A gdyby tak przejechanie 100 km kosztowało nas 1-2 zł, czyli po co mi e-rower…

Choć trudno w to uwierzyć, tak tanio podróżować możemy już od pewnego czasu. W jaki sposób? Korzystając z roweru wspomaganego elektrycznie (e-roweru). By lepiej zrozumieć jego atrakcyjność, poniżej rozprawiam się z całą listą nieporozumień, jakie wyrosły wokół tego tematu.

Teren Zabudowany na Facebooku – polub nas!

e-bike_m

Jazda na e-rowerze; fot. Richard Masoner / Cyclelicious, źródło: Wikimedia

Mit pierwszy – mam daleko (np. powyżej 10 km) do pracy, więc rower zupełnie odpada

Twój dystans do pracy jest zbyt duży by pokonywać go zwykłym rowerem? Zatem rower wspomagany elektrycznie, to świetne rozwiązanie! Dzięki wspomaganiu, przy tym samym wysiłku możesz pokonać znacznie więcej kilometrów. I zrobisz to szybciej! W Polsce wspomaganie oznacza, że twój rower wyposażony będzie w silnik o mocy nie większej niż 250 W, która dodatkowo zostanie odłączona, gdy rower przekroczy prędkość 25 km/h. Co istotne, wspomaganie działa tylko wówczas, gdy pedałujesz. Taka moc oraz prędkość – choć niewielkie – znacząco zwiększają zasięg potencjalnych dojazdów rowerem. Przykładowo w Krakowie spotkać już można rowerzystów, którzy dzięki takim rowerom pokonują do pracy dystans 24 km w jedną stronę!

Mit drugi – skoro rower jest wspomagany, to ja nie wkładam w to żadnego wysiłku i nie poprawiam swojej kondycji

To nieprawda. Jak już wspomniałem, wspomaganie działa tylko wtedy, gdy pedałujemy. Z naszą jazdą łączy się wysiłek fizyczny, ale jest on zdecydowanie mniejszy niż w przypadku zwykłego roweru. Dodatkowo e-rowery wyposażone są w różne tryby pracy i to my decydujemy, o tym, czy silnik działa mocniej (wspomaga nas bardziej), czy słabiej (wspomaga nas mniej). Takie jednostajne, przy tym często dość długie, ale niezbyt wymagające obciążenie jest bardzo korzystne dla organizmu. Nasze ciało zdecydowanie korzysta na takiej aktywności. Takie rowery doceniają szczególnie ludzie starsi, ale nie są oni jedyną grupą docelową.

Mit trzeci – w moim wypadku rower nie wchodzi w grę, bo nie mam prysznica w pracy

Wysiłek fizyczny towarzyszący jeździe na rowerze powoduje, że po przyjeździe do pracy możemy czuć dyskomfort. Jeśli w naszym miejscu pracy nie ma prysznica, to wiele osób automatycznie skreśla z tego powodu rower z listy potencjalnych środków lokomocji. Nasza kondycja poprawia się z czasem, a wolnej i spokojnej jazdy na rowerze też trzeba się nauczyć, ale w tym względzie rower wspomagany jest bezkonkurencyjny. Przez to, że znacznie mniej wysiłku wkładamy w jazdę, znacznie mniej się też pocimy. A jednocześnie jednak się ruszamy, przez co nasza wydolność się poprawia. Dodatkowo wożąc np. sakwę lub torbę, którą można przypiąć z boku do bagażnika odpada nam problem obciążenia pleców i pomiętej koszuli:)

Mit czwarty – koszty utrzymania roweru wspomaganego elektrycznie są bardzo wysokie

Koszty utrzymania wcale nie są wysokie, a porównując do kosztów samochodu, motocykla czy skutera praktycznie nie ma ich wcale. Po pierwsze nie płacimy obowiązkowego ubezpieczenia OC pojazdu. Zawsze polecam oczywiście indywidualne OC, ale nie jest to obowiązkowe ubezpieczenie pojazdu. Koszty ładowania baterii roweru zależą od kilku zmiennych – naszej wagi, pogody (temperatury) na zewnątrz, profilu trasy, siły wspomagania itp. Jednak nawet w mniej sprzyjających warunkach 100 km kosztuje nas około 2 zł. W przypadku skutera, tylko paliwo to około 12-15 zł w górę, na motocyklu trzeba już liczyć się z wydatkami 20 zł + a w przypadku samochodu pewnie więcej (zależy od rodzaju napędu, pojemności itp.; w moim wypadku 100 km samochodem kosztuje mnie, przy raczej niskiej obecnie cenie paliwa, ok. 27 złotych). Ktoś może powiedzieć, że bateria szybko się zużywa a nowa jest droga. Prawdą jest, że jej żywotność to kilkaset ładowań, a jej cena to obecnie między 1000 a 1600 zł. Ale prawdą jest też, że technologia cały czas się rozwija i pewnie za jakiś czas, wraz z popularnością e-rowerów, koszty baterii spadną. A reszta części? W duże mierze są to zwykłe części rowerowe. Porównajcie proszę ich ceny do cen części i remontów samochodów. Z samego skomplikowania konstrukcji pojazdów spalinowych wynika, że prawdopodobieństwo, że coś się może zepsuć jest znacznie większe niż w elektrycznym, bardzo prostym napędzie roweru.

Mit piąty – zdecydowanie lepszy jest skuter

Oprócz kosztów eksploatacji, obowiązkowego ubezpieczenia itp. skuter traci na rzecz e-roweru jeszcze na przynajmniej trzech bardzo istotnych polach. Po pierwsze nie można na nim poruszać się po drogach dla rowerów, ciągach pieszo-rowerowych, wałach przeciwpowodziowych itp. Krótko mówiąc skuter skazuje Was na ruch uliczny, między samochodami, autobusami (szczególnie niesympatyczne, gdy z prawej mamy buspas), podczas gdy e-rower nie. To duża różnica! Po drugie poruszając się skuterem nie wykonujesz żadnego wysiłku a zatem twoje ciało zupełnie na tym nie korzysta – dokładnie odwrotnie niż na wspomaganym elektrycznie rowerze. Po trzecie przez ciągłe poruszanie się po drogach, na skuterze znacznie bardziej narażasz się na wdychanie zanieczyszczeń. Praktycznie całą drogę skazany jesteś na wdychanie ich w miejscu największego ich stężenia. Na e-rowerze nie masz obowiązku korzystania z dróg, co lepiej chroni Cię przed spalinami.

Mit szósty – skoro rower jest na prąd, to zużywa energię i nie jest ekologiczny

To prawda, że e-rower zużywa prąd. Ale ze względu na konstrukcję zużywa go bardzo mało a co znacznie bardziej istotne, nie emituje spalin. Oczywiście produkcja prądu do roweru również może generować zanieczyszczenia, bo w jakiś sposób trzeba tę energię stworzyć, ale jej zużycie jest naprawdę niewielkie a elektrociepłownie wyposażone są w odpowiednie filtry. E-rowery z pewnością nie wpływają na środowisko bardziej niż pojazdy spalinowe.

Częściowo prawda – taki rower jest drogi w zakupie

To częściowo prawda. Dlaczego częściowo? Bo poza Polską jest na tym polu znacznie lepiej. Wiele rządów widząc korzyści z rozwoju ruchu e-rowerowego dopłaca osobom chcącym zakupić taki pojazd. Tak jest w wielu krajach Europy Zachodniej – pisałem o tym w osobnym wpisie, więc nie będę się powtarzał. Tymczasem prawdą jest, że nowy e-rower na naszym rynku jest znacznie droższy niż zwykły jednoślad. By kupić średniej klasy pojazd, trzeba wydać pewnie powyżej 5 000 zł. Ceny tych z najlepszym napędem a jednocześnie najlżejszych to koszt nawet 10 000 zł. Ale są też inne możliwości – można dokupić sam zestaw do wspomagania elektrycznego, lub też pokusić się o e-rower z drugiej ręki. Tu jest pewne ryzyko (głównie stopień zużycia baterii), ale kwota 3000 zł pozwala nam na całkiem niezły wybór. Czy to dużo? A ile wydaliście na komputer, na którym czytacie ten wpis? A ile kosztował Wasz smartfon? O cenę samochodu nawet nie zapytam. Po prostu jest to rzecz z pogranicza hobby/inwestycja. W takich wypadkach dla jednych jest to kwota do zaakceptowania, podczas gdy inni nigdy by jej w ten sposób nie wydali. No chyba, że rząd by nam dopłacał.

Podsumowanie – gdzie tkwi „diabeł”?

Może powinienem to zaznaczyć na wstępie. Producenci rowerów wspomaganych elektrycznie ani też ich dealerzy nie zapłacili mi za ten wpis. Nie zapłacił też nikt inny a ja sam nie zajmuję się sprzedażą takiego sprzętu. Staram się tylko przybliżyć Wam to zagadnienie i rozwiać pewne wątpliwości. W związku z tym pokażę też, na tyle, na ile umiem, drugą stronę medalu. Taki rower jest znacznie cięższy niż zwykły jednoślad. To powoduje, że trudno go wnosić na piętro, czy mówiąc inaczej, stwarza problem przy przechowywaniu. Pewnie wciąż jeszcze, przez pewnego rodzaju egzotyczność, ściąga uwagę – w tym również złodziei. A w przypadku kradzieży tracimy więcej, niż, gdy zginie nam zwykły rower (konieczne są więc droższe niż zwykle zabezpieczenia – np. znacznie lepsze U-locki). Uroki e-roweru rosną znacząco, gdy mamy do dyspozycji dobrą infrastrukturę rowerową, co w wielu miastach wciąż jest problemem. No i jeszcze raz ta bateria. Jej koszt jest wyższy niż w przypadku akumulatora samochodowego. Ale też nie musimy się martwić o naprawę alternatora.
Sami oceńcie, jak wyglądałby bilans zysków i strat w Waszym wypadku.

PS. Co ciekawe, taki rower nie jest nowinką technologiczną – co widać na załączonym poniżej obrazku z lat 1940.

PIC_2-14121

Mężczyzna z rowerem elektrycznym, lata 1940.; źródło: NAC

  98 comments for “A gdyby tak przejechanie 100 km kosztowało nas 1-2 zł, czyli po co mi e-rower…

  1. ~paczęiniewierzę
    24 lutego 2015 o 06:50

    Jestem pod wrażeniem. Pierwszy konstruktywny i merytorycznie prawdziwy wpis autora tego bloga, tak różny od zwyczajowego „Boję się jeździć, bo wszyscy chcą mnie zabić!”, „Jeśli nie zaczniemy jeździć poniżej prędkości dopuszczalnej przepisami wszyscy wymrzemy jak dinozaury” itp. Tak trzymać – mniej ideologii, więcej faktów.

  2. ~yuror
    24 lutego 2015 o 06:54

    Za w miarę sprawnego punciaka dali mi na złomie 800zł. To może starczy mi na dzwonek do takiego jednośladu ?

  3. ~stockfish
    24 lutego 2015 o 07:20

    Uzupełnię tylko że posiadam od 4 lat chiński aluminiowy elektryk 250 wat, który nowy z fakturą kosztował 1800zł a bateria składa się z 3ch standardowych akumulatorów żelowych po 25zł/szt więc wymiana ich co 3 lata nie jest żadnym problemem. Nie jest to szczyt techniki ale jeździ i nic się nie psuje.

  4. ~pit
    24 lutego 2015 o 07:25

    proponuje przerobic16 godzin na budowie przy betonie a później wracać 24km na rowerze :)))))

    • ~Piotr
      24 lutego 2015 o 08:15

      Dobrze że nie 24 godziny bo wtedy to już by nie było nawet kiedy wrócić !

      • ~Gandalf2305
        24 lutego 2015 o 14:11

        Idż do pracy na budowe to się dowiesz co znaczy cięzka praca i nie bedziesz pisał durnych komentarzy.

    • 24 lutego 2015 o 08:17

      Ja tam po 10-12 godzinach w wykończeniówce, nie mam ochoty ani siły pedałować kilka kilosów, a co dopiero 24km

    • ~normlany
      24 lutego 2015 o 11:52

      Da rade zrobić

  5. ~romaniano
    24 lutego 2015 o 07:33

    przez pasernosc producentow sie ludziom nie nadaje

  6. ~pieszy
    24 lutego 2015 o 07:52

    Chodzenie jest jeszcze tańsze! (Jeśli jeśli głównym kryterium jest koszt 🙂

  7. ~gienio
    24 lutego 2015 o 08:03

    pierdalety
    2+3,5+ 7 = 12,5 zł za km a nie 2
    + deszcz + droga hamowania+ brak ścieżek rowerowych (25 km /h po chodniku???!!!)
    trochę rozumu może

    • ~kilo
      24 lutego 2015 o 09:06

      gienio pierdolety to ty dopiero wypisałeś

      Jaka droga hamowania ??? (jest taka jak na normalnym rowerze)
      ja jeżdżę po chodniku 25 km/h ale masz obowiązek korzysta z ulicy a dopiero potem z chodnika.
      przyda ci sie trochę rozumu.

  8. ~Gruca Andrzej
    24 lutego 2015 o 08:03

    Kupiłem.Dobra rzecz.zapłaciłem 2000zł nie żałuje.Trochę akumulator ciężkawy Powinni nasi pomysłodawcy pomyśleć,byłoby mniej spalin.

  9. ~pleban
    24 lutego 2015 o 08:04

    czy przegapiłem że nie wzięto pod uwagę liczby dni deszczowych i zimowych na naszej szerokości geo?

    • ~limit
      24 lutego 2015 o 08:52

      Kwestia hartu ducha i zaprawy. Za miniony rok miałem 291 dni z jazdą na rowerze. Z tych opuszczonych było całkiem sporo ładnych i słonecznych. Da się. Nawet w deszczu i po śniegu. I jest coraz więcej ludzi, którzy mają takie podejście. Widzę ich regularnie w trakcie swojej drogi do pracy czy to zimą, czy latem.

  10. ~ja
    24 lutego 2015 o 08:05

    Głupoty, to po co są skutery, motocykle?
    Na rower to na wycieczke, a nie codziennie do pracy- bo zakupy, bo deszcz, bo lekarz i inne kłopoty.\

  11. ~kl
    24 lutego 2015 o 08:13

    Rower elektryczny nie jest taki drogi jak pisze autor artykułu , są zestawy do zamontowania do każdego roweru gość sprzedaje również przez internet (koszt ok. 2000 zł) i jeździ samo bez wspomagania do 40 km/h. Akumulatory to groszowa sprawa – to zwykłe akumlatory żelowe które w internecie kupisz komplet za 200-300zł (trzeba tylko srare wyjąć z obudowy zmontować nowe i po sprawie) Mam takie cudo od 2007r ( jak widać to żadna nowoś) to dobrze wiem. A swoją drogą jak się coś pisze (mam na myśli autora tekstu )to się trzeba trochę przygotować a nie pisać głupoty i walić ceny z kosmosu.

    • ~Dominik Kaim
      25 lutego 2015 o 11:20

      @kl pisałem o rowerach dość dobrych marek; nie jestem pewien tych konstrukcji NoName i niestety w tym wypadku często baterie to bardzo słaba jakość – pokażmy realne, ale dobre przykłady a nie trzymajmy się zasady, że cena czyni cuda

  12. ~O przepisach
    24 lutego 2015 o 08:18

    W Polsce nie ma wymogu, aby silnik się wyłączał po zaprzestaniu pedałowania. Jest wymagany start z pedałów, ale potem można jechać z manetki. Jest to istotna różnica w porównaniu do zachodu Europy – tam przepisy wymagają wyłączenia silnika bez pedałowania. Za to w Polsce jest inne głupie ograniczenie – moc ma spadać wraz z prędkością i osiągać zero przy 25km/h. To pisał ktoś nie mający pojęcia o fizyce. Chyba chodziło o moment, nie o moc. Przy prędkości 0km/h moc wynosi zero, zatem nie ma z czego spadać do zera.

  13. ~deser
    24 lutego 2015 o 08:35

    czy może ktoś skonstruować rower ze wspomaganiem
    na sprężone powietrze ???

    • ~krzicho
      24 lutego 2015 o 10:50

      Też o tym myślałem. Na pewno byłby lekki i cena nie byłaby zbyt wygórowana. Tyle, że trzeba jeszcze mieć sprężarkę, co podnosi i koszty zakupu i eksploatacji, a do tego trzeba mieć na to miejsce, bo sprężarka hałasuje. Poza tym elektryki poza łatwo wymienialną baterią są praktycznie bezobsługowe, a tu mimo, że na pewno silniki na sprężone powietrze są o wiele mniej awaryjne niż spalinowe, to trzeba od czasu do czasu wymienić olej i coś w nich pogrzebać. Do tego dochodzą przepisy, bo nie wierzę, że w naszym faszystowskim kraju, gdzie nic nie można z powodu nadgorliwej interpretacji przepisów, byłaby możliwość swobodnego sprzedawania takich rowerów bez nagonki spragnionych krwi urzędasów. Myślę, że jeżeli rowery na sprężone powietrze mają jakiś sens, to prędzej, czy później się gdzieś pojawią.

  14. ~hahaha
    24 lutego 2015 o 08:42

    jedno ładowanie 16zł?i tylko pareset ładowań?dziękuje ale to jest śmieszne…

    • ~oi
      24 lutego 2015 o 08:48

      Cena jazdy na elektrycznym rowerze to ok.1gr na km

  15. ~amator
    24 lutego 2015 o 08:46

    Widze Polak specjalista zna sie na wsyztskim. Czytajac te komantarze wydaje mi sie ze edukacja zakonczona została co u niektórych na podstawówce.
    Rower taki sam zbudowałem, nie rózni sie niczym. koszt 1000 zł,
    Cena jednego pełnego ładowania 1500Wh*cena za 1 kW w przybliżeniu 1zł – 2 zł
    Zasięg 30km
    Amortyzacja kosztów – 3 lata 400zł
    Zakład produkujacy rowery za 5000 zł musi utrzymać 10 pracowników firme, i osprzęt. stąd róznica ceny 10 krotna jesli robisz to sam.

    • ~gerrard
      24 lutego 2015 o 09:21

      Jakiej pojemności masz baterie, że zużywasz 1500Wh na 30km?

      • ~amator
        24 lutego 2015 o 09:39

        baterie maja 7,2 Ah, ale ładowrka ma bardoz niska sprawność ma 40 W nałaodwanie do max nawet 16 godzin

  16. ~Golum
    24 lutego 2015 o 09:22

    Jedyny problem w Polsce jest taki że rowery kradną w blokach na potęgę.
    Nie ma żadnego innego. Pogoda?
    Nie bądźcie śmieszni. W Dani czy śnieg czy deszcz tysiące ludzi jeździ do
    pracy rowerem. Są tam już budowane drogi szybkiego ruchu dla rowerów.
    Ale tam rząd myśli i jak dorzucili 80% podatku za rejestrację starych śrupów,
    to się problem skończył. Polak to najchętniej by po domu samochodem jeździł
    taka leniwa z niego gadzina.
    Wszystko źle. że się spoci, że go obtrąbią, że to czy tamto. Lenie i tyle.
    Pracowałem po 12 godzin w centrum handlowym i rowerem 12 km wracałem i żaden problem. W poprzedniej pracy podobnie. Rowerem 30min i na miejscu, a autobusem godzinę mi to zajmowało.
    Nie mówiąc już że benzyna tak droga że naprawdę grzech tymi śrupami jeździć po bochenek chleba do marketu obok.
    Ale to wasze zdrowie i wasze pieniądze.
    Ja zamiast dopłat do rowerów, wolałbym by władze w końcu na mieście stojaki na rowery montowały, monitoring i REALNE ściganie złodziei rowerów. Mój rower niestety musi stać u rodziców w domu, bo w blokach to sąsiadowi jak drzwi nie mogli wyłamać to dziurę w ścianie zrobili i zakosili rowery. Więc łażę z buta po mieście, bo jak mam się wkurzać o miejsca parkowania potem to mnie krew zalewa.
    Szkoda że poloczek to taka szuja.

    • ~as
      24 lutego 2015 o 09:31

      taaa jasne godzina busem 30 rowerem to chyba ten bus stal w miejscu. ja busem 20min rowerem 45-60 i co nijak to do twego wywodu

      • ~Gucio
        24 lutego 2015 o 11:32

        Ja generalnie rowerem dojeżdżam szybciej niż autobusem. To że ty jeździsz powoli, to nie znaczy, że wszyscy tak jeżdżą. Nawiasem mówiąc ten elektryczny rower byłby dla mnie ograniczeniem. Cóż to za prędkość 25km/h? Ja bez problemu wyciągam ponad 30 bez żadnego wspomagania. Nadmienię też, że nie jestem już młodzieńcem (50 lat).
        Autobus musi stawać na przystankach, a ja nie. Dodatkowo w Warszawie autobusy stają w korkach. Gdy jadę na rowerze, korki mnie nie dotyczą.

        • ~tombo
          24 lutego 2015 o 12:51

          dokładnie,predkosc ze wspomaganiem powinna zostac zwiekszeona do 30-33 kmh

        • 24 lutego 2015 o 14:51

          Slow down !

          To nie wyścigi ,
          Uważam że duże prędkości to można sobie rozwijać poza miastem nie narażając innych na uszczerbek na zdrowiu . W Holandii rodzice wożą kilkumiesięczne dzieci na małym siodełeczku zaczepianym na kierownicę. W Polsce to śmiertelne zagrożenie wujechać nawet z dużym dzieciakiem na ścieżkę dzięki wyczynowcom w lycrach na rowerach do zjazdów z gubałówki. Jak im zwrócić uwagę że to nie jest ścieżka wyczynowa to jeszcze się awanturują. Jak im braknie ścieżki rowerowej to robią wyczyny na chodniku.
          Jak chcesz szybko w mieście to kup sobie motocykl.

          Prędkość rowerów elektrycznych na rynku europejskim jest ograniczona do 25kph ze wzgledu na przepisy dotyczące tej kwestii i całe szczęście że tak jest !
          Rower to nie motocykl
          A rower elektryczny pomaga uzyskać optymalną dla roweru prędkość bez wysiłku tu nie chodzi o start rakiety tylko o jazdę pod wzniesienia czy bez wysiłkowy start

  17. 24 lutego 2015 o 09:37

    Poruszając się po mieście na rowerze (jak autor powyższego artykułu zauważył) często jesteśmy skazani na jazdę wzdłuż ruchliwej ulicy. Szukajmy w miastach ścieżek, które uwolnią nas od ulicznych spalin. Od tego zależy jakość poruszania się po mieście i jakość życia w mieście. Na stronie http://www.planty2.webrobi.pl można zobaczyć pomysł na nowe podejście do komunikacji rowerowej w Krakowie(komunikacji połączonej z rekreacją).

    • 24 lutego 2015 o 14:40

      Widziałem twój link kolego. Takich rozwiązań nam potrzeba. Pomijając wykorzystanie rekreacyjne. Takie rowerowe autostrady to wspaniała alternatywa dla dróg zbudowanych z myślą o autach. Niestety w naszym kraju wciąż środki są marnowane na budowę dróg rowerowych równoległych do jezdni. A wystarczyło by pomyśleć trochę. Jeździłem rowerem w wielu miastach Polski i innych krajów. Muszę przyznać że w każdym polskim mieście są zasypane śmieciami linie kolejowe prowadzące do od dawna nie używanych bocznic. Czy wydeptanie ścieżki gdzie ludzie idą na piwko w plenerze albo wyprowadzić psa. A mogły by tamtędy prowadzić trasy rowerowe.
      Jazda takimi trasami to zupełnie inna jakość życia przez kilka lat jeździlem do pracy metrem i autobusami. Jak przesiadłem się na rower otworzył się przede mną inny świat, jazda przez park w wąwozie kanału czy starej linii kolejowej z dala od aut spalin i hałasu. Można zapomnieć o typowym dla dużego miasta dyskomforcie.
      Takie trasy rowerowe jak w Polsce wzdłuż 4 pasmowych arterii kolidujące z chodnikami pełne świateł i innych przeszkód gdzie i tak zawsze samochód jest najważniejszy , powodują że mniej ludzi decyduje się na codzienne dojazdy rowerem.

  18. ~CR
    24 lutego 2015 o 09:42

    Mit siódmy – o niewygodach podróżowania w deszcz i mróz 🙂 . 5 tys. PLN na rower ?. Samochód niedawno sprzedałem za 2 tys. i pewnie jeszcze długo pojeździ.

    • ~litości
      24 lutego 2015 o 12:01

      tak…, tylko co to za samochód za 2 tys…. Poza tym w deszcz i mróz nie musisz jechać rowerem, a co do pocenia się to wiem po sobie, że z czasem gdy coraz lepszą ma się kondycję to i poci się człowiek mniej.

  19. ~Baca
    24 lutego 2015 o 09:45

    Życzę powodzenia z tym rowerem – szczególnie przyjemna jest jazda przy padającym marznącym deszczu. O sprawności akumulatorów, które w -10 st C (temperaturą występującą w naszym klimacie bardzo często) bloger nawet nie wspomniał. A pojemność takowych w niskiej temperaturze potrafi spaść nawet o 50%.Więc jak masz dalej do pracy, to połowę drogi pedałujesz. Poza tym – gdzie to podładować w miejscu pracy?? Z prądu, za który płaci pracodawca?? To jest złodziejstwo.
    Kolejna głupota – kwintesencja blogera związana z problem braku prysznica w pracy „trenuj, to się nie będziesz pocił” – nawet nie chce mi się na ten temat pisać…
    Pomijam już aspekt gdzie wysuszyć łachy, jak cię w drodze do pracy dopadnie ulewa, o kałużach, błocie i ochlapujących pojazdach nie wspominam.
    Co z utylizacją zużytych akumulatorów?? Ekoprzygłupy o tym nie wspominają, a jest to wyjątkowo kosztowny proces. Akumulatory przy takim obciążeniu i pracy w niskich temperaturach po kilkudziesięciu ładowaniach będą się nadawały do wymiany…
    Rower to sprzęt do rekreacji, nie nadaje się do dojazdów do pracy.

    • 24 lutego 2015 o 14:28

      Wygląda to tak: Ja być król mieć duży wóz ! ty mieć rower ty być ekoprzygłup.
      To nie są argumenty kolego , auto też ma akumulator który trzeba utylizować i wiele innych ciężkich do zutylizowania elementów i substancji płynnych. Do tego bezustannie emituje co2 toksyczne cząstki stałe i hałas
      Skąd tyle złości dla chcących żyć inaczej niż ty? Potrzebujesz obrażać inny punkt widzenia żeby udowodnić rację własnego? to żałosne
      Powinieneś się cieszyć że inni jeżdżą na rowerach bedzie więcej miejsca na drodze dla pana szosu.
      Rower nie dla ciebie? ok rozumiem jeździj sobie czym chcesz ale nie obrażaj innych

  20. ~Sebek
    24 lutego 2015 o 09:46

    Witam
    Ja jeżdżę rowerem elektrycznym od 2005 roku kupiłem już dwa u tego samego sprzedawcy
    Jan Stanisław i Jan Sebastian takie dziwne nazwy .koszt pierwszego około 1200zł koszt drugiego około 2000zł w tym drugim od 2011roku raz wymieniałem baterię koszt 450zł i raz zmieniałem uszkodzona manetkę(chyba około 50zł)wiec chyba nie tak dużo jak za korzystanie przez 4 lata minus to waga 13kg ich samych
    Jedno ładowanie kosztuję mnie 30gr więc tez nie powala
    Na jednym ładowaniu robię około 50 kilometrów a do pracy mam 12 kilometrów więc trochę można sie pokręcić i zgodzę się z autorem ze niema narazie nic co by dorównało kosztom przejechania 100 km niż rower elektryczny i polecam wszystkim to rozwiązanie
    co do dalszych przejazdów typu 40 kilometrów do pracy i dojazd rowerem to od razu kupiłbym skuter bo czas przejazdu mocno się skraca.

  21. 24 lutego 2015 o 09:53

    Szanowny Autorze.
    Zapominasz o jednym – jazda rowerem, wzmaga wentylację płuc – rowerzysta oddycha głębiej i częściej, a to w warunkach ruchu drogowego sprawia, że absorbuje znacznie większe ilości toksyn i to z grupy tych najbardziej niebezpiecznych.
    Ścieżki rowerowe, nie są tu żadnym usprawiedliwieniem, bo zwykle są położone tuż obok ulic.

    Spaliny, pył, zawiesina biologiczna – to wszystko zalega w podłożu, lub unosi się w powietrzu. Pieszy, lub kierowca oddycha powoli i przez nos – który jest naturalnym filtrem. Rowerzysta oddycha głównie ustami, głęboko i częściej, niż kierowca. Dodatkowo rowerzysta nie jest chroniony przed szkodami mechanicznymi – kolizja z samochodem, ze słupkami, latarniami, pieszymi.
    Ponadto idiotyczne przepisy (prawo pierwszeństwa dla rowerzystów, czy pieszych), oraz chamstwo „silniejszych” użytkowników (duże osobówki, TIRy, autobusy komunikacji publicznej) sprawiają, że rowerzyści są znacznie bardziej zagrożeni, niż inni użytkownicy.
    Z drugiej strony nagminny jest brak oświetlenia rowerów, oraz nieposzanowanie przepisów prawa.
    Również stan dróg – zarówno miejskich, jak i poza miejskich sprawia, że jazda rowerem jest trudna i niebezpieczna.
    Co do ceny rowerów zwykłych i ze wspomaganiem elektrycznym, to twierdzę, że są zdecydowanie za drogie. Jeśli za cenę roweru mogę sobie kupić używany samochód – to wybór jest prosty. Zyskiem jest, że bez względu na pogodę i stopień zmęczenia, mogę sobie bezpiecznie jechać, a zrobienie zakupów, czy przewóz jakiś większych przedmiotów nie sprawia problemów. Również zagrożenie kradzieżą jest znacznie mniejsze dla samochodu, niż dla roweru.

    Drogi Autorze – masz rację, że jazda rowerem rozwija organizm i jest zbawienna, zwłaszcza dla przesiadujących za biurkiem, ale rozwiązaniem idealnym jest poprawa infrastruktury drogowej, zmiana przepisów prawa i wprowadzenie do powszechnego użytku małych – dosłownie 2+1 samochodzików elektrycznych, lub trochę większych (2+2+zakupy) autek wykorzystujących paliwo wodorowe.
    Rowery zostawmy na niedzielą, lub na te tereny, gdzie jazda będzie relaksem, a nie zagrożeniem.

    • ~normlany
      24 lutego 2015 o 11:45

      No tak nos odfiltruje metale ciężkie

    • ~pzdr
      24 lutego 2015 o 12:09

      Część osób obawia się jeździć na rowerze po drogach i ulicach ze względu na zanieczyszczenie powietrza. Tymczasem Environmental Transport Association z Wielkiej Brytanii przejrzało wyniki przeszło 70 różnych badań na temat zanieczyszczenia powietrza w miastach Europy i Ameryki, które wskazywały na to, że:
      – poziom zanieczyszczeń wewnątrz wszelkich pojazdów jest wyższy niż na zewnątrz;
      – samochody osobowe dają bardzo słabą ochronę przed spalinami bądź nie zapewniają jej wcale;
      – pasażerowie dużych pojazdów komunikacji publicznej (autobusów, tramwajów) wdychają mniej spalin niż osoby znajdujące się wewnątrz samochodów osobowych, ale więcej niż piesi i rowerzyści;
      – najzdrowszym powietrzem oddychają piesi i rowerzyści.

      Wynika to z tego, że najwyższe stężenie zanieczyszczeń jest przy gruncie, a rowerzyści trzymają głowę wysoko, znacznie wyżej niż wloty powietrza w aucie. Ponadto, samochody jadą jeden za drugim – kierowca wdycha więc spaliny, które wydali pojazd przed nim. Tymczasem rowerzysta porusza się w dużej mierze niezależnie od strumienia samochodów (albo jest wyprzedzany, albo sam wyprzedza), pozostając nieco poza tunelem spalin.

  22. ~web
    24 lutego 2015 o 09:56

    nie ma zlej pogody, a ubranie nieodpowiednie…

    • ~dddd
      24 lutego 2015 o 14:24

      .. i można kabrioletem pomykać po syberii

  23. ~krzicho
    24 lutego 2015 o 10:18

    Jeżeli mamy takie głupie przepisy, że wspomaganie ma się wyłączyć przy 25 km/h, to nie jest i nigdy nie będzie to rower dla mnie, ponieważ na zwykłym rowerze mam prędkość podróżną większą, więc po co kupować coś, na czym będzie się jeździło wolniej? Po drugie mamy dwóch dużych producentów rowerów w Polsce jeden preferuje jakość, a drugi cenę, tak więc poczekałbym, aż oni się zainteresują i wspomógłbym własny rynek. Po trzecie cena wcale nie jest niska i nieadekwatne porównania do komputera, albo do telefonu (choć sam nie wydałbym nawet ułamka tej ceny na telefon) nie mają zastosowania, jeżeli się pomyśli, że z powyższych korzysta się o wiele częściej niż z roweru, a za wymienione kwoty można kupić samochód w dobrym stanie. I tu wracamy do produkcji w Polsce. Założę się, że jeżeli takie rowery produkowane byłyby u nas, to byłyby tańsze, albo dużo tańsze i na razie sytuację można porównać do płacenia 5 zł za paczkę zapałek. Ktoś powie, że 5 zł to nic, bo więcej kosztuje dobre piwo, a ja się będę upierał, że to i tak dużo. Także ja czekam na to, aż zmienią się ceny i prawo, bo dojazd do pracy powinien być możliwie szybki, a jeżeli już miałbym do wyboru pokonać tę samą odległość 2x szybciej na skuterze, który kosztuje porównywalnie, albo mniej, to niestety wybiorę skuter, samochód, albo komunikację miejską. Osobiście taki rower byłby dla mnie czymś, dzięki czemu mógłby się wybierać na dłuższe i ciekawsze trasy, bo mam ten komfort, że mieszkam 10 min. na piechotę od pracy.

    • ~tombo
      24 lutego 2015 o 12:05

      mysle dokładnie tak samo. Sam jezdze duzo na rowerze i ograniczenie 25kmh to jest dobre jedynie dla dzieci.Moim zdaniem ograniczenie mocy 250W moze pozostac, ale predkosc wspomagania powinna zostac podniesiona do minimum 30kmh,zeby zyskiwały osoby mające pare w nogach, a najlepiej do 20 mil na godzine,czyli 32-33 kmh, i byłby to bardzo rozsądny kompromis miedzy niewiele wolniejszą jazdą na tradycyjnym rowerze,a ciągle wyraznie szybszym skuterem/motorowerem. Taka predkosc na rowerze,w rowerowym ubraniu i oporze powietrza jest jeszcze bardzo przyjemna,a jednoczesnie ma sie poczucie ze mozna pojazd spalinowy zastapic rowerem i wybrac nawet na dalsze podróze.

      • 24 lutego 2015 o 15:12

        Spróbuj pojechać wolniej i zobacz ile szczegółów umyka Twojej uwadze.
        Można się cieszyć samą jazda a nie błyskawicznym osiąganiem celu.
        Rozumiem że chciałbyś tak jeździc po drogach a nie po ścieżce rowerowej
        Rowerem elektrycznym pojedziesz szybciej i ma to niewielkie znaczenie że silnik się wyłącza przy 25kph I tak najwięcej siły jest potrzebne do jazdy pod górę czy żeby by rozpędzić rower do jako takiej prędkości.

  24. ~Andrzej
    24 lutego 2015 o 10:19

    Widziałem parę razy taki rower w akcji z czymś co się przykleiło do jego siodełka, ludzie jak to gnało po chodniku nie mówiąc o skrzyżowaniu ulic i na rondzie, szok, zero pomyślunku, totalna głupota a duże to było na tym rowerze tylko mózg wytrzepało po drodze może jakby nie miało wspomagania toby jechało wolniej nie wiem na chodniku nie chcę tego bezmózgiego ułana spotkać, może opatrzność będzie czuwała.

    • 24 lutego 2015 o 15:05

      Niestety,

      No cóż to już nie jest wada konstrukcyjna pojazdu tylko jego użytkownika. Niestety jest takich wybrakowanych baaardzo dużo

  25. ~bogdan
    24 lutego 2015 o 10:50

    na zwykłej kolarzówce jeździłem przez 15 lat codziennie do pracy 22 km w jedną stronę z Konin do Kleczewa ,a trzy lata po 35 km. z Konina do Lubstowa oprócz zimy tj grudzień-luty.

  26. ~Lekko starszy pan
    24 lutego 2015 o 11:02

    Artykuł jest ewidentnie sponsorowany. Rowery elektryczne nijak się mają do ekologii, a to z powodu dużych kosztów utylizacji baterii. Jest to może i dobre rozwiązanie dla mieszkańców takiego miasta jak np. Gdańsk, gdzie występują duże różnice w wysokości (!) i dobrze jest wspomagać się jadąc pod górę, a pedałować z górki. Jednak koszt takich rowerów, zupełnie niewspółmierny do tego, co importerzy płacą za nie w Chinach, nie rekompensuje tych plusów.
    I niech już sobie darują autorzy te porównania do samochodu!
    Argumentacja o niepoceniu się jest doprawdy żałosna i dowodzi szukania uzasadnienia na siłę.
    Zamieszczenie zdjęcia z 1940 roku dowodzi, że skoro przez ponad 70 lat rowery elektryczne nie zawojowały rynku (no, może z wyjątkiem Chin) to nie są aż tak świetne.

    • ~Dominik Kaim
      25 lutego 2015 o 11:13

      @Lekko starszy Pan – tak:) szczególnie widać to po wielu różnych markach, linkach i sklepach, od których aż roi się w tym „sponsorowanym artykule”:)

  27. 24 lutego 2015 o 11:10

    A gdyby tak przejechanie 100 km kosztowało nas 1-2 zł???

    …to byśmy płacili podatek 30 zł za każde przejechane 100 km.
    Taka jest rzeczywistość w Polsce

    • 24 lutego 2015 o 15:03

      Więcej niż pewne i już by nasi „kreatywni” opłacani z podatku tak te przepisy dopasowali że były by w 100% zgodne z prawem unijnym i kanonicznym. Okazało by się że taka jest cena postępu i integracji z Europą. Pozostało by pokiwać głową i uznać to za coś naturalnego i oczywistego

  28. 24 lutego 2015 o 11:18

    Jest nawet gazeta poświęcona w całości rowerom elektrycznym. Można pobrać z roweryelektryczne.info

  29. ~...
    24 lutego 2015 o 11:19

    Zamiast bawić się w takie elektryczne rowery warto by było w końcu zobaczyć jak to się robi w cywilizowanych krajach np w Niemczech. Tam są stacje rowerowe w miastach co pare km, pierwsza godzina jest darmowa, a stawki za dłużej są groszowe typu 1-2 euro. Podchodzisz bierzesz rower i jedziesz, dojeżdżasz do stacji docelowej odstawiasz i nie musisz się o nic martwić. W Polsce natomiast nie ma nawet gdzie postawić zwykłego roweru, a i tak jak go łańcuchem przywiążesz do słupa to może zaraz przyjść jakiś cygan i tak czy siak go ukradnie.

  30. ~seblas
    24 lutego 2015 o 11:21

    ” A ile wydaliście na komputer, na którym czytacie ten wpis? A ile kosztował Wasz smartfon? O cenę samochodu nawet nie zapytam.”

    Komputer 500zł, smartfon 300zł, samochód 6000zł (gaz, 18zł/100km).
    Do pracy mam 8km – jakieś 400km miesięcznie.

    Rower (wg. artykułu, średnia cena): 7500zł, bateria 1300zł.

    Po 3 latach: rower 7500 + naprawy 300 + nowa bateria 1300 = ok. 9000zł (koszty prądu pomijam).

    W przypadku auta: 6000 + naprawy 1500 + ubezpieczenie 1000 + paliwo 2500 = ok. 11000zł

    Różnica: 2000zł w 3 lata, ale za to:
    – nie zmoknę, nie zmarznę
    – mogę dowieźć dziecko do przedszkola/szkoły i z powrotem
    – poruszam się szybciej
    – mogę zrobić duże zakupy

    • ~normlany
      24 lutego 2015 o 11:43

      Rowerem też możesz odwieźć dziecko do przedszkola, a stosując przyczepkę lub sakwy zrobić nim zakupy.

    • 24 lutego 2015 o 14:14

      No tak samochód jest rzeczywiście bardziej potrzebny i uniwersalny, jednak to wszystko kwestia wyboru czy trybu życia.
      Nie wydam na rower 2 tyś ale telewizor mam za 3 tyś.
      Jeśli się uważa że telewizor więcej wniesie nam w życie i jest bardziej funkcjonalny od roweru to proszę bardzo.

      Telewizor 2000 zł korzyści: zwała i niezdrowe emocjonowanie się podawanymi tam informacjami
      na które wpływ mamy żaden czy oglądanie wyczynów sportowców podczas wcinania obiadu.

      Rower 200zł korzyści: Zdrowa aktywność fizyczna i głębsze wrażenia estetyczne dzięki bardziej otwartej niż w aucie perspektywie oglądania otaczającego nas świata. Możliwość poruszania się po terenach gdzie samochodem nie możemy się wybrać. Szybsza i bardziej elastyczna komunikacja po zakorkowanym mieście.

      Stanąć autem na leśnym parkingu koło budy z pirogami to nie to samo co pojeździć rowerem po leśnych duktach. Oglądać Justynę Kowalczyk w TV zajadając się wieprzowiną to nie to samo co kupić parę używanych biegówek i pobiegać po lesie.

      Rower nie zawsze zastąpi samochód ale zdecydowanie lepiej sobie kupić rower niż np nowy telewizor

      • ~Biker
        24 lutego 2015 o 14:28

        Różnic w odbiorze telewizora za 1000 czy 5000 nie zauważysz prawie. Natomiast rower za 2000 czy za 4000 to już różnica. W zasadzie teraz cena roweru zwykłego bez wspomagania zaczyna się od 3000 w górę. To Ci da przyjemność z jazdy , nie dźwiganie nadbagażu (ciężar) i jako taką bezawaryjność. Oczywiście dużo jeździsz, zużywasz elementy napędu, opony, klocki hamulcowe itp. Ja mam rower za ok 4500 zł, koszt eksploatacji miesięcznej ok 50 zł przy przebiegu ok 550-600 km/m-c. Czyli rower nie jest darmowy w użytkowaniu. Oczywiście można mieć tani rower, al większa awaryjność, mniejszy komfort i wyższe koszty napraw.

  31. ~lopez
    24 lutego 2015 o 11:24

    „Może się mylę; nim mnie jednak kto przekona, będę nadal sądził, że rower jest jedną z najznakomitszych machin wieku XIX”
    Bolesław Prus, Kurier Codzienny nr 175, 27 czerwca 1894 r.

    „Uznaliśmy rower za wynalazek wszech czasów dlatego, że to projekt masowy, globalny, ponadczasowy i wielofunkcyjny. Od dziesięcioleci używany jest codziennie przez miliony ludzi na całym świecie. W biedniejszych krajach jest podstawowym środkiem transportu, a w bogatszych wykorzystywany głównie do rekreacji, dbania o formę i środowisko”.
    MensHealth, 2013

  32. ~mintaj13
    24 lutego 2015 o 11:25

    Witam i pozdrawiam Wszystkich. Ja osobiście do pracy mam 13,5 km DK-9 podkarpackie rózne remonty , inwestycje to autostrada to węzły itp. samochodem jak nie ma dużego ruchu jadę 15 minut natomias w godzinach szczytu komunikacyjnego zdarzało mi się jechać 55 minut natomiast rowerem oczywiście zwykłym pomykam obok samochodów (wyposażenie prawie zgodne z rozporządzeniem ministra , bo ie mam dzwonka) do tego kamizelka odblaskowa czas dojazdu 25 do 35 minut zależy od wiatru. Polecam każdemu o wiele przyjemniej spędza się te 8 h z biurkiem po takiej przejażdżce.

  33. ~lopez
    24 lutego 2015 o 11:40

    Kiedy Polacy zaczną bardziej doceniać zalety jakie daje jazda rowerem? A no wtedy kiedy mentalnie i ekonomicznie bardziej zbliżą się do mieszkańców Niemiec, Szwecji, Dani czy Holandii. Moim zdaniem na ten postęp wciąż potrzeba jakieś 15-20 lat szybkiego rozwoju.
    Weźmy np. takich Duńczyków , oni mają tam lepsze drogi niż my, zarabiają dużo więcej, pogodę mają podobną a i tak rowerami jeżdżą. A Polak w tym czasie pęka z dumy nad swoim passatem b5 kombi, którego sprowadził z zachodu ratując przed zezłomowaniem. Taka jest nadal różnica między Polską, a bogatą Europą.

  34. ~Ultima Thule
    24 lutego 2015 o 11:42

    Problemem nie jest „przejechanie” 100 km, lecz dotarcie od drzwi do drzwi w komfortowych warunkach. Żaden rower ani skuter tego nie zapewni. Musi być kabina, możliwość położenia podręcznego bagażu (elektronika !!!).

    Dlatego transport przyszłości to mini autka, a nie takie wynalazki.

    • ~Dominik Kaim
      25 lutego 2015 o 11:11

      @Ultima Thule i musi być możliwość odstania swojego w korku:) Gdyby wszyscy wsiedli do samochodu, to z pewnością więcej czasu potrzeba byłoby na Twój dojazd do pracy.

  35. ~KarolM.
    24 lutego 2015 o 12:11

    Jestem sprzedawcą w dobrym salonie rowerowym w Warszawie, sprawa elektryków wygląda tak że przeciętnemu klientowi po podaniu ceny roweru opada szczęka, jednoczesnie pukając sie w głowę i śmiejąc…po czym pada ” Panie! ja kupie za to porządne auto i mi na głowe nie bedzie kapać”. Ceny takich rowerów ( znanych marek) z dobra gwarancją z porządnych materiałów i z porządnym osprzetem wahają sie między 8.000-20.000. tyś. Oczywiście u nas są te po 8 , niby fajnie wyglądają, ludzie pytają co to, jest zainteresowanie, ale mimo wskazania wszystkich możliwych zalet po podaniu kwoty czar pryska. Mało kogo poprostu stać na taki sprzęt! Na pewno nie osoby starsze/emerytów/osoby ze schorzeniami stawów czy kręgosłupa, mogą tylko popatrzeć przez witryne. Są to nadal i przez najbliższy czas będą rowery dla „wybrańców”, osób z grubą kasą, albo szpanerów którzy lubią nowinki technologiczne. Ale z doświaczenia wiem ze nawet osoba z kasa, sceptycznie na to spogląda, wolą kupić „normalny” lekki drogi rower i szlifować kondycje ale nie na dojazdach do pracy tylko treningach gdzie mogą sie pocić 🙂 . Na dojazdy do pracy kupuje sie rower miedzy 1500-2000… żeby jak Ci jakiś bej go zapier*** ze strzeżonego i monitorowanego parkingu, nie było bardzo smutno. Tyle w temacie, tak to widze. dziekuje dobranoc.

    • ~pzdr
      24 lutego 2015 o 12:15

      Zaraz ci ktoś odpisze, że za 1500-2000 zł to kupi sobie ekstra furę, którą jeszcze 20 lat pojeździ, a nie rower! Panie, my Polacy to są niezłe dziady jeszcze.

    • 24 lutego 2015 o 13:57

      Dokładnie tak jest. ale to się powoli zmienia.
      W zakorkowanych miastach ludzi powoli zaczynają doceniać rowery.
      Rower nie powinien być tanią alternatywą dla tych których nie stać na auto.
      To tak jakby powiedzieć że po co mi odtwarzacz mp3 sam dzwięk bez obrazu skoro mogę mieć tablet z video w hd.
      Dużo jeżdzę rowerem coraz częściej widuję niedrogie elektryki na ścieżkach ale i drogie po kilkanaście tysięcy się widuje. Jak zobaczyłem parę w wieku emerytalnym na rowerkach z napędem w korbie bosch-a to mi szczęka opadła.
      Tak czy inaczej myślenie że na rowerze to jeździ gimbus i stara baba na targ nadal pokutuje.
      Nie dziwię się ludziom którzy mając niewielkie dochody uważają że kilka tyś za rower to dużo bo kupią za to samochód który jest bardziej uniwersalnym przedmiotem , ale tak myślą i ci którzy jeżdżą 4 litrowym SUV-em po mieście w godzinach szczytu.

  36. ~rumburak_007
    24 lutego 2015 o 12:12

    Jazda rowerem po drogach publicznych jest bardzo niezdrowa i niebezpieczna. Jadąc oddychamy częściej i wciągamy do organizmu więcej spalin i szkodliwych substancji. Poza tym jazda wśród samochodów, których kierowcy nie zwracają odpowiedniej uwagi na rowerzystów sprawia, że jest to bardzo niebezpieczne. Kiedyś jeździłem rowerem po drogach ale zdałem sobie sprawę, że nie chcę ryzykować życia i zdrowia. Jak siadam na rower, to tylko na przejażdżkę jakimiś bocznymi drogami, a jeżeli juz muszę wjechać na ruchliwą drogę, to staram sie aby był to możliwie jak najkrótszy odcinek i staram sie jak najszybciej opóścić niebezpieczny odcinek, bo debili nie brakuje na drogach.

    • ~pzdr
      24 lutego 2015 o 12:19

      Kierowcy w samochodach osobowych oddychają gorszym powietrzem niż piesi czy rowerzyści. Wloty pow. w tych samochodach są niżej niż głowy tych ostatnich, a im bliżej ziemi tym większy syf, a filtry pow. pomagają tylko nieznacznie.

    • ~pan Piotr
      24 lutego 2015 o 13:36

      nie wiem kolo po jakim mieście jeździłeś ale ja nie zauważam jakiegoś szczególnego ryzyka czy chamstwa ze strony kierowców(a rowerem po miastach śmigam sporo). o wiele bardziej nieprzewidywalni są rowerzyści-szczególne osoby +50.

  37. ~praktyk
    24 lutego 2015 o 12:14

    Gdzie znalazłeś te akumulatory głębokiego rozładowania (Deep_cycle) które są tanie, lekkie i pozwolą na kilkaset cykli ładowania? Cały ten wpis byłby piękny, gdyby można było zastosować odpowiedniej wielkości baterie polimerowe, takie jak w elektronice. Niestety zarówno ograniczenia techniczne jak i cenowe na razie nie dają nam takiej szansy. Pozostają klasyczne bezobsługowe „ołowiaki”, które po rozładowani poniżej 50% drastycznie tracą na trwałości.
    Czyli pomysł wspaniały tylko technologia jeszcze do niego nie dorosła.

    • 24 lutego 2015 o 13:47

      No nie tylko ołowiaki wszystkie rowery dostępne na rynku w cenie powyżej 3500 zł posiadaja baterie litowo-jonowe szybkie ładowanie większa pojemność i żywotność.
      Kwestia wyboru czy chcemy mniej zapłacić ale mieć ciężki rower i częściej zmieniać tanią baterię na nową czy wydać więcej a mieć baterię o wadze 1 kg zamiast 10 i nie wymieniać jej przez lata.

      Niedrogi rower turystyczny z li-ion :
      http://allegro.pl/rower-elektryczny-na-kolach-28-wyprzedaz-posezonow-i5104610241.html
      więcej rowerów tutaj: rowernaluzie.pl

  38. ~Jaros
    24 lutego 2015 o 12:40

    Powinna byc mozliwosc zakupu zestawu do przerobienia zwyklego roweru na rower elektryczny ,a nie tylko kompletnych rowerow. Na zchodzie koszt takiego zestawu to ok 2000 zl, godzina roboty i masz e-rower !!!

    • 24 lutego 2015 o 13:42

      Są i takie zestawy na Allegro ich pełno jednak najlepsze są rowery zbudowane na ramie zaprojektowanej specjalnie pod rower elektryczny. Tak aby nie wisiały nam żadne kable aby bateria była pod siodełkiem a nie na bagażniku. Koszt 2000 zł to sporo za taki zestaw.
      Za tyle można już kupić porządny rower co prawda z baterią tradycyjno a nie li- ion ale porządny.
      np : http://allegro.pl/markowy-rower-elektryczny-kola-26-gwaranc-i5104556914.html

  39. ~ola
    24 lutego 2015 o 13:09

    Śmierdziele, capiący cały dzień w pracy .Porzygać się można.

    • ~Grześ
      24 lutego 2015 o 13:37

      Masz na myśli leniwych grubasów(ski), którzy wylewają tony potu podczas przejścia od jednego biurka do drugiego? Czy wysportowanych rowerzystów? Doprecyzuj proszę.

    • ~Biker
      24 lutego 2015 o 14:15

      Dziwne.

      Zauważam, że w pracy pocą się latem Ci, co mają słaba kondycję. Jak się ubierzesz cienko (odpowiednio) to nie masz prawa się spocić. Zwykle rano jest jeszcze zimno lub latem w sam raz. A po pracy to już nie istotne :). Można wolniej jechać rano. Poza tym większość firm przyjaznym rowerom ma poprostu zaplecze, szatnia, łazienka itp. Przecież nie jeżdżę w ciuchach do pracy, tylko w rowerowych.

    • 24 lutego 2015 o 14:17

      Jak się rowerzysta nie myje to śmierdzi a samochód nawet jak umyjesz to i tak będzie smrodził 😛
      Zresztą mówimy tu o rowerach elektrycznych które doskonale nadają się do dojazdów do pracy . Rowerzysta nie wkłada tyle wysiłku w pedałowanie co na zwykłym rowerze i nie musi sie nadmiernie pocić

  40. ~crees - elektryczny rowerzysta
    24 lutego 2015 o 14:02

    Jako entuzjasta rowerów elektrycznych i użytkownik chciałbym dodać:
    1. Rower elektryczny jest najbardziej użyteczny w terenie pagórkowatym, bo wspomaganie najbardziej przydaje się na podjazdach.
    2. Jest pewna niewygoda w naszym klimacie. Od temperatury, gdzieś tak poniżej 15 stopni w czasie jazdy jest bardzo zimno, bo przecież wysiłek rowerzysty jest niewielki. Trzeba się ubierać zdecydowanie solidniej niż na zwykły rower, nie zapominając o głowie – mnie się szybko „udało” złapać zapalenie zatok. Za to w cieplejsze dni – frajda niesamowita.
    3. Z cenami to kolega autor przesadził. Owszem są i powyżej 10 tys., ale ja kupiłem w sklepie internetowym 4 lata temu za 2100 zł (nowy oczywiście). Całkiem sensowny: aluminiowa rama, akumulator litowo-jonowy. Używam do dziś.
    Pozdrawiam i namawiam. 🙂
    C.

    • ~Dominik Kaim
      25 lutego 2015 o 11:10

      @~crees – elektryczny rowerzysta

      Dzięki za tę uwagę nr 2 – to rzeczywiście ważne, bo jednak przy zwykłym rowerze „wysiłek grzeje” a w tym wypadku niekoniecznie, a prędkość robi swoje.

  41. ~Biker
    24 lutego 2015 o 14:18

    Ja znam takich co 20 km dojeżdżają w jedną na zwykłym rower bez wspomagania. Wspomaganie może potrzebne będzie na początek, po roku już nie potrzebne. Rower ze wspomaganiem jest dwa razy cięższy. Ja dojeżdżam co dzień a po pracy też jeżdżę jak mam chwilę. Miesięcznie ok 600 km

  42. ~malamysh
    24 lutego 2015 o 16:30

    Witam!
    Jestem posiadaczem/użytkownikiem nie tyle rowera co skutera elektrycznego.I mogę rozwiać troche mitów odnśnie elektryków. 1) zamiast rekomendowanych 70km przebiegu jak ciepło robi 40km a jak zimno 20km 2)akumlator 1szt. ok 300zł(żelowe) potrzeba 5szt, nie ma opcji aby wytrzymały parametry producenta czyli te 400cykli no chyba że do oświetlenia mocą 10W lub słuchania radioodbiornika a nie pod obciążeniem 3kW silnika zasilającego pojazd 3)ładowanie zależne od tego jaką się ma ładowarkę, szybka ok 1,5godz a jak słaba mały amperaż to 4-6godz. 4)zbiera się jak przeciętna osobówka ?-? yyhhyy do 30km/h, dalej spowalnia sam prędkość ograniczyłem dla własnego bezpieczeństwa. 5)cena przejechania 100km ok 1,5zł potrzebuje ok 2 – 3 kW na te 100km 6) najważniejsze akumlatory wytrzymają ok 250 pełnych cykli 5*300=1500zł, jeden cykl to ok 30km średnio czyli 250*30=7500km żywotność aku * 0,015gr/km = 112,5zł prąd. Więc 1500+112,5=1612,5zł/ 7500km=0,215gr/km*100km=21,5!!! Tak Tak i jeszcze raz Tak ekologia jest bardzo kosztowna tylko koszty są dobrze ukryte. Największa zaleta nie smierdzi i nie kopci iii można jeżdzic wszędzie tam gdzie rowerem bo to takie przywileje elektryków czy ekopojazdów

    • ~Dominik Kaim
      25 lutego 2015 o 11:07

      @malamysh a czy nie jest tak, że te baterie, które stosujesz to dość przestarzała technologia i stąd takie koszty? A jak policzysz koszty „nieekologicznego węgla”, który jest bardzo tani i dopłacamy do niego po 900 zł rocznie z kieszeni każdego Polaka?

    • ~WojtekErnest
      28 lutego 2015 o 10:10

      Nie bierzecie pod uwagę tzw. konwersji rowerów czyli dozbrajanie niemal dowolnego roweru. To koszt w granicach 1-2 tys zl.W zalezności od tego czy korzysta się z gotowca czy np. akumulator wykona sie samodzielnie. wtedy koszty serwisu przez wiele lat sa pomijalne.

    • ~emil
      2 marca 2015 o 19:12

      Niestety problemze ze e-skuterami jest taki że są one bardzo ciężkie w porównaniu do e-rowerów . Poza tym akumulatory zelowe to technologia przestarzała i w e-rowerach występuje tylko w najtańszych chińskich modelach zestawow do konwersji

  43. ~Andrzej
    26 lutego 2015 o 19:15

    najpierw trzeba by te absurdy zlikwodować http://www.almoc.pl/img.php?id=1404

  44. ~Lenka
    15 marca 2015 o 12:17

    „pal w łóżku, nie zostawiaj ich bez pracy…”
    http://www.almoc.pl/img.php?id=3117

  45. ~Lenka
    23 marca 2015 o 13:00

    Posłuchaj mojej matki, matka wie ! =) http://www.almoc.pl/img.php?id=2723

  46. ~toja
    6 listopada 2015 o 21:01

    Za te pieniądze to można kupić porządny motor, kask, ciuchy i jeszcze na wache zostanie

  47. 5 stycznia 2016 o 18:01

    „A ile wydaliście na komputer, na którym czytacie ten wpis? A ile kosztował Wasz smartfon? O cenę samochodu nawet nie zapytam.”
    Komputer (z drugiej ręki) kupiłem za 400 zł, smartfona nie posiadam, samochodu również. Rower, na którym jeżdżę, kosztował mnie 1400 zł (aczkolwiek kolejne naprawy i wymiany części przez kolejne lata pochłonęły pewnie już trzykrotnośc tej kwoty ;)). Myślę od jakiegoś czasu o zakupie elektryka, bo pomimo że codziennie do pracy mam „tylko” 10 km w jedną stronę, z wiekiem staje się to dla mnie już coraz bardziej męczące… Ale niestety, póki co ceny tych rowerów są dla mnie absolutnie nieakceptowalne.

    A dlaczego jednak elektryk, a nie skuter czy motocykl (samochodu nawet nie biorę pod uwagę, ze względu na HORRENDALNĄ ilość zajmowanej przez niego przestrzeni jak na coś, co ma służyć do transportu jednej osoby)? Dla mnie najważniejszym z wymienionych w artykule argumentów jest to, że elektrykiem – tak jak zwykłym rowerem, a inaczej niż właśnie skuterem czy motocyklem – mogę przejechać niemal WSZĘDZIE. A to jest największa wygoda z jazdy rowerem w mieście.

  48. 11 marca 2016 o 11:54

    Bardzo ciekawy wpis. Widziałam też inny blog, na którym autor udowadniał, że jazda rowerem elektrycznym, ale także jeśli wykorzystuje się silniki spalinowe do 50cm3 jest zupełnie legalna, a przede wszystkim, takie silniki są ekonomiczne 🙂

  49. 9 listopada 2016 o 16:28

    niepotykający

  50. 29 listopada 2016 o 10:27

    niepoprzywiązywanie

  51. 30 sierpnia 2017 o 13:35

    naprawdę ciekawie napisane

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *