Wyładowany telefon nigdy mnie już nie zaskoczy

Żyjemy w otoczeniu coraz większej ilości elektronicznych gadżetów. Telefon, a właściwie smartfon, to obecnie standard, ale często mamy też ze sobą czytnik e-booków, niekiedy odtwarzać muzyki, tablet, czasem nawigację lub kamerę. Zdarza się, tym częściej im bardziej skomplikowane jest urządzenie, że wyczerpie się nam bateria. W przypadku pustej baterii w telefonie reakcje są różne, ale mało kogo taka sytuacja nie rusza. Użytkownicy smarfonów są od swoich urządzeń uzależnieni, a włączona komórka w kieszeni to przedłużenie naszej ręki, synonim „wolności”, niezależności, bezpieczeństwa, a także stałego kontaktu z otoczeniem. Ten ostatni aspekt jest dla wielu osób kluczowy, głównie ze względu na media społecznościowe. Nie lajkujesz = nie istniejesz (czy rzeczywiście tak jest?).

Nie wchodząc głębiej w szczegóły tego jak bardzo potrzebujemy naszych elektronicznych przyjaciół, myślę, że dla większości z nas wyładowany telefon jest jednak problemem. Większy lub mniejszy, ale zawsze jest to jakiś kłopot. A z wyładowanym telefonem jest tak jak z kromką posmarowaną masłem, która spada zawsze masłem do dołu. Telefon wyładuje się wtedy, gdy najbardziej go potrzebujemy i wtedy, gdy nie mamy pod ręką gniazdka elektrycznego.

 

Ładowarki miejskie

W domu, w biurze, w niektórych pociągach lub na lotnisku telefon naładujemy bez problemu. W górach, na spacerze, na wycieczce rowerowej, na przystanku, w autobusie, to już nie takie proste, prawda? A gdyby w takiej sytuacji móc podpiąć telefon do buta? A może do drzewa lub ławki?

1-buty

Buty SolePower. Źródło: http://solepowertech.com/.

Pomysł na ładowanie telefonu butem jest dość prosty w swoich założeniach. Firma SolePower proponuje obuwie ze specjalną wkładką generującą energię, która w czasie chodzenia przekazywana jest do akumulatora zamontowanego przy języku buta. Gdy chcemy naładować telefon wyciągamy odczepiamy od buta akumulator i podpinamy do niego telefon. Proste prawda? Ale mało praktyczne. I pewnie drogie. Nie wiadomo także jak jest ze skutecznością takiego rozwiązania… Żeby szybciej ładować akumulator to trzeba biegać, a może skakać? A co jak na wakacjach spacerujemy w japonkach lub na bosaka? I co w sytuacji gdy zmienimy buty na górskie lub założymy rolki?

Innym rozwiązaniem jest ładowarka zintegrowana z jakimś meblem lub przedmiotem miejskim, w fachowej nomenklaturze: z obiektem małej architektury. Takich rozwiązań powstało już kilka. Najbardziej znanym jest chyba projekt Soofa, będącym czymś więcej niż tylko ławką-gadżetem. To misja. To wizja. „Twórczynie, które stoją za tym miejskim meblem dzielą jedną wizję: chcą zintegrować ludzi i nowoczesne technologie w ich mieście, przy zachowaniu ochrony środowiska. Ten inteligentny miejski mebel ma na celu ułatwić życie obywatelom, a przy tym rozpocząć nowe doświadczenia społeczne. Wyjdźcie z domu ze swoimi urządzeniami i usiądźcie na ławce zasilanej energią słoneczną.” (źródło: http://mobirank.pl/)

2-soofa

Ławka Soofa. Źródło: http://www.soofa.co/.

Dwanaście ławek zainstalowano już w Bostonie, kolejne sto ma zostać uruchomionych w 2015 roku. Soofa to nie tylko ładowarka zasilana energią słoneczną. Ławki bostońskie gromadzą informacje na temat jakości powietrza, co w przypadku krakowskich problemów smogowych mógłby być pożyteczną funkcjonalnością. W Krakowie ławki mogłyby także informować o zanieczyszczeniach na wbudowanych wyświetlaczach. Choć może lepiej nie, bo po poznaniu prawdy o jakości powietrza któż miałby chęć odpoczywać na ławce wdychając toksyczne powietrze… Czasem może lepiej nie wiedzieć.

3-ekolawka

EKOławka. Źródło: http://poznan.naszemiasto.pl/.

Nad poznańską Maltą natomiast postawiono EKOławkę, która napędzana jest wiatrem. Do naładowania telefonu potrzebna nam będzie własna ładowarka, gdyż ławkę wyposażono w zwykłe gniazdko elektryczne. Urządzenie udostępnia także bezpłatny dostęp do Internetu poprzez Wi-Fi. Kwestia estetyki samej ławki? Jak zwykle dyskusyjna… No i gdy nie ma wiatru, to nie ma darmowego ładowania.

Solarne drzewo w Belgradzie o wdzięcznej nazwie Strawberry Tree Black oferuje wiele różnych końcówek, aby każdy mógł naładować swój telefon. Projekt Miloša Milivojevića jest także obudowany ideologią i ma przypominać o konieczności zadbania o środowisko naturalne. W tym momencie jest już dwanaście zainstalowanych drzewek, a ilość „ładowań” jest całkiem imponująca (100 tysięcy „ładowań” odbytych w ciągu 2 lat przypada na trzy drzewka, co daje około 30 „ładowań” dziennie). W przypadku tego projektu liczy się także efekt estetyczny, który ogromnej większości bardzo odpowiada. Na portalu bryla.pl 95% głosujących uznało drzewko za „hit”, a tylko 5% za „kit”, a to znaczy, że się podoba!

4a-solarnedrzewko

Solarne drzewko w Belgradzie. Fot. Miloš Milivojević. Źródło: http://www.bryla.pl/.

Ciekawym pomysłem jest przerobienie już nie używanych budek telefonicznych na punkty ładowania komórek. W Londynie, słynne czerwone budki przemalowuje się na zielono, zgodnie z pomysłem absolwentów London School od Economics: Harolda Crastona i Kirsty Kenny. Zasilane są z baterii słonecznej umieszczonej na dachu, a finansowane dzięki reklamom wyświetlanym w środku. Dzięki takim zabiegom ładowanie telefonu we wnętrzu nowej budki jest darmowe. Pomysł na zagospodarowanie budek jest trafiony, jedynie ten nowy kolor nie trafia zupełnie w moje gusta… Londyn kojarzył mi się zawsze z Big Benem, z piętrowymi autobusem i czerwonymi budkami telefonicznymi. A teraz budki będą zielone, tak jak energia uzyskiwana z baterii słonecznych. Wątpię czy turyści docenią tą zmianę i będą nadal chętnie fotografować się w budkach…

6-budka

Solarbox, budka telefoniczna przerobiona na urządzenie do ładowania telefonów komórkowych. Źródło: http://www.solarboxlondon.org/.

Wszystkie prezentowane wyżej rozwiązania niosą za sobą jakiś przekaz, a głównie chodzi o kwestie ochrony przyrody i czystą, „zieloną” energię.

Inaczej do tematu mobilnych ładowarek podszedł jeden z dużych banków, który wykorzystał takie ławki do reklamy swojego produktu. Pod koniec 2013 roku ustawiono w polskich miastach ponad sześćdziesiąt ławko-ładowarek, także umożliwiających bezpłatne połączenie się z Internetem. Cała akcja miała na celu promocję mobilnej aplikacji bankowej.

4b-ing

Naładuj telefon „na mieście” z ING Bankiem Śląskim. Źródło: http://www.ingbank.pl/.

Najbardziej chyba przyziemnym projektem jest wrocławska ładowarka przystankowa, która nie ma nic wspólnego pod względem jakości wykonania i designu z poprzednimi prezentowanymi projektami. Najważniejsze jednak, że działa i telefon naładować możemy już na jedenastu przystankach. Pełny opis rozwiązania wraz z testem całego systemu znaleźć można tutaj: „We Wrocławiu możesz już naładować telefon na przystanku, ale zastanów się, zanim to zrobisz”. Autorzy, poza testem ładowarek, poruszyli też istotny problem bezpieczeństwa związanego z podpinaniem swoich urządzeń do nieznanych portów USB. Wystarczy przecież aby ktoś podmienił skrzynkę, a następnie infekował ładujące się telefony…

5-przystanek

Wrocławska ładowarka przystankowa. Źródło: http://www.spidersweb.pl/.

Buty, ławki, drzewka, przystanki. Czy te wszystkie rozwiązania na pewno mają służyć do ładowania naszych telefonów? Buty, to manifestacja postępu technologicznego, owszem teoretycznie naładują nasz telefon, ale z praktycznego punktu widzenia to według mnie wciąż kompletny bezsens. Strawberry Tree Black, Soofa, EKOławka, to bardziej manifestacja pewnych poglądów, zwrócenie uwagi na istniejące problemy  dotyczące środowiska naturalnego. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić kogoś, kto specjalnie siedziałby na ławce i czekał aż mu się telefon naładuje. A ławki ustawiane przez bank i ładowarki przystankowe, to nic innego jak elementy kampanii reklamowych. Być może któreś z tych rozwiązań „uratuje komuś życie” i naładuje jego telefon, ale nie sądzę, aby te rozwiązania zawojowały miasta i żeby kiedykolwiek stały się powszechne. Tym bardziej, że…

 

Akumulator w kieszeni

Tym bardziej, że wystarczy wydać około 100 zł i kupić sobie power bank dobrej firmy. To taka magiczna mała skrzynka, którą ładujemy w domu. Potem nosimy ją przy sobie, a gdy mamy potrzebę, to podpinamy do niej telefon, tak jak do zwykłej ładowarki.

6-powerbank

PQI i-Power 7800. Źródło: http://www.pqigroup.com/.

Dostępnych modeli jest tysiące, począwszy od bardzo tanich za 10 zł, aż do modeli o potężnej pojemności i wydajności, które pozwalają ładować nawet najbardziej wymagające tablety. Każdy znajdzie coś dla siebie. Mały, duży, kwadratowy, okrągły, podłużny, płaski – do wyboru do koloru. Warto zwrócić uwagę jedynie na wagę – w końcu będziemy to „ustrojstwo” nosić zawsze przy sobie, więc lepiej, żeby było lekkie.

Od pewnego czasu używam power bank o pojemności 8000 mAh, starcza na ponad cztery pełne ładowania smartfona. Dzięki tej przenośnej ładowarce, wolność korzystania z telefonu jest jeszcze większa, bo jestem – zabrzmi to może ciut dziwnie, ale co mi tam – uniezależniony energetycznie. I już nie muszę cierpieć z powodu „zespołu odstawienia”, bo mój telefon jest zawsze naładowany. Polecam!

  7 comments for “Wyładowany telefon nigdy mnie już nie zaskoczy

  1. ~Andrzej
    14 lutego 2015 o 03:20

    dziś Walentynki bo teraz Bardziej jara mnie… http://www.almoc.pl/img.php?id=1649

  2. ~Lenka
    15 marca 2015 o 12:19

    „pal w łóżku, nie zostawiaj ich bez pracy…”
    http://www.almoc.pl/img.php?id=3117

  3. 28 stycznia 2016 o 12:32

    Swoją drogą ja preferuje też posiadanie ładowarki na baterie – można zrobić ją samemu więc nie jest to nic trudnego http://www.open-youweb.com/jak-zrobic-przenosna-ladowarke-do-telefonu/ i prąd jest wtedy zawsze z nami puki baterie go mają.

  4. 9 listopada 2016 o 16:41

    niepubliczność

  5. 16 września 2017 o 03:19

    miło się czytało

  6. 16 września 2017 o 03:23

    pozdro dla autora, fajnie piszesz:)

  7. 18 września 2017 o 09:51

    jestem na tak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *