Szlachetne oszustwo rozmontuje budżet obywatelski Krakowa – cd.

Mój wpis na temat budżetu obywatelskiego w Krakowie wywołał sporo kontrowersji. Pomysłodawca projektu „Angielski 5 razy w tygodniu dla uczniów za darmo”, były radny dzielnicowy Łukasz Wantuch, napisał do mnie i zażądał przeprosin za sformułowanie „mogą naciskać na dyrektorów szkół, żeby nie angażowali się w inne edukacyjne projekty zgłoszone przez mieszkańców”. Uznał to za pomówienie i w razie nieopublikowania przeprosin, zagroził procesem. W mojej opinii wyrażenie obawy, że coś się może stać niespecjalnie kwalifikuje się na proces, więc odpisałem panu Łukaszowi, że po prostu chętnie się z nim spotkam i wyjaśnię mu swoje obawy, a on mi wyjaśni swoje. No i się spotkaliśmy, porozmawialiśmy i efekt tej rozmowy jest poniżej. Pozostaliśmy przy swoich stanowiskach, ale groźba pierwszego w historii naszego bloga procesu (niecały miesiąc od debiutu) została oddalona.

Piotr Kozanecki: Projekt „Angielski bezpłatnie 5 razy w tygodniu” sam w sobie nie jest moim zdaniem złym projektem. Problem w tym, że Pan używa narzędzi, które nie należą do Pana. Pan jest byłym radnym dzielnicowym i ma pan mocne poparcie, chociażby w osobie wiceprzewodniczącej rady miasta i samego prezydenta. W takim układzie powinien Pan walczyć o niego na radzie miasta, a budżet obywatelski zostawić zwykłym obywatelom.

Łukasz Wantuch: Walczyłem trzy lata.

Jak na polskie warunki, to dość krótko. Wiele pomysłów czeka dłużej.

Nie mam innych uprawnień, niż pozostali mieszkańcy. Moja siła wynika z moich predyspozycji i możliwości, które mam jako osoba, nie były radny. I podkreślam, że nigdy nikogo nie naciskałem, nie namawiałem dyrektorów, nie mówiłem, że ten pomysł jest najlepszy.

Nacisk to nie tylko przystawianie pistoletu do skroni. Projekt popiera wiceprzewodnicząca rady miasta i prezydent, a dyrektorzy szkół są zależni od władz miasta. Mało który dyrektor mógłby się w układzie, jaki stworzyliście, wam przeciwstawić. Albo złożyć swój projekt. Nie musi Pan nic mówić, żeby wywrzeć nacisk.

Już w sierpniu wysłałem maila z informacją o projekcie do wszystkich radnych miejskich i dzielnicowych. Chciałem, żeby chętni radni byli organizatorami,  żeby popierali ten bezpłatny angielski jako ojcowie, jako zwykli mieszkańcy.

Ale radny to nie jest zwykły mieszkaniec. Nie da się tych ról rozdzielić. Ja jako dziennikarz się nie zapisuję do żadnego stowarzyszenia, bo mogę stanąć w konflikcie interesów.

To błąd moim zdaniem, nie wierzę w to do końca. W ten sposób się pan wyłącza i ogranicza do bezpiecznego komentowania.

Jak widać po pana reakcji, nie do końca bezpiecznego.

Ale to pasywne i szkodliwe podejście. Da się nakreślić pewne granice, można być i dziennikarzem i społecznikiem, występujemy w różnych funkcjach. To nie jest tak, że radny nie może zgłosić pomysłu na budżet obywatelski.

Pozostajemy przy swoich stanowiskach w takim razie. Moim zdaniem to mieszanie ról, tym bardziej, że włącza pan w swój pomysł wiceprzewodniczącą rady i prezydenta, którzy biorą udział w spotkaniach promujących projekt.

Na tych spotkaniach przewodnicząca i prezydent mówią najpierw o samym pomyśle budżetu, promują samą ideę, dopiero później ja mówię o angielskim.

Jasne. A jak Tusk się pojawia na wiecu Komorowskiego to chodzi mu tylko o wysoką frekwencję…

Jeszcze raz przypominam – w sierpniu do wszystkich radnych dzielnicowych i miejskich rozesłałem zaproszenie do udziału w tym projekcie. I nawet teraz na te spotkania każdy radny może przyjść i zaprezentować swój pomysł.

Może uważają, że to nie ich kompetencja. Oni prezentują swoje pomysły przez 4 lata kadencji na forum rady miasta.

Radni mają trochę lepsze narzędzia, ale to nie oznacza, że mieszkaniec ma czekać biernie aż jaśnie wielmożni radni coś uchwalą. Ale jednocześnie uważam, że radni mają prawo złożyć projekt do budżetu obywatelskiego. Ten budżet to przecież nie jest osobny prawny twór.

No i tu się właśnie nie zgadzamy. W porównaniu z projektami zgłaszanymi przez obywateli, macie przewagę. Budżet obywatelski to nie wasze narzędzie.

Powtórzę jeszcze raz. Próbowałem do tego pomysłu przekonać radnych przez trzy lata. Reakcje były takie, że w szkołach nie ma papieru toaletowego, że 40 procent budżetu miasta i tak idzie na edukację i że nie wiadomo, czy rodzice w ogóle takiego angielskiego chcą.

Tym ostatnim argumentem można akurat utrącić każdy pomysł.

I tak on został właśnie utrącony. Nie ma pieniędzy i nie ma poparcia. To my teraz pokażemy, że poparcie jest i wywalczymy pieniądze z budżetu obywatelskiego.

A co Pan powie tym ludziom, którzy poświęcili swój czas na przygotowanie pozostałych kilkuset projektów i są teraz bez większych szans w starciu z machiną, którą Pan uruchomił?

Przede wszystkim mówię, żeby poczekali pół roku. Bo za pół roku będzie kolejne głosowanie nad budżetem obywatelskim i wtedy możemy się zająć pozostałymi propozycjami. Bo jeśli przy tej mobilizacji rodziców, jaka jest teraz, angielski nie przejdzie, to ten projekt umrze. A te mniejsze mogą spokojnie przejść za pół roku. Poza tym, wiele innych projektów jest też zgłoszonych przez radnych albo osoby z radnymi powiązane.

A dlaczego trzeba było od razu robić skok na cały budżet jednym projektem?

To nie wynika z mojej perfidii. Po prostu mniej na te lekcje już przeznaczyć się nie dało, kilka szkół nie może wziąć w projekcie udziału, bo już nie starczyłoby pieniędzy. Zresztą, jak to miałem rozegrać? Iść do jakiejś szkoły i powiedzieć: słuchajcie, w imię idei budżetu obywatelskiego nie możecie przystąpić do akcji „Angielski 5 razy w tygodniu za darmo”? Przecież by mnie wyśmiali.

A co jeśli projekt nie przejdzie?

To zadzwonię z gratulacjami do zwycięzcy. Ale apeluję, jeśli zależy wam na przysłowiowym remoncie chodnika, zapiszcie go na kartce i zadziałajmy za pół roku. To w ogóle jest absurdalne, że my przecież się kłócimy o nieco więcej niż promil budżetu miasta! Miejmy nadzieję, że w kolejnych edycjach tych pieniędzy będzie więcej.

Jak Pan ocenia inne projekty?

Jest wiele bardzo dobrych, ale nieskromnie powiem, że żaden nie wzbudził takiego zainteresowania, jak angielski. To daje nadzieję, że frekwencja podczas głosowania będzie wysoka, bo byłoby fatalnie, gdyby się okazało, że na projekty w budżecie partycypacyjnym w milionowym mieście oddano np. 10 000 głosów.

  7 comments for “Szlachetne oszustwo rozmontuje budżet obywatelski Krakowa – cd.

  1. ~miła
    6 września 2014 o 23:39

    a gdzie pytanie o manipulowanie głosowaniem, o próbę rozbicia dobrze przygotowanego systemu preferencyjnego?
    Mam nadzieję, że ludzie się opamiętają i wybiorą inne projekty, np. upragniony remont Królowej Jadwigi, którego od 30 lat nie mogą doczekać się mieszkańcy.

  2. ~Andrzej
    7 września 2014 o 01:14

    Dostawa do Putina pomogła może i im dowieźć? http://www.almoc.pl/img.php?id=2190

  3. 7 września 2014 o 10:19

    Dziwne, ze po wszystkich szalonych pomysłach nie z tej ziemi radnego Wantucha (np. budowa zadaszonej ściezki rowerowej na Plantach – a na ch… to komu???) mieszkańcy jeszcze się na nim nie poznali i nadal mu wierzą.
    Ja bym od razu na wstepie głosował przeciwko jakimkolwiek projektom zgłaszanym przez tego człowieka.

  4. 8 listopada 2016 o 23:31

    nierozbryzgiwany

  5. 8 marca 2017 o 15:04

    az miło poczytać

  6. 18 września 2017 o 22:18

    Ciekawie napisane

  7. 19 września 2017 o 20:05

    masz ciekawy styl pisania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *