Skąd się biorą parki?

Sto lat temu miasta potrafiły wykupić kawał terenu, żeby uchronić go przed zabudową i zorganizować na nim zieleń publiczną dla mieszkańców. Mało tego, taki teren potrafili nieraz oddać miastu prywatni przedsiębiorcy. A byli i tacy, którzy sami na swojej ziemi sadzili drzewa, stawiali ławki, robili sadzawki i otwierali swoje włości dla ludu. Czy wyobrażamy sobie dzisiaj, że na taki krok zdobywa się ktoś z listy najbogatszych Polaków?

W Krakowie pojawią się pierwszy raz od jakichś 30 lat nowe parki. Od razu dwa! Jeden będzie miał 1,5 ha, drugi na razie trudno powiedzieć. Całe 1,5 hektara! Niewielki przecież Park Krakowski ma hektarów pięć…

Mowa o parku Ogrody Łobzów i parku na Woli Duchackiej. Wyłożenie na nie pieniędzy (w przypadku tego pierwszego ok. 2 mln zł, drugiego w okolicach 5 mln) i zorganizowanie całego procesu tworzenia tych parków przypomina gotowanie wody na starej butli, wysoko w górach przy dużym wietrze – prędzej czy później ma się ochotę rzucić sprzęt w przepaść i zjeść batona. Dość wspomnieć, że zarezerwowanie w budżecie miasta 2 mln na Łobzów jest uważane za niezwykły wyczyn. Dla porównania, budżet Krakowa na rok 2014 wyniósł niecałe 4 mld złotych, z czego ponad 700 mln przeznaczono na inwestycje.

W ciągu ostatniego 25-lecia, ze szczególnym uwzględnieniem ostatniej dekady, powstało w Polsce mnóstwo nowych mieszkań. Na przedmieściach rozlały się bezładnie jak ameby zespoły domków, bliźniaków i szeregowców dających ułudę domu z ogródkiem. Na niezagospodarowanych terenach w samych miastach natomiast zbudowano bloczki, bloki i bloczyska, przy których Ursynów (WWA), Retkinia (LDZ) i Bieżanów (KRK) jawią się jako znakomicie zaplanowane przestrzenie. Żadne polskie miasto, nie mówiąc już o deweloperze, nie pomyślało o tym, żeby gdzieś pomiędzy te nowe budowle wcisnąć zielony kawałek terenu większy od kociej kuwety.

Kurczę, skoro to jest takie trudne, to jak to możliwe, że 100 lat temu za zaborców powstawały jakieś parki w ogóle? Komu się to chciało ogarniać? Wyznaczać? Szukać na to pieniędzy? Rezerwować na to tereny, które przecież 100 lat temu też można było sprzedać z zyskiem? A jak to było możliwe w tym smutaśnym PRL, którego władze przecież dobro obywateli miały na liście priorytetów mniej więcej tam, gdzie polski kierowca ma ograniczenia prędkości? To prześledźmy, skąd, do diaska, w ogóle wzięły się w miastach parki?

Londyński Hyde Park, paryski Lasek Buloński, berliński Tiergarten, gigantyczny monachijski Englischer Park – wiele z tych największych i najbardziej znanych parków Europy zawdzięczamy polowaniom. To były tereny królów i książąt, które ze względu na rozrastające się miasta stopniowo traciły swoje łowieckie znaczenie i gdzieś w okolicach od końca XVII do połowy XIX wieku były „otwierane” dla mieszkańców. Czyli stała za tym konkretna decyzja konkretnego człowieka – dobra, ludzie, ja w przeciwieństwie do moich przodków nie lubię polować, więc macie te drzewa, możecie se tu spacerować, odpoczywać, dziewczynę zaprosić. Ale dobra, powiedzmy, że monarcha miał wówczas jeszcze dużo kasy i sporo władzy, mógł się zdobyć na taki gest, bo potem jechał z Paryża do Wersalu albo z Londynu do Windsoru i tereny łowieckie miał dalej, motłoch mógł się gnieść w jakimś tam Hyde Parku.

Zerknijmy więc na starą, dobrą demokrację amerykańską. Otóż najsłynniejszego parku świata, Central Parku, nowojorczycy w planie wcale nie mieli. Kluczowy dla rozwoju tego miasta dokument, słynny Commissioners’ plan z 1811 roku, wytyczył gigantyczną sieć prostopadłych ulic i wymusił dzisiejszy wygląd Manhattanu. Ale ludności zaczęło przybywać w zastraszającym tempie, przez 40 lat jej liczba zwiększyła się czterokrotnie! I wtedy okazało się, że jedyne miejsce, gdzie można odetchnąć i uciec od miejskiego zgiełku, jest, jakkolwiek strasznie by to nie brzmiało, na cmentarzu. Na szczęście wytyczone kwartały Manhattanu nie były jeszcze na dobre zabudowane, więc po kilku latach debaty, w 1853 roku, rada miasta podjęła decyzję, dzięki której dziś, po 150 latach nikt już sobie NYC bez Central Parku nie wyobraża. Choć warto pamiętać, że nie zawsze było różowo i bywały w historii okresy, kiedy park niszczał i był niezbyt ciekawym i bezpiecznym miejscem.

Czas na rzut okiem na Polskę.

Przeanalizowałem, skąd się wzięły parki w pięciu największych polskich miastach. Warszawa, Kraków, Łódź, Poznań i Wrocław. Wnioski są oczywiście ponure. Przez ostatnie 25 lat budowaliśmy wszystko, z wyjątkiem sensownych przestrzeni publicznych. A przestrzeni zielonych zbudowaliśmy w tych pięciu miastach dosłownie kilka.

Otóż tak. Dawno, dawno temu, za kamienicami i murami, władze miast potrafiły KUPIĆ od prywatnej osoby jakiś kawał terenu tylko po to, żeby urządzić w tym miejscu park. Tak, tak, to było możliwe. I wcale nie takie rzadkie. I, o zgrozo, często takich zakupów dokonywano jeszcze za zaborców. A czasem jeszcze wcześniej.

W Warszawie dzięki takim decyzjom mamy na przykład Ogród Krasińskich, który został wykupiony przez państwo w 1765, przy okazji wykupienia pałacu na siedzibę komisji skarbu koronnego. Park udostępniono rok później. Ziemię pod Park Młociński miasto Warszawa wykupiło w 1907 roku, urządzanie parku dokończono już po I wojnie. Kilka parków powstało w 20-leciu międzywojennym – albo z inicjatywy samego prezydenta Stefana Starzyńskiego (Park Dreszera) albo inicjatywy towarzystwa miłośników jakiejś dzielnicy (Park Żeromskiego i Park gen. Sowińskiego). Tjaaaa… dzisiaj towarzystwa miłośników dzielnic mogą sobie co najwyżej ponarzekać na coś w internecie – nie ujmując niczego samym towarzystwom, to raczej społeczeństwo mamy w tej chwili takie, że zrzeszać się nie chce albo nie ma czasu.

Spektakularnym przykład z tej kategorii to także Las Wolski w Krakowie. Położony na wcinających się od zachodu w stronę centrum miasta wzgórzach las został w środku I wojny światowej, w 1917 roku, WYKUPIONY przez miejską instytucję, potężną wówczas Komunalną Kasę Oszczędności Miasta Krakowa. Działała niemal 100 lat (1866-1950) i funkcjonowała mniej więcej jak bank (przyjmowała wkłady oszczędnościowe i udzielała kredytów), ale zyski przeznaczała nie na premie dla prezesów i inwestycje w kredyty sub-prime na drugim krańcu globu, tylko na takie akcje, jak z Laskiem Wolskim. Kasa nie dość, ze wykupiła te 419 hektarów lasu, to jeszcze od razu przekazała go miastu z przeznaczeniem na park ludowy (pięknie służy do dziś). Ta sama kasa wykupiła też z rąk Austriaków Wzgórze Wawelskie. To z takim dużym zamkiem, katedrą i jakąś Smoczą Jamą…

W Poznaniu miasto wykupiło w 1906 r. prywatny od 1870 roku Park Moniuszki, Łódź w 1936 wykupiła spory Park Julianowski od zrujnowanych spadkobierców rodziny Heinzlów…

Innym sposobem na założenie parku było skorzystanie z kawałka ziemi, który już własnością miasta był. Zdarzali się w przeszłości tacy szaleni wizjonerzy, którzy nie myśleli tylko o tym, jak by tu taki teren dobrze sprzedać pod budowę centrum handlowego. Ale wychodzili ludziom naprzeciw, słuchali jakichś tam gości, którzy prawili dyrdymały o czystym powietrzu i zakładali parki na terenach, które do miasta od wieków należały. Niejednokrotnie oficjalne założenie parku sankcjonowało status quo – teren tak czy inaczej był przez mieszkańców użytkowany jako teren rekreacyjny. Tak było chociażby w przypadku ogromnych, pięknych parków łódzkich – Parku Poniatowskiego i Parku na Zdrowiu (oba wyznaczone pod koniec zaborów), a w Krakowie Parku Lotników (lata 60. XX wieku – park miał oddzielić nowohucki kombinat od starej części miasta).

Sporo parków, zwłaszcza tych położonych w ścisłych centrach miast, zawdzięczamy miejskim fortyfikacjom. Od początku XIX wieku średniowieczne mury obronne przestawały pełnić swoją pierwotną obronną funkcję. Albo je rozbierano, albo zaniedbane same się rozpadały i nagle okazywało się, że otwiera się dzięki temu jakaś przestrzeń do zagospodarowania. No i, o dziwo, nie zagospodarowywano tej przestrzeni budową kamienic pod wynajem, tylko porządkowano, sadzono drzewa, wytyczano alejki i stawiano parę ławek. Dzięki takim decyzjom władz polskich miast sprzed 150-200 lat, mamy dziś w Krakowie okalające całe Stare Miasto Planty, we Wrocławiu Promenadę Staromiejską, Park Słowackiego i Park Kopernika, w Poznaniu Parki Mickiewicza, Cytadelę, i Park Marcinkowskiego, a w Warszawie Park Traugutta. Ktoś sobie w ogóle umie dziś wyobrazić Kraków bez Plant?!?!

Są też parki, które zawdzięczamy jakimś świrom-wizjonerom. Uwalili sobie w głowach, że jakiś teren się super nada pod park, chodzili, kombinowali, zbierali pieniądze, krok po kroku realizowali pomysł i dopinali swego. Pewnie w każdym większym mieście co najmniej jeden taki się kiedyś znalazł. Co najmniej jednego wszyscy znają jako przodka koszykarza wszech czasów J. Czyli doktora Henryka Jordana. Park, nazwany później jego imieniem, powstał w 1889 roku na terenach krajowej wystawy rolniczo-przemysłowej z 1887 roku. Najpierw Jordan przekonał komitet organizujący wystawę do częściowego zagospodarowania terenu na zieleń publiczną, potem z projektantem Bolesławem Maleckim ogarniali sobie temat dalej. Z dzisiejszego punktu widzenia (przetargi, kryterium najniższej ceny, jakieś chińsko-macedońskie konsorcja) niewiarygodne wydaje się to, że zasadniczą część parku wykonano w rok. Powstały alejki, boiska i zasadzono kilkadziesiąt tysięcy drzewek podarowanych przez księcia Adama Lubomirskiego z Niżyńca. Żeby było jeszcze ciekawiej, Jordan dostał takiej zajawki, że organizował w parku CODZIENNE zajęcia sportowo-gimnastyczne dla młodzieży. To był wówczas wzór dla całej europy i od tej działalności wzięło się pojęcie ogródka jordanowskiego. I to dzięki Jordanowi wprowadzono do szkół lekcje w-f.

poznan-kliny

Warto też pamiętać o pewnym świrze-wizjonerze z Poznania. Władysław Czarnecki miał życiorys z epoki herosów, dzisiaj się już takiego (i oby to się nie zmieniło) mieć nie da. Urodzony we Lwowie, w I wojnie jako dwudziestolatek walczy po stronie Austro-Węgier, trafia na pięć lat na Syberię. Wraca, kończy studia, startuje w konkursie na architekta miejskiego Poznania, wygrywa, bierze żonę ze sobą i tam się przenosi. II wojna to walka w armii „Poznań”, potem w Brygadzie Karpackiej, do 1947 w Szkocji. I gościu wraca do stalinizującej się ostatecznie Polski i dalej ogarnia planowanie i urbanistykę tego Poznania. Umiera w 1983 roku, w wieku 88 lat…

Dobra, biografie takich ludzi mnie nieodmiennie rozbrajają, musiałem dać temu wyraz. Do rzeczy. Otóż Czarnecki wymyślił sobie tzw. kliny zieleni. Planując rozwój przestrzenny miasta wykorzystał istniejące lasy i cieki wodne żeby stworzyć cztery duże napowietrzające miasto kliny zielonych, niezagospodarowanych terenów, biegnących z każdej strony świata prosto do centrum. I w latach 30. wprowadził swój pomysł w życie. Pomimo gwałtownego rozwoju Poznania w PRL i dalszego rozwoju po 1989 roku, cztery duże pasy zieleni wciąż doskonale widać na mapie stolicy Wielkopolski. Aha, Czarnecki pomyślał nie tylko o samej zieleni, ale także o ścieżkach turystycznych i, no świr kompletny, mówię wam, o drogach rowerowych. W latach 30-stych!

Ale na miano świrów, z dzisiejszego punktu widzenia, zasługują także tacy, którzy, mając pieniądze albo ziemię, albo i jedno i drugie, sami z siebie przeznaczali swoje bogactwo na przestrzeń publiczną. Sami uznawali, że skoro mają taki fajny kawał lasu w mieście, to się nim podzielą i wpuszczą do niego ludzi na spacery. Stawiali ławki, robili jakieś stawy, organizowali letnie koncerty. Niektórzy próbowali coś na tym nawet zarobić – stawiali teatry, kawiarnie, restauracje, organizowali różnorakie płatne rozrywki. I zdecydowana większość ich dziedzictwa przetrwała do dziś właśnie w postaci ogólnodostępnych parków.

W Krakowie takim świrem był Stanisław Rehman – radny i cukiernik, który na ówczesnych przedmieściach wydzierżawił teren od wojska, zainwestował w sadzawkę, teatr letni, lodowisko i łódeczki, postawił kawiarnię i restaurację i zorganizował w ten sposób jedno z najchętniej odwiedzanych przez krakowian miejsc na przełomie XIX i XX wieku.

We Wrocławiu jeszcze lepszy był niemiecki Żyd Julius Shottlander. Kupiec, który dorobił się na kontraktach z pruską armią, w 1877 r. PODAROWAŁ miastu teren, na którym od podstaw urządzono 25-hektarowy park (dla porównania dodam, że park powyżej 10 ha pomiędzy ścisłą zabudową możemy uznać za duży). Dziś jest to Park Południowy.

Poznań zawdzięcza Maltę m.in. Józefowi Mycielskiemu, który na przełomie XIX i XX wieku chętnie udostępniał swoje tereny do wykorzystywania ich na spotkania patriotycznie rozentuzjazmowanej wówczas młodzieży. Tuż po odzyskaniu niepodległości miasto podjęło decyzję o budowie parku na terenach Mycielskiego w połączeniu z ziemią po zakonie joannitów. Po II wojnie spiętrzono rzekę Cybinę i powstał znany dziś zalew.

Warszawa miała mniej szczęścia – w tym sensie, że nie wszystkie prywatne parki przetrwały wojenną zawieruchę. Nie ma już Ogrodów Ulrychów ani Doliny Szwajcarskiej, ale jest Park Kaskada i jest Park Kultury w Powsinie, powstały dzięki oddaniu Warszawie ziemi (z przeznaczeniem na park) przez akcjonariuszy Polskiego Country Clubu w 1952 r. (tak, wiem, że data budzi słuszne polityczne podejrzenia, ale szczegółów transakcji nie znam).

Jak na tle tego wszystkiego wygląda ostatnie 25-lecie? Dramatycznie źle. Przekazanie przez jakiegoś bogatego biznesmena ziemi pod park zaowocowałoby prawdopodobnie podejrzeniem u niego choroby psychicznej i gwałtownym spadkiem cen akcji na giełdzie. Miasta chętniej tereny sprzedają niż kupują, wyłożenie kilkudziesięciu milionów złotych na nieruchomość tylko po to, żeby posadzić tam drzewa i dalej łożyć na jej utrzymanie wydaje się być szczytem niegospodarności. Kraków chwali się ogarniętym już w wolnej Polsce Parkiem Dębnickim zapominając, że teren pod jego stworzenie dostał 100 lat temu od rodziny Lasockich. Wrocław dumnie założył sobie 15 lat temu budowę Parku Tysiąclecia i do dziś do końca jej nie doprowadził, bo fajniejsze są przecież mecze na Euro 2012 i wrzucenie 8 mln złotych do kieszeni związku siatkówki, żeby na Dolnym Śląsku zagrała polska kadra. W Warszawie są dwie jaskółki – powstałe już w latach 2000 parki Nad Balatonem i Zachodni. Oba mają razem 16 ha. W dużych miastach tyle, szanowna III i IV i znowu III Rzeczpospolito.

Parki nie biorą się znikąd. Za powstaniem każdego z nich stała decyzja i wysiłek konkretnych ludzi. Halo, prezydenci, burmistrzowie, bogaci biznesmeni! Nie wstyd wam?!?

Przy pisaniu tekstu korzystałem z książki Joanny Torowskiej „Parki Krakowa”, stron www.zielonalodz.pl i parkipoznania.cba.pl oraz z Wikipedii.

  59 comments for “Skąd się biorą parki?

  1. ~M.
    10 października 2014 o 08:50

    Ciekawy artykuł, ale przynajmniej w części dot. Poznania, zawiera trochę nieścisłości. Zacznijmy od klinów zieleni – nie były one pomysłem Czarneckiego, tylko urbanisty z czasów zaborów czyli Josepha Stübbena. Czarnecki kontynuował politykę planistyczną swojego wybitnego i znanego poprzednika. Następna kwestia to Park Moniuszki. Przed II wojną światową ten teren był cmentarzem, a nawet kilkoma cmentarzami (katolickim, protestanckim i prawosławnym). Część z nich była własnością prywatną oddaną w administrację parafii Św. Marcina (stąd powszechna nazwa cmentarz świętomarciński). W czasie II wojny część grobów została przeniesiona przez Niemców (tereny były wykorzystywane do celów militarnych), po wojnie władze cmentarz zlikwidowały, ale nie ekhumowały grobów o czym mogliśmy przekonać się przy ostatniej przebudowie ul. Towarowej.

    • 10 października 2014 o 11:48

      Park Stanisława Moniuszki w Poznaniu (dawniej Park J.W.Goethego, w latach 1919–21 Park Miejski) – zabytkowy park o powierzchni 2,2 ha położony w Poznaniu, zlokalizowany między ulicami Libelta, Noskowskiego, Chopina i Al. Niepodległości.

      a cmentarze to inny Park

  2. ~Ziko
    10 października 2014 o 09:01

    A w moim mieście Rybniku pana prezydent Fudali likwiduje park i teren przeznacza pod budowę marketów z parkingami.
    Argument? Bo tam psy srają a tak będzie dużo pieniążków i praca dla ludzi.
    Protesty mieszkańców nic nie dały

    http://www.rybnik.com.pl/wiadomosci,parking-przy-domusie-jednak-na-sprzedaz-obroncy-parku-prezydent-ignoruje-mieszkancow,wia5-3273-23967.html

    • ~spoza Rybnika
      10 października 2014 o 09:23

      Ale do Biedronki będziecie chodzić albo w niej pracować, prawda? Pusta nie będzie stała?

  3. ~GOŚKA
    10 października 2014 o 09:15

    ale przecież parki to koszty. Trzeba naprawiać ławki, huśtawki, łatać ścieżki, sadzić i nawozić rośliny, zbierać śmieci……………. a władze miasta wolą stawiać markety……………..

    • ~Jolka
      10 października 2014 o 10:42

      Pani GOŚKO,
      Cały problem tkwi w upływie czasu i pokoleń. To pokolenie, które jest u władzy aktualnie, nurza się w rozkoszy dzierżenia władzy czyli rozdziału pieniędzy publicznych. Oczywiście, parki pieniędzy nie przynoszą, ale je zużywają, a centra handlowe – owszem. Tylko…. przy braku powietrza, zieleni (drzew) i kontaktu z niepokrytą niczym ziemią pod gołym niebem (pole magnetyczne niezbędne do podziałów komórkowych i krążenia krwi) mieszkańcy miast będą chorować fizycznie i psychicznie jeszcze bardziej niż dziś, ich organizmy zdegenerują się i nie będzie komu korzystać z tych pięknych centrów handlowych, bo tacy zombies nie będą mieli ani siły ani pieniędzy ani ochoty. a wyłącznie czas na dogorywanie…
      To zjawisko ma jedną zasadniczą cechę – długi okres trwania, więc kolejne pokolenia kulą się w kąciku i udają, że to nie do nich, że jeszcze raz się uda wyrwać teren pod zabudowę, najlepiej komercyjną, bo przecież od braku paru ścieżek wśród krzaków nikt nie umrze….
      I jeszcze jedno: to władza jest dla ludzi, a nie ludzie dla władzy, z tego należy wyciągnąć wnioski.
      Podejrzewam, że jest pani osoba młodą, więc ma pani szansę coś zdziałać na tej niwie przywracania ludziom w miastach biologicznie niezbędnych warunków do życia… Życzę powodzenia !

    • ~gosc
      10 października 2014 o 12:51

      To ma tylko krótkie nogi. Miasta (albo ogólniej miejsca do zamieszkania)
      konkurują miedzy sobą. Już w tej chwili ludzie masowo wyprowadzają się do domków
      na przedmiescia, lub małych miast satelickich, bo dlaczego mają mieszkać w mieście jeśli to nic nie oferuje. Miasta które zrozumieją że jakość życia w mieście to też np.
      ilość parków szybko przyciągną zdolnych ludzi, a za nimi też inwestorów,

      • ~frodo
        11 października 2014 o 10:11

        hahaha , rozbawiłeś mnie na cały dzień- dziękuję i pozdrawiam

  4. ~starzec
    10 października 2014 o 09:38

    dlaczego nie wspominacie o wojewódzkim parku kultury w chorzowie który marnieje a wadza ma chrapkę na tereny które na obrzeżach od strony siemianowic próbuje się zająć po prywatne wille

    • ~moniolla
      10 października 2014 o 17:15

      dokładnie tak….. co chwilę staje nowa chata nie-byle-jaka i zabiera kawałek parku…. ehhh szkoda,że władze są tak oporne i nie wpuszczają nowych inwestorów bo dzięki nowościom park wyglądałby o wiele lepiej…. zamknięto sankodrom,falę, wesołe miasteczko pamięta lata 60- te i od tej pory nic tam nie zmieniano… co z tego,że powstała jedna nitka elki…. 14 minut jazdy to za mało…. zróbcie coś z parkiem bo nasze wnuki i prawnuki nie będą miały gdzie spacerować..

      • ~frodo
        11 października 2014 o 10:09

        zlikwidowali 3 linie Elki, zrobili 1 kolosalne osiągnięcie. Ludzie którzy pamiętają park z czasów generała Ziętka- mają porównanie. Polska to jakas magiczna kraina, gdzie ludzie po dorwaniu sie do koryta robią wszystko by ja zniszczyc

  5. 10 października 2014 o 09:59

    może zobacz Toronto i okolice, cały czas się intensywnie buduje, a wszędzie jest sporo zieleni. Place zabaw, miejsca an grilla w przestrzeni publicznej.
    I większe parki prawie co krok.

  6. ~kamień na szaniec
    10 października 2014 o 10:11

    Mieszkam w Szczecinie. Tu miasto miało więcej szczęścia. Po wojnie powstały parki – po prostu zlikwidowano poniemieckie cmentarze i na ich miejscu powstało kilka czy nawet kilkanaście parków. Niektóre istniejące przedtem parki okradano z powierzchni, częściowo je zabudowując osiedlami. Przykład: park w Szczecinie Dąbiu, do lat siedemdziesiątych prawie dwa razy większy, obecnie część jego to osiedle mieszkaniowe. Natomiast niedaleko położony cmentarz poniemiecki przy ulicy Puckiej zamieniono na park. ładny park, około stuletnie drzewa. Także Niemcy niektóre żydowskie cmentarze zamienili na parki, jeszcze przed 1945 rokiem. Taka praktyka stosowana była [po wojnie w wielu miastach na tak zwanych „ziemiach odzyskanych”

  7. ~gerhat
    10 października 2014 o 10:22

    Jest jeszcze jeden typ parku. dwa przykłady z Górnego Śląska;
    Mówi się, że tarnogórski parki jest pierwszym przykładem rewitalizacji terenów poprzemysłowych (tu: górniczych), to przykład sprzed ponad stu lat. Podobnym ale znacznie większym i późniejszym przykładem jest, wspomniany już WPKiW w Chorzowie.

    • ~frodo
      11 października 2014 o 10:05

      hehe akurat WPKiW w Chorzowie jest chyba ostatnim przykładem dobrego zarządzania, park na dzisiaj jest w totalnej ruinie w porownaniu z latami swojej swietnosci (75-90) wokol ruiny i dewastacja a nieliczne wyjatki to sprzedane kolesiom co lepiej prosperujace punkty.Kolejka,Zoo to tylko drobne przykłady degrengolady i miernosci zarzadców. Ale fakt jest jeszcze zielono-pytanie brzmi jak dlugo jeszcze?

  8. ~Grażyna
    10 października 2014 o 10:34

    Ja mieszkam w Zabrzu. Nigdy nie zastanowiłam się skąd wzięły się parki ale jestem szczęśliwa, że są. Parki są głównie leśne, więc musiały być wyodrębnione dawno temu. Mamy park w samym centrum miasta i to jest wspaniałe. Dzięki temu co tutaj przeczytałam właśnie doceniłam co dla nas robią zarządzający miastem. Przede wszystkim nie niszczą a dbają o to co już jest i to dbają bez przesady, tzn nie ulepszają czegoś fajnego. Przykład. Mamy park leśny chyba im. Powstańców Śląskich. Obecnie budowano nad nim drogę średnicową. Przez 2 lata był tam plac budowy. Drogę zbudowano na estakadzie, naprawiono asfaltową aleję w parku ( teraz można nawet na rolkach pojeździć), postawiono przy niej ławki zrobione z pni nielicznych drzew które trzeba było wyciąć. Przy tej alei jest duża leśna polana, na jej obrzeżach postawiono zwykłe, drewniane ławy i stoły piknikowe, wszystko z umiarem, nikt nie wpadł na pomysł zrobienia lunaparku :). Czapki z głów komuś mądremu kto o to dba w naszym mieście.

    • ~khg
      10 października 2014 o 21:41

      no fakt estakada z autostrada to jest to
      takie piekne hamerykanskie i rolkowe

      chachacha

    • ~frodo
      11 października 2014 o 10:01

      jest ładnie? znając życie długo tak nie bedzie- bezstresowo wychowana gówniażeria, bezrobotne menelstwo drobne pijaczki dosć szybko doprowadzą stan do średniej krajowej -czyli połamane, pospreyowane ławki, połamane gałęzie i drzewa, zadeptane klomby i trawniki…przy cichej akceptacji wszystkich wokół, dających przyzwolenie wszechobecnej dewastacji ze strachu by „szlachta” gimnazjalna nie zwróciła uwagi w ich strone

  9. ~J.
    10 października 2014 o 10:57

    Pisząc o parkach w miastach „ziem odzyskanych” zupełnie pominięto szczeciński Park Kasprowicza który powstał w 1900r. na terenach podarowanych miastu przez Johannesa Heinricha Quistorpa, tak naprawdę jest to ponad 50ha terenów parkowych i leśnych ciągnących się od budynku Urzędu Miasta aż po Las Arkoński. Nie znam drugiego takiego kompleksu w Polsce.

  10. ~Andrzej
    10 października 2014 o 11:13

    Myślę, że gdyby przywrócić przedwojenne regulacje prawne dotyczące planowania przestrzennego, a zwłaszcza te dotyczące system finansowania tzw „pierwszego uzbrojenia ulicy – przestrzeni publicznych” to zieleni parkowej byłoby znacznie więcej, a już na pewno powstawałyby obligatoryjnie przy nowych zespołach zabudowy mieszkaniowej. Przedwojenna planistyka z mocy prawa, wymagała partycypacji w rzeczywistych kosztach budowy infrastruktury przez właścicieli nieruchomości, w tym np. w kosztach założenia parku miejskiego. Planując zespół mieszkaniowy na danym kwartale terenu, obliczano ile będzie tam zlokalizowanych mieszkań i szacowano ile osób będzie te mieszkania zamieszkiwać, jako to będzie kategoria mieszkańców, próbowano przewidzieć jakie w związku z tym będą jej potrzeby, w zakresie dostępu do otwartych terenów zielonych włącznie. Koszt założenia i późniejszego utrzymania parku szacowano na etapie uchwalania miejscowego planu, a następnie rozliczano go na poszczególne mieszkania szacując wielkości obciążeń ich hipotek, obowiązkiem spłaty np. przez okres 5 lat udziału w budowie parku. Wielkość obciążeń była różnicowana, tj. mieszkania zlokalizowane w bezpośrednio na wprost parku (te których okna wychodziły na park) były obciążane wyższymi stawkami, a mieszkania zlokalizowane w drugim i dalszym szeregu proporcjonalnie mniej. Ten system powodował, że przed wojna mieszkańcy dzielnicy czuli się właścicielami tego parku, dbali o niego. Tak między innymi założono park Dreszera w Warszawie na Mokotowie u zbiegu ulic Odyńca i Puławskiej, który jako przestrzeń publiczna był od początku zaprojektowany jako element założenia urbanistycznego całego górnego Mokotowa.

  11. ~axe
    10 października 2014 o 11:26

    bingo
    przykład
    W ZIELONEJ GÓRZE wycieto w ciagu dwóch lat klknasie hektarów lasu, który juz nigdy nie bedzie parkiem

  12. ~mxzptlk
    10 października 2014 o 11:52

    Super, będzie więcej ławek dla meneli.

    • ~OK
      10 października 2014 o 12:32

      Współczuje, ze park, zieleń i natura tylko z tym sie kojarzy.

  13. ~jagna
    10 października 2014 o 11:59

    Gospodarze miast rozglądają się co możnaby jeszcze sprzedac , żeby zdobyc kase, bo przecież potrzebna na nagrody, pensje i inne wydatki. Co tam zdrowie mieszkańców. Zieleń mogą miec w doniczce, po co jakieś drzewa, liście z nich lecą. W Poznaniu najważniejsze są galerie i drogi do nich nawet 60 centymetrów od drzwi domu starszych ludzi albo przez ogród z przepięknymi nasadzeniami. Cóż, że mieszkańcy pokazują inne rozwiązanie, ale to na nic. Teraz czeka się na wybory, a potem wjadą pewnie buldożery i stratują ogród, a elektryczne pilarki i huk padających drzew będzie słychac daleko i w każdym mieszkaniu. Mieszkańcy będą musieli przyzwyczajac się do całodobowego chałasu. Cóż? ktoś ma upodobania w pustyni, ale tam przynajmniej nie ma chałasu.

  14. ~Ma
    10 października 2014 o 12:15

    w roku 2000 otwarto Park Ocalałych w Łodzi.
    Zależy też co określamy mianem parków – skwery i tereny zielone też? W Łodzi Retkinia jest bardzo zielona. Dodatkowo na obrzeżach powstał duży obszar rekreacyjny. O ile nie jestem fanką blokowisk, to jednak tam jest całkiem sporo przestrzeni rekreacyjnej.
    Parki są również „remontowane”

  15. ~bk
    10 października 2014 o 12:27

    Dzięki za ten artykuł!!!

  16. ~OK
    10 października 2014 o 12:30

    Serdeczne pozdrowienia dla autora artykułu o parkach. Coś fajnego, innego i da sie bez krwi, zabójstw i przemocy. Tak trzymać.

  17. ~Jacek
    10 października 2014 o 12:38

    U nas parki to są miejsca, gdzie może sobie emeryt pójść usiąść na ławce i poczytać gazetę. W Londynie parki są ogromne, co najmniej 5 km. długie. Składają się one z przestrzeni wielkości boiska piłkarskiego otoczone krzakami , za którymi znajdują się następne takie przestrzenie. Alejki przez te pola nie przechodzą środkiem, ale na ich uboczu. Przestrzenie te są 2 razy w tygodniu koszone. Emeryci mają miejsce do czytania, a młodzież ma miejsce do wyżycia się. W tych parkach spotykają się młodzi ludzie i grają w różne, nieznane mi, gry. Oprócz tego widziałem tam owce.
    Cechą polskich miast, zwłaszcza dużych jest brak przestrzeni zielonej, zanieczyszczenie powietrza, kolejki do lekarza, korki samochodowe, drogie mieszkania, przepełnione szkoły przestępczość, narkomania itp, itd. Wybudowanie np. metra tylko częściowo rozwiąże te problemy. Za te pieniądze można by stworzyć tysiące miejsc pracy w różnych małych miejscowościach.

    • 10 października 2014 o 13:40

      Lokalny krakowski patryjotyzm wzial gore nad rzetelnym przedstawianiem faktow.Wroclaw posiada trzy takie parki( szczytnicki , południowy i osobowicki-18 h) , gdzie jak się zgubisz , to stracisz godzine na odnalezienie drogi

      • ~Piotr Kozanecki
        10 października 2014 o 13:51

        Ale czy ja gdzieś napisałem, że Kraków ma więcej parków od Wrocławia? Posłużyłem się kilkunastoma przykładami z pięciu miast, w tym ująłem także Wrocław, przeglądu wszystkich parków kraju nie chciałem robić, chodziło mi o pokazanie pewnego zjawiska 🙂

    • ~frodo
      11 października 2014 o 09:52

      bo w upodlonej i zbydlęconej polsce nic się nie opłaca prócz prywaty i kolesiostwa, pozostala ch…,d… i kamieni kupa – a durny narod jak w amoku wyraza zgode na coraz wieksze upodlenie- widac tak wszystkim pasuje. Wygoda i konformizm z głupotą w herbie są znakiem polactwa na świecie. Politycy ,ktorzy przynosza wstyd na swiecie-vide.pani premierka na wystepach w berlinie- to wasz wybor, więc nie narzekac tylko nadstawiac sie do kolejnej strzyży

  18. ~picadoor
    10 października 2014 o 14:08

    Witam
    Chciałbym, jeśli oczywiście wolno wyrazić tutaj dość odmienny, niepopularny i dla większości trudny do przyjęcia pogląd. Nie zrażam się tym zupełnie, ponieważ czy zostanie ten pogląd w jakimś sensie akceptowany i poparty, czy też większość zechce mnie zwyczajnie wykpić – nie zmieni to faktu, że obecne trendy, kierunki myślenia (to chyba można podciągnąć pod mentalność) zupełnie się nie zmieniają, nie mają zamiaru się zmieniać, a co gorsze ich negatywne cechy będą się tylko pogłębiać. Zatem obecne dążenia i cele wynikają z hiper konsumpcyjnego sposobu myślenia. NIE jest możliwe zawrócenie człowieka z tej obłędnej drogi przez innego człowieka!!!!!! I proszę na litość nie nazywać sukcesem pojedyncze przypadki resocjalizacji społecznej!!! Owszem jeden, dwóch, pięciu zawróci ale nikt nie mówi, że w tym samym czasie kolejnych 100, 200 może 500 zmierza właśnie w złą stronę. To zawracanie kijem Wisły.

    Otóż jeszcze pod koniec wieku XIX i na początku XX, ludzkość miała bardziej zrównoważony pogląd na oczekiwania, czy też wymagania co do otoczenia, w którym przyszło im mieszkać.
    Zdecydowana większość nie dysponowała własnym środkiem transportu. Na dodatek miała silne przywiązanie do naturalnego środowiska, żyjąc w całkowitej symbiozie z otoczeniem.
    A symbioza, to jak wiadomo silna świadomość współzależności i współistnienia.
    To właśnie poprzez pryzmat tej swoistej symbiozy planowano, budowano i tworzono – a zachowując szacunek dla naturalnego środowiska, jakby zupełnie bezwiednie tworzono też przestrzeń przyjazną dla człowieka.
    I oto nagle przyszło NOWE. Najpierw to sowieckie – nie mam narodu rosyjskiego w jakiejś nienawiści – ale ich ideologię jak najbardziej. Ideologia, która została nam narzucona z założenia niszczyła wszystko, co zbudowali „burżuje”. Bolszewicy byli wobec osiągnięć i postępu „w poprzek” i z niezwykłą zajadłością wypleniali każde przyzwoite myślenie, w ich mniemaniu szkodliwe.
    Potem 45 lat „kształtowania” umysłów spowodowało, że wszystko co dobre, ładne czy pożyteczne było uważane za niczyje. Teraz znowu nadeszło NOWE. NOWE Nowe. Nastąpiło tzw przegięcie w drugą skrajność. „spuszczenie z łańcuchów” społeczeństwa polskiego uwolniło w nim wyłącznie same złe cechy. Od 1989 nastąpiła chora, dzika i ślepa pogoń za wszelkimi dobrami. Ludzie postradali rozum, uczucia i wszelką wrażliwość na niesprawiedliwość. W takiej atmosferze ukształtowało się NOWE pokolenie obecnych 30-35 latków. Ale ukształtowała się też dzika i chora mentalność. Każdy chce być ważny, każdy chce być Panem i każdy zainteresowany jest wyłącznie przestrzenią życiową do czubka własnego nosa. Dzisiaj nie mają potrzeby żeby pójść na piechotkę na taki głęboki spacer, odetchnąć, posłuchać śpiewu ptaków czy szmeru wody. Oni wyjeżdżają na spacer samochodem! Tak!
    To dlatego zwisa im i powiewa czy jest i gdzie jest ten park. Oni sobie wszędzie dojadą!!!! Jeżdżą więc do lasu i stawiają swoje auta gdzie chcą, najlepiej koło ławki. Jeżdżą nad jeziora i stawiają swoje auta gdzie chcą, najlepiej nad brzegiem wody. Każdy chce wygodnie dojechać, więc przy tej ilości aut stawiają gdzie chcą. Stratowane jest wszystko! Nie mają absolutnie żadnego szacunku dla środowiska naturalnego. Moi drodzy nie sposób robić wszędzie parkingi dla tysiąca czy więcej aut!!!!! To niemożliwe!!!!
    A oni chcą!!! Tak sobie wyobrażają życie. Mentalność to także podejście do sprawy. Już niemal co dzień można natknąć się na dzieci rzucające beztrosko w obecności rodziców papierki, łamiące gałęzie przy przychodnikowych krzewach, kopiące bezmyślnie po klombach. Rodzice najczęściej bywają jacyś tacy „niegramotni” – cóż malec musi się wyhasać. Dlatego jako obojętni raczej nie wyobrażają sobie ci NOWI jakiegokolwiek wsparcia ze swojej strony. Oni uważają, że miasto POWINNO mieć. Z czego????? To nie ich zmartwienie. NOWI nie lubią płacić podatków, za to wymagania mają rodem z kosmosu. CI NOWI i NOWI Nowi zaczynają dochodzić do głosu, zasiadają w radach, zarządach, spółkach czy bankach, a często są sami przedsiębiorcami, dzielą i rządzą. Po nowemu. Owoce tego nowego widać wszędzie! Przekleństwa w mediach, wszędobylska przemoc, wyuzdany ubiór, coraz powszechniejsza odmowa leczenia w ośrodkach zdrowia, wszechobecna obojętność i pewna wzgarda dla ludzi starszych i słabszych, widoczna bezwzględność w dopychaniu się do każdego możliwego koryta, chciwość, pazerność, czy bylejakość w pracy.
    No i dochodzimy do sedna. Takiej mentalności proponujecie coś, czego oni sami już za bardzo nie rozumieją. W szerszym aspekcie tego nie rozumieją!!!! Owszem, sporo z nich już się czegoś dorobiło, mają swoje oazy spokoju we własnych ogródkach, a nawet ogrodach i na tym się skupiają. Ale żeby tak publicznie, dla wszystkich? No właśnie. A mentalność nadal przeobraża się…..w jeszcze gorszą. Nie prawda?
    To dlaczego ludzkość dotyka aż tak dużo problemów? A dlaczego żadnego nie udało się jak dotychczas rozwiązać? Dlaczego skala problemów rośnie w postępie geometrycznym, a nieudolność człowieka w ich rozwiązywaniu rośnie odwrotnie proporcjonalnie? Ciekawe jakie usłyszę sugestie?

    • ~Jacek
      10 października 2014 o 19:28

      Zgadzam się z kolegą, tacy jesteśmy. Najgorsze jest jednak to, że tak wychowujemy swoje dzieci. Co widać w szkole.

    • ~pani
      11 października 2014 o 00:32

      10.000.000% zgody dla tego tekstu i sposobu prowadzeni myśli. Jesteśmy z dobrych, dawnych , mądrych czasów.
      pozdrawiam

  19. ~Wrocławianin
    10 października 2014 o 14:26

    U nas we Wrcocku władze dbają o tereny zielone. pan od kóltury Zdrojewski bardzo się starał zabetonować całe miasto, ale nie zdążył niestety. Z żalu wyprowadził się na przedmieścia. Następca, Jego Nadętość Rafał D. prowadzi konsekwentą politykę betonowania miasta.Niestety, p. Rafał nie mógł znaleźć dostatecznie zabetonowanego miejsca w mieście i dlatego mieszka na wsi.
    Pod światłymi „rzundami” p.Dutkiewicza miasto postanowiło sprzedać na przetargu kawałek parku ( mały kawałek, tyle co za paznokciem, ledwie 400 m2) osobie prywatnej. Warunki były ustawione tak, że tylko jedna osoba mogła kupić ten kawałeczek. Plotki mówią, że był to p. Stanisław H., ale to na pewno złośliwe plotki, bo przecież działacz niepodległościowy nie chciałby AŻ TAKIEJ prywaty. Niestety, do transakcji nie doszło , bo jakiś złośliwy radny uczepił się tej oferty. Przez niego nie udało się miastu zmniejszyć tej cholernej zieleni.
    Po wojnie we Wrocławiu było bardzo dużo pustych placów po wyburzonych budynkach. Niektóre w samym centrum miasta, w sam raz na niewielkie oazy zieleni.zarząd miasta wkłada wiele wysiłku, aby zlikwidować całe to zielsko i zbudować najbardziej zabetonowane miasto Polski.

  20. ~ziomuś
    10 października 2014 o 14:55

    Cytadela stała się parkiem nie w wyniku rozbiórki czegokolwiek w XIXw (bo w XIX w. to ją budowano) tylko po II wojnie światowej. Była ostatni bastionem oporu niemców w wyniku czego została prawie całkowicie zniesiona z powierzchni ziemi. Nawiasem mówiąc to nie bardzo mogli chyba coś innego zrobić niż park przyjaźni polsko-radzieckiej bo tam troszkę ludzi pod ziemią leży.

  21. ~aart32
    10 października 2014 o 16:56

    w Zabrzu przybywa terenów zielonych m. in. dzieki kasie z UE na rekultywację terenów… ale zieleniej u nas niż u Was, wystarczy spojrzeć z kosmosu 🙂 https://www.google.pl/maps/@50.3120793,18.7972049,10605m/data=!3m1!1e3?hl=pl

  22. ~beee...
    10 października 2014 o 17:31

    Łagiewniki w Łodzi (ponad 1.200 ha) : http://pl.wikipedia.org/wiki/Las_%C5%81agiewnicki_w_%C5%81odzi

  23. 10 października 2014 o 19:41

    W Rzeszowie Pan Prezydent Ferenc dba o zielen. Juz nam powstaje ogromny Park Papieski na przedmiesciach, Olszynki przy Wisłoku się powiększają, a na osiedlach planuje się od razu place zabaw i małe skwery…

    • ~grundy
      10 października 2014 o 22:55

      Tak różowo to ostatnio nie było w Parku Sybiraków jak to paru panów robiło zakusy by wykroić prawie półtora hektara pod aquapark sponsorowany przez przyległą do parku galerię handlową. Problem z parkami jest taki, że obecne władze w wielu miastach patrzą na inwestycje prospołeczne w perspektywie kilku, max kilkunastu lat. Tymczasem parki to jedne z najdłużej trwających projektów co najmniej kilkadziesiąt i więcej lat.
      Wspomniany już park Sybiraków w Rzeszowie jeszcze pod koniec ubiegłego wieku znajdował się w zasadzie na peryferiach miasta, za nim kilka bloków i granica. Dziś znajduje się niemal w centrum po tym jak miasto rozbudowało się na zachód i stanowi ostatnią, dużą przestrzeń w tym obszarze miasta. Dopiero solidny odpór jaki dali mieszkańcy okolicznych osiedli trochę otrzeźwił zapał miejskich rajców i urzędników ratusza, którzy rakiem się z pomysłu aquaparku wycofali.

  24. ~maciej
    10 października 2014 o 22:00

    Glupi jest ten artykul. Po prostu wyucznikom brakuje madrosci. Ktos powinien napisac o BRAKU PLANOWANIA ROZWOJU W ARHITRKTURZE I URZEDACH PANSTWOWYCH W RP JAKO WSKAZNIK NISKIEGO ZORGANIZOWANIA PANSTWA.
    Wdzialy arhitektury powinny byc rozwiazane , urzedy planowania zaorane. Polskie reformy oparte na destrukcji I likwidowaniu nie podnosza poziomu organizacji panstwa. Do tego trzeba ludzi myslacych pozytywnych. Moja propozycja zlikwidowania tych podmiotow wynika z zalozenia , ONI nie spelniaja swoich zadan a sa zrodlem problemow. Wniosek nasuwa sie sam nie likwidujmy tych co cos tworza I produkuja , likwidujmy to I tych ktorzy powoduja problem, utrudniaja zycie, nie spelniaja podstawowych funkcji ktore zajmuja I psuja kraj. Zycie bedzie latwiejsze. Po owocach ich poznacie.

  25. ~don
    10 października 2014 o 23:30

    A o najstarszym i największym parku miejskim w Kaliszu nic Pan nie napisał?

    • 11 października 2014 o 07:54

      Ty aten twój słownik ,ty masz bzika na tle słownika,tutaj nie oto chodzi z czym ty wylazłeś

  26. ~Oborygen
    11 października 2014 o 00:29

    Temat artykulu bardzo ciekawy, choc sam artykul dosc chaotyczny. Padło wiele tez, lecz brak tu najwazniejszej. Spoleczenstwo polskie w duzej mierze ma pochodzenie chlopskie i w zbiorowej swiadomosci terenu zielone kojarza sie z terenami rolniczymi, zwiazanymi z praca przy produkcji zywnosci niz z rekreacja i wypoczynkiem. W naszej kulturze brakuje tradycji tworzenia zielonych przestrzeni publicznych w przeciwienstwie do np. Wielkiej Brytanii, Francji czy chociazby sasiednich Niemiec. Ciekawym przykladem jest tu przeobrazenie berlinskiego lotniska Tempelhof na park czy starej huty Duisberg Nord, ale to tylko pokazuje roznice w sposobie myslenia i mentalnosci naszych sasiadow. Ps. Przy pisaniu artykulow zalecalbym zapoznanie sie z szersza bibliografia ksiazkowa, gdyz informacje znalezione w internecie czesto bywaja nie pelne ubogie i uogolniajace. Napewno duzy plus za poruszenie tematu.;)

    • ~As
      11 października 2014 o 00:43

      Zgadzam sie ale…chlopsko-ziemianskie na tym wyroslo na tej kulturze…do tego dochodzilo 20% mieszczanstwa, przykladowo czesi w porownaniu do nas ziemianstwa niemieli oni to drobnomieszczanie, pogardliwe okreslenie kogos kto pochodzi z miasteczka z 1000 osob.

    • ~Qpatchu
      11 października 2014 o 06:44

      A Ja polecam słownik ortograficzny – NA PEWNO – przyda się

  27. ~sig
    11 października 2014 o 02:44

    zaczyna się nowy bunt społeczny, a cel: sensowne zagospodarowanie przestrzenne

  28. 11 października 2014 o 07:40

    Większość parków miejskich to byłe cmentarze. Tak jest przynajmniej w mojej miejscowości. Nowe cmentarze powstają poza terenem ścisłej zabudowy. Z czasem zostaną wchłonięte przez miasta, przepełnią się, przestaną być odwiedzane i będą kolejne parki 🙂
    A pretensje to bardziej do dzisiejszych bogaczy, bo jak widać, ci sprzed 100 lat bardziej się poczuwali, by dać coś od siebie społeczeństwu. Ale tak to jest, kiedy tylko buractwo dochodzi do większych pieniędzy.

  29. ~krystek
    11 października 2014 o 07:47

    Przesłanie artykułu słuszne. Ale chaos treści okropny. Autorze uporządkuj wątki …..

  30. ~przemas
    11 października 2014 o 07:59

    Hmmm ciekawy artykuł. My mieszkańcy trójmiasta mamy na szczęście, trojmiejski park krajobrazowy ma powierzchnię 19930 ha utworzony w 1979 rhttp://pl.m.wikipedia.org/wiki/Trójmiejski_Park_Krajobrazowy Polecam na małą przechadzkę. Pozdrawiam

  31. ~kazimierz
    11 października 2014 o 08:26

    Super jest ten artykuł, tak uważam w przeciwieństwie do poprzedniego komentujących…
    Przyznam jednocześnie, że miałbym drobne zastrzeżenia do stylu- nie warto stosować słownych wygibasów rodem z blogów ‚matek-Polek’ w artykule, któremu tak blisko do poważnej publicystyki. Tak czy inaczej gratuluję…

  32. 4 lutego 2015 o 18:12

    Przeczytalem oba artykuly i coz, pod koniec tego nasunelo mnie owo powiedzonko „znaj proporcjum mocium Panie”. Oczywiscie sama idee zakladania parkow popieram jak najbardziej. Nawiasem mowiac od paru lat jestem „Park Keeperem” w jednym z parkow stolicy Hrabstwa Kent w Anglii; parku ktory powstal na terenie (2ha) wykupionym przez owczesnie, jednego z najbogadszych obywalteli miasta i otwarty dla obywateli w 1929 roku. Ma sie dobrze do dzis i od kiedy o niego dbam rok w rok zdobywa wyroznienie „Green Flag” (dla nie wtajemniczonych – najwyzsze wyroznienie dla parkow i terenow zielonych w Wielkiej Brytanii. Przy okazji, zaschecam do zajzennia na pierwsza w historii strone www o Ernscie Mayu (ma sie troche do tematu ( http://ernstmay.republika.pl). Ale ad rem. Oczywiscie calym sercem jestem zdodny z intencjami autora, no moze poza jednym, stad te proporcjum. Chodzi o Wroclaw i wzmianki o Parku Tysiaclecia, Euro, Siatkarzy. Park Tysiaclecia mialem okazje ogladac pare lat temu, w trakcie mojego pobytu we Wroclawiu. A props niech pan cos napisze (to do autora omawianego artykulu), o Parku Szczytnickim we Wroclawiu i skad sie tam u licha wzial Park Japonski, ledwo co zbudowany, zostal odbudowany po powodzi tysiaclecia 1997, parki wtedy tez ratowalismy i dziekuje wszystkim ktorzy w tym uczestniczyli; bo to jeszcze inna droga jaka w miastach powstaja parki. A wracajac do proprcjum – Park Tysiaclecia, dobrze nawet jesli nie dokonczony to jednak powstaje, rosnie. Rosnie, jak zasadzone w nim drzewa, powoli ale stale. Nie jestem fanem footbolu ale Euro nie bylo zlym pomyslem dla promocji miasta a co do Polskich Siatkarzy, nie pamietam takich wzruszen od dawna. Fanem siatkowki akurat jestem. Zatem „co boskie bogu, co cesarskie cesarzowi wszak nie samym chlebem czlowiek zyje!”
    Pozdrawiam serdecznie i gratuluje pomyslu publikacji.
    van reyk

  33. 9 listopada 2016 o 04:13

    nieprzeprasowywany

  34. 29 listopada 2016 o 06:01

    nierefowanie

  35. 7 marca 2017 o 21:05

    Ciekawie napisane

  36. 16 września 2017 o 14:16

    masz ciekawy styl pisania

  37. 19 września 2017 o 18:33

    naprawdę ekstra blog

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *