowców oraz chęć udowodnienia bóg wie czego, bo na pewno nie rozsądku.
    Nie zgodzę się że kierowcy nie zwalniają w terenie zabudowanym. Polacy poruszają się po drogach na czuja, bo znaki to często pełnią funkcję zmylenia przeciwnika lub ktoś postawił je tam bo miał fantazję. Nie ma się co dziwić, że jeśli znak już ma sens to ktoś go oleje.
    Bawi do łez mnie wielkie gromkie hasło: „Niedostosowanie prędkości do warunków panujących na drodze”. Na ten temat to wystarczy zapoznać się z raportami NIKu, które nie pozostawiają suchej nitki na policyjnych raportach z wypadków.

    Najważniejsze, abyśmy na drogach nauczyli się kultury i nie próbowali nic udowodnić. Jak zrozumiemy, że na drodze nie jesteśmy sami, to nawet na tak fatalnych drogach, jak niektóre w Polsce, będzie mniej wypadków. Mowie mniej, bo do puki drogi krajowe będą jednopasmowe bez pobocza i prowadzące z wioski do wioski to wypadków się nie wyeliminuje.

    • ~kk
      21 sierpnia 2014 o 13:24

      A potem Płacz ja nie chciałem to znak był bez sensu postawiony więc go olałem

      • ~przemek
        21 sierpnia 2014 o 13:39

        Dzisiaj na obwodnicy Radzymina (droga szybkiego ruchu) w stronę Białegostoku stoi ograniczenie do 60 km/h, że niby zwężenie pasa ruchu. Żadnego zwężenia nie ma, ani jednego śladu czegokolwiek. Ograniczenie nie zostało też nigdzie odwołane więc teoretycznie obowiązuje ładnych parę kilometrów do najbliższego skrzyżowania. W praktyce nikt go nie przestrzega – kretyn, który postawił to ograniczenie powinien zapłacić parę tysięcy z własnej kieszeni to może następnym razem by się zastanowił co robi …

        • ~Dokurobei
          21 sierpnia 2014 o 13:51

          A trasa toruńska na Bródnie? – ograniczenia do 90 i 70 z okazji miejsca do kontroli Tirów. Kontroli już nie widziałem kilka miesięcy (była tylko na początku), odwołania ograniczenia nie widziałem nigdy.
          I jak tu szanować znaki?

    • ~Dokurobei
      21 sierpnia 2014 o 13:39

      Bez znaków byłoby bezpieczniej. Miałem ostatnio taką sytuację na zjeździe z autostrady w Austrii – zjeżdżałem „po Polsku”, czyli nie było znaku na zakręcie to nie hamowałem i wjechałem ponad 120 w zakręt przed którym w Polsce stałoby ograniczenie do 20, czyli realnie pewnie 60. Dobrze, że było sucho, a samochód dobry.

  181. ~Iza
    21 sierpnia 2014 o 13:28

    Ja napiszę tak jazda powolna czyli zgodna z przepisami tzw. pięćdziesiątką zajeb… mnie męczy nie jestem w stanie długo tak jechać nawet korek jest lepszy skupiasz się tylko na jechaniu zderzak w zderzak nie oznacza to ,że jestem wariatem i zapierdzielam 120 w terenie zabudowanym trzeba po prostu jeździć dynamicznie i bezpiecznie uważam ,że 60 do 80 przy normalnym natężeniu ruchu nie jest zabójczą prędkością wręcz jak dla mnie normalną jak by każdy jeździł 50 -tką to nigdzie byśmy nie dojechali każdy załatwia jakieś sprawy i spieszy się do pracy .Tak jestem kobietą pewnie wielu mężczyzn mnie wyśmieje .. mogę się podpisać jako Edek etc ale cóż zaryzykuję 😉

    • ~as
      21 sierpnia 2014 o 14:00

      Święta prawda. Często jeżdżę po kraju i wiem, że zbyt nadgorliwa jazda (zwłaszcza przy dystansach przekraczających 400 km dziennie) po prostu MĘCZY. Dodatkowo bardzo uciążliwe jest wypatrywanie patroli drogowych i fotoradarów ustawionych najczęściej w miejscach, w których aż tak drastyczne ograniczenia prędkości nie są koniczne kosztem koncentrowania się na normalnej, bezpiecznej jeździe. Tak na marginesie – mamy nieco za dużo znaków regulujących prędkość, człowiek się po kilku godzinach jazdy zaczyna gubić w ich gąszczu. Wracając do jazdy przepisowej. Jestem generalnie zdania, że należy dostosowywać prędkość do warunków panujących na drodze. Każdy doświadczony i rozsądny kierowca potrafi taką prędkość oszacować. W praktyce dość często nie jest to 50 km/h na każdym ‚zabudowanym’. Nadmienię, że ja nigdy nie przekraczam 70 na obszarze zabudowanym. Kto wie – może gdybyśmy mieli alternatywne – drogi ekspresowe to może zmienilibyśmy ‚normę narodową’ o której pisze autor…

    • ~( . )( . )
      21 sierpnia 2014 o 14:33

      Z moich obserwacji sytuacji na drodze wynika, że większość stosuje właśnie 70-80 km/h w zabudowanym i 100-120 poza.
      Większość (nawet szaleńców, takich jak ja) zdaje sobie sprawę z zagrożenia i na wąskich lub krętych fragmentach drogi w terenie zabudowanym zwalnia do nawet 40 km/h, mimo, że dopuszczalna to nadal 50.
      Na drodze przepisy i znaki nigdy nie zastąpią myślenia. Wielu niestety o tym zapomina.

  182. ~Wieś
    21 sierpnia 2014 o 13:33

    Ograniczenia do 50,wiocha 2 domy,kurnik chodnik,ale ty jedz 50 przez 2 km bo taki palant znak postawił.droga krajowa n.Sącz Limanowa,20km linia ciągła,jakaś masakra,do tego ciota niedzielna podziwia krajobraz i oszczedza paliwo i na 90 zapier..la 65. Prawo jazdy dla kierowców,kto się boi niech busem jeździ.pora na naukę jazdy s nie na naukę zdania egzaminu.więcej godzin,wyższe koszty,wtedy nie każdy będzie się palił do kierownicy

    • ~Ilona
      21 sierpnia 2014 o 13:58

      Są takie ograniczenia, trudno. Nie wiesz co znaczy 50 na godzinę to NIE UMIESZ JEŹDZIĆ. Kierowca ma przestrzegać znaków. Czasami są one niemądrze porozstawiane, ale z tym nic nie zrobisz. Chcesz się zabić to zrób to w inny sposób, a nie jak większość idiotów zapier*** z 200km/h.

    • ~Miasto
      21 sierpnia 2014 o 14:23

      I takie teksty wskazują jaka w Polsce jest kultura słowa i jazdy. PRAWO NALEZY PRZESTRZEGAĆ. Tego typu ludzie powodują najwięcej wypadków jak ta wieś. To typowy polish hamm. Trudno mu zrozumieć że można jechać mniej niż znak pokazuje – więcej to ON ROZUMIE – ale mniej !! To nie mieści się w główce.
      Generalnie problem kultury jazdy – jeździłem w sierpniu po Francji, Niemczech i Szwajcarii – nie zapłaciłem żadnego mandatu. Inni kierowcy jeżdżą poza autostradami zgodnie z ograniczeniami – ZAPEWNIAM że też były „dziwne” ograniczenia (dwa domy i 50 km/h).
      KULTURY polish hamm – ELEMENTEM KULTURY jest przestrzeganie przepisów. A to należy wpajać od małego.

    • ~( . )( . )
      21 sierpnia 2014 o 14:30

      2 km to jeszcze pół biedy, gorsze są takie spowolnienia o długości 200 m. Pakujesz nawet te przepisowe 90, a tu taka du..a. Już nie wspomnę jak pomykasz 140 km/h, a w zabudowanym wypada zwolnić do tych 80, żeby jeszcze jakoś przeboleć, jak wyskoczy niebieski ludek zza krzaczorów :).

  183. ~MoniKa
    21 sierpnia 2014 o 13:33

    To i ja coś od siebie.
    Jestem młodym (no, 23 lata 🙂 ) kierowcą, ponieważ prawo jazdy odebrałam jakiś miesiąc temu. Zaraz następnego dnia siadłam za kółko bez instruktora.
    Wiecie co? dziękuję Bogu za takiego instruktora.
    Nieopodal mnie jest szosa „Lubelska” i jak wół znam STOP. Ale gdzie tam. Podjeżdzają, wychylają się i gazu!
    Widząc znak STOP dojeżdżam i zatrzymuję się do „zera”. Tak mnie uczono i przestrzegam tego. Jednak nie wszyscy uczyli się tego w praktyce. Widząc z daleka, że szosa jest pusta i tak się zatrzymałam i spokojnie rozejrzałam (mi się do kostuchy nie spieszy).
    Jednak para głąbów w tatusiowym BMW mało mi nie wjechała w dupsko bo byli pewni, że ruszę od razu. Pisk opon i hałas klaksonów BO JAKIM PRAWEM MOGŁAM SIĘ ZATRZYMAĆ! widziałam w lusterku ich zbulwersowanie.
    Jaka była moja radość gdy w tym samym momencie spod wiaduktu wyłoniła się policja 😀
    Zatrzymali się, mi kazali jechać a chłopaczki z pewnie nie dłuższym stażem prawa jazdy jak ja ale młodsi musieli za swoje tempo zapłacić 🙂
    Jeśli widzicie ZAWALIDROGĘ czyli kogoś kto jedzie 50 w zabudowanym i max 90 w niezabudowanym- to ja 🙂
    Możecie trąbić, nasrać mi na szybę, pokazywać wyraziście palec, czerwienić się, może wam żyłka w dupie pęknąć- olewam 🙂
    Wyjedzcie 5 minut wcześniej a nie wylewacie swoje żale i pretensje do całego świata do ludzi którzy w przeciwieństwie do Was chcą pożyć.
    Amen.

    • ~peyo
      21 sierpnia 2014 o 13:45

      kocham cie za to

    • ~Świażuszek
      21 sierpnia 2014 o 14:07

      Dokładnie ! Niestosujący przepisów mają się stosować do innych, a nie na odwrót

    • ~( . )( . )
      21 sierpnia 2014 o 14:22

      Podałaś klasyczny przykład idiotów, bo przepis jest przepisem i jeśli ktoś chce go przestrzegać, to nie można mieć mu tego za złe.
      Z drugiej strony wyrażasz opinię części społeczeństwa, która nie czerpie przyjemności z jazdy (jazda ich wręcz męczy, nudzi, sprawia niemal fizyczny ból). Zastanawiam się czasem dlaczego tacy ludzie (w miarę możliwości oczywiście) nie skorzystają z jakiegoś innego środka transportu?
      W poruszaniu się samochodem (poza terenem zabudowanym) nie chodzi w większości przypadków dojechanie 5 min. wcześniej, ale o nudę. Jadąc 90 km/h większość ludzi zaczyna dostrzegać, że potrzebują innego zajęcia, bo nie w pełni wykorzystują czas. Jedni jadą szybko (dynamika 140 km/h poza terenem zabudowanym), a inni rozglądają się po okolicy, piszą smsy, dłubią w nosie itp.
      Jeśli kiedyś zaczniesz jeździć dużo, bardzo dużo, jednym samochodem, poznasz jego możliwości i jeśli jesteś w miarę chociaż dynamiczną osobą, z pewnością dostrzeżesz problem ludzi, których obecnie uważasz za piratów drogowych.

    • ~zil
      21 sierpnia 2014 o 14:43

      Chcesz pożyć, to nie jeździj. Potem robi się kolejka za tirem, jak jedziesz 90, albo tiry Ciebie wyprzedzają. Przez takich jest najwięcej wypadków.Nie umiesz jeździć – nie jeździsz. Proste

    • 21 sierpnia 2014 o 14:54

      Tak trzymać!

  184. ~Zawalidroga
    21 sierpnia 2014 o 13:34

    Staram się jeździć zgodnie z przepisami. 60 km/h po mieście 100 km/h poza. Mąż na mnie krzyczy. Inni kierowcy nienawidzą, bluzgają. Jeden Pan raz nawet zajechał mi drogę, wysiadł z auta i rzucił się z łapami, opamiętał się dopiero na widok mojego 6-letniego synka w samochodzie. Będę tak jeździć dalej. Kilka razy uratowało ,mnie to przed wypadkiem lub mandatem. Chłopiec wybiegający za piłką na drogę przy większej prędkości na pewno miałabym to dziecko na sumieniu. Sarna wyskakująca z lasu. Rowerzysta zjeżdżający z chodnika na jezdnię. Pani wyjeżdżająca tyłem z parkingu. Wszystkie te sytuacje mnie spotkały. Przy większej prędkości miałabym niemałe kłopoty. Wyjeżdżam odpowiednio wcześniej by wszędzie zdążyć i nie mam potrzeby się spieszyć i narażać siebie a przede wszystkim innych. Tym, którym tak spieszno na drogach radzę to samo.

    • ~MM
      21 sierpnia 2014 o 13:48

      Fantazjujesz kobieto czy piszesz na zamówienie?

      • ~j23
        21 sierpnia 2014 o 16:31

        Ja jeżdżę tak samo jak Zawalidroga: 55-60 w terenie zabudowanym i 100 poza, więc czemu miałaby fantazjować. Śmieszą mnie przedstawiciele handlowi wyprzedzających wszystkich swoimi seincento czy innymi yarisami. Jeżdżę dosyć dużo po niemieckich autostradach zawsze w granicach 130-140 km/h, na tempomacie i nigdy nie zdarzyło mi się żeby ktoś mi mrugał żeby mu zjechać jak akurat ja kogoś wyprzedzałem – oczywiście dalej swoim tempem, na tempomacie. Jak tylko wjechałem do Polski (dalej autostrada, tyle, że polska) to od razu jakis nerwowy posiadacz służbowej skody mi z tyłu mrugał, żeby mu zjechać. Zadziwiające jest, że nasi rodacy poza granicami Polski jeżdżą jak potulne baranki, zgodnie z przepisami a jak tylko wjadą do Polski to od razu gaz do dechy…

    • 21 sierpnia 2014 o 14:23

      Ja Ci wierzę – jeżdże dokładnia tak samo i mam gdzieś co inni o tym sądzą. I nie jestem kobietą, a męskość mierzę inną miarę niż prędkością na drodze. Pozdrawiam i trzymaj się swego

      • ~też przepisowy
        21 sierpnia 2014 o 14:52

        Brawo za trafny komentarz. Jak ktoś ma kompleksy i potrzebę przedłużania wiadomo czego, to musi docisnąć pedał gazu na drodze publicznej. Pozostali znają swoją wartość bez takich zachowań.

    • ~Stamm
      21 sierpnia 2014 o 14:25

      W 2000 roku otrzymałem mandat za przekroczenie prędkości na obszarze zabudowanym i powiedziałem sobie, że lepiej z kolegami wypić pół litra niż płacić mandaty i to był ostatni mandat za przekroczenie prędkości. Do tej pory nie otrzymałem żadnego mandatu. Uważam że warto.

    • ~gisciu
      22 sierpnia 2014 o 07:09

      Zgodnie z przepisami w mieście jest 50 a po za miastem w zależności od rodzaju dróg. Kto Ci dawał prawko chyba Gierek.

  185. ~gisciu
    21 sierpnia 2014 o 13:37

    Jest zmowa koncernów paliwowych w Polsce. Zmowa polega na tym by sprzedawać paliwo z dodatkami zwiększającymi jego zużycie. Koncerny mające sieć w Polsce jak i zagranicą sprzedają dwa różnego rodzaju mieszanki etylin 95. Jest ono między innymi zasiarczone na stacjach sprzedawanych w Polsce natomiast sprzedawane za granicą nie zawiera w ogóle siarki. Zużycie takich paliw na 100 km też różni się w zależności od typu samochodu wahające się od 0,5 do 1 litra. Jest korzystne zarówno dla koncernów jak i dla polskiego rządu, który to czerpie profity ze sprzedaży paliw bo jak wiadomo zawiera ono akcyzę. W ten oto sposób rządy PO ratują lichy budżet, który dzięki obliczaniu metodą mediany jest manipulowany tak by stawiać bankrutujące państwo w pozytywnym świetle.

    • ~lasis
      21 sierpnia 2014 o 13:55

      @gisciu
      A koncerny jedzeniowe trują Cię na wniosek rządzących, byś wydał więcej na lekarstwa i zasilił budżet? Proponuję najpierw wizytę u psychiatry.

      • 21 sierpnia 2014 o 14:50

        Od trzech miesięcy przeprowadzam podobny eksperyment ( z tym, że jeżdżę odpowiednio o 10 km więcej niż dopuszczalna prędkość) i w pełni podzielam uwagi autora artykułu. Nie wszystkie argumenty zwolenników szybszej jazdy trafiają mi do przekonania ( np. te o jakości dróg ).
        Zachowania większości kierowców TIR-ów to oddzielny temat. Policja i Inspekcja nie radzą sobie w ogóle z tym problemem. A może ktoś z tych służb wypowie się na ten temat?

      • ~j23
        21 sierpnia 2014 o 16:06

        Ja tam nie wiem co jest dodawane do paliwa w Polsce, ale faktem jest, że jak jadę z Polski w kierunku zachodnim i zatankuję w Polsce to spalanie jest o ok. 1-1,5 litra większe niż jak jadę z powrotem do Polski i zatankuję w Holandii czy Niemczech…

  186. ~A
    21 sierpnia 2014 o 13:38

    Prowadzę swoje samochody osobowe bez przerw od 47 lat.Polskie drogi się w tym czasie znacznie zmieniły na lepsze. Jedno jest niezmienne, wszystkie prowadzą przez tereny zabudowane. Z jednej wsi się wyjeżdża, zaraz zaczyna się następna. I tak na całych 100 km trasy. Przestrzegając dokładnie przepisy, te 100 km będzie wymagało co najmniej 2,5 godziny jazdy.A drogi ekspresowe i autostrady, to na razie margines dróg w Polsce. Nie respektowanie ograniczeń wynika z prostej konieczności: albo jechać nad morze 20 godzin, albo przekraczać dopuszczaną prędkość. Inną stroną tego dylematu jest bezsensowne ograniczanie prędkości w granicach administracyjnych miejscowości, a nie tylko w terenie rzeczywiście zabudowanym, tam gdzie istnieje prawdziwe zagrożenie szybką jazdą.

    • ~Dokurobei
      21 sierpnia 2014 o 13:48

      No trochę tych autostrad i dróg ekspresowych już jest. Nawet lepiej nadłożyć drogi i pojechać nimi niż najkrótszą drogą.
      Z Krakowa do Warszawy jadę przez Częstochowę, ale po drodze mam tylko jeden krótki fragment drogi jednojezdniowej (obwodnica Żyrardowa – chociaż i tak nowoczesna ogrodzona, bez pieszych i z pasami do wyprzedzania), a jadąc 7 przez Radom to pewnie bym już osiwiał, nastukał punktów, przejechał kilku rowerzystów, rozwalił samochód itp.
      W sumie przyjeżdżam pewnie kilkadziesiąt minut wcześniej, bezpieczniej i wypoczęty, chociaż na pewno jest drożej, bo i autostrada płatna i prędkości wyższe.

    • ~Marcin
      21 sierpnia 2014 o 14:52

      Szanowny Panie, ja prowadzę samochód tylko od 18 lat, w godzinę robię spokojnie 60 km, przestrzegając ograniczeń prędkości. Dodatkowo tak się składa, że firma w której pracuję od 2008 roku ma siedzibę nad rzeczony morzem. W tym przypadku 560 km które mam do pokonania, respektując przepisy drogowe, plus dwie przerwy to 9/10 h jazdy. Każdy potrafi się ładnie wytłumaczyć przed samym sobą. Zatem może zacznijmy jeździć na czerwonym – bo przecież może akurat być pusto na skrzyżowaniu i po co czekać tracąc cenny czas. Jako, że jestem zmuszony jeździć dużo samochodem, przed każdym wyjazdem zastanawiam się czy dziś znów mi się uda przeżyć – czy rozwali mnie taki jeden co to mu się spieszyło gdzieś…

      • ~j23
        21 sierpnia 2014 o 16:01

        Marcin, Twój przykład właśnie obrazuje jak długo zajmuje przejechanie jakiegoś odcinka w Polsce. Twoje 560 km w 9/10 godzin daje średnią prędkość 56-62 km/h, czyli to tak jakbyś cały czas jechał w terenie zabudowanym. Ja dla porównania jadąc przez Niemcy do Holandii przejeżdżam 840 km (z czego tylko 70-80 km poza autostradą) w 8/9 godzin (w tym 4/5 przerw) – na autostradzie nie jadę więcej jak 130-140 km/h (a i tak jestem jednym z najszybszych), przestrzegam wszystkich ograniczeń prędkości (tak, tak, na niemieckich autostradach też są ograniczenia prędkości) i mam średnią prędkość w granicach 105-110 km/h. Dla porównania podobny dystans w Polsce (870 km, w tym ok 350 km autostradą) robię w 14-15 godzin

  187. ~eeetam
    21 sierpnia 2014 o 13:39

    widziałem kiedyś wypowiedź lekarza z pogotowia,powiedział,że 70 % wypadków do których jeździ powodują kobiety.To nie prędkość zabija tylko brak rozumu i umiejętności jazdy.Jak widzę jak kobiety jeżdżą (i niektórzy faceci),to dziwię się jaki tuman dał im prawo jazdy.

    • ~kobieta
      21 sierpnia 2014 o 13:53

      Od 20 lat jeżdżę samochodem i jedyną stłuczkę jaką miałam to spowodował facet. Wara od kobiet.

      • ~eeetam
        21 sierpnia 2014 o 13:57

        na pewno to wina faceta ? czy tak orzekła policja,bo to nie to samo.

      • ~PE
        21 sierpnia 2014 o 14:27

        „To nie prędkość zabija tylko brak rozumu”. Oczywiście „kobieto” – stanowisz samodzielną, jednoosobową statystyczną grupę reprezentatywną dotyczącą tej kwestii na całą Polskę… ręce opadają…

      • ~Pokorny
        21 sierpnia 2014 o 16:47

        Tak. Ja też jeżdżę od 20 lat i nawet spowodowałem stłuczkę w której poszkodowana była kobieta – z mojej winy oczywiście.
        A sytuacja była prosta staliśmy oboje na podporządkowanej do skrętu w prawo, ona przede mną, staliśmy dość długo i patrzeliśmy w lewo, kiedy na drodze z pierwszeństwem zrobiło się pusto ja ruszyłem, ale ona nie. Fakt moja wina.
        Pokornie przepraszam.

      • ~nolepiok
        21 sierpnia 2014 o 19:32

        Czyżbyś pomyliła lewarek zmiany biegów z odstającą częścią garderoby współpasażera?
        Wara od mężczyzn-przynajmniej w trakcie jazdy.

    • ~hmhm
      21 sierpnia 2014 o 14:17

      Ty nawet nie rozróżniasz stłuczki od wypadku – bo stłuczki rzeczywiście często powodują kobiety (bo nie szaleją za kierownicą) natomiast najczęściej sprawcami wypadków (porównaj sobie prędkości) są faceci…

      • ~eeetam
        21 sierpnia 2014 o 14:24

        nie trzeba szaleć za kierownicą,żeby być sprawcą wypadku,wystarczy jechać bezmyślnie,nawet 20km/h.

  188. ~Gierek
    21 sierpnia 2014 o 13:42

    Dobra, może być 50 km/h w terenie zabudowanym, ale powinno być tylko tam! Natomiast 1/3 znaków w Polsce z ograniczeniem 50 km/h nie ma żadnego pokrycia z rzeczywistością. W oddali w polu stoją 3 domy na krzyż, a oni stawiają znak teren zabudowany. Jakieś bezmózgi stawiają znaki, albo robią to z premedytacją żeby móc później wyciągać pieniądze od kierowców za przekraczanie dozwolonej prędkości. Najpierw oczyścić drogi z beznadziejnych ograniczeń, a dopiero potem wymagać przestrzegania przepisów.

    • ~stan
      21 sierpnia 2014 o 14:08

      To prwda. Właśnie poraz kolejny wróciłem z Chorwacji, omijając Słoweńską autostradę, Czyli przejechałem kawałek Austrii i Słowenii przez wioski i miasteczka.
      W Austrii poza terenem zabudowanym prędkość dopuszczalna to 100km/h, a jeślisą try domy na krzyż, to stoi 70 ew. 80. Da się?
      W Słowenii troszkę gorzej, bo i asfalt jak u nas, ale też jakby mniej bezsensownych ograniczeń.

  189. ~grzegorz
    21 sierpnia 2014 o 13:47

    Goraco polecam pojezdzenie sobie w UK. Najnizsze mandaty teraz za parkowanie to 100GBP i to gdy zaplacisz wciagu 7dni.
    Tutaj sie nauczylem jezdzic grzecznie nawet motocyklem, gdzie w PL to juz jakies wariactwo sie dzieje!!
    Nawet moj tato ostatnio zauwazyl ze cos grzecznie jezdze jak wracam do Kraju 😉
    Ogolnie sobie mnostwo stresu sami sobie kreujemy w PL tym jezdzeniem. Nigdzie szybciej nie dojedziesz, a stresu w cholere…

    Pozdr

  190. ~kierowca komunikacji miejskiej
    21 sierpnia 2014 o 13:48

    Ja też zacząłem kiedyś jeździć zgodnie z przepisami. Po dwóch miesiącach miałem rozmowę z kierownikiem ruchu, podczas której dowiedziałem się, że prowadzę nielegalny strajk włoski i że jeśli nie przestanę się wygłupiać, to szybko mi podziękują za pracę, Ponieważ wciąż spłacam kredyt mieszkaniowy, wybrałem mniejsze zło i przestałem się wygłupiać z dalszą jazdą zgodnie z przepisami. Wolę płacić mandaty i zbierać upomnienia niż stracić źródło utrzymania.

    Pracuję w firmie, która wykonuje przewozy dla Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie. Zarząd Transportu Miejskiego układając swoje rozkłady jazdy nie przewiduje takiej możliwości, że kierujący będzie stosował się do przepisów ruchu drogowego. Każdy kto próbuje realizować rozkład jazdy ZTM musi łamać przepisy. Każdy kto próbuje przestrzegać przepisów, będzie się opóźniał względem rozkładów jazdy ZTM. Jeśli opóźnienie względem rozkładu przekroczy 3 minuty, ZTM uznaje kurs za wadliwy i nakłada na przewoźnika karę umowną. Jest więc jasne, że kierowcy stosujący się do przepisów, przynoszą przewoźnikowi straty finansowe i stąd taka a nie inna reakcja mojego kierownika.

    Zarząd Transportu Miejskiego, w majestacie prawa, zleca odpłatne popełnianie wykroczenia i nikt nie chce nic z tym zrobić. Ukarany zostanie tylko i wyłącznie kierujący pojazdem, niezależnie od tego czy stosuje się do przepisów, czy nie. Czy to nie demoralizujące?

    • ~Dominik
      21 sierpnia 2014 o 13:56

      Bardzo ciekawy i odważny wpis! Dzięki! Sprawa co najmniej kuriozalna, ale niestety boję się, że o tym ZTM nie myśli…

    • ~też przepisowy
      21 sierpnia 2014 o 14:47

      Kierowco komunikacji miejskiej.. Jak kiedyś z powodu twojej prędkości ktoś zginie, bo nie zdążysz w porę zareagować, to kredyt będzie twoim najmniejszym zmartwieniem. Naślij na swojego pracodawcę prokuratora. Może zmądrzeje, zwłaszcza, że to instytucja miejska – chętnych na jego stanowisko jest wielu.

  191. ~Horgen ZH
    21 sierpnia 2014 o 13:59

    Jest bardzo proste rozwiazanie: wszyscy jednoczenie musieliby sie zgodzic na taki eksperyment. Wtedy wszyscy w miescie jechaliby 50, poza terenem zabudowanym 90 a na autostradzie 140 km/h. Wtedy system by dzialal i nie byloby zgrzytow. Dlaczego moze to dzialac i dziala w Szwajcarii i np. krajach Skandynawskich, ale rowniez w wielu krajach Europy Zachodniej? Wystarczy zaczac walic mandaty po pare tys. €, konfiskowac auta i wsadzac niuepokornych do pierdla, to system szybko sam sie wprowadzi.

    • ~mc
      21 sierpnia 2014 o 14:04

      Jak sie wszystkich do wiezien zamknie, to nie bedzie przestepstw… Fajnie, nie? Tylko kogo wybierzemy sobie na straznika…

      • ~Horgen ZH
        21 sierpnia 2014 o 15:17

        Wszystkich od razu nie zamkna. Jak pojdzie siedziec pierwsze 20%, to pozostale 80% szybko sie zreflektuje i zdejmie noge z gazu. Mieszkam w Szwajcarii od wielu wielu wielu lat.Owszem, na poczatku dostalo sie pare razy mandat, ale to zwykle za wykroczenie 1-5 ew. max 6-10 km (oczywiscie po korekcie). Czasami noga drgnela i cyk… jest fotka… za 1 km ekstra w terenie zabudowanym 40 frankow, czyli na polskie ok. 130 zl. Nie ma tlumaczen, placic trzeba. Przekroczyc bez wiekszych konsekwencji wolno ci do 15 km/h w miescie i do 25 km/h na autostradzie. Placisz wtedy ok. 800 PLN na wasze, nie ma zadnych punktow. Jezeli wyjdzie odpowiednio 15+1 ew. 25+1, to juz sad, sprawdza ktos taki, ile zarabiasz itd. Zwykle wtedy mandacik juz idzie w tysiace a i prawko mozna na ladnych pare miesiecy stracic. Jakis czas temu wprowadzono u nas program „Via Sicura” (bezpieczna droga), ktory ma debili eliminowac, czyli tych, co znacznie przekraczaja: utrata prawa jazdy, utrata pojazdu i minimum 2 lata do ciupy.

        • ~( . )( . )
          21 sierpnia 2014 o 15:49

          I co @Horgen ZH, udało się im wyeliminować wypadki, choćby te ze skutkiem śmiertelnym? Cały czas mają z tym problem, choć na pewno mniejszy niż u nas.
          Tam występuje jednak inny czynnik, dużo ważniejszy (a przynajmniej tak sądzę, bo nie zapuszczam się do krajów, w których każą ludziom jeździć poniżej 100 km/h :P). Tam ludzie za pewne nie starają nie nikomu udowodnić, że to oni mają pierwszeństwo. Jak ktoś się pomyli, to ten drugi bierze pod uwagę, że musi pomóc w naprawie błędu, bo może nie przeżyć.
          W Japonii jest taki „zwyczaj”, że obdziela się kierowców częścią winy za spowodowanie wypadku. Może w takiej sytuacji podejście by się w Polsce zmieniło. Ktoś wymusił pierwszeństwo, ale ja miałem dość czasu na zatrzymanie się, więc w razie wypadku ponoszę 30% winy (koszty, kary itp.). To samo z wyprzedzaniem – ktoś się nie zmieścił i nie zdążył wrócić na swój pas, a ja nie zjechałem na pobocze, żeby naprawić jego błąd, więc ponoszę 40% winy.
          Ograniczenia prędkości nie zastąpią myślenia, bo jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy.
          Z drugiej strony, pewien polityk zażartował kiedyś, że wyższa prędkość to krótszy czas przebywania na drodze, a co za tym idzie mniejsze prawdopodobieństwo wypadku.

          • ~Horgen ZH
            21 sierpnia 2014 o 16:25

            W zeszlym roku zginelo cos kolo 15 osob.

          • ~Horgen ZH
            21 sierpnia 2014 o 16:26

            Sorry, 150 osob

    • ~jass
      21 sierpnia 2014 o 14:09

      Można, i będzie szybciej, kiedy wszyscy pojedziemy o 20 więcej.

    • ~Kuba
      21 sierpnia 2014 o 14:12

      W tych krajach są też drogi po których kilometrami możesz jechać 90 lub 100 i nie zwalniać. A w Polsce co 500m masz znak informujący o innej dopuszczalnej prędkości.

    • ~None
      21 sierpnia 2014 o 14:12

      W innych krajach to działa, bo MAJĄ INNE DROGI.
      Jak Niemiec jedzie z jednego końca kraju na drugi, to jedzie autostradami kilka godzin.
      Jak Polak jedzie z jednego końca kraju na drugi, to jedzie dziurawymi, jednopasmowymi drogami, KILKANAŚCIE GODZIN (jadąc zgodnie z przepisami).
      Jak będziemy mieli normalną sieć dróg, to ludzie nie będą czuli potrzeby „nadganiać” przez wioski, bo zaoszczędzą parę godzin jadąc większą część trasy autostradą.
      W tym nie ma żadnej magii, a i mandaty nie są potrzebne. Potrzebne są drogi.
      Ah – no i jeszcze potrzebne są racjonalnie ustawiane ograniczenia, a nie robienie pirata drogowego i „mordercy” z kogoś, kto jechał 80 km/h piękną, nową dwupasmową drogą, na której ktos „zapomniał” zdjąć ograniczenie do 40 km/h z czasów budowy.

      • ~Pers
        21 sierpnia 2014 o 14:43

        To kompletne bzdury. Pomijając jakość dróg, jedyną rzeczą zmuszającą kierowców do jazdy zgodnej z przepisami jest karanie wykroczeń drogowych. W takiej Szwajcarii za przekroczenie prędkości powyżej 50km/h idzie się do pudła. Ale może Szwajcaria za daleko… Proponuję Słowację, od czasu wprowadzenia wysokich mandatów, bez jednoczesnej zmiany stanu dróg, oznakowań, itd nagle wszyscy zaczęli jeździć zgodnie z przepisami. Nawet dwóch moich znajomych, którzy w Polsce rzadko schodzą poniżej 100km/h w terenie zabudowanym, przekraczając granicę natychmiast zwalnia do 50km/h. Na moje pytanie „co się stało” odpowiedź jest prosta: „Ty wiesz jakie tu są mandaty”
        Teraz już wiem, obaj zapłacili w przeliczeniu po ponad 2500zł, i nie było żadnych tłumaczeń, rozmów, negocjacji itd, trzeba było zapłacić na miejscu i bez zbędnych dyskusji.
        Do wszystkich którzy używają argumentu „…a bo u nas drogi są złe…” Jeśli są złe to trzeba jeździć wolniej!

        • ~( . )( . )
          21 sierpnia 2014 o 15:58

          Na szczęście są różne metody walki z tego typu idiotyzmem. Nie wysokość mandatów powinna motywować, ale świadomość wszystkich uczestników ruchu. Proponuję zamiast mandatu ustawić przeszkodę na drodze (np. za zakrętem z ograniczeniem do 50 km/h ustalić ciężarówkę). To lepiej działa na wyobraźnię.
          Twórcy przepisów powinni jednak brać pod uwagę naturę ludzką – ta ciężarówka tam nie powinna stać (no bo jakie jest prawdopodobieństwo, że akurat się zepsuła). Zamiast tego ograniczenie powinno wynosić 70-80 km/h + nałożony obowiązek ustawienia w opisanej wyżej sytuacji ostrzeżenia o przeszkodzie za zakrętem (dla przypomnienia, do tego służy trójkąt).

        • ~None
          21 sierpnia 2014 o 21:50

          Skąd w niektórych taka potrzeba karania i dojenia innych ludzi?
          Ja rozumiem, że „płemieł” chce zarobić na mandatach, więc wygląda to tak, jak wygląda.
          Ale jeszcze raz powtarzam: ZANIM wprowadzimy mandatowy terror na drogach, może by tak najpierw popracować nad drogami i zracjonalizować przepisy? Wyeliminować zbędne znaki, zweryfikować RACJONALNIE ograniczenia i dopiero wtedy karać.
          Zastanów się, co się stanie, jeżeli w tym państwie wprowadzimy mandaty po kilka tysięcy, przy obecnym stanie prawnym. Zaczną po prostu stawiać absurdalne ograniczenia WSZĘDZIE. Będziesz miał 2 pasmową drogą poza terenem zabudowanym i „przypadkiem” ktoś zostawi tam ograniczenie do 30 km/h, a jeszcze większym przypadkiem 24/7 będzie tam stał radiowóz z suszarką, a za chwilę fotoradar „straży” miejskiej (w końcu miasto też musi zarobić, nie tylko budżet centralny).
          Dopóki Polska nie stanie się „państwem prawa” (bo dzisiaj nim NA PEWNO nie jest), podniesienie mandatów będzie się równało maksymalnemu dojeniu kierowców.
          Prawo to nie jest rzecz święta. Prawo uchwalają ludzie i w Polsce jakoś dziwnym trafem uchwalają je nie dla obywateli, a przeciwko nim (ew. dla swojego zysku). Ukróćmy najpierw urzędniczą samowolę (np. w stawianiu absurdalnych znaków) i na drogach zrobi się bezpieczniej.
          Nawet jak ludzie zaczną jeździć przepisowo, to politycy i urzędnicy coś wymyślą, żeby dalej zarabiać. Nagle okaże się, że tam gdzie do teraz było 50 km/h, TRZEBA zrobić 30 albo i 20 km/h. I w końcu ludzie znowu zaczną łamać przepisy.
          Im nie chodzi o to, żeby było bezpiecznie na drogach. Im chodzi o to, żeby WALCZYĆ (i tylko walczyć!) o „bezpieczeństwo” na drogach.

    • ~SKandar
      21 sierpnia 2014 o 14:25

      Bzdury piszesz – znam drogi gdzie wybudowano mini obwodnicę i kilka lat po oddaniu jej pojawiły się stodoły dla b-ła a za nimi ograniczenia szybkości. Powinno się karać tych co dają zezwolenia na takie budowy. To jest marnowanie pieniędzy publicznych i powinno być ścigane i karane przez sądy. POZDRAWIAM…

  192. ~Kuba
    21 sierpnia 2014 o 14:08

    Wszyscy mówią, że w Niemczech jeździ się przepisowo tylko zauważcie, że tam w przeciwieństwie do Polski jest coś takiego jak teren niezabudowany i można tam się poruszać 100km/h. Natomiast w Polsce teren zabudowany jest wszędzie. W najmniejszej wiosce nikt nie wpadnie na to, żeby wytyczyć boczną drogę tylko wszystkie domy stoją przy głównej. Im bliżej tym lepiej. W rezultacie prawie wszędzie jest teren zabudowany. W rezultacie kierowcy jadący w dalszą drogę mają alternatywę, albo w d.. przepisy, albo dwa dni w podróży.

  193. ~ole
    21 sierpnia 2014 o 14:10

    A czy ktoś z Was zwrócił uwagę na to, że te same ograniczenia prędkości obowiązują przy dwu odmiennych porach roku? Jestem kierowcą, który stara się dostosowywać swoją jazdę do panujących warunków (nie tylko atmosferycznych). Bardzo słusznie ktoś zauważył, że wypadki są głównie spowodowane bezmyślnością – nie tylko samych kierowców, bo i pieszych i rowerzystów. Natomiast przykłady idiotycznych ograniczeń prędkości można mnożyć na potęgę, zwłaszcza takich, gdzie dziwnym zrządzeniem losu, w krzakach czyhają niebiescy.

  194. ~Krzysztof
    21 sierpnia 2014 o 14:16

    Owszem, na tzw. zachodzie kierowcy przestrzegają ograniczeń, ale maja świadomość, że oznakowanie drogi im pomaga, zabezpiecza przez wypadkiem. tak gdzie to jest uzasadnione jest 50, ale w inny miejscu 80 – 100. Miasto, czyli obszar zabudowany, ulica czteropasmowa, u nas 50 w Niemczech zazwyczaj 80 – 90. To, co gdzie indziej nie do pomyślenia – kończą się jakieś prace na drodze zdejmuje się ograniczenia, u nas – pozostają. Trzy domy na krzyż – obszar zabudowany. Obszar zabudowany w większości miast i wiosek zaczyna się daleko poza faktycznymi zabudowaniami. Dlaczego? A no dlatego, żeby było gdzie kasować. Lekki zakręt – ograniczenie od 70, mocniejszy -50. Spokojnie przejeżdża się odpowiednio 100 i 70 -80. Kto będzie przestrzegać bzdur.
    Dalej – idiotyczne malowanki na drodze, nie tak i nie tam gdzie potrzeba. Szeroką ulicę np. Toszecką, Tarnogórską w Gliwicach zamiast płynnie rozprowadzić lewoskręt, to naprzód zwęża się ją malowaną wysepką po to by na długości 5-6 samochodów wydzielić lewoskręt. Ponieważ sygnalizatory kierują oddzielnie ruchem na wprost i w prawo oraz w lewo. skrzyżowanie się korkuje, bo zawsze znajdzie się ktoś przestrzegający malowanek i zablokuje pas na wprost bo na lewy jeszcze nie może wjechać.
    generalnie brak rozwiązań typu zielona fala wymuszających płynną jazdę z szybkością np 50-60 km/h.
    Te same Gliwice. Przelotowa ulica Opolska. Co 100 – 200 m skrzyżowania sterowane światłami. Pierwsze z ul. Lipową, 300 m dalej z Witkiewicza, 100 m dalej z Tarnogórską, W szczycie wszytko stoi, bo na każdym ze skrzyżowań w innym rytmie następuje zmiana świateł.
    Dalej Gliwice – wyjazd w kierunku Pyskowic, ok. 5-6 km przez las, zero zabudowań, ale to obszar zabudowany!
    Takich przykładów są tysiące.
    Naprzód trzeba sensownie oznakować drogi, potem wymagać od kierowców. A właściwie nie będzie czego wymagać – sami przekonają się, że oznakowanie ma sens i zaczną go przestrzegać.

    • ~tjStudnicki
      21 sierpnia 2014 o 14:55

      NIE MAM NIC DO DODANIA.
      Serdecznie pozdrawiam i analiza w środek tarczy !!!
      P.s.
      … Jedynie kryptoreklamę w TV, codzienną, że przy 50km/h = życie ; zaś 60km/h = śmierć !!! „olewam” , bo myślenie jest cechą ludzką , a nie propagandzistów, którzy chcą usankcjonować administracyjną głupotę [polityka mandatowa] i bawić się w ZBAWICIELA !!! – niestety naszym kosztem.

      • ~Łukasz
        21 sierpnia 2014 o 15:07

        To ja jeszcze dodam, że w TV głoszą 50 km/h -tak, 60 km/h – nie, ale nikt nie pomyśli, że latem – opony letnie, zimą zimowe. U nas jest latem letnie – tak, zimą letnie – tez tak. Już dawno powinien być obowiązek jazdy zimą na zimówkach.
        Co do wypowiedzi Pana Krzysztofa to ja powiem tylko jedno – AMEN. 100% racji

        • ~( . )( . )
          21 sierpnia 2014 o 15:33

          Jest jeszcze rynek opon wielosezonowych i gwarantuję Ci, że dla większości ludzi, którzy po mieście przejeżdżają samochodami segmentu A poniżej 10 tys. km rocznie jest to rozwiązanie wystarczające.

    • ~Roman
      21 sierpnia 2014 o 15:06

      art. 5.2.48.2 Ustalenie granic obszaru zabudowanego:
      „Granica obszaru zabudowanego wyznaczonego znakiem D-42 powinna być
      powiązana z występującą wzdłuż drogi zabudową o charakterze
      mieszkalnym i występującym na drodze ruchem pieszych.
      Znak D-42 powinien być umieszczony w pobliżu miejsca, w którym
      następuje wyraźna zmiana charakteru zagospodarowania otoczenia drogi.
      Znak D-42 powinien być powiązany z takimi elementami
      zagospodarowania drogi, jak :
      – początek chodnika,
      – wyjazdy bramowe z posesji,
      – pas postojowy lub parking wyznaczony wzdłuż jezdni,
      – skrzyżowanie.
      Jako obszar zabudowany nie powinny być oznakowane miejsca, w których:
      – zabudowa mieszkalna jest oddalona od drogi i nie jest z nią
      związana,
      – strefy przedmieść, w których zabudowa ma charakter handlowo-
      usługowy (hurtownie, warsztaty, duże sklepy), jeżeli nie wiążą się z
      nią intensywny ruch pieszych w pobliżu drogi,
      – występujący ruch pieszych wynika jedynie z lokalizacji przystanku
      autobusowego, skrzyżowania dróg lub ma charakter sezonowy.”

      Co z tego wynika? Z tego, że jeśli dostaniesz mandat w lesie, gdzie stoi znak teren zabudowany, to można się od tego odwoływać.

    • ~benek
      21 sierpnia 2014 o 15:51

      Święte słowa !!! Jestem często w Gliwicach, jeżdżę właśnie tymi ulicami i jest masakra-dokładnie tak jak piszesz. Jakiś idio..ta lub wielu układa sygnalizację w sobie tylko wiadomy sposób bez żadnej logiki. Na Toszeckiej, na całej długości rośnie las, a tam wiecznie stoją z radarem.Jako kierowca mam staż ponad 40 -sto letni, jeżdżę codziennie, często za granicą, więc mam porównanie jak jest gdzie indziej, a jak u nas. Za granicą nawet nasza młodzież w bejsbolówkach potrafi jechać zgodnie z przepisami, natomiast wjeżdżając do Polski, zmieniają się w „miszczów prostej”. Szkoda gadania i pisania.

  195. ~eeetam
    21 sierpnia 2014 o 14:17

    obok miejsca gdzie pracuję jest supermarket i czasami dla rozrywki popatrzę sobie co kobiety wyprawiają jak do niego przyjeżdżają,wystarczy nagrać i komedia gotowa,KTO IM DAŁ PRAWO JAZDY.

  196. ~monk
    21 sierpnia 2014 o 14:21

    czytam komentarze i wszystkie wydają się rozsądne, tych ostrożnych i lubiących prędkość i zastanawiam się, gdzie zatem są ci, przez których jazda staje się bolesna.Ja dzielę ich na 3 gr. , pierwsza -chamy, druga -osoby nie znające przepisów i trzecia – nauczyciele „ja cię nauczę jezdzić”

    • ~xxx
      21 sierpnia 2014 o 14:40

      Ja bym dorzucił 4 grupe luzaka , szpanera czyli człowiek który lansuje się tym co ma i ma wywalone na innych dużo przepuszcza innych przyblokowuje chamów puszcza motocyklistów twierdzi że mu się nie śpieszy a i tak jeździ po 120-130.
      oraz 5 grupe rajdowcy czyli przysłowiowym starym polonezem i ostatkiem sił w dziwnym miwjscu wyprzedzi by później i tak nie rozpędzić się więcej jak 110 bo maszyna nie daje rady

    • ~( . )( . )
      21 sierpnia 2014 o 15:26

      Myślę, że Twój podział jest troszkę subiektywny. Obstawiam, że:
      chamy – 90% to ludzie, którzy trochę przecenili swoje możliwości (np. nie zmieścili się w 100% poprawnie podczas wyprzedzania), ale był to jednostkowy wybryk, pomyłka, sami się za takie postępowanie zbesztali
      osoby nie znające przepisów – 70% to ludzie, którzy nie zauważyli znaku, zagapili się (w tym z nudów spowodowanych wolną jazdą), ale był to jednostkowy wybryk, pomyłka, sami się za takie postępowanie zbesztali
      nauczyciele – 90% to ludzie, którzy moim skromnym zdaniem stanowią największe zagrożenie na naszych drogach, bo powyższe 2 grupy zawsze będą się pojawiać, a jeśli ktoś daje niejednoznaczne sygnały (np. zawczasu nie da znać, że jest skłonny zrobić trochę miejsca), to zwykle kończy jako uczestnik zderzenia czołowego lub osobnika zwiedzającego rowy.
      Z ostatniej grupy pozostałe 10% to niestety ludzie, którzy (nie wiem czy z nudów czy innych pobudek) akurat nie patrzyli na drogę (może przy 140 km/h szukali czegoś w schowku od strony pasażera) i tylko odczytałeś to jako próbę nauczenia Cię porządku :P.

  197. ~Solberg
    21 sierpnia 2014 o 14:29

    Gdyby w naszym kraju istniały tory wyścigowe takie z prawdziwego zdarzenia i organizowały dni otwarte to kierowcy pewnie mieli by gdzie wyładowac swoją agresje , wypróbowac swoje samochody i zobaczyc że jednak nie są najlepsi za jakich się uważają ! Wszyscy chcą się wyszalec tylko nie ma gdzie!

    • ~pfLeming
      21 sierpnia 2014 o 14:42

      Jeśli uważasz, że to taki dobry biznes, to poszukaj chętnych do inwestowania, w końcu wychodzi na to, że to nisza, więc zysk gwarantowany. No chyba, że uważasz, że to Państwo ma budować te tory za nasze wspólne pieniądze żebyś Ty mógł sobie szybko pojeździć. Nie wiem, o która wersji myślisz…

  198. ~Rabarbar
    21 sierpnia 2014 o 14:31

    Wróciłem z Niemiec w tym kraju 90% kierowców (a może 95%) jeździ zgodnie z przepisami a reszta szaleje. U nas 5-10% kierowców jeździ zgodnie z przepisami a reszta szaleje. O co chodzi?

  199. ~Rabarbar
    21 sierpnia 2014 o 14:34

    Dawno temu jechałem samochodem (Fiat 125p) na Węgrzech. Zobaczyłem znak ograniczenia prędkości do 50 km/h wszedłem 60 i o mało co nie wypadłem z drogi. W Polsce jest ograniczenie do 50 przed zakrętem wchodzę 80 i jest OK. O co chodzi?

  200. ~jacek
    21 sierpnia 2014 o 14:35

    a ja jeżdżę tak:
    Ograniczenie do 50 jadę 60 . Jak 90 to jadę 100. Ale gdy nie ma znaków.. jadę ile wlezie xd
    Dobrze się przy tm bawię nigdy nie miałem kolizji/ wypadku ani mandatu 😀

  201. ~st.lef
    21 sierpnia 2014 o 14:39

    W miniony długi weekend byłem z rodzina w Niemczech. Przejechałem w obie strony około 1600 km. z tego jakieś 50 km drogami lokalnymi zgodnie z przepisami. Pozostałe kilometry to tylko autostrady i byłem mocno zdziwiony bo jadąc autostradą 120 – 130 km/h bardzo mało samochodów mnie wyprzedzało a większość jechała z podobną prędkością jak ja. Po drodze wyprzedzałem tylko TIRy. Wróciłem do domu zadowolony z komfortu jazdy, jadąc spokojnie moje auto spaliło w tamtą stronę 5,1 l/100km a z powrotem 5,0 l/100/km. Wjeżdżając do Polski nie musiałem czytać tablicy Granica Państwa po prostu wiedziałem, że jestem w Polsce po zachowaniu kierowców oraz zjechaniu z autostrady na drogi tzw krajowe

    • ~Kriss
      21 sierpnia 2014 o 15:14

      To ciekawe bardzo bo ja po Niemczech zrobiłem tysiące kilometrów i nawet przy 200 km/h potrafią wyprzedzać bez problemu, tak samo jak jadąc lewym pasem miałem zajeżdżaną drogę wielokrotnie przez tych „kulturalnych” Niemców. Może Ty w jakimś matrixie byłeś?

      • 21 sierpnia 2014 o 20:44

        Od dziś mogą przechodzić mandaty za przekroczenie prędkości w krajach UE. Szykuj euro.

    • ~mieetek
      21 sierpnia 2014 o 18:08

      Człowieku w DE normalna prędkość na autostradzie to 150-160
      Wszyscy tak jadą.
      120-130 nikt się nie wlecze

    • ~Jola
      21 sierpnia 2014 o 20:01

      Wszyscy tak strasznie narzekają na te polskie drogi, takie złe, okropne, nie można nimi jeździć. Od ponad 5 lat jeżdżę po drogach Irlandii, ostatnio nagrałam filmik, żeby pokazać te „wspaniałe, zachodnie” drogi, drogi są koszmarne( tu w IE), brak pobocza(krzaki albo murki), kręte, z kiepską nawierzchnią i przede wszystkim bardzo wąskie, dwa auta osobowe mają problem, żeby się minąć. N-ki (100km/h) jako takie ale R-ki(80km/h) to katastrofa, nie wspominając L-ek. A wypadków dużo mniej, mniej ofiar śmiertelnych. To nie drogi, to ludzie, głupia ułańska fantazja.
      Piszę też o sobie, lubię szybka jazdę i często się wkurzam, na „spowalniaczy”

  202. ~eeetam
    21 sierpnia 2014 o 14:39

    gdyby prędkość zabijała,to nie byłoby ani jednego żywego kierowcy wyścigowego,a gdyby zwykli kierowcy potrafili choć w połowie jeździć tak jak rajdowcy to nie byłoby wypadków.

    • ~Zonk
      21 sierpnia 2014 o 14:53

      To chyba najgłupsza wypowiedź w tej dyskusji. Gratulacje…

      • ~Aikanaro
        21 sierpnia 2014 o 15:14

        Wcale nie najglupsza, a jedna z madrzejszych. Kierowca rajdowy musi miec dobry refleks, znac samochod ktorym sie porusza, a przede wszystkim odczuwac szacunek do tej maszyny. Bo jesli tego szacunku do maszyny nie ma to szybko laduje np. na drzewie. Mnie przeraza bardziej to, ze ludzie potrafia pedzic samochodami z oponami szerokosci niewiele wiekszej niz podeszwa ich buta od ludzi jadacymi autami ktore sie rzeczywiscie nadaja do szybszej jazdy…

        • ~bolo
          21 sierpnia 2014 o 22:25

          to najlepiej widać po Kubicy. Ile on rajdów ukończył bez wypadku?

      • ~RG
        21 sierpnia 2014 o 15:17

        A może nawet najmądrzejsza, tylko jej nie zrozumiałeś 🙂

      • ~mieetek
        21 sierpnia 2014 o 18:11

        Nie pisz już nic proszę……
        To nie prędkość zabija tylko jej nagła utrata…..

    • 21 sierpnia 2014 o 20:41

      Im się niestety tylko wydaje, że potrafią.

    • ~adam
      22 sierpnia 2014 o 12:08

      Rajdowcy na rajdach rozwalają się wzmocnionymi samochodami siedząc w kasku w klatce bezpieczeństwa.
      Sytuacja na drogach jest bardziej skomplikowana i nieprzewidywalna niż sytuacja na torze wyścigowym.
      To tylko 2 podstawowe różnice.

      W kwestii bezpieczeństwa dogonimy Europę zachodnią gdy u nas przybędzie fotoradarów (mamy tylko ułamek tego co mają na zachodzie) i gdy kary będą dotkliwsze. Taki niemiec wie że nie warto przekraczać prędkości bo jest dużo fotoradarów i kontroli policji a np. za przekroczenie prędkości o conajmniej 31 km/h dostanie 1 miesiąc zakazu prowadzenia pojazdu (plus mandat i punkty)

  203. ~hdbz
    21 sierpnia 2014 o 14:43

    Czlowiek bezwzglednie podporzadkowujacy sie cudzym zakazom nakazom i opiniom to czlowiek przytempawy nie zdolny do samodzielnej oceny rzeczyistosci i warunkow. Polacy to inteligentny narod uczony przez wieki jak radzic sobie z najezdzca zaborca czy glupia wladza. Dzis nie mamy szacunku do prawa bo znow prawo jest glupie i zupelnie nie przystaje do rzeczywistosci. Wlacz sie instynkt i to widac nie tylko na drodze. Naprawde wiele w naszym kraju sie dzieje nie tak jak powinno. Winny jest rzad ktory uwaza ns za debili zmuszajac do samodzielnej oceny wszystmiego i jednoczesnie dajac mozliwosc olewania sie bo brak mu srodkow na zlamane nas a nawet gdyby mial srodki … itak sie nie uda nas zmusic do czegokolwiek. Jedynym rozwiazaniem jest unormalnienie kraju co samoistnie przekona ludzi ze prawo nie jest przeciw nam. A wtedy duza szansa ze polacy se coonieco dostosuja. Zakazy i nakazy dzialaja na nasz narod jak plachta na byka. Dzialamy na przekor.

    • ~arturius
      21 sierpnia 2014 o 15:19

      Brawo 🙂
      Jedną z najważniejszych zasad prawa jest świadomość społeczna akceptująca lub negująca pewne zachowania. Francuzi budując nowe osiedla, przypatrują się jak wędrują ich potencjalni mieszkańcy, i na tych ścieżkach robią chodniki. U nas władza wie lepiej i ona wyznacza drogi którymi mamy chodzić. A jak to jest w rzeczywistości wszyscy wiemy. Zamiast wydawać pieniądze na zakazy, nakazy oraz fotoradary może lepiej budować w świadomości prawidłowe zachowania

    • ~Ania
      21 sierpnia 2014 o 17:16

      To właśnie rozsądek i odpowiedzialność powinna podpowiadać, ze w mieście należy przestrzegać ograniczenia prędkości. Traper jest raczej tłumaczenie sobie, ze łamie przepisy bo jestem hipsterem i nikt mi nie będzie mówił co mam robić.

    • ~panie przytĘpawy
      21 sierpnia 2014 o 20:37

      jak rozumiem ty jesteś ten inteligentny a twoje motto brzmi „przepisy są po to by je łamać” przysięgam jak mi kiedyś taki śmieć jak ty zabije kogoś bliskiego to na proces nie doczeka

    • 21 sierpnia 2014 o 20:39

      Inaczej powiesz jak ci potrącą dziecko, pewnie to będzie wtedy wina dziecka?

  204. ~Wojtek
    21 sierpnia 2014 o 14:47

    Autor, zapomniał dodać,że to sami drogowcy nas tego nauczyli, robią pobocze drogi i ustawiają ograniczenie do 30 ile wszyscy jadą 50km/h przed zakrętem stawiają 50 a zakręt wszyscy pokonują 70, teraz jest sytuacja patowa bo oni ustawiają ograniczenia z myślą, o tym, że każdy będzie jechał 20km/h więcej.Aha i jeszcze jedno KTO TO JEST spamerem. Czy znacie takie słowo w języku polskim!!!!!!!!!!!!

  205. ~krzysiek
    21 sierpnia 2014 o 14:47

    Jak funkcjonują miasta gdy wszyscy jeżdżą poniżej 50-ki można zaobserwować w zimie po opadach śniegu. Nikt nie rozwija nadmiernej prędkości i nie rusza z piskiem opon spod świateł, wszystkie skrzyżowania i drogi są zakorkowane. Zamiast 20 samochodów na światłach przejeżdża 5 – rezultat globalny – czas dojazdu wydłuża się 4-krotnie.

  206. ~asik
    21 sierpnia 2014 o 14:48

    Jeździ sobie dalej tyle co jezdzileś najlepiej 100 w terenie zabudowanym , miazga z /ciebie zostanie, tylko szkoda twojej malej corki, i tych co zabijesz przy okazji,

  207. ~antyelektorat
    21 sierpnia 2014 o 14:51

    Jadę po drodze oznaczonej jako strefa zamieszkania 40km/h chociaż powinienem 20km/h, a inni mnie wyprzedzają z wyrzutem w spojrzeniu. Nikt kto opuszcza tą strefę nie stosuje się do znaku, tylko uważa, że jest z prawej strony. To wszystko dzieje się we Wrocławiu, a jak wiadomo Wrocław to miasto chałtury, opanowane przez słoiki na czele z prerziem Dutkiewiczem.

  208. ~Roman
    21 sierpnia 2014 o 14:53

    Najgorzej jest na autostradach. Sami deb…le. Wszyscy zapierniczaj ponad 200km/h.
    Ledwo ich daję radę wyprzedzić.
    😉

  209. ~onncs
    21 sierpnia 2014 o 14:57

    Kiedyś chcieli mnie pobić kierowcy dwóch Tirów za to, że, na drodze krajowej ( 90 km/h ) jechałem z prędkością 75 – 80/h. Kończyła mi się benzyna, a w pobliżu nie było stacji benzynowej. Jeden z przodu, drugi z tyłu. Obaj stanęli w poprzek drogi, zablokowali ruch i pędem do mnie. Udało mi się uciec korzystając z szerokiego pasa trawy. Nawet tego można się spodziewać na polskich drogach.

    • ~arturius
      21 sierpnia 2014 o 15:11

      Jedna z ważniejszych zasad prawa o ruch drogowym jest nie utrudnianie ruchu i nie powodowanie zagrożenia dla innych użytkowników, a Ty jadąc 80 poza terenem zabudowanym spowodowałeś, że inni użytkownicy ruchu zaczęli być nerwowi co mogło doprowadzić do zagrożenia. Takie zachowanie jest wykroczeniem !!!

      • ~fiona
        21 sierpnia 2014 o 23:57

        „Jedna z ważniejszych zasad prawa o ruch drogowym jest nie utrudnianie ruchu i nie powodowanie zagrożenia dla innych użytkowników, a Ty jadąc 80 poza terenem zabudowanym spowodowałeś, że inni użytkownicy ruchu zaczęli być nerwowi co mogło doprowadzić do zagrożenia. Takie zachowanie jest wykroczeniem !!!”

        Nerwy użytkowników łamiących przepisy to ich problem. Sama jeżdżę od niedawna, przykleiłam zielony listek, żeby innych o tym ostrzec. A jeśli poza zabudowanym jadę 80, to dlatego, że droga jest albo kręta, albo wyboista, i wiem, że jeśli nacisnę mocniej na gaz, to nie zapanuję nad samochodem. Wolę, żebyś się denerwował, niż żebym pojechała z tobą na czołowe, bo wyskoczę na jakiejś koleinie.
        I nic mnie bardziej nie wkurza, jak szalejący na drodze, którzy zakładają, że wszyscy mają takie umiejętności, jak oni. Świetnie jeżdżą, mają doświadczenie, refleks, OK. Ale mogą za zakrętem spotkać kogoś mniej doświadczonego, który nie poradzi sobie z zagrożeniem. I będą dwa trupy. Największym skarbem człowieka jest wyobraźnia. Polecam.

    • ~fonderal
      22 sierpnia 2014 o 11:11

      Mnie w podobnej sytuacji (w trasie padło sprzęgło, dało się jechać, ale max 60km/h) jakiś mistrz prostej próbował zepchnąć do rowu. W dodatku na ograniczeniu do 70…

  210. ~kpt
    21 sierpnia 2014 o 15:01

    W Polsce znaki stawia kto chce i w większości sytuacji „tak na wszelki wypadek” {Przykład: Droga z Władysławowa do Jastarni. Prosta jak strzelił asfaltówka, bez terenu zabudowanego, w zasadzie bez zwierzyny. Stoi tu znak ograniczający prędkość do 70km/h. W po sezonie kiedy ruch tu jest znikomy ta 70 – ka jest niczym nie uzasadniona, latem kiedy jedzie tędy auto za autem 70-ka nie możliwa do wykonania.

    • 21 sierpnia 2014 o 21:22

      to prawda, mnie dziwi ograniczenie prędkości na drogach krajowych, nawet tych dwupasmowych przy dojeździe do skrzyżowań z drogami podporządkowanymi, ma to rzekomo podnosić bezpieczeństwo, ale ja dostaję szału, gdy stoję na takiej drodze i czekam, aż ten na głównej przejdzie, a on się turla 70 na godzinę

  211. ~Zlotko
    21 sierpnia 2014 o 15:08

    Jestem jak najbardziej za, może dlatego że jestem babą, a może dlatego że doskonale poznałam na sobie skutki jazdy ponad dozwoloną prędkość jak byłam mała (w zabudowanym kierowca jechał chyba 70 a ja przechodziłam przez jezdnię). Ja jeżdżę zgodnie z przepisami- choć czasem sama nie czuje jak z 60 robi mi się pod stopą 70 i uważam, że po to są te ograniczenia, żeby było bezpiecznie. Na autostradzie można docisnąć, wiadomo z głową, ale tam przynajmniej żadnego pieszego, dziecka czy rowerzysty nie uszkodzę.

  212. ~juzio
    21 sierpnia 2014 o 15:12

    normy społeczne coś tam pisałeś , a co napiszesz o normach budowy dróg w tym kraju ?
    A co napiszesz o karach które nie dotyczą tych którzy je ustanawiają , a co napiszesz że ci sami ludzie moim zdaniem kradnąc moje pieniądze z podatków i akcyz przeznaczone na budowę infrastruktury drogowej , pozbawiają mnie rocznie tygodnia zabawy z moim dzieckiem?

  213. ~lopidrop
    21 sierpnia 2014 o 15:13

    Tak, wszyscy musimy się wlec te 50km/h. Nie przeszkadza mi to zbytnio, że jadąc drogą krajową czasem trzeba zwolnić do pięćdziesiątki. Problem jest w tym, że poprzez brak planów zagospodarowania przestrzennego dziadowską tradycją u nas jest budować domy przy głównej drodze, zamiast tworzyć ulice prostopadłe do głównej i tam kierować inwestycje budowlane. Dlatego jeżdżąc po Polsce ma się wrażenie, że to jeden gigantyczny teren zabudowany, niektóre odcinki mogą mieć nawet po kilkanaście kilometrów.
    Ostatnio byłem w Czechach i szukaliśmy z kolegą sklepu z alkoholem. Wjechaliśmy sobie do wsi i tak jedziemy, jedziemy – kurde, nie ma gdzie zaparkować – no to jedziemy dalej. Jakież było nasze zdziwienie, gdy zaledwie po kilkuset metrach zobaczyliśmy tablicę przekreślającą nazwę miejscowości. Dalej tylko lasy i wzgórza, żadnych śladów domostw.
    Weźcie sobie porównywalną wieś w Polsce, kilka kilometrów terenu zabudowanego minimum. Problem nie tkwi w prędkości, ale w polskich urzędnikach, do których nie mam żadnego szacunku. Swoimi kompletnie nieprzemyślanymi decyzjami spychają Polskę w Trzeci Świat.

    • ~lee
      21 sierpnia 2014 o 16:40

      Pełna racja!!!

  214. ~iwan
    21 sierpnia 2014 o 15:14

    Ale o co chodzi? Przecież biegły uznał w sądzie że jazda 200 km/h po Warszawie nie stwarza bezpośredniego zagrożenia życia. Więc po co jeździć zgodnie z przepisami?

  215. ~PRACOWNIK
    21 sierpnia 2014 o 15:17

    ZASTANÓWCIE SIĘ, CZY WIECIE KTO MA ZYSK Z PRODUKCJI TYCH MILIONÓW ZNAKÓW DROGOWYCH? USTAWIANYCH WSZĘDZIE GDZIE SIĘ DA, NA SIŁĘ, BEZ SENSU, CZĘSTO WYKLUCZAJĄCYCH SIĘ…KTO TO PRODUKUJE, KTO MA ZYSK? TO WAM WSZYSTKO WYJAŚNI…

  216. ~PIotr
    21 sierpnia 2014 o 15:18

    Po mieście jeżdżę 50 i przyznaje się kolegą w pracy, jakoś nikt się nie śmieje.

    • ~lee
      21 sierpnia 2014 o 16:38

      kolegą, powiadasz….hmmmm, no cóż, ja się z ciebie śmieję. Z tego właśnie „kolegą” i nie tylko z tego.

      • ~Maria
        21 sierpnia 2014 o 17:14

        Czepiasz sie literowki? Jezdze od trzech lat i widze ze debili ktorzy wprowadzaja napiecie na drogach jest DUZO!!!! Nerwowi ,sfrustrowani w kiepskich samochodach.Z furmanek na samochody sie przesiedli i panow rzna.A nie fajniej byloby spokojnie jechac ,muzyczki sluchac i delektowac sie krajobrazem? Ale czego tu chciec,jakie spoleczenstwo tacy kierowcy.

        • ~lee
          21 sierpnia 2014 o 17:25

          Jeżdżący debile oczywiście trafiają się, ale nie jest ich znowu tak dużo. Natomiast mam nieodparte wrażenie, że tym niechlubnym określeniem należałoby określić także tych jadących zbyt wolno. Przesada zarówno w jedną jak i w drugą stronę jest rzeczą niepożądaną. Aaa… i nie sadzę, żeby to była jedynie zwykła literówka.

  217. ~normalny
    21 sierpnia 2014 o 15:21

    Skoro są ograniczenia do 50 km/h, to dlaczego tak mało policjantów na to reaguje? Radary nie wystarczą. A piesi? czy ze słuchawkami na uszach są w stanie usłyszeć nadjeżdżający samochód?
    A czy rowerzyści, którzy zamiast przeprowadzić rower przez przejście (nie wszędzie są ścieżki rowerowe), szybko wjeżdżają na pasy, który kierowca stanie „w miejscu”?

    A czy parkowanie na chodniku tak, że kobieta z wózkiem nie przejedzie?

    To wszystko robota dla drogówki. Wystarczy policzyć ile forsy wpłynęło by do budżetu.

    • ~Ania
      21 sierpnia 2014 o 17:07

      A co ci poradzi pieszy słyszących samochód? To kierowca ma zachować ostrożność, bo to on prowadzi kilka tonaszyny której niewłaściwe użycie grozi komuś śmiercią. Pieszy nie powinien stwarzać niebezpieczeństwa, ale to kierowca ma być czujny. Pieszy może być głupi, głuchy, stary, niedołężny i ślepy – to kierowca ma być sprawny intelektualnie, skupiony i uważny.
      Bo ciąży na nim odpowiedzialność.

      • 21 sierpnia 2014 o 20:32

        Najbardziej to powinni uważać niewidomi !!!

  218. ~pokorny kierowca
    21 sierpnia 2014 o 15:23

    Mam 23 lata prawo jazdy i cały czas pilnuje licznika żeby jechać zgodnie z przepisami (jeżdżę też służbowo). Jestem takim zawalidrogą i drogowym smutasem i mam to gdzieś. To prawda, wyprzedza mnie wszystko i to w czasami w takich miejscach i warunkach że włos się jeży na głowie.
    Wnioski są dwa 1. Nasze drogi są katastrofalnie oznaczone, bo nieraz się toczę 50 po dwupasmowej szerokiej pięknej drodze gdzie nic w koło nie ma ale był znak że teren zabudowany, lub 40 gdzie można jechać 70 lub jadę za innymi po ostre zakręty w górach a miastowi się po nich boją jechać mimo że w sumie to można 90 bo za miastem itd. itp. Ruch przez to nie idzie płynnie i jadąc zgodnie z przepisami jedzie się naprawdę źle. Łamie się przepis bo auto samo chce jechać 70 czy 80 a potem już z górki łamie się kolejne. Dlaczego nie można postawić na dwupasmowej w mieście po prostu wszędzie znaków 80? Lub na przelotowej wiosce gdzie chodniki od pobocza są oddzielone jakimś rowem dać 70? itp.
    2. Część ludzi myśli, że są chyba nieśmiertelni i są najlepszymi kierowcami świata, a to nieprawda patrz. statystyki. Przeważnie mają auto w pierwszym pokoleniu (ja pamiętam czasy kiedy na osiedlowych parkingach było pusto 🙂 i brak im kultury na drodze bo nie wychowali się koło taty który prowadził choćby Warszawę, Wołgę czy Fiata 125p.
    Bardzo trzeba uważać na wszystkich dookoła, nie lubię jeździć po Polsce, czuję nieustanne zagrożenie, czuje że moralność i kultura nie obowiązują ani polityka, ani księdza, ani inteligenta a co dopiero robotnika, prostego chłopaka co wozi paczki itd.
    Ja się męczę a Wy, męczcie się ze mną, człowiekiem który jedzie zgodnie z przepisami 🙂 tak sobie myślę ale przecież nie robię tego na złość tylko dla bezpieczeństwa i poszanowania prawa i zasad.

    • ~Ja
      21 sierpnia 2014 o 21:32

      100/100 :-)))

    • ~Memo
      22 sierpnia 2014 o 12:19

      Jest dwupasmowa w mieście Sosnowcu, w ścisłym centrum miasta. 2 pasy w jednym i drugim kierunku, oddzielone torowiskiem tramwajowym. Ograniczenie słusznie 50km/h. Czemu? Ano temu, że to centrum miasta, dużo pieszych (którzy chodzą jak święte krowy po drodze), przystanki autobusowe, tramwaje, busy, rowerzyści. Wczoraj jednego ułańska fantazja poniosła i jadąc kilkadziesiąt km szybciej, niż powinien, stracił przyczepność, wypadł ze swojego pasa, przeleciał lewy pas, torowisko tramwajowe, dwa pasy przeciwległego ruchu i wpadł w zaparkowane samochody stojące przy chodniku, zniszczył 3 pojazdy i odbił się od słupa oświetleniowego, „parkując” na środku drogi, dobre 10k dalej. Jedno z uderzonych, zaparkowanych aut przeskoczyło przez krawężnik i zakręciło bączka po chodniku. Dzięki Bogu, że nikt wtedy nie szedł w tym miejscu chodnikiem, nie jechał tramwaj, nie jechał przeciwnym pasem i że był parking i latarnia, bo inaczej wjechałby w przeszklone lokale usługowe (bank) na parterze kamienicy i dopiero byłaby tragedia! Gdybyś podniósł ograniczenie prędkości w terenie zabudowanym na dwupasmówce z 50 do 80km/h, to ludzie jeździliby i 100km/h, skoro teraz standardem jest jazda 10-20km szybciej. Puknij się w czoło.

  219. ~Viola
    21 sierpnia 2014 o 15:25

    Niestety nawyki i tz. normy społeczne zmieniają się POWOLI. Mam nadzieję, że te zmiany jednak idą ku dobremu. Co do prędkości, to w ostatnią niedzielę jechałam drogą która jest remontowana i ograniczenie jest do 30 … a że był to dzień wolny od pracy, więc drogowców brak. Ja ograniczyłam się do 60-ki, ale większość ludzi, w tym mój znajomy, po prostu śmigali koło mnie jak bym stała w miejscu. Ułańska fantazja i geny łamania przepisów są silne i nie chcą się utemperować!

    • 21 sierpnia 2014 o 20:29

      To raczej gen głupoty i braku odpowiedzialności.

  220. ~inspektor
    21 sierpnia 2014 o 15:30

    ręce opadają nad głupotą tyych rajdowców, nie ma rady na polską głupotę.

  221. ~normalny Polak
    21 sierpnia 2014 o 15:34

    Ludzie, jeśli ktoś czuje że potrafi jeździć samochodem szybko (>50 km/h !!!), to po co mu tego zabraniać??? Wypadki zdarzają się właśnie przez takie „dupy wołowe” i zawalidrogów, którzy jadą równą 90-tką po drodze ekspresowej lub autostradzie. Nic zwolnić, nic przyśpieszyć tylko jadą jak te pokraki po drodze.

    • ~hmm
      21 sierpnia 2014 o 15:52

      te krzyże przy drogach to pamiątki po normalnych Polakach ?

    • 21 sierpnia 2014 o 20:27

      „Ludzie, jeśli ktoś czuje że potrafi jeździć samochodem szybko (>50 km/h !!!), to po co mu tego zabraniać???”

      Gdyby ci co tak czują znali swoje możliwości a nie je wyczuwali to nie byłoby tylu wypadków!!!

  222. ~joker
    21 sierpnia 2014 o 15:53

    Dla mnie jezdzic 50 km/h to głupota, nie wierze ze to ograniczylo liczbe wypadków, jak mam jechac z nosem wpatrzonym w liocznik zeby przypadkiem nie przekroczyc predkosci zamiast patrzec na droge to mysle ze jak pojade 60, 70, czy nawet 80 ale skoncentronany na drodze to bedzie o wiele bezpieczniej.
    Dziesiejsze samochody maja tyle systemow, abs to juz standard, same wykrywaja przeszkody i hamuja jesli kierowca nie nacisnie hamulca itd itp. moze dawniej zdezelowanym polonezem ciezko bylo sie zatrzymac z predkosci 50kmh ale nie teraz…. no i jak jechac 50tka? na trojce? na czworce? na polsprzegle? a mocniejsze samochody na dwojce? i jak sie to ma do spalania i ochrony srodowiska

    I jeszcze ta okcja 10 mniej … tez jest smieszna 🙂 pokazuja sytuacje w której dwa samochody zaczynaja jednoczesnie hamowac przed ciezarówka, i to w takim momencie ze akurat ten z 50kmh hamuje drugi nie…. a co gdyby ta ciezarowka wyjechala wczesniej, wtedy oba by wychamowaly, albo pozniej… wtedy ten szybszy by poprostu przejechal a ten z 50tka by wpadl…

    • ~hmm
      21 sierpnia 2014 o 15:58

      Dobrze,że wreszcie na masową skalę zaczęli głupkom odbierać prawa jazdy !

    • 21 sierpnia 2014 o 21:15

      racja, nie każde ograniczenie jest adekwatne do sytuacji, często przejeżdżam przez miejscowość, gdzie są zakręty, zdarzają się tu wypadki, będące skutkiem nadmiernej prędkości, spróbowałam jechać tamtędy 90 na godzinę i swobodnie się dało. Pytanie, ile mieli na liczniku ci, co wypadli z drogi?

    • ~Memo
      22 sierpnia 2014 o 12:12

      A jak jedziesz 60, 70 czy 80km/h, to na licznik nie patrzysz, jak rozumiem? Jakoś jeżdżę 50km/h i nie muszę się gapić na liczniki, tolerancja 5km/h w jedną czy druga stronę to nic nowego.

      Jadąc 50km/h po mieście na czwórce, stałym tempem, mój samochód spala niewiele, natomiast jadąc 70km/h i co chwilę wyprzedzając, wymijając, zatrzymując się na światłach (bo nie trafiam na „zieloną falę”), spalam blisko 2x tyle. Robiłam sobie kiedyś eksperyment i jeden bak wyjeździłam zgodnie z przepisami, a drugi – jeżdżąc po mieście dynamicznie i „na czas”. Wynik był zdecydowanie na korzyść jazdy przepisowej (spalanie na poziomie ~6,5l/100 w porównaniu z przewidywanym przez producenta 7,6l/100km, cykl mieszany z przewagą miasta).

  223. ~Wolny człowiek
    21 sierpnia 2014 o 16:02

    Najlepiej byłoby znieść w ogóle wszelkie przepisy ruchu drogowego i Kodeks Drogowy. Oraz oczywiście prawo jazdy. Zwierzęta i ptaki obywają się bez tego i czy kto widział zderzające się w locie ptaki? Albo ławicę ryb w korku czy karambolu? To tylko ludziom wmówiono, ze bez dyktatury policyjnej pozabijają się na drogach!

    • ~Faolan
      21 sierpnia 2014 o 19:20

      Gdzie mianowicie widziałeś te ławice kilkutonowych ryb pędzących z szybkością 100 km na godzinę…?

    • 21 sierpnia 2014 o 20:23

      Naprawdę uważasz, że w świecie zwierząt nie obowiązują żadne reguły?

  224. ~olala
    21 sierpnia 2014 o 16:03

    Na razie uczę się jeździć, idzie mi dobrze, niedługo egzamin wiec trzymajcie kciuki 😉
    Jak widzę że ktoś, niekoniecznie pan czy pani jedzie 50 Km/h przy ograniczeniu do 70 to krew mnie zalewa. Jednocześnie jednak nie jestem za tym żeby po mieście jeździć 80 bo to zwyczajna głupota. Wiadomo ilu idiotów jest na świecie, wyjedzie rowerem, wyjdzie spomiędzy samochodów bo przecież nie musi patrzeć czy coś jedzie. Przy prędkości 40-50 zdążysz zahamować, a przy 80? Powiedzmy ze będzie ci bardzo trudno. Sama mimo że kierowca jeszcze nie jestem takich sytuacji miałam mnóstwo, i jako pieszy czy rowerzysta byłam świadkiem setek takich sytuacji. Trzeba mimo wszystko myśleć a nie pędzić bo ja nie zdążę albo musze cie Wyprzedzić żeby stać na światłach które są 50 metrów dalej i ruszyć o 3 sekundy wcześniej. Jak słyszę p kolejnym wypadku spowodowanym nadmierna prędkością to mnie krew zalewa. Z drugiej jednak strony zgadzam się z tym że jest za wiele ograniczeń bo jadę sobie 70 a na dosłownie 5 metrów robią ograniczenie do 50. Tylko po to by minąć skrzyżowanie z nieużywana droga (trasa Inowrocław-Bydgoszcz) po czym znów można jechać 70. Droga piękna aż chce się depnac a tu jakieś głupie ograniczenia. Z tym zgadzam się w stu procentach. Ale tak jak że wszystkim trzeba myśleć. I będąc kierowca i rozmieszczajac znaki.

  225. ~Ewa
    21 sierpnia 2014 o 16:49

    Ja jezdze zgodnie z przepisami bo u nas az roi sie od fotoradarow i policji a ja nie chce zaplacic mandatu.

  226. ~MAciej
    21 sierpnia 2014 o 17:03

    Nie jestem przeciwny nawoływaniu do trzymania się przepisów prawa, ale uważam, że równoważnym obowiązkiem każdego obywatela jest zwracanie uwagi na złe prawo. Autor artykułu wskazuje jedynie, że trzeba trzymać się przepisów prawa wychodząc z założenia, że każde prawo stanowione jest słuszne. Może to zabrzmi nieadekwatnie, ale tacy ludzie budowali najbardziej zbrodnicze systemy totalitarne. Utrwalali prawo, które było w swej naturze po prostu złe.

    Mam pytanie. Czym autor artykułu kieruje się przy kupnie samochodu? Co bierze pod uwagę w pierwszej kolejności? Czy jest to wynik testu zderzeniowego Euro NCAP, czy raczej cena, spalanie tudzież osiągi i komfort? No możecie mnie wziąć za idiotę, ale postawię każde pieniądze, że ilość gwiazdek w teście zderzeniowym (każda gwiazdka to znacznie większa szansa na przeżycie wypadku, tak jak każde 10km/h mniej z gazu) ma dla potencjalnego nabywcy drugorzędne, bądź nawet marginalne znaczenie. Stąd wniosek, że kierowcy wsiadając do auta przedkładają szybkość i ekonomię jazdy ponad bezpieczeństwo! Nie można wartościować wyboru między bezpieczeństwem a szybkością przemieszczania się – rząd to właśnie robi, stara się nam wmówić, że bezpieczeństwo jest ważniejsze niż szybkość dostania się z punktu A do B. Konsekwencją takiego myślenia musi być systematyczne ograniczanie prędkości, aż do zlikwidowania ruchu kołowego w ogóle – przecież ruch kołowy jest główną przyczyną wypadków samochodowych! Jedno jest pewne – nikt poza samobójcami jadącymi pod prąd autostradą, nie chce zginąć za kółkiem – jeździ zatem tak, jak pozwalają mu na to jego umiejętności. Dlaczego traktuje się ludzi tak, jakby ich jedynym marzeniem była śmierć za kierownicą? Trochę więcej szacunku dla ludzi proszę Pana.

    • ~Faolan
      21 sierpnia 2014 o 19:19

      „Jedno jest pewne – nikt poza samobójcami jadącymi pod prąd autostradą, nie chce zginąć za kółkiem – jeździ zatem tak, jak pozwalają mu na to jego umiejętności”…
      Niniejszym nominuję powyższe zdanie do pierwszej nagrody w kategorii „naiwność i chciejstwo”.. 😀
      Kochany kolego – gdyby to była prawda, w naszym kraju prawie nigdy nie dochodziłoby do wypadków drogowych. W rzeczywistości kierowcy jeżdżą zgodnie ze swoimi WYOBRAŻENIAMI o własnych umiejętnościach – które to wyobrażenia są w większości wypadków mocno zawyżone. Do tego dochodzi brak wyobraźni – i nieszczęście gotowe.

      Na zaledwie kilkukilometrowym odcinku drogi w pobliżu mojej działki w ciągu ostatnich (niecałych) dwóch miesięcy były cztery wypadki. Z czego się to bierze? Otóż droga jest kręta, a dookoła las, zatem panowie, którym się bardzo śpieszy, co i raz wyprzedzają tam na podwójnej ciągłej. Jak nikt nie jedzie z przeciwka, no to pędzą dalej, umocnieni w wizji swojej osoby jako mistrza kierownicy; ale jak ktoś akurat jedzie, nagle się okazuje, że nawet ich wspaniałe umiejętności nie wystarczają, żeby uniknąć zderzenia i nie trafić na drzewo…

  227. ~Lobo
    21 sierpnia 2014 o 17:07

    W Wiedniu ludzie posuwaja po 70 w miescie i nie ma takich wypadkow jak u nas a tym bardziej korkow. Jak sie zielone zapali to od razu wszyscy jada a u nas zanim sie zbierze pierwszy to polowa zielonego przeleci. Przyczyny stanu rzeczy nie znam i nie bede sie tu w analizy bawil ale krew mnie zalewa jak wjade do tego pieknego kraju zwanego „polska”

    • 21 sierpnia 2014 o 20:20

      Jeżeli przekroczyłeś w Wiedniu prędkość to masz szansę otrzymać mandat w EURO od dziś i dotyczy to również przedawnionych spraw o przekroczenie przepisów. 🙂

      Może wreszcie zdejmiesz nogę z gazu?

    • ~anty
      21 sierpnia 2014 o 20:30

      tiaa i trawa zieleńsza zieeew

    • ~A
      21 sierpnia 2014 o 20:52

      Kraj nazywa się „Polska”.

    • 21 sierpnia 2014 o 21:10

      bo tam mają auta z automatyczną skrzynią biegów

    • ~edith
      21 sierpnia 2014 o 23:23

      ciekawe w ktorym wiedniu, bo w tym austriackim to masz 50 lub 30 ograniczenie, tylko na A22 i A23 mozna do 7,5 tony 80 gnac…i jest tez kontrolowane-wiem cos na ten temat, moj maz jest w drogowce- stoja co dzien po calym wiedniu z radarem w cywilnach autach-a ty znawco nawet o tym nie wiesz.:-)

    • ~edith
      21 sierpnia 2014 o 23:27

      a na dokladke, dzisiaj w poludnie jakis baran rajdowiec spowodowal wypadek na A22 -9 samochodow uszkodzonych, 13 osob rannych w tym 3 ciezko i autostrada 4 godziny zamknieta….nie ma w wiedniu wypadkow, ha ha, oby tylko jeden….

  228. ~draka
    21 sierpnia 2014 o 17:08

    Nie rozumiem tego wpisu. Jedziesz pan 50 km/h i już. I co to niby za staranie? Ja zwalniam tam gdzie trzeba, do takiej prędkości jak trzeba. I nie czuję, że coś mi z męskości ubywa, gdy mnie wyprzedzają. A do tej pory to jak żeś pan jeździł, żeś pan teraz się ocknął? Czy ten wpis to utyskiwanie na polskich kierowców łamiących przepisy, czy raczej samousprawiedliwienie?

  229. ~wacek
    21 sierpnia 2014 o 17:19

    Ja zawsze staram sie jezdzic 10 km szybciej niz inni. Nie ukrywam, ze rzadko ktos mnie wyprzedza. Dzieki temu wszedzie zdarzam na czas.

    • ~( . )( . )
      21 sierpnia 2014 o 21:29

      I dzięki temu nie przyczyniasz się to tworzenia się sznurów samochodów – przez wyprzedzanie cały czas rozładowuje się takowe twory drogowe. Też wyznaje tę zasadę, tylko różnica prędkości może trochę wyższa :).

      • ~Ktoś
        22 sierpnia 2014 o 17:15

        Tak się składa że różnorodna prędkość jest właśnie powodem powstawania korków. Gdyby każdy jechał z jednostajną prędkością np. 100km/h i nigdy nie wyprzedzał, korek byłby niemożliwy.

        Korek powstaje kiedy osoby jadące szybciej klinują się pomiędzy samochodami jadącymi wolniej, a kolejni próbują się dalej wciskać. Fizyka mówi że osoba która chce wyprzedzić jedzie szybciej i wolniej od osoby przed nim, na zmianę. To szybciej doprowadza do tego że ten za nim przyśpiesza (zmniejsza się odległość między nimi), a to wolniej doprowadza osobę jadącą z tyłu do zahamowania (silniejszego niż ten przed nim). Ten proces jest powtarzany, z każdym kolejnym autem w kolejce zwalniającym coraz bardziej. I voila, korek gotowy przez tego który chciał wyprzedzać kogoś jadącego na granicy przepisowej (lecz nie tylko) prędkości.

  230. ~wulf
    21 sierpnia 2014 o 17:45

    U nas na każdy kilometr drogi przypada o wiele więcej samochodów niż w krajach o bardziej rozbudowanej infrastrukturze drogowej. Statystycznie musimy więc mieć więcej wypadków niż gdzie indziej.
    Kierowca jadący wolniej od innych uczestników ruchu jest takim samym zagrożeniem jak ten jadący szybciej ponieważ swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem zmusza innych do wykonywania najbardziej niebezpiecznego manewru jakim jest wyprzedzanie.
    Osobną kategorią są piesi, którzy aż proszą się o rozjechanie. Wielokrotnie mało co nie rozjechałem jakiegoś osobnika przebranego nocą za „czarną dziurę” i idącego sobie skrajem jezdni.
    Piesi nie zdają sobie sprawy, że aby przeżyć muszą kierować się tak samo jak kierowcy zasadą braku zaufania i być odpowiednio oznakowani. Jeden mały odblask widać z kilkuset metrów, czarny, wełniany płaszcz jest niewidoczny nawet z 50m.

    • ~lee
      21 sierpnia 2014 o 17:49

      Brawo!

      • ~krzys
        21 sierpnia 2014 o 18:24

        Brawo, nie muszę pisać komentarza, ująłeś wszystko, co sądzę w tym temacie.

        Dodam tylko, ze jak w małżeństwie, wina zawsze leży po środku: kierowca jedzie szybciej, pieszy nie patrzy jak idzie, w ciemnym ubraniu a gminy, miasta nie stawiają nowoczesnych (może zacznijmy od zwykłych) oswietlen przy przejściach.

    • ~papież polak
      21 sierpnia 2014 o 18:05

      nikogo nie zmusza, wystarczy jechać jak on 50kmph i sprawa z głowy
      polaczki to zakompleksione fiuty które muszą pokazywać każdemu co to nie oni, w tym kraju każde auto powinno mieć wbudowany ogranicznik prędkości jak skutery

      • ~POLAK
        21 sierpnia 2014 o 21:46

        ty jestes fiutem i nie obrazaj POLAKÓW

    • 21 sierpnia 2014 o 20:15

      „Kierowca jadący wolniej od innych uczestników ruchu jest takim samym zagrożeniem jak ten jadący szybciej ponieważ swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem zmusza innych do wykonywania najbardziej niebezpiecznego manewru jakim jest wyprzedzanie.”

      Brawo, brawo.

      Chętne będę łamała przepisy jak za to zapłacisz.

      Jesteś chętny? Czekam na ofertę!

      • ~( . )( . )
        21 sierpnia 2014 o 21:26

        I tu dochodzimy do sedna sprawy. Wielu chciałby pomykać na równi z innymi, ale boi się mandatów. Potwierdza to tylko tezę, że przepisy należy dostosować do stosowanej praktyki.
        Osobiście skłonny jestem raczej do podwyższenia dopuszczalnych prędkości o 20-30 km/h i w to miejsce uzupełnienie wiedzy i świadomości wszystkich użytkowników dróg (w tym rowerzystów i pieszych). Wielu osobom (w tym także popierdzielającym bez opamiętania, takim jak ja) przydałoby się trochę świadomości, na jakie niespodzianki można trafić praktykując szybką jazdę.

      • ~45+
        21 sierpnia 2014 o 23:33

        I widzisz nie chodzi o bezpieczeństwo tylko o kasę.
        Przez te fotoradary, śmietniki, tajną policję straciłem radość z jazdy, a co ważniejsze zamiast obserwować drogę i znaki rozglądam się za wyżej wymienionymi atrakcjami. To jest chore !!!!!
        Nigdy nie jeździłem na znaki, a na warunki na drodze. Jak można jadę 275 km/h jak nie 40 km/h albo nie wychodzę z domu.

    • 21 sierpnia 2014 o 21:07

      ależ nikt nikogo nie zmusza do wyprzedzania, to jest tylko wolny wybór człowieka. Przyznam, ze gdy jadę za takim wolnym kierowcą to oczywiście w duchu sobie używam słownie, ale nie podejmuję manewru wyprzedzania, gdy jest to niebezpieczne, to jest specyfika naszych dróg

    • ~Memo
      22 sierpnia 2014 o 11:48

      Co do pieszych się zgodzę. Co do tych jadących wolniej, niż inni – nie do końca. Owszem, ktoś jadący 60km/h po autostradzie, gdzie można jechać do 140km/h, stanowi zagrożenie (choć póki jedzie powyżej 40km/h, jedzie zgodnie z przepisami), zwłaszcza, gdy jedzie środkowym pasem. Ale nie powiesz mi, że ktoś jadący 50km/h w terenie zabudowanym (gdzie dochodzi do wielu wypadków) stwarza zagrożenie, gdy inni jadą 70km/h. Nie, to oni stwarzają zagrożenie i mają się dostosować do przepisów i do mnie, a nie ja do nich. To jest bardzo proste. Gościa ślimaczącego po autostradzie możesz zapytać, czemu jedzie tak wolno i zarzucić mu, że w pewnym sensie stanowi zagrożenie dla innych użytkowników ruchu, ale takie pytanie nie ma sensu w stosunku do kierowcy, który jedzie za szybko przez środek miasta i stwarza zagrożenie nie tyle dla innych kierowców, co dla rowerzystów i pieszych. Zawsze szanuję te grupę osób przemieszczających się po mieście, ze względu na to, że ich nic nie chroni, nie są zakuci w metalowe puszki, jak my – kierowcy. Inna sprawa, to fakt, że piesi często są bezmyślni (sama 2 razy bym potrąciła pieszego, uratował nas refleks i przepisowa prędkość), chodzą po zmroku ubrani tak, że ich nie widać. Tu też wtrącają swoje 5 groszy producenci ubrań – nie widzę problemu, by wszywać elementy odblaskowe czy nici odblaskowe nawet do eleganckich płaszczy. Jeżdżę po mieście zgodnie z przepisami, ok. 50km/h, bo jadąc z tą prędkością widzę więcej niż ten, który jedzie 70km/h. Nawet, jeśli nie zdążę wyhamować do zera, to uderzę pieszego z mniejszą siłą, co zwiększy jego szanse przeżycia. Ten, co jedzie 70km/h uderzy z większym impetem, bo na tym samym odcinku, w tych samych warunkach i w tym samym czasie nie zwolni do mojej prędkości.

  231. ~max
    21 sierpnia 2014 o 17:55

    Dupek jestes. Pojedz sobie kiedys do Szwajcarii to zobaczysz cale tabuny wypasionych samochodow jadace 50 km/h przez wioski. Ty przy nich jestes dupek w zardzewialym gracie a poprzez szybka jazde w miejscach, gdzie ktos moze wtargnac na droge pokazujesz, ze masz trawe w glowue zamiast mozgu i szacunku dla zycia i zdriwia innych ludzi.

    • ~mieetek
      21 sierpnia 2014 o 18:15

      Sam jesteś d….k
      nie załapałeś jeszcze że po wyjechaniu z zabudowanego jadą dozwolone 100 (w DE) po to aby za kilka km wjechać na autostradę gdzie nie ma ograniczeń prędkości.
      Przejedź mośku 500km po PL i DE czas przejazdu x2

    • ~( . )( . )
      21 sierpnia 2014 o 21:17

      Czasem się zastanawiam, dlaczego ludzie nie lubiący jeździć, którzy z czynności tej nie czerpią żadnej przyjemności nie wybiorę komunikacji zbiorowej. W miastach jeżdżą autobusy/tramwaje. Między miastami można poruszać się pociągiem, autobusem, samolotem. Po co pchać się na drogę i się męczyć?
      Popatrz na ludzi, którzy kochają samochody – dziennikarze sportowi, kierowcy sportowi. Tacy ludzie mają zazwyczaj spore problemy z dostosowaniem się do przepisów, bo kochają jeździć. Szybkość sprawia, ze są bardziej skupieni i myślą co robią, a nie siedzą w swoich poruszających się w żółwim tempie puszkach i walą kuca z nudów.

      • ~August
        21 sierpnia 2014 o 22:28

        Czasem się zastanawiam, dlaczego ludzie, którzy tak kochają prędkość i jazdę samochodem demonstrują swoje upodobania na drogach publicznych (których jakość jest powszechnie przez takowych krytykowana) gdzie łatwo można spotkać kierowców niedzielnych, mało utalentowanych, pieszych, rowerzystów, krowy, sfrustrowanych kierowców dostawczaków, wiecznie śpieszących przedstawicieli firm, zakręconych kurierów, kierowców TIR’ów zza wschodniej granicy itp. Może, skoro miłość do prędkości jest tak wielka, warto ją spełniać na torach gdzie ryzykuje się jedynie własnym życiem? W przeciwnym razie duża szansa na przypadki takie jak Maciej Zientarski i Paul Walker. Co prawda w obu wypadkach zginęli ci, którzy kochali jazdę i prędkość, ale o ilu przypadkach nie wiemy, bo giną anonimowi ludzie?

        • ~( . )( . )
          21 sierpnia 2014 o 23:02

          Myślę, że przyczyną jest chęć nie umierania z nudów podczas normalnego przemieszczania się.
          Przyznaję Ci rację, na drogach jest dużo niedzielnych kierowców (sam też nie uważam siebie za orła), dlatego najważniejsze jest, żeby przy przekraczaniu przepisów (mówimy tu głównie o prędkości) myśleć za innych i mieć świadomość, że należy uwzględniać błędy swoje i innych.
          Przestrzeganie ograniczeń prędkości nie gwarantuje bezpieczeństwa. Podobnie ich nie przestrzeganie nie oznacza zagrożenia.

          • ~Ktoś
            22 sierpnia 2014 o 17:07

            Prawo musi być tak skonstruowane aby uwzględniać najsłabsze ogniwo. Gdyby uwzględniało tylko to najmocniejsze (albo robiło dla niego wyjątki) skończyło by się to tragedią.
            Dlatego ci ludzie którzy jadąc 80km/h gdzie jest ograniczenie do 50km/h nie stanowią zagrożenia bo oni po prostu potrafią jeździć, mają profesjonalne hamulce w samochodach itp. itd. wciąż muszą się dostosować do staruszków którzy niedowidzą (w stopniu wciąż pozwalającym na prowadzenie) w starych gratach które mają słabe hamulce na granicy zużycia.

            Takie jest życie. Tworzenie wyjątków tylko otwiera furtkę korupcji. Tej mamy już i tak zbyt wiele.

  232. ~Dembi
    21 sierpnia 2014 o 18:12

    dla mnie smieszni sa Ci co jezdza przepisowa a wiecie dlaczego?bo przepisy u nas wymyslaja same „tuzy”a Ci co jezdza przepisowo mysla ze to wyznacznik tego aby nie znalesc sie na tamtym swiecie.na drodze tak jak na boisku,jezdzisz tak jak warunki pozwalaja i troche wyobrazni a gwarantuje zero wypadkow przynajmniej z Twojej strony. Pozdrawiam

    • ~Memo
      22 sierpnia 2014 o 11:35

      Wyobraźnia, rozwaga i dostosowanie jazdy do warunków na drodze – tak, oczywiście, ale wyłącznie w zakresie prawa. Nie powiesz mi, że gość jadący 80-90 przez miasto, ma wyobraźnię, jest rozważny i dostosowuje sposób jazdy do warunków. To bzdura.
      Spieszy Ci się? Wyjdź z domu 5 minut wcześniej.
      Chcesz poszaleć? Szalej tam, gdzie stwarzasz niebezpieczeństwo tylko dla siebie, a nie dla innych uczestników ruchu i pieszych. Ludzie chcą bezpiecznie docierać do pracy, do domu, do bliskich i na zakupy.

      I muszę Cię zmartwić – ten, co jedzie zgodnie z przepisami, jest „wyżej” niż ten, który je łamie. To za nim stoi prawo, nawet jeśli w danym punkcie jakieś ograniczenie jest bez sensu.

  233. ~vonNogaj
    21 sierpnia 2014 o 18:20

    Wielki + dla autora za ten tekst. Niestety poważanie prawa w Polsce sprowadza się do „bujać to my, ale nie nas”. Jeżdżę zgodnie z przepisami i wielokrotnie spotykałem się z sytuacją, że na mnie trąbiono czy błyskano światłami, pomimo że jechałem zgodnie z przepisami. Jazda zgodnie z przepisami już 2-krotnie uratowała mnie przed potrąceniem człowieka – raz na wsi, gdy za zakrętu z pod sklepu wyjechał narąbany rowerzysta (zakręt prawie 90 stopni więc ciężko cokolwiek zobaczyć) i raz na DK8 przed przebudową do ekspresówki, gdy narąbany rowerzysta (który mógł korzystać wtedy z tej drogi zgodnie z przepisami) przeciął mi drogę z pasa serwisowego na lewą stronę. Co z tego, że nawet przy przekroczeniu o 10 km/h (dopuszczalnej zgodnie z kodeksem drogowym) nie była by moja wina, trauma zostaje. Przestrzeganie przepisów drogowych w Polsce to żart. Nie wiem czy kierowcy pamiętają, że maksymalną prędkość dozwoloną na danej drodze trzeba dostosować do warunków panujących na drodze, czyli m.in. stanu drogi i warunków atmosferycznych. I będę przestrzegał tych przepisów, dura lex, sed lex i wali mnie to (przepraszam za kolokwializm), że ktoś na mnie trąbi. Prawo stworzono dla pewnego porządku w społeczeństwie, bez tego mamy anarchię. Ale niestety w naszym społeczeństwie obowiązuje zasada, że prawo jest dobre ja dowali sąsiadowi, ale jak „ja” mam ponieść konsekwencje to prawo jest durne.

    • ~( . )( . )
      21 sierpnia 2014 o 21:09

      Hmmm, z tego co pamiętam, prawo (Kodeks drogowy) nakazuje jadę jak najbliżej prawej krawędzi pasa ruchu. Czy tej zasady też przestrzegasz, czy może uznajesz, że są tam zbyt duże i często występujące dziury i jedziesz bliżej lewej krawędzi.
      W tym pierwszym przypadku nie skomentuję, przestrzegaj ślepo prawa i wymieniaj zawieszenie co pół roku.
      W tym drugim, po prostu przetłumacz sobie swoje postępowanie na wymagania dotyczące prędkości :).

      • ~Memo
        22 sierpnia 2014 o 11:31

        Przecież napisał, że sposób i prędkość jazdy trzeba dostosować do warunków panujących na drodze. Te warunki to nie tylko pogoda, ale i stan nawierzchni. Mnie na kursie lata temu uczono, że jedzie się środkiem swojego pasa, nie jego krawędzią (ani lewą, ani prawą). Duże zagrożenie stwarzają ci, którzy jeżdżą właściwie po prawej linii. Wpadają we wszystkie możliwe dziury, studzienki, jadą po szutrze itp., a do tego często grzeją ile wlezie, więc przy nieco gorszej pogodzie, nietrudno stracić przyczepność.

      • ~Ktoś
        22 sierpnia 2014 o 17:00

        Prawo mówi że powinno się jechać jak najbliżej prawej krawędzi jezdni, o ile to możliwe. Czy ty uważasz że jazda po sypiącym się fragmencie drogi który jest bardziej dziurawy niż ser szwajcarski wypełnia znamiona „możliwości”?! Ty wiesz że jadąc po bardzo zniszczonej prawej krawędzi stwarza się zagrożenie, bo koleina może doprowadzić do utraty kontroli nad autem?

  234. ~stefanjot
    21 sierpnia 2014 o 18:34

    We Wrocławiu, na ul. Lotniczej jest ograniczenie do 60 i do niedawna jadąc z tą prędkością miałem ciągle zielone światła. W połowie odcinka drogi staje drogówka z suszarką i rzadko kiedy mogą kogoś złapać. Co zrobili? Zmienili ustawienia świateł w taki sposób, że trzeba jechać 70 km/godz, żeby zdążyć na światła. Teraz drogówka jest w pełni szczęścia. I co my tu mówimy o tym, żeby jechać z prawidłową prędkością!

  235. ~Tadeo
    21 sierpnia 2014 o 19:10

    jeżdżę 50tką po mieście z dwóch powodów (Toruń żeby nie było że jakaś wiocha i nie da się rozpędzić)
    1.jadąc z taką prędkością mam w d….e wszystkie fotoradary suszarki wnyki i inne zasadzki stróżów
    2. spalanie komputerek mi pokazuje na poziomie 2,5 z górki do 3,5 pod górkę benzyny

    i nie zamierzam tego nawyku zmieniać

    Powiedziałem 😀

    • ~Dra
      21 sierpnia 2014 o 21:08

      Tadeo ja przyłączam się do tego co piszesz. Pozdrówka. A reszta niech pędzi z nerkami na wymianę.

  236. ~Kinga
    21 sierpnia 2014 o 19:20

    Jeżdzę po Poznaniu 50- 60-tka, i widzę agresję tych co za mną i nie mogą wyprzedzić. Przykre i głupie że norma nie jest normą.

    • ~( . )( . )
      21 sierpnia 2014 o 21:03

      @Kinga, jeśli jedziesz sobie 50 i nie utrudniasz nikomu (celowo) wyprzedzania, to ok. Niestety wielu jest takich, którzy jadą 50, stwierdzają, że to max dopuszczalna prędkość i tym samym nikt nie może ich wyprzedzać, wiec utrudniają to na miarę swoich możliwości.

  237. ~taka sobie
    21 sierpnia 2014 o 19:21

    No i wlasnie wrocilismy z urlopu w Polsce. Jestem przerazona tym, co na polskich drogach sie dzieje. Opisze tylko dwa zdarzenia, a wlasciwie trzy i sami ocencie. Tak sie stalo, ze do celu mielismy prawie 1000 km, czesc po drogach niemieckich, czesc po polskich. Dwa razy przyszlo nam stac w korku z powodu stluczek na autostradzie. Jak wygladalo to w Niemczech? Dwa pasy plus awaryjny. Samochody stoja w korku, z tylu slychac nadjezdzajace sluzby (policja, straz). Kto stoi na prawym pasie zjezdza maksymalnie na prawo, kto na lewym, na lewo. Srodkiem powstaje tzw. sciezka ratunkowa a pas awaryjny jest pusty. Ta sama sytuacja na autostradzie w Polsce i co? Nie dosc, ze nikt nie slyszal o sciezce ratunkowej (a przynajmniej nikt jej nie utworzyl) to jeszcze paru „madrali”, ktorym sie spieszylo wpier…lilo sie na pas awaryjny calkowicie blokujac dojazd sluzbom ratunkowym. Otoz panowie i panie tak bardzo sie spieszacy, ja wam zycze, zebyscie to wy sie znalezli w takiej sytuacji i bezskutecznie czekali na dojazd karetki, moze cos by to wam dalo do myslenia, choc watpie.
    Sytuacja druga. Tuz przed Gliwicami. Ta sama autostrada. Jedziemy srodkowym pasem, wyprzedzajac wolniejsze pojazdy (licznik nie przekracza 140-145 km/h). Przed nami srodkiem wlecze sie jakis desperat w Fiacie Punto jadac tak na oko 100km/h, za nami w lusterku pojawia sie BMW ( z idiota za kierownica jak sie okaze). Maz przyspiesza, zjezdza na lewy pas, wyprzedza Punto i wraca na srodkowy, zeby zrobic miejsce narwancowi w beemce. Ten zas wymyslil sobie, ze wyprzedzi Punto z prawej (!) strony. Maz wraca na srodkowy pas a osiol, tudziez inny kretyn w BMW wyprzedzil z prawej i tez zjezdza na srodkowy. Dobrze, ze moja druga polowka to opanowany kierowca i spokojne odbil w lewo, bo by nas kretyn zmiotl z drogi. Szczerze mowiac, gdybym miala mozliwosc, to bym idiocie tak nakopala do siedzenia, ze przez rok by do samochodu nie wsiadl! A wszystkim, ktorzy w tej sytuacji nie widza nic dziwnego przypominam: PRAWA STRONA NIE SLUZY DO WYPRZEDZANIA!!! Chocby sie nie wiem co na drodze dzialo.

    • ~hehe
      21 sierpnia 2014 o 19:34

      W Polsce nie ma autostrad,są tylko opłaty !

      • ~robee
        21 sierpnia 2014 o 20:14

        Gość z BMW, to kretyn, ale w niektórych sytuacjach można wyprzedzać z prawej. Może ktoś mnie wspomoże, ale z tego, co wiem, to jeśli mamy więciej niż jeden pas w danym kierunku, to nawet poza obszarem zabudowanym.

        • ~kierowca
          21 sierpnia 2014 o 21:21

          Masz rację. Ponadto pojazd zmieniający pas z prawego na środkowy ma pierwszeństwo przed pojazdem zjeżdżającym z lewego na środkowy. W tej sytuacji kierowca BMW jechał prawidłowo, a nie mąż ~takiej sobie.

    • ~Ja
      21 sierpnia 2014 o 19:45

      To poczytaj sobie przepisy. Z prawej mozna wyprzedzac niekiedy, np w przypadku ktory opisalas. I bmw mialo pierwszsnstwo przy wjezdzaniu na srodkowy. Niektorzy probuja tworzyc wlasne prawo i maja pretensje ze inni sie do niego noe stosuja…

      • ~bolo
        21 sierpnia 2014 o 22:05

        Niestety, przyjacielu, nie masz racji, przed Gliwicami (jak to opisała taka sobie), nie ma 3 pasów ruchu na A4. Przepis dopuszcza wyprzedzanie z prawej strony na drogach o minimum 3 pasach ruchu, a pomiędzy Wami powinien być jeden pas przerwy. Durne to, ale tak jest

        • ~Ja
          21 sierpnia 2014 o 22:19

          Tak jak mowisz jest na zabudowanym, na autostradach mozna z prawej przy 2 pasach. Nasi wspaniali eksperci jak zwykle spieprzyli przepisy

    • ~qwe
      21 sierpnia 2014 o 19:55

      Niestety laluniu, zapomniałaś o jeszcze jednym aspekcie. Sięgnij do Kodeksu Ruchu Drogowego.
      Tak wszyscy małżonkowie w Polsce to tacy SUPER KIEROWCY ;))

      • 21 sierpnia 2014 o 20:09

        Wszystkie misiaczki znają kodeks tylko go nie stosują. Prawda misiaczku?

      • ~mieszkaniec szwecji
        21 sierpnia 2014 o 20:35

        Macie rację z wyprzedzaniem z prawej strony. Chyba od 1981, albo 1984 roku wszedł przepis pozwalający na takie wyprzedzanie. Ale „Taka sobie” przyjechała do Polski na wakacje przywożąc jednocześnie nawyki stamtąd, gdzie teraz mieszka. W Szwecji też się nie wyprzedza prawym pasem (nie wiem dlaczego tak uczą). Takich różnic jest dość sporo. Np na rondzie (często są malutkie, jednopasmowe) nie włączają prawego kierunkowskazu przy zjeżdżaniu z niego w drugi zjazd, tylko traktują to, jakby jechali prosto na zwykłym skrzyżowaniu. Przy trzecim zjeździe też, ale jak wjeżdżają na rondo, włączają lewy (!). Za to w ogóle nie włączają kierunkowskazu podczas wyprzedzania, a zamiast tego dają po lusterkach długimi (!). Ale generalnie między nimi jeździ się dużo spokojniej niż między polakami, a dozwolona prędkość na terenie zabudowanym pilnuje się w sznurku sama.
        Pozdro!

        • ~Dokurobei
          21 sierpnia 2014 o 21:16

          W Polsce też przed rondem, na którym skręcasz w lewo powinieneś dać kierunkowskaz w lewo. Nikt tak nie robi, ale tak wg przepisów trzeba. Potem zjeżdżając z ronda dajesz w prawo.
          Wyprzedzać z prawej można na jezdniach jednokierunkowych o wyznaczonych pasach ruchu zawsze a na dwukierunkowych w zależności od ilości pasów – w terenie zabudowanym wystarczą dwa ale poza muszą być trzy. Nie widziałem nigdy drogi jednojezdniowej dwukierunkowej o trzech pasach poza terenem zabudowanym. Jak juz mają być takie szerokie to zawsze są jezdnie rozdzielone.

          A w przypadku z postu powyżej to oczywiście BMW miało pierwszeństwo. Tez tak wyprzedzania jak nie ma możliwości z lewej. Radzę się małżonków oduczyć PORD zanim będą oceniali innych.

        • ~tez z se
          21 sierpnia 2014 o 23:22

          Dlatego w miescie jada wolno, ze za przekroczenie nawet o 10km leci prawko i mozna isc do paki.kierunki sa obowiazkowe ale o tym szwedzi zapominaja.Lewy kierunek na rondzie ma sens-znacznie ulatwia ruch innym-blyskanie dlugimi przy wyprzedzaniu tez ma sens-wyrazne ostrzezenie przed niebezpiecznym manewrem.na autostradach grzeja czesto po 150 mimo ze wolno 110-chyba tylko kolo sztokholmu i geteborga jest 120.ale jezdzi sie przyjemniej niz w polsce.i ruch o wiele mniejszy

          • ~mieszkaniec szwecji
            22 sierpnia 2014 o 20:04

            A mnie błyskanie po lusterkach do pasji doprowadza, bo zawsze w nie patrzę, zwłaszcza kiedy do mnie dojeżdża i wtedy strzał w oczy. Mam ochotę wtedy zrobić mu to samo, ale nie mam takich lamp z tyłu 😉 Za to kierunkowskaz widzę doskonale.
            A na rondzie, to raz miałbym wypadek, bo dojeżdżając do ronda zobaczyłem z naprzeciwka samochód z włączonym lewym kierunkowskazem i skojarzyłem, że przecież on skręca w lewo, a ja jadę prosto, więc mam pierwszeństwo. To był przebłysk, w czasie którego na hamulec nacisnąłem o jakąś sekundę później, co mogło doprowadzić do stłuczki. Oczywiście wina byłaby moja i nieważne, że tamten miał nieprawidłowo włączony migacz, nikt by tego tłumaczenia nie słuchał. Ale chyba nie masz wątpliwości, że mam rację z tymi kierunkowskazami? Szkoły tzw. ekspertów są różne, ale ostatnio w Borås była niezła nagonka na rondach właśnie z powodu lewego kierunkowskazu zakazanego na jednopasmowym rondzie.
            Pozdro!

      • ~Marco
        21 sierpnia 2014 o 23:51

        Tylko, że ten palant w BMW wyprzedzał po pasie technicznym. Tak czynią wariaci drogowi.

    • ~Dra
      21 sierpnia 2014 o 21:07

      a jaka jest ta rzeczywistość Panie Arturze? Rozbite samochody i płacz w niektórych domach? Ja tez jeżdżę zgodnie z przepisami- jak 50 to 50-55 jak mogę szybciej korzystam tylko trochę..i mam w nosie trąbiących głąbów. Z uśmiechem na ustach zastanawiam się czy przepisów nie uczył ich przypadkiem Stewe Wonder…Pozdrawiam

    • ~grzesiek
      21 sierpnia 2014 o 21:18

      I tu się koleżanko mylisz.
      Zgodnie z art. 24 ustawy Prawo o ruchu drogowym w pkt 10. Dopuszcza się wyprzedzanie z prawej strony na odcinku drogi z wyznaczonymi pasami ruchu, przy zachowaniu warunków określonych w ust. 1 i 7:
      1) na jezdni jednokierunkowej;
      2) na jezdni dwukierunkowej, jeżeli co najmniej dwa pasy ruchu na obszarze zabudowanym lub trzy pasy ruchu poza obszarem zabudowanym przeznaczone są do jazdy w tym samym kierunku.
      Autostradę rozdzieloną pasami traktuje się jako jednokierunkową, a zatem można wyprzedzać z prawej, aczkolwiek jest to niebezpieczne i zazwyczaj się tego nie stosuje.
      Druga sprawa, jeżeli twój mąż zjeżdżał z lewej na środkowy a BMW z prawej na środkowy, to kierowca BMW MIAŁ PIERWSZEŃSTWO. Zanim był zaczął wyzywać od kretynów i idiotów poznałbym przepisy.

    • ~Rysiu
      21 sierpnia 2014 o 21:27

      No i wylazł ewidętny brak znajomości przepisów. Po pierwsze to twój ślubny stworzył zagrożenie na drodze – a wyprzedzanie z prawej strony jest dozowolone – i w tym przypadku BYŁO dozowlone. Kierowca BMW nie tylko nie złamał przepisów a w przypadku kolizji z waszym autem – TO TWÓJ małżonek poniósłby wszystkie konsekwencje. Skąd wy przyjechaliście że tam autostrad nie ma.

  238. ~Grzybek
    21 sierpnia 2014 o 19:29

    Prowadzę pojazdy od ok. jedenastego roku życia chronologicznie: rower, ciągnik, motorower, sam. osobowy, motocykl, sam. ciężarowy a obecnie tylko osobówka i duży bus. Prawko mam od 1988r i żadnych kolizji/wypadków z mojej winy. W powyższych brałem udział jako poszkodowany grubo ponad 20 razy!, od kilkunastu lat coraz rzadziej, od kilku ani razu- wcale nie „dorastam” jeśli chodzi o ostrożniejszą jazdę- nieraz „dociskam” pod 150km/h. Moja technika jazdy od wielu lat pozostaje niezmienna- poza terenem zabudowanym jadę w dobrych warunkach z prędkością 100-120 km/h, w zabudowanym 60-80 km/h (licznikowo)!. Uważam, że wymyślona przez milicję i nieporadnych polityków teza o tym, że prędkość zabija jest FAŁSZYWA!- prędkość jest pośrednim powodem dlatego, że potrzeba dłuższej drogi aby wyhamować jak ktoś, lub coś nam się „wbije” pod koła!.Mamy drogi jednak w coraz lepszym stanie, samochody też lepsze- nie zawsze nowsze, ale dostępność części zamiennych sprawia, iż auta mimo, że wiekowe często są w całkiem przyzwoitym stanie (kiedyś mój ojciec nie mógł zdobyć poduszek pod amorki więc wyciął je ze starej opony!). Jazda „przepisowa”- wczoraj kierunek do Białegostoku, dojechało mnie dwóch „milicjantów” na motorach, więc męka z odrobiną przekory- przeciągnąłem ich ok.15 km z prędkością”przepisową” + wg licznika 10km/h. Po 2 km po mieście wyprzedzili mnie- ja za nimi- doszli do ok. 85km/h i tak sobie jechaliśmy ok. 4km po czym ustawili się w miejscu( dwupasmówka ul. Branickiego) pewnie w celu egzekwowania przestrzegania przepisów ruchu drogowego przez innych, których … prawo nie chroni!.

    • ~hehe
      21 sierpnia 2014 o 19:33

      nie przebiłeś mnie,ja jeździłem bobo w 2 roku życia !

  239. ~Artur
    21 sierpnia 2014 o 19:33

    A może by tak wreszcie choć raz zmienić nieżyciowe przepisy tak aby przystawały do rzeczywistości?

    • ~anty
      21 sierpnia 2014 o 20:26

      żeby było jeszcze więcej tragedii na drodze? skoro przy obowiązujących 50km/h jeżdżą 80 tką, to jak będzie obowiązywać 80km/h to będą jeździć 150, Polacy urodzili się do łamania przepisów

  240. ~Memo
    21 sierpnia 2014 o 20:00

    Coś w tym jest. Staram się jeździć w miarę przepisowo, jadąc 55-60km w terenie zabudowanym (ograniczenie do 50km/h), inni kierowcy mają do mnie pretensje, zdarza się, że trąbią, wyprzedzają na chama, nawet po chodniku! Przepraszam, ale ja mam prawo, ba! obowiązek, jechać zgodnie z przepisami w centrum miasta, gdzie na każdym kroku są przejścia dla pieszych a ludzie nierzadko przechodzą przez ulicę tam, gdzie im wygodnie. Dwa razy w ciągu ostatniego roku zdarzyło mi się, że pieszy wyskoczył mi na drogę i gdyby nie refleks i odpowiednia prędkość, doszłoby do tragedii.
    Jeśli komuś się spieszy, to niech mu się spieszy poza obszarem zabudowanym, gdzie jest praktycznie pusta droga i nie ma pieszych, niech tam sobie szaleje i stwarza zagrożenie sam dla siebie.

    Dzisiaj w ścisłym centrum Sosnowca był wypadek, młody człowiek jadący BMW o wiele, wiele za szybko, w deszczu, stracił przyczepność, wypadł ze swojego pasa, przejechał przez torowisko tramwajowe, dwa pasy w przeciwnym kierunku i wjechał w słup oświetleniowy, wyrzucając z parkingu przy chodniku inny samochód i uszkadzając dwa kolejne (jeden – oba boki, drugi – przód z lewej strony). Siła uderzenia była tak duża, że BMW odbiło się i stanęło na środku ulicy z 10m od latarni. Samochód, który stał zaparkowany przy chodniku i który najbardziej ucierpiał, przeskoczył przez krawężnik, okręcił się wokół własnej osi i „zaparkował” na chodniku przodem do ulicy (a stał tyłem). Tył i przód cały rozbity, tylna oś do wymiany. Kierowcy i pasażerce BMW nie stało się nic poważnego, ale samochód do kasacji. I ktoś coś tu mówi o tym, że ograniczenia prędkości w terenie zabudowanym są bez sensu? Gdyby nie słup i zaparkowane samochody, BMW wjechałoby do przeszklonych lokali na parterze kamienicy i zginęliby ludzie. Całe szczęście, że w chwili wypadku nie jechał tramwaj a przeciwległe pasy były puste oraz że nikt nie szedł chodnikiem w momencie, gdy zaparkowany samochód został uderzony i wylądował na chodniku. Pieszy znalazłby się w potrzasku między autem a ścianą budynku. Po to są ograniczenia, żeby była szansa na zahamowanie, zmniejszenie prędkości i uniknięcie kolizji lub zmniejszenie jej skutków. Tego nikt nie wymyślił złośliwie. Szanujmy przepisy, jeździjmy uważnie i ostrożnie. Chcę się czuć bezpieczna na drodze – jako kierowca, rowerzysta i jako pieszy.

    • ~Memo
      21 sierpnia 2014 o 20:01

      Dodam, że wypadek wydarzył się na moich oczach… Przykry widok a jeszcze bardziej mi przykro, gdy myślę o inteligencji i rozsądku kierowcy BMW…

      • ~kk
        21 sierpnia 2014 o 20:34

        BMW zobowiązuje!

        • ~August
          21 sierpnia 2014 o 22:12

          Do głupoty?

      • ~Ania
        21 sierpnia 2014 o 21:30

        Witam, ja ostatnio wracalam z kolezanka z Krakowa,jechalysmy z 3 dzieci, zatem jechalysmy tak, jak przepisy nam nakazywaly,oczywiscie dla bezpieczenstwa.bylysmy oczywiscie caly czas wyprzedzane, no,ale co tam,kazdy jedzie jak chce. Okazalo sie,ze przez kilka km za nami jechal a policja, panowie nas zatrzymali, sprawdzili dokumenty i trzezwosc kolezanki.okazalo sie,ze wszystko ok,wiec pan policjant bardzo mily, przekazal nam ,ze ktos zadzwonil na policje , podal nr rejestracyjny naszego pojazdu i powiedzial, ze jakas pijana kobieta nim jedzie. I co wy na to? Czyli jak jedzie sie wolno,wg pprzepisow i w dodatku baba,tzn.,ze pijana? Oczywiscie wtedy nas to rozbawilo, ale po przeczytaniu tego artykulu i waszych komentarzy stwierdzam, ze w naszym kraju nigdy kierowcy nie beda jezdzic bezpiecznie wg przepisow i niewazne czy beda nakazy jechania 50,80,120 – zawsze bedziemy dokladac kilkadziesiat km/h wiecej. Pozdrawiam.

        • ~( . )( . )
          21 sierpnia 2014 o 22:13

          Być może Twój styl jazdy sugerował zażywanie jakichś niedozwolonych środków? Z drugiej strony nawet policja zatrzymuje przepisowo jadących kierowców, bo sami doskonale zdają sobie sprawę, że tych ograniczeń nie da się przestrzegać, więc jeśli ktoś jedzie tak ostrożnie, musi mieć coś na sumieniu.
          Co się tyczy ograniczeń prędkości, to polskie pseudoautostrady pokazują, że 140 km/h jest już wartością dość graniczną. Nadal są tacy, którzy przekraczają 170 (i chwała im za to, bo bez nich byłoby nudno), ale większość nie przekracza 150.

          • ~Dokurobei
            21 sierpnia 2014 o 22:28

            Jakie pseudoautostrady? Nowobudowane autostrady mają dużo lepsze parametry niż większość autostrad np. w Niemczech. Współczesne przepisy odnośnie parametrów autostrady (profile, długości prostych odcinków pomiędzy zakrętami, promienie łuków, ogrodzenia) są takie, że np. autostrada A2 mogłaby spokojnie nie mieć żadnego ograniczenia.
            Na drugim krańcu jest nieremontowana A1 pod Łodzią bez żadnych ogrodzeń (widziałem pieszych idących mostkiem nad jakąś rzeczką)

          • ~( . )( . )
            21 sierpnia 2014 o 22:49

            @Dokurobei, jechałem jakieś pół roku temu A4 od strony Krakowa do Wrocławia. Korek przed bramkami, tak długi, że wykraczał poza ograniczenia prędkości. Większość samochodów dookoła miała około 150 km/h i po wyjściu z ostatniego zakrętu przed bramkami trafiali na stojące (w korku) samochody.
            A1 z Torunia do Gdańska jest w miarę ok, chociaż miejscami boczne podmuchy wiatru są tak silne, że przy 140 km/h trzeba się dobrze pilnować, żeby się nie zdziwić.
            O drodze pod Częstochową (jadąc od Łodzi), oznaczonej jako autostrada nawet nie wspomnę, bo tam mogą sobie swobodnie wejść na jezdnie krowy z pastwiska.
            DK 7 przed Warszawą (od strony Gdańska) ma dla mnie zbliżone parametry do polskich autostrad. Nie wiem dlaczego miejscami są tam ograniczenia nawet do 60 km/h (i tam właśnie rozstawiają się niebieskie ludziki).
            Nie będę tu smęcił o 3 pasach ruchu, żeby nie wyjść na takiego, któremu wiecznie mało, chociaż czasem wyprzedzające się ciężarówki potrafią dać się we znaki.