Wschód słońca w mieście – czyli wyprawy w „poszukiwaniu klimatów”

„Klimaty”, bo o nich tutaj głównie będzie mowa, to rzeczy, wydarzenia, sytuacje , które są warte sfotografowania. Nazwa postała podczas jednej z wielu fotograficznych eskapad po Krakowie, gdy któryś z nas, pasjonatów fotografii, trafił na coś ciekawego. Wtedy z uśmiechem na ustach stwierdzał „ale klimat”. I dla reszty było jasne, że znalazł wartościowy obiekt. Stąd nazwa. Nasze fotograficzne spotkania na zawsze zapamiętam jako „poszukiwanie klimatów”.

Każde miasto jest inne – banalne stwierdzenie. Miasta zmieniają się w zależności od pory dnia i pory roku – pisząc to, także nie odkrywam Ameryki. Każde miasto ma jednak TĘ porę, TEN jedyny moment w ciągu dnia, gdy jest wyjątkowe. Ilu ludzi, tyle opinii – znów banał, ale dla każdego TA pora może być inna, to sprawa indywidualna, kwestia gustu…

I tak na przykład, w małych prowansalskich miasteczkach najpiękniejsza godzina to 13.00. Szczególnie w lecie, gdy żar leje się z nieba. Południowe miasta, które o każdej inne porze tętnią życiem wymierają na dwie godziny. Mieszkańcy zamykają się w kamiennych domach, zasłaniają okna ciężkimi okiennicami. Jedzą, odpoczywają, może śpią? Pamiętam kilkanaście minut spędzone o tej porze gdzieś w cieniu, na murku. Nie pamiętam nawet nazwy miejscowości, ale wiem, że jadłem wtedy soczyste melony kupione od staruszki w promocji (2 sztuki za cenę jednego) i słuchałem cykad… Cudowne chwile.

W Paryżu moją ulubioną porą jest 12.00. To godzina, o której wszyscy bez wyjątku ożywiają się. Wychodzą ze swoich biur, z zajęć, z sal lekcyjnych i wykładowych. Organizują się, dyskutują. A całe poruszenie dotyczy „déjeuner” – czyli obiadu. Po prostu. Dla Francuza jedzenie to ogromnie ważny aspekt życia i właśnie o 12.00 widać to najlepiej. Kto, gdzie i z kim będzie jadł? Wyjść z biura czy zostać? Dzisiaj świeża bagietka czy „zakładowa” stołówka? Z może „Resto”? To właśnie o 12.00 dziesiątki paryżan przemierza miasto z bagietką pod pachą… Ci co nie niosą bagietki , albo dopiero ją kupią, albo idą zjeść coś innego.

A jak jest w Krakowie? W moim przekonaniu najpiękniej jest w czasie wschodu słońca. Szczególnie w lecie. Jest to pora dla wybranych. Trzeba wstać o barbarzyńskiej porze. Na wiosnę i jesienią rano jest zimno i nieprzyjemnie. Nie łatwo więc dobrowolnie wyjść z łóżka i prawie po ciemku przedzierać się przez poranne mgły. Ale to właśnie pora, o której w Krakowie dzieją się piękne rzeczy. W ciągu dnia, nie przeczę, też można wiele zaobserwować, ale normalne życie miasta, zgiełk aut, huk tramwajów i głośne rozmowy skutecznie odcinają obserwatora od „klimatów” miasta. A przy wschodzącym słońcu „klimaty” widać jak na dłoni…

Przysypane śniegiem buty na balkonie – ktoś pewnie zapomniał schować je do środka na noc. Pierwsze ślady na świeżym śniegu. Psa, kota, gołębia. Ksiądz rozmawia z siostrą zakonną, cichutko – żeby nikogo nie obudzić – ustalają szczegóły pierwszej dzisiaj mszy świętej. Starszy pan karmi gołębie, od razu widać, że jest schorowany i nie może spać. Widelec porzucony na krawężniku przypomina o tłumach, które kilka godzin temu głośno bawiły się w tej okolicy.

Zwiędnięte kwiatki, zgubione przez ptaka pióro, poranni biegacze, koty wyglądające z okien i piwnic.

A także wytrwali imprezowicze na Rynku, patrzący po sobie mętnym wzrokiem. Siedzą przy małym okrągłym stoliku kawiarnianego ogródka. Co z tego, że kawiarnie dawno już zamknięto – oni dalej siedzą, dalej o czymś zawzięcie dyskutują popijając piwo prosto z butelek wyjętych z plecaka. I nawet wchód słońca nie przerywa ich rozmowy, która wydaje się być najważniejszą w ich życiu.

Później pierwsze promienie słońca ślizgające się po błyszczących brukach Kazimierza, pierwsi przechodnie, rowerzyści, wędkarze. I coraz więcej gołębi, które powoli dochodzą do siebie po zimnej nocy i coraz odważniej szukają czegoś na śniadanie.

Dość pisania. Niech poranne fotografie Krakowa zachęcą do odkrywania miasta także o bardzo wczesnych porannych porach. Niech zwrócą naszą uwagę na piękno samego miasta i jego najmniejszych elementów. Niech fotografie same opowiedzą swoje historie.

klimaty (8)

klimaty (7)

klimaty (6)

klimaty (5)

klimaty (4)

klimaty (3)

klimaty (2)

klimaty (1)

 

  4 comments for “Wschód słońca w mieście – czyli wyprawy w „poszukiwaniu klimatów”

  1. ~Ania
    9 kwietnia 2015 o 18:49

    sam zobacz Tylko co tak śmieszy polskich lekarzy? http://www.almoc.pl/img.php?id=3294

  2. ~MP
    9 kwietnia 2015 o 22:55

    Prawda, klimaty między piątą, a szóstą rano w lecie nie tylko w Krakowie są najlepsze 🙂 Bardzo wiele cudownych rzeczy nam umyka przez późne wstawanie.

  3. 9 listopada 2016 o 09:05

    nieporośniętymi

  4. 23 lutego 2017 o 23:07

    hehe dobre

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *