Trzepak – Facebook mojego dzieciństwa

Nigdy w życiu nie trzepałem dywanu, bo w naszym domu ich po prostu nie było. Trzepak jednak nigdy nie był mi obcy, powiem więcej, trzepak zawsze dobrze mi się kojarzył. Nie z obowiązkami domowymi, nie z czyszczeniem dywanów, a z zabawą, czasem wolnym i szaleństwem. Z zawrotami głowy od za dużej ilości fikołków, z pierwszymi próbami gry w siatkówkę piłką do nogi (tylko taką mieliśmy), a także z oglądaniem świata do góry nogami.

trzepak0

Rzeźba Marioli Wawrzusiak. Źródło: http://www.radiojura.com.pl/.

Prawie każdy ma jakieś wspomnienia związane z trzepakiem, a Internet wręcz pęka w szwach od historii trzepakowych. Mimo to zdecydowałem się przyjrzeć tematowi nieco dokładniej. Mam wrażenie, że blog poświęcony przestrzeni publicznej bez wpisu o tym obowiązkowym meblu osiedlowym nie byłby kompletny. Więc będzie o tym, o czym wszyscy wiemy…

Wyszukane w Internecie: Spotkajmy się przy trzepaku, podyskutujmy, pośmiejmy się, pogimnastykujmy… Trzepak, to wspólny mianownik. Trzepak – centrum towarzyskiego życia podwórkowego. Trzepak – Facebook mojego dzieciństwa. Trzepak – centrum dowodzenia światem. A jak Wy nazwalibyście ten podwórkowy mebel?

Niby nic takiego, cztery zespawane rury. Zielone, rzadziej bordowe, czasem żółte, zawsze zardzewiałe. Ot, trzepak. Jakoś nie mogę sobie przypomnieć, aby na naszym osiedlowym trzepaku ktoś rzeczywiście trzepał dywany. Pewnie tak, ale ja zapamiętałem zupełnie coś innego. „O, trzepak jest wolny” – z takim okrzykiem biegliśmy w jego kierunku aby się wspinać. „O nie… zajęty…” – innym razem musieliśmy znaleźć sobie inne miejsce: ławki, piaskownicę, lub klepisko pod drzewami, gdzie graliśmy scyzorykiem w kolonie. Dziewczyny zaczepiały o rury trzepaka gumę do skakania, graliśmy w siatkówkę, czasem w badmintona. Trzepak był także poczekalnią dla drużyn piłkarskich, które czekały na zwolnienie się boiska.

Potem boisko zlikwidowano, bo się kurzyło, bo błoto się robiło. A wydawało by się usatysfakcjonowani mieszkańcy (że wreszcie nikt się nie wydziera: „Podaj! Podaj!”), zaczęli narzekać na tych, którzy z boiska przenieśli się na ławki, by pić piwo. Też krzyczeli, tylko już nie „Podaj!”…

Najpierw boisko, potem trzepak. Likwidację bramek, zaoranie terenu boiska i zasadzenie na środku krzaków przeżyłem „osobiście”. Likwidacji trzepaka na szczęście nie doczekałem – przeprowadziłem się do centrum miasta. W naszym nowym domu trzepak był na podwórku. Dzieci się na nim co prawda nie bawiły, ale przynajmniej używany był i jest nadal do trzepania dywanów. Rytualnie, raz do roku, dywany wytrzepać przecież trzeba.

Gdy zniknie ostatni trzepak, zgaście za nami światło

Przeglądam przeróżne blogi i wpisy o trzepakach. Trafiam tu. I robi się ponuro… Autor pisze tak: „Wypieprzyli też ten trzepak, pewnie po to, by nie było im za głośno. Łaziłem tędy, wiedziałem, że już go nie ma, ale dopiero dzisiaj poznałem daleko idące konsekwencje – przeraźliwą, traumatyczną ciszę.”

W czeluściach Internetu znalazłem też inny wpis: Historia magicznego trzepaka. Mimo wielu wspaniałych wspomnień, kończy się podobnie jak ten wcześniejszy: „Niestety, najwidoczniej na wszystko przychodzi kiedyś czas. Przy wczorajszym powrocie do domu spostrzegłem, że naszego niezastąpionego czerwonego trzepaka już nie ma… Zniknął, zapewne w czeluściach ton innego żelastwa, kolekcjonowanego namiętnie przez zbieraczy złomu.” Wpis także z innego względu jest intrygujący, ktoś wreszcie nazwał, wylistował i opisał figury i akrobacje trzepakowe! Parówka, przewrót w przód, nietoperz (górny) i nietoperz (dolny) – pamiętacie?

trzepak2

Typowy trzepak z okresu PRL-u.

Potem przyszedł czas na przeprowadzkę do „nowego budownictwa”. Trzepaka brak. Przecież jest niepotrzebny. Odkurzacze myjąco-piorące, środki czyszczące dywany – po co wychodzić z domu? Po co targać ciężki i nieporęczny rulon przed budynek. Z ciekawości zapytałem w kilku firmach administrujących nowe osiedla czy „planują trzepaki”… „Nie przejdzie, ludzie nie chcą”, „Byłoby za głośno – ludzie się nie zgodzą”, „No coś Pan zwariował? Kurzyć się będzie! Trzepaki to były w PRL-u, a do naszego osiedla nie pasują.” Teraz będzie złośliwie. Cisza, spokój, prestiż… Tu mieszka elita, której dywany się nie kurzą. A osiedle jest zrównoważone i ekologiczne. Trzepak? A puknij się pan w głowę.

Już prawie na koniec nieco śmieszna i smutna zarazem wymiana zdań przytoczona przez miłe panie z zaprzyjaźnionej administracji:

– Dlaczego dzisiaj dziecko nie mogłoby wisieć na trzepaku do góry nogami?

– Bo by mu telefon wypadł z kieszeni…

Pod prąd i na przekór ogólnym trendom idą autorzy projektu „Klopsztanga – trzepak reaktywacja”. „Intencją stojących za pomysłem projektantów była chęć przywrócenia choć na chwilę na nowo świetności temu dziwacznemu zjawisku. Instalacja animowała, inspirowała i kształtowała naszą przestrzeń rzeczywistą. Nie portalowo-facebookową, ale tą prawdziwą, miejską. Podobnie jak kiedyś trzepak to przedmiot uniwersalny, nieokiełznany, rozbudzający wyobraźnię. To stale najprostsza alternatywa ławki, huśtawki, bramki. ” – czytam na stronie festiwalu ArtBoom. Cóż, więcej pisać na ten temat nie trzeba. Projekt trafia w sedno i wyczerpuje temat.

trzepak1

Realizacja projektu Klopsztanga w ramach festiwalu ArtBoom w Krakowie, źródło: http://www.medusagroup.pl/.

Tak daleko posuniętych procesów cofnąć się nie da. Trzepaki znikają i trzeba się z tym pogodzić. Wypowiadam jednak wojnę tej przerażającej ciszy podwórkowej, która jest konsekwencją zmian w przestrzeni publicznej. Na razie dzieci mam małe więc wychodzę przed dom razem z nimi. Z siatką pełną balonów, zdalnie sterowanych aut, piłek. Dołączamy się do innych bawiących lub czekamy aż ktoś dołączy się do naszej zabawy. Jak dzieci podrosną będę je zachęcał do wychodzenia na pole (tak to się mówi po krakowsku…) już bez rodziców. Może odważę się też krzyknąć kiedyś przez okno, tak samo jak wołała mnie moja mama trzydzieści lat temu: „Do domu! Obiad!”

  12 comments for “Trzepak – Facebook mojego dzieciństwa

  1. ~Lenka
    24 marca 2015 o 18:49

    To jest główne pytanie dnia dzisiejszego?
    http://www.almoc.pl/img.php?id=2906#comments

  2. ~Lenka
    25 marca 2015 o 09:36

    dlatego też jak Jerzy Urban popierasz Ogórek? http://www.almoc.pl/img.php?id=3368

  3. 25 marca 2015 o 11:03

    U nas na wsi kilkanaście lat temu nie było trzepaków. Można to nazwać plusem i minusem. Nie jestem wychowana na betonowym podwórku, a raczej na pobliskich łąkach, polach żyta i polnych drogach. Brzmi to nieco metaforycznie, bo można odnieść wrażenie, że nie miałam domu ani rodziców – wręcz przeciwnie, był cudowny dom, świetni rodzice, masa wiejskich dzieciaków, z którymi nigdy nie można było się nudzić.
    Nasze trzepaki też już zanikają. Obecnie dzieciaki siedzą w domach, nie korzystają z tego, co daje mieszkanie na wsi. Naszym dzieciakom, które powinny jak my kiedyś w letnim okresie, bezpruderyjnie deptać zboże sąsiadowi, proponuje się boisko do piłki nożnej o wymiarach 3×4 metry, wyłożone kostką brukową drugiego gatunku od lokalnego przedsiębiorcy.
    To my, dorośli, sprawiamy, że znikają trzepaki. To nasza wina, że przyjazna dzieciom wiejska okolica nabiera mocy nowobogackiego przedmieścia.

    I nawet krowy sąsiada muczą jakby ciszej i bardziej dostojnie.

  4. ~Lenka
    26 marca 2015 o 12:50

    Nie rób tego Panie Profesorze, wszystko będzie dobrze! http://www.almoc.pl/img.php?id=3350

  5. ~zzzzz
    27 marca 2015 o 17:02

    „będę je zachęcał do wychodzenia na pole (tak to się mówi po krakowsku…)”
    To ciekawe. „Na pole” mówi się na całym południu, południowym wschodzie. Skąd pomysł, że używanie tego sformułowania to „po krakowsku”?

    • ~Hubert
      12 kwietnia 2015 o 11:57

      Sformułowanie używane jest w całej polskiej części Galicji. Kraków uchodzi za jego stolicę. Pewnie stąd często się mówi, że to krakowskie wyrażenie.

  6. 9 listopada 2016 o 12:44

    nieprofanowany

  7. 23 lutego 2017 o 09:39

    Wyjątkowo ekstra blog

  8. 9 marca 2017 o 22:51

    świetny wpisik

  9. 16 września 2017 o 08:43

    dobre dobre

  10. 18 września 2017 o 21:54

    Fajny wpisik

  11. 19 września 2017 o 10:51

    bede tu powracać bo fajnie piszesz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *